Los Indian z Panamy domaga się Waszego wstawiennictwa

Artykuł z grudnia 2009 roku

Indianie Guaymi (Ngäbe,Ngobe) od wieków zamieszkują obszary dzisiejszej Panamy. Podczas swojej czwartej podróży do Ameryki, Krzysztof Kolumb, u wybrzeży dzisiejszej Kostaryki spotkał Indian Talamanca (Bribri) zaś u wybrzeży Panamy Indian Guaymi. W czasach kolonialnych Panama stała się pewną zdobyczą Królestwa Kastylii i Aragonii oraz ważnym punktem przeładunkowym dla hiszpańskiego złota. Tamtejsze ludy tubylcze wielokrotnie dawały się jednak we znaki najeźdźcom. Do najbardziej walecznych należało państewko kacyka Urraca, który zaprzysiągł walczyć z Hiszpanami aż do śmierci. Przysięgi swojej dotrzymał. Uracca umiera w roku 1531 jako wolny człowiek. Jego oddziały sieją postrach wśród konkwistadorów, którzy starają się unikać konfrontacji z walecznymi Guaymisami Urraki.

W pierwszych dekadach konkwisty Ameryka Środkowa, obok Karaibów, stała się areną niezwykle krwawych zajść. Obsesyjna brutalność towarzysząca pierwszym, krwawym rajdom na kontynentach amerykańskich, tutaj przybierała jeszcze bardziej okrutne formy. Największym oprawcą dla Indian Guaymi (Ngäbe) i szeregu plemion w regionie stał się Pedro Arias d’Avila. Żywot tego konkwistadora, założyciela miasta Panama kładzie kłam twierdzeniu, iż mądrość oraz umiarkowanie przychodzą wraz z wiekiem. Będąc już człowiekiem bez mała osiemdziesięcioletnim wyrusza on na północny zachód, aż po dzisiejszy Honduras, niszcząc i rabując kolejne krainy zaś ich mieszkańców, mordując lub obracając w niewolników.

Palenie ludzi żywcem, przeszywanie mieczem, rzucanie psom na pożarcie oraz różne formy mąk to tylko niektóre preferowane przezeń metody, które przytacza współczesny mu Bartolome de Las Casas w „Krótkiej relacji o wyniszczeniu Indian”. Patologiczne zapędy d’Avilii były na tyle brzemienne w skutkach, że nawet ludzie z obozu ekspansji tj. Hernan Cortes, nie podzielali jego metod. Ostatecznie król hiszpański Karol V odwołuje Ariasa de Avillę ze stanowiska gubernatora prowincji Darien, ale podbój, podporządkowanie i wreszcie marginalizacja miejscowych ludów tubylczych trwa nadal.

Guaymi (Ngäbe) uciekają w najwyższe, strome partie gór ale ostatecznie nie unikają podbicia.

Życie jakie wiodą w trudno dostępnych rejonach, pozwala jednak zachować im stosunkową niezależność z dala od zewnętrznej ekspansji osadniczej aż po XX wiek

Stosunkowo duże zmiany w życiu Indian Guaymi wprowadza dopiero budowa odcinka szosy transkontynentalnej. Prowincja Chiriqui staje się miejscem intensywnego rozwoju a Ngäbe są zatrudniani do pracy na powstających plantacjach bananów, trzciny cukrowej oraz kawy. Nie wpływa to jednak znacząco na życie większości Indian Guaymi, którzy do dziś zachowują tradycyjną gospodarkę opartą na rolnictwie i rybołówstwie.

Egzystencja panamskich Indian z odległych rejonów kraju przez kolejne dekady, pozostaje na marginesie zainteresowań centralnych rządów. Nawet wielka autostrada transkontynentalna znana jako panamerykańska urywa się tu nagle ustępując miejsca jednej z najmniej przystępnych puszcz świata. Jest jednak jedna rzecz w życiu nowożytnych społeczeństw, która wciąż na nowo redefiniuje ustalone wcześniej granice i traktaty. Jest to nieokrzesana żądza zysku, legitymizowana wyższymi nakazami postępu, ekonomii i nepotycznym przywilejem władzy. Wykorzystując pozycję mandatariusza politycznego kolejni projektanci życia autonomicznych społeczności narzucają im własne rozwiązania społeczne i środowiskowe. Rozwiązania o tyle pilne o ile mogące poprawić bilans finansowy lub ekonomiczny reprezentowanego przezeń sektora.

INDIANIE GUAYMI (NGABE)

Historia ignorowania praw rdzennych mieszkańców Panamy – mająca swój zaczątek u zarania kontaktów z światem europejskim – od kilku lat otwiera swój kolejny rozdział. Centralny rząd panamski zapowiedział bowiem realizację kilkudziesięciu hydroelektrycznych projektów, na wschodzie i zachodzie kraju, które uderzą w liczne społeczności indiańskie na tych terenach.

Tylko na obszarze stanu Bocas del Toro oraz Chiriqui w fazie dyskusji lub konstrukcji znajduje się około 51 tam spośród, których już połowa została pozytywnie zaopiniowana przez legislaturę i panamskie instancje kontrolne.

Od ponad dwóch lat projekt budowy tamy CHAN-75 na rzece Changuinola zagraża status quo kilku tysięcy Indian Guaymi w prowincji Bocas del Toro. Około 5 tysięcy tamtejszych Indian polega na tradycyjnych metodach pozyskiwania żywności utrzymując się z rolnictwa oraz łaskawości rzeki. Powstanie tamy uderzy w cztery wioski, które w efekcie ulegną zalaniu, zaś ich mieszkańcy, w przybliżeniu około tysiąca osób, zostaną objęci eksmisją, względnie przesiedleniami. Zasięg rażenia inwestycji dotknie kolejne 4 tysięcy Indian poprzez min. redukcję lub eliminację ryb ich w diecie, zalanie tras podróży, kolejne zalania lub utrudnienia w dostępie do pól uprawnych. Ostatnim zagrożeniem, wynikającym bezpośrednio z inwestycji towarzyszącym projektowi, jest otworzenie odosobnionych dotąd terenów dla ruchu osadniczego z zewnątrz. Powstanie tamy Chan-75 nie pozostanie również bez wpływu na pobliską rezerwę biosfery La Amistad zaliczaną do światowego dziedzictwa UNESCO.

Budowa tam na rzece Changuinola stanowi wspólne przedsięwzięcie rządu panamskiego oraz amerykańskiej grupy AES Corporation. Współpraca między stronami przewiduje powstanie dwóch tam w obrębie rzeki. AES Corporation od początku zadbało o odpowiednią atmosferę wokół swojej obecności w Panamie. W wielu gazetach pojawiły się obwieszczenia przedstawiające korzyści jakie przyniesie projekt krajowi oraz samym Ngäbe. Od samego początku zarysował się jednak rozdźwięk między prasowym public relations przedsiębiorstwa a działaniami faktycznymi.

Na początku pion negocjacyjny AES Corporation stwarzał pozory obiektywnej oferty. Szybko okazało się, że pod tym blichtrem kryła się zaplanowana taktyka oszustw i wywierania nacisków. Nie wiele wątków odzwierciedla tą prawidłowość równie wymownie jak historia Isabel Becker. Isabel jest 61-letnią kobietą, matką dziewięciorga dzieci, która mieszkała we wsi la Charco Pava w dolinie rzeki Changuinola. Życie tej kobiety nie różniło się niczym od rytmu dnia innych tubylców z okolicy dopóki u drzwi jej domu nie pojawili się pracownicy AES Corporation oraz pomniejsi urzędnicy. Werdykt był jednoznaczny. Dom Isabel staną na drodze projektu hydroelektrycznego i podobnie jak każdy inny obiekt w podobnym układzie sił powinien być zburzony a ziemia przejęta. Nie było to jasne dla Isabel, osoby, nie znającej języka hiszpańskiego ani w pisowni ani w mowie.

 

Isabel Becker wraz z rodziną.

Dramat Isabel rozpoczął się w styczniu 2007 roku, kiedy wraz z członkami swojej rodziny została zabrana do stolicy Panamy. Dla będącej w sile wieku Indianki był to pierwszy pobyt w mieście. Ta nagła podróż nie miała jednak charakteru stricte turystycznego gdyż podróżująca trafiła do biur AES Corporation. Tam spotkała przewodniczącego przedsiębiorstwa Gonzaleza Humberto oraz Bonillę Celię, Indiankę Ngäbe, pracującą dla przedsiębiorstwa. Isabel Becker przekazano dokument w języku hiszpańskim. Według pracowników AES Corporation mieszkance wsi La Charco Pava wyjaśniono, że dokument zawiera umowę sprzedaży ziemi. Jak zrozumiała jednak sama zainteresowana, podpisanie dokumentu miało charakter proceduralny a celem podpisu było umożliwienie opuszczenia biur przedsiębiorstwa.. Tym sposobem w świetle panamskiego prawa Indianka zrzekła się praw do ziemi. Wbrew usilnych próśb poszkodowanej, Isabel została wymeldowana, jej dom zburzony przez buldożery a ziemia trafiła na poczet przedsięwzięcia.

Na początku pomimo incydentów z wywłaszczeniami chciano zachować pozory normalnych konsultacji społecznych. Na spotkanie ze społecznościami Ngäbe w drugiej połowie 2007 roku przybyło kilku wysokich rangą przedstawicieli ANAM (Panama’s National Authority for the Environment), gubernator Bocas del Toro , Humberto Gonzalez z AES – Changuinola oraz przedstawiciel lokalnych struktur policji. Gonzalez w prezentacji przedstawił zasady funkcjonowania tamy oraz prace nad jej budową, zaś Reyes Eduardo pracujący dla ANAM, wskazał na korzyści dla Indian wynikające z inwestycji, wymieniając w pierwszym rzędzie ekoturystykę oraz poprawę w dostępie do edukacji i opieki zdrowotnej.

Odpowiedź zgromadzonych Guaymi/Ngäbe była jednoznaczna. Spośród 24 mówców z 6 społeczności tylko trójka zajęła pozytywne stanowisko względem projektu. Wypowiedzi pozostałych kwitowane aplauzem zgromadzonych opowiadały się zdecydowanie przeciwko. Przedstawiono petycję przeciwko budowie tamy a Indianie Ngäbe wspierani przez organizację pozarządową (min. Cultural Survival), zapowiedzieli skierowanie petycji do sądów, a w razie niepowodzenia do Międzyamerykańskiej komisji Praw Człowieka (IACHR).

Konsultacje społeczne z 2007 roku okazały się wkrótce tylko zasłoną dymną. Pokojowy protest Indian Guaymi/Ngäbe, na początku 2008 roku, spotkał się z brutalną reakcją policji interweniującej w celu udrożnienia terenu pod projekt. Przeciwko protestującym Ngäbe użyto przemocy: matki z dziećmi przewracano na ziemię, młodej dziewczynie roztłuczono rękę zaś jej bratu nos; 54 osoby, w tym dwójka niemowląt, zostały zatrzymane i uwięzione.

Na obszar projektu wkroczył ciężki sprzęt na czele z buldożerami, które rozpoczęły burzenie domów społeczności z la Charco Pava. Równocześnie zainicjowanie prac nad tamą Chan-75, obwieściły głośne eksplozje, związane z detonacją rzeźby terenu znajdującej się w granicach obszaru chronionego. Na obszar prac wkroczyły uzbrojone oddziały policji, blokując dostęp do ziem zawłaszczonych na rzecz konstrukcji oraz wsi Indian – a sami Ngäbe tracą znaczne ilości rolniczych zbiorów. Równocześnie toczyła się prawna batalia o uznanie praw i głosu protestujących Indian. James Anaya, występujący z ramienia ONZ potwierdza szereg nadużyć w Panamie a kolejnych 5 indiańskich liderów, w tym Lopez Ernesto (nauczyciel Ngäbe ze społeczności la Charco Pava), bierze udział w spotkaniu przed IACHR.

W połowie 2009 roku Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka (IACHR) wezwała rząd Panamy oraz jej partnera inwestycyjnego, AES Corporation, do zawieszenia wszelkich prac przy konstrukcji hydroelektrycznej tamy na rzece Changuinola oraz eliminacji wszystkich nadużyć i represji skierowanych przeciwko społeczności la Charco Pava. Niestety – ostateczna decyzja Komisji wymaga kolejnych miesięcy oczekiwań a tymczasem rząd Panamy wraz z AES Corporation ignorują zalecenia komisji, kontynuując w szybkim tempie budowę tamy.

INDIANIE NASO – OSTATNIA MONARCHIA TUBYLCZEJ AMERYKI

W prowincji Bocas del Toro żyją również Indianie Naso. Społeczność Indian Naso liczy sobie 3,8 tysięcy osób mieszkających głównie w 11 wioskach wzdłuż rzeki Terbe. Wielu spośród tamtejszych Indian zachowało wiele elementów tradycyjnego życia. Naso-Teribe wciąż odbywają długie wielogodzinne wędrówki podstawą swojej gospodarki czyniąc połów ryb oraz drobną uprawę. Ziemie na, których żyją obejmują swym zasięgiem biosferę La Amistad i rezerwę leśną Palo Seco. Niestety jednak i ten obszar w zamyśle centralnych rządów Panamy nie ustrzeże się przed kampanią tam, której inicjację obserwujemy w tym środkowoamerykańskim kraju. W granicach systemu rzecznego Teribe mają powstać cztery kolejne tamy a już teraz obserwujemy zaczątek konstrukcji pierwszej z nich. Tama o, której mowa to Bonyik a wybuduje ją przedsiębiorstwo Panama Empresas de Medellin z sąsiedniej Kolumbii.

Indianie Naso do teraz borykają się z problemem uznania granic własnego terytorium, ale tym razem projekt budowy tam sięgnął o wiele dalej i spowodował podziały na łonie samej społeczności. Indianie, którzy nie utrzymują swojej tradycyjnej kultury i żyją głównie w miastach wokół Changuilona, spodziewając się korzyści finansowych oraz innych udogodnień, w większości opowiedzieli się za budową tamy. Pozostali jednak, zamieszkujący tradycyjne ziemie oraz korzystający z dóbr środowiska są zdecydowanie przeciwni.

Na czele Indian Naso stoi król, który obierany jest z szerokiej rodziny królewskiej Santana. Zwyczaj ten czyni z nich jedyny naród tubylczy z dziedziczną monarchią w obydwóch Amerykach. Dotychczasowy król Santana Tito prowadził negocjacje z rządem, bez konsultacji z współplemieńcami, dając przyzwolenie na budowę tamy. Jego zakulisowe kontakty zaowocowały oskarżeniami o przyjmowanie finansowych gratyfikacji, czego następstwem było usunięcie Tito z funkcji i obranie nowego króla, którym został Valentin Santana. Valentina Santanę poparli niemal wszyscy indianie Naso za wyjątkiem tych mieszkających w obrębie miast i opowiadający się za konstrukcją tamy.

 

Król Santana Valentin (w pióropuszu) podczas marszu z okazji 12 października.

Indianie Naso mają o wiele większe doświadczenie w akcjach protestacyjnych aniżeli Indianie Ngäbe. Ich opór względem tamy sięga roku 2004. Naso pamiętają historię Indian Embera i Kuna, którzy zrezygnowali ze swych ziem na rzecz tamy Bayano w 1968 roku, kiedy Indianie godząc się na odstępstwa, mieli otrzymać w zamian proporcjonalnie duże terytorium w innym miejscu a także inne udogodnienia. To co przyznano później tubylcom stanowiło apanaż o wiele mniejszy od zapowiadanego.

Indianie Naso poczuli się dotknięci, kiedy ówczesny prezydent Panamy, Marcin Torrijos, przybył do prowincji aby położyć kamień węgielny pod budowę tamy Bonyik. Powiew tamy jako pierwsza poczuła Wilma Aguilar, kiedy u drzwi jej domu, w czerwcu 2007 roku pojawili się pracownicy drogowi z informacją, że przez jej ziemie przebiegnie droga pod budowę tamy Bonyik. Trzy dni później zjawili się ponownie ścinając drzewa i niszcząc zbiory rolne.

Indianie szybko odpowiedzieli zorganizowanym działaniem blokując konstrukcję drogi. Wkrótce tubylcy sporządzili petycję pod, którą podpisało się 600 Naso. Lud znad rzeki Teribe za pośrednictwem tego pisma domagał się: wstrzymania konstrukcji tamy, zatrzymania ekspansji prywatnych rancz bydła w głąb tradycyjnego terytorium oraz oficjalnego uznania Santany Valentina za króla Naso. Odpowiedzią na blokady były zatrzymania włącznie z kilkudniowym aresztem.

Pokojowy protest Indian Naso, podobnie jak równoległe działania Ngäbe był belką w oku dla lokalnych i centralnych rządów Panamy. I podobnie jak w przypadku Ngäbe postanowiono belkę tą usunąć. 30 marca 2009 r. gubernator prowincji Bocas del Toro wysłał 100 uzbrojonych policjantów w stronę wioski Durui San San. Na miejscu funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego oraz ciężkiego sprzętu. Zniszczono 30 budynków w tym domy, kościół oraz centrum kulturalne Naso. W wyniku interwencji 210 członków plemienia Naso straciło schronienie zaś 8 dzieci zostało hospitalizowanych w wyniku kontaktu z gazem. Przez następne tygodnie policjanci penetrowali terytorium, odgradzając obszar pod budowę tamy i poszukując indiańskich liderów w celu ich zatrzymania. Chojna oferta rządu zakładała dostarczenie materiałów na budowę nowych domów jeśli tylko Naso oddalą się z terytoriów, które postanowiono zawłaszczyć na potrzeby projektu.

 

Oddział policji na tle zniszczonej wioski Indian Naso.

15 kwietnia pod koniec 3-trzeciego Szczytu Tubylczych Liderów Ameryki pojawiła się kilkudziesięcioosobowa grupa wyraźnie zmęczonych Indian Naso na czele z królem Valentinem Santaną, którzy przedstawili dramatyczną sytuację plemienia. Swojego oburzenia nie krył wódz Indian Kalinago z Dominiki Charles William: „Dla tego właśnie tu jesteśmy aby wyrazić naszą solidarność z cierpiącymi braćmi i siostrami”. Prezydent Zjednoczonej Konfederacji ludów Taino, Roberto Borrero również wyraził solidarność z Naso sugerując aby delegaci na szczyt zrezygnowali z posiłku przygotowanego dla nich, oddając go przybyłym Naso. Oburzenie i zaangażowanie zapowiedział również Hector Huertas, reprezentant tubylczej rady Indian Kuna z Panamy.

Do początku maja 2009 roku wydano nakaz cofnięcia oddziałów policji. Sytuacja Indian Naso w dalszym ciągu pozostaje niepewna.

LOS INDIAN Z PANAMY DOMAGA SIĘ WASZEGO STAWIENNICTWA

Pomimo, że od czasów przypłynięcia Krzysztofa Kolumba do brzegów Ameryki minęło już 5 wieków to ignorowanie, marginalizowanie i niszczenie życia rdzennych Amerykanów trwa nadal. Formy i metody ekspansji nie są już tak krwawe i powszechne jak w XVI wieku ale do dziś obserwujemy gwałtowne przypadki przemocy objawiające się w różnej formie i postaci.

Najczęstszym argumentem dla wkraczania i przekształcania ziem tubylczych pozostają wielkie inwestycje, które w powszechnym komunikacie, mają przysłużyć się gospodarce kraju oraz poziomowi życia pojedynczych obywateli. Według tej opcji tubylcze społeczności oraz wszyscy inni powinni schylić głowę ku ziemi przed postępem rozumianym tu jako postęp techniczny.

Pytanie jednak brzmi: czym jest prawdziwy postęp? Czy jest to postęp techniczny czy może postęp sumienia? Postęp sumienia przejawiający się w istnieniu wrażliwości, empatii, współodczuwania (ogólnie pojmowanej miłości) wewnątrz każdego z nas oraz zdolności przekazywania ich innym? Oto pytanie na, które każdy z nas powinien sobie odpowiedzieć już dziś, przenosząc konkluzje z owego pytania na grunt dnia codziennego. Odległość geograficzna nie jest odwrotnie proporcjonalna do odpowiedzialności za nas samych. Wszyscy jesteśmy nićmi z tej samej tkaniny. Pociągnij jedną nitkę a rozprujesz całą tkaninę. Dziś wiele nici poszarpanych ku wszystkim stronom świata domaga się interwencji. Jedną z tych nici są Indianie z Panamy, których racje oraz prawa podważono na rzecz korzyści materialnych. Los tych ludzi dopomina się o wasze stawiennictwa.

JAK MOŻESZ POMÓC?

1. Wyślij list w języku polskim, hiszpańskim, angielskim lub innym do, któryś z podanych jednostek decyzyjnych. W treści wyraź swoją troskę oraz obawy o los Indian Ngäbe (Ngabo, Guaymi) oraz Naso, wzywając do działań zmierzających do wstrzymania budowy tam na rzekach a także do zabezpieczenia ziem Indian Naso przed zewnętrzną ekspansją związaną z ranczami bydła. Poproś również o zadośćuczynienie względem dotychczas wyrządzonych szkód:

Ambasada Republiki Panamy

ul. Biedronki 13a,

02-946 Warszawa

Excelentísimo Señor Ricardo Martinelli Berrocal.

Presidencia de la República

Palacio de Las Garzas,

Corregimiento de San Felipe

Panamá 1, República de Panamá

Jose Raul Mulino

Ministerio de Gobierno Y Justica

Avenida Central, entre calles 2a. y 3a., San Felipe

1628, Zona 1, Panamá

Inter-American Commission on Human Rights

1889 F Street, N.W.

Washington, D.C., 20006

U.S.A.

2. Organizacja Cultural Survival od dwóch lat wspomagająca panamskich Indian w obronie ich praw, przyjmuje datki na rzecz kampanii pomocy tamtejszym ludom:

https://www.culturalsurvival.org/civicrm/contribute/transact?reset=1&id=6

POST SCRIPTUM

Obecnie na całym świecie wiele społeczności lokalnych w tym ludy tubylcze zmagają się z przedsięwzięciami mającymi na celu budowę tam na rzece. Tylko w samej Brazylii planuje się budowę rozlicznych tam w obrębie wszystkich ważniejszych rzek Amazonii. Do najbardziej kontrowersyjnych należą plany budowy tam w obrębie rzek Xingu i Madeira. Tama na rzece Xingu, Belo Monte będzie trzecią co do wielkości tamą na świecie powodując eksmisję od 16 do 20 tysięcy ludzi.

Tama Belo Monte dotknie 18 różnych plemion indiańskich w tym najbardziej Indian Juruna, niektóre grupy Arara, Kayapo i Xipaya otwierając drogę do budowy. kolejnych tam wspomagających w tym na rzece Iriri.

Tama na rzece Madeira zaleje olbrzymie połacie terenu w tym po stronie granicy boliwijskiej a jej budowa zagraża egzystencji 5 plemion Indian izolowanych, czyli takich, które w ubiegłych dziesięcioleciach lub wiekach, po pierwszych dramatycznych kontaktach ze światem zewnętrznym, cofnęły się w głąb puszczy i do dzisiaj takiego kontaktu unikają.

Oprócz tego istnieją projekty budowy dziesiątek, mniejszych tam w obrębie kolejnych rzek w tym Juruena. Mieszkają tam min. Indianie Enawene Nawe, którzy maja o tyle specyficzną dietę, iż nie spożywają czerwonego mięsa podstawą jadłospisu czyniąc połów ryb oraz uprawę manioku. Jeżeli dojdzie do budowy tamy struktura rzeki ulegnie zaburzeniu a Indianie w dużej mierze stracą dostęp do głównego źródła pożywienia. To kolejna udręka dla Indian w Mato Grosso, którzy już dziś zmagają się ze skutkami wylesienia, inwazji rancz dla bydła oraz rozwojem uprawy soi. Przedsięwzięcia sojowe w Mato Grosso szeroko finansowały europejskie banki, w tym Rabobank, Fortis Bank, Paribas, ING i inne…

Po drugiej stronie ziemskiego globu lud Penan (Malezja, Sarawak), który od dwóch dekad walczy z masowym wylesieniem staje przed perspektywą budowy 12 tam. Ludy znad Xingu, Enawene Nawe oraz Penanowie już podjęli działania zmierzające do blokady projektów.

Dzieje minione oraz nam współczesne niosą wiele przykładów realizacji dobra ogólnospołecznego kosztem większych lub mniej wyraźnych mniejszości. Nie dajmy się jednak omamić złudzeniu, że jakiekolwiek dobro – nawet te najpowszechniejsze – może istnieć kosztem, którejkolwiek z komórek. Los pojedynczego organizmu zawsze pozostaje losem ogółu. Tam gdzie dziś obraca się w niwecz prawa pojedynczej istoty jutro płonąć będą prawa milionów.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Korporacje i Instytucje, Panama, Protesty, Przemoc, Tamy na rzekach i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Los Indian z Panamy domaga się Waszego wstawiennictwa

  1. Moja przeprowadzka do Panamy pisze:

    Byłem już w Panamie w roku 2001. Poznałem Indian z plemienia, jak ja ich nazywam, Nowe Bugle.
    Bedąc w Bocas del Toro widziałem jak obsługują łodzie motorowe, czyli taxi wodne i pracują na budowie. Miałem okazję zaprzyjaźnić się z nimi. Mam do nich szacunek i nic złego z mojej strony im nie groźi.
    Zbyt długo podróżuję po świecie , żebym miał złe intencje w stosunku do tubylców.
    W każdym razie popieram Wasz apel i trzymam kciuki.
    Stanley…………, jeszcze z Polski.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s