Działania Publiczne

12 października 2012 roku minęła dokładnie 520 rocznica dopłynięcia Krzysztofa Kolumba do brzegów Ameryki. Rdzenni Mieszkańcy obu Ameryk przypominają, że podróż Kolumba była początkiem długiej historii przemocy, niewolnictwa i depopulacji. Różne formy naruszeń praw i wykluczenia dotykają Indian do dziś. 12 października 2012 roku na Placu Zamkowym w Warszawie zgromadziła się grupa sympatyków i członków Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian (PRPI), Polskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Indian (PSPI) oraz szereg innych osób, aby przypomnieć o prawdziwym obliczu kolonizacji zapoczątkowanej przez Kolumba oraz wyrazić swoje poparcie dla Tubylczych Narodów obu Ameryk. Pod spodem fragmenty w zapisie filmowym.

 

===========================================================================

 

I. Poznań – Lubasz – Klempicz – Żarnowiec – Krokowa (maj-wrzesień 2011 roku)

W okresie tym przeprowadziłem jednoosobową kampanię informacyjną na temat pochodzenia, metod eksploatacyjnych i wpływu uranu oraz samego przemysłu nuklearnego na społeczności w różnych regionach świata:

  1. Kopalnie uranu w Nigrze na ziemiach Tuaregów Stop uran http://wolnemedia.net/ekologia/areva-niger-i-tuaregowie-krwawy-uran-w-polsce/
  2. Kopalnie uranu w Namibii w sąsiedztwie ziem ludu Topnaar Nama http://estuariumsumienia.wordpress.com/2011/05/10/namibia-i-topnaar-nama-w-cieniu-uranu-i-energetyki-atomowej/
  3. Kopalnie uranu na ziemiach Aborygenów w obrębie Parku Narodowego Kakadu w Australii http://www.ithink.pl/artykuly/aktualnosci/swiat/od-parku-narodowego-kakadu-do-fukushimy/  oraz http://wolnemedia.net/ekologia/koongarra-w-granicach-parku-narodowego-kakadu/
  4. Historia eksploatacji uranu na ziemiach rdzennych mieszkańców w Stanach Zjednoczonych (Navaho i plany budowy kopalni na ziemiach Indian Havasupai) oraz kwestia lokalizacji poligonu nuklearnego i planów budowy składowiska odpadów jądrowych na ziemiach Zachodnich Szoszonów http://www.ithink.pl/artykuly/aktualnosci/swiat/mariaz-przemyslu-nuklearnego-i-zlota-na-ziemiach-zachodnich-szoszonow/  oraz http://wolnemedia.net/ekologia/kopalnie-uranu-w-wielkim-kanionie/

W ramach podjętych dialogów w kilku etapach rozmawiałem z mieszkańcami i przechodniami na ulicach Poznania, złożyłem wizytę w siedzibie gminy Lubasz i u sołtysa Klempicza Adama Furiera (gmina Lubasz do niedawna stanowiła głównego kandydata na umiejscowienie weń pierwszej elektrowni atomowej w Polsce). Wcześniej w 2010 roku analogiczną podróż odbyłem do gminy Krokowa (możliwa lokalizacja elektrowni jądrowej w Żarnowcu).

 

  • II. Warszawa (sierpień 2011 roku

W sierpniu 2011 roku dzięki zaproszeniu członków Kolektywu Syrena, miałem zaszczyt udziału w dwóch otwartych spotkaniach i dyskusjach dotyczących kwestii poszukiwania i eksploatacji gazu łupkowego w Polsce, połączonych z projekcją filmu Gasland.

Podczas moich przemówień miałem sposobność opowiedzenia o dziedzictwie łamania praw człowieka (lub wspierania tegoż procederu) oraz (lub) zanieczyszczeń środowiska przez przedstawicieli koncernów, które otrzymały koncesje geologiczne na lokalizacje surowców w obrębie terytorium Polski:

  1. Chevron http://damzuchowski.salon24.pl/376494,gaz-lupkowy-chevron-w-polsce-pomimo-lamania-praw-czlowieka
  2. Talisman Energy http://damzuchowski.salon24.pl/377904,gaz-lupkowy-talisman-energy-i-prawa-czlowieka-raport
  3. Total (prace w Birmie – patrz Chevron powyżej)
  4. Exxon Mobil min. http://estuariumsumienia.wordpress.com/2011/07/25/przywrocono-pozew-przeciwko-exxon-mobil/
  5. San Leon Energy http://afryka.org/afryka/czy-san-leon-uszanuje-prawa-saharyjczykow-,news/
  6. FX Energy http://wolnemedia.net/ekologia/fx-energy-zatail-wyciek-na-ziemi-czarnych-stop/

 

** III****     Piła – kwiecień 2011 roku   *******

  • Wśród koncernów, które otrzymały koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce znalazły się przedsiębiorstwa odpowiedzialne za arbitralne naruszanie praw człowieka lub działania o takim profilu wspierające

Wśród nich znajduje się między innymi:

1. Chevron – spółki zależne od tego koncernu (Chevron Polska Exploration and Production Sp. z o.o i Chevron Polska Energy Rescoures Sp. z o.o) posiadają koncesje obligujące je do poszukiwania gazu łupkowego w Polsce (Kraśnik, Frampol, Zwierzyniec, Grabowiec). Tymczasem Chevron do dzisiaj unika wzięcia na siebie odpowiedzialności za wylanie potężnych ilości ropopochodnych ścieków w ekwadorskiej Amazonii przez Texaco – obecnie część przedsiębiorstwa. Równocześnie koncern jest zaangażowany w obsługę gazociągu Yadana w Birmie. Zarząd koncernu inwestując w Birmie wspiera finansowo tutejszą „juntę wojskową” i autorytarne rządy odpowiedzialne za poważne naruszenia praw człowieka.
Więcej informacji na ten temat: http://damzuchowski.salon24.pl/376494,gaz-lupkowy-chevron-w-polsce-pomimo-lamania-praw-czlowieka

2. Talisman Energy – dzięki umowie ze spółką Oculis Investment (San Leon Energy) ten kanadyjski koncern już niebawem rozpocznie poszukiwanie gazu łupkowego w trzech koncesjach na północy Polski (Szczawno, Gdańsk W oraz Braniewo). Talisman Energy jest odpowiedzialny za łamanie praw człowieka i pośrednie finansowanie wojny w Sudanie (1998-2003) a także aktualne ignorowanie głosu Indian Achuar w Peru, sprzeciwiających się naftowym pracom na własnych ziemiach.
Więcej informacji na ten temat: http://damzuchowski.salon24.pl/377904,gaz-lupkowy-talisman-energy-i-prawa-czlowieka-raport

W programie lokalizacji gazu łupkowego w Polsce wezmą udział także polskie przedsiębiorstwa poszukiwania i eksploatacji surowców energetycznych. NAFTA Piła. podpisała już kilka umów, które uczyniły ją partnerem zagranicznych koncernów, posiadających koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce. Umowy przewidują świadczenie usług w dziedzinie wykonania odwiertów, dostarczenia wykwalifikowanej załogi i sprzętu wiertniczego. 31 stycznia 2011 roku Nafta Piła podpisała umowę o zbliżonej treści z Chevronem a 13 kwietnia 2011 roku z Talisman Energy.

Nafta Piła, bez względu jak nazwiemy stopień zależności jaki połączył ją z Chevronem i Talisman Energy, stała się partnerem gospodarczym przedsiębiorstw, których zarządy odpowiedzialne są za udział w procederach wiążących się z poważnym łamaniem podstawowych praw człowieka. Handel, ekonomia, gospodarka, wszelka przedsiębiorczość, bez wątpienia, także podlegają prawidłom moralnym oraz etycznym zasadom u progu, których konstytuują się ludzkie społeczności. Pilska Nafta podpisując kontrakt gospodarczy, który uczynił ją stroną umowy z Talisman Energy i Chevronem, nie bacząc na negatywne zaangażowanie zarządów obu spółek, pod znakiem zapytania postawiła transparentność swojego przedsiębiorstwa i dołączyła do zbiorowego ignorowania praw człowieka na, które wcześniej pozwolił sobie polski rząd.
Kwestie te choć są odległe geograficznie od położonej na północy Wielkopolski Piły to mają niebagatelne znaczenie dla mieszkańców tego miasta. Upominanie się o nie jest zarazem upominaniem się o standardy ogólne, także o normy etyczno-prawne dotyczące mieszkańców Piły. Trudno sobie wyobrazić aby podobna kalka obojętności i przyzwolenia mogła zostać kiedykolwiek przełożona na prawa i bezpieczeństwo mieszkańców miasta w którym siedzibę ma Nafta Piła i szerzej Polski. Jeżeli istotnie uznajemy nienaruszalność i niezbywalność praw naszych oraz tych z którymi wiąże nas emocjonalna więź to czy wolno nam biernie legitymizować działania, które w najbardziej obcesowy sposób deprecjonują prawa innych równoległych społeczności? Talisman Energy i Chevron w Polsce otrzymały swojego rodzaju świecki odpust bez konieczności zadośćuczynienia i elementarnej zmiany postawy. Nadszedł czas aby wziąć pod uwagę przesłanie, które płynie z Deklaracji Praw Człowieka; w sferze przedsiębiorczości apel ten dotyczy etyki biznesu.W kwietniu 2011 roku trzykrotnie zjawiłem się w Pile aby poinformować lokalnych przedsiębiorców, władze miasta, prasę oraz mieszkańców, że jeden z najważniejszych podmiotów gospodarczych obecnych w mieście, nawiązał współpracę z koncernami odpowiedzialnymi za wspieranie autorytarnego rządu birmańskiego i poważne zanieczyszczenia w ekwadorskiej Amazonii (Chevron) a także łamanie praw człowieka w Sudanie (1998-2003) i aktualne ignorowanie głosu Indian Achuar w Peru, sprzeciwiających się naftowym pracom na własnych ziemiach. Obok funkcji informacyjnej, zadaniem moim było skłonienie przedstawicieli przedsiębiorczości i samorządów z Piły do zajęcia oficjalnego stanowiska oraz zdystansowania się wobec dwuznacznych działań Chevronu i Talismanu Energy.

Najważniejszym celem moich wizyt w Pile było spotkanie z przedstawicielami Nafty Piła oraz naświetlenie tego w gruncie rzeczy mało znanego problemu, który również dla nich mógł być zupełnie nie znany i anonimowy. Niestety nie udało mi się spotkać z prezesem Nafty Piła, Henrykiem Dytko ale po trzech wizytach otrzymałem możliwość rozmowy z członkiem zarządu, Ryszardem Chylareckim, który w pilskiej spółce pełni także rolę specjalisty ds. marketingu. Pan Chylarecki prywatnie okazał się miłym człowiekiem i zapewniał, że etyka biznesu ma znaczenie. Podczas obustronnego dialogu starał się jednak usprawiedliwiać na każdym kroku posunięcia spółek naftowych na każdej szerokości geograficznej, w każdym kolejno poruszanym wątku. W przypadku zaangażowania Talismanu Energy i Chevronu w Birmie, Ryszard Chylarecki podkreślał, że zarówno Birma i Sudan są odległymi krajami o zupełnie innym ustroju i kulturze niż europejska. Stopień skonfliktowania miejscowych społeczności, zwłaszcza w Sudanie, przebiega wzdłuż podziałów etnicznych i religijnych tak głębokich, że My jako mieszkańcy Europy tego nie rozumiemy. Według członka zarządu Nafty Piła, Talisman i Chevron pracując w tych krajach nie naruszały tak naprawdę przyjętych norm, to nie one prowadziły ewentualne represje na ludności cywilnej a Talisman Energy udostępniający lotnisko i drogi sudańskiej armii nie miał w tej sprawie najprawdopodobniej nic do powiedzenia. W przypadku birmańskim Pan Chylarecki podkreślał przede wszystkim różnice ustrojowe.

Podczas rozmowy na temat wkraczania Talisman Energy na ziemie Indian Achuar w peruwiańskiej Amazonii oraz zanieczyszczeń spowodowanych przez przemysł naftowy w zachodniej Amazonii, Ryszard Chylarecki mówił, że zna Peru, które jest państwem demokratycznym z systemem parlamentarnym: według przyjętej przez niego linii Achuarowie mogą uważać, że te ziemie należą do nich z racji, że mieszkają tam od pokoleń ale ostateczna decyzja w zakresie zagospodarowania terenu należy do peruwiańskich struktur władzy. Starałem się zaznaczyć, że Achuarowie są w sposób przemożny uzależnieniu od środowiska w którym żyją: łowią tu, polują, używają wody pochodzącej z miejscowych cieków wodnych do picia, mycia i prania. Przywołałem także przypadki wycieków ropy naftowej w Amazonii i ich skutków, w tym ostatnie wycieki spowodowane przez argentyńsko-hiszpańską spółkę Petrosul na północy Peru. Ryszard Chylarecki w odpowiedzi zarzucił mi czarny PR (czarny pijar) podkreślając, że wycieki będą istnieć zawsze. Zalecił mi także abym pojechał na wschód Polski i zobaczył w jakim stopniu rzeki tam są zanieczyszczone. Członek zarządu Nafty Piła prosił aby na problem spojrzeć z wielu stron, twierdził także że rada dyrektorów Chevronu nie jest odpowiedzialna za zanieczyszczenia spowodowane przez koncern w Ekwadorze bo to nie ona zanieczyszcza. Dwa tygodnie przed tą rozmową, próbując spotkać się z członkami zarządu Nafty Piła, trafiłem do biura Tadeusza Rzemykowskiego, senatora trzech kadencji (1993-2005), który w Pilskiej Nafcie pełni obecnie rolę Głównego Specjalisty ds. Zasobów Ludzkich. Podczas rozmowy Tadeusz Rzemykowski zdawał się być bardziej zainteresowany moimi intencjami, motywami oraz zapleczem, które umożliwiło mi przyjazd i podjęcie takich działań. Podkreślił, że kwestie etyczne nie są obojętne dla Nafty Piła: podczas rozmów rekrutacyjnych do przedsiębiorstwa także sami pracownicy są pytani o ich zasady i kierujące nimi wartości. Pan Rzemykowski nakreślił także pewną paralelę w, której opisał historię Imperium Brytyjskiego, które podbijało, kolonizowało i wykorzystywało inne regiony świata dzięki czemu obecna stopa życiowa w Wielkiej Brytanii jest o wiele wyższa niż w Polsce, gdzie ekonomiczny rozwój przebiegał bez tak gwałtownych akcentów. Były senator spuentował ten wywód myślą: „kto ma sumienie ten jest biedny”.
Podczas mojej wizyty w siedzibie Nafty Piła przekazałem artykuły dokumentujące negatywne zaangażowanie Chevronu i Talisman Energy w Sudanie, Birmie, Peru i Ekwadorze. Przedstawicielom Nafty należy oddać honor w tym względzie, iż byli gotowi wysłuchać zarzutów pod adresem własnych kontrahentów. Pozostali jednak dalece pasywni w zakresie zdystansowania się wobec przypadków naruszania praw człowieka przez zarządy obu koncernów: nie wydaje się aby zarząd Nafty Piła był gotowy do wydania nawet najbardziej kurtuazyjnego oświadczenia, w którym wyraził by wątpliwości co do poczynań zarządów Talisman Energy i Chevronu.

Nafta Piła jest członkiem Izby Gospodarczej Północnej Wielkopolski (wcześniejsza nazwa: Pilska Izba Gospodarcza). Izba zrzesza ponad 70 podmiotów gospodarczych a Nafta Piła należy do przedsiębiorstw o jednym z największych kapitałów na jej łonie. W statucie Izby Gospodarczej Północnej Wielkopolski (IGPW) czytamy, że do jednych z zadań stowarzyszenia należy: „kształtowanie i upowszechnianie zasad etyki w działalności gospodarczej, w szczególności opracowywanie i udoskonalanie norm rzetelnego postępowania w obrocie gospodarczym”. Pomny zasad spisanych u podwalin powstania tej organizacji udałem się do siedziby IGPW aby poinformować jej zarząd, że członek Izby, Nafta Piła, podpisała umowy w poszukiwaniu gazu łupkowego w Polsce z przedsiębiorstwami współodpowiedzialnymi za poważne naruszenia praw człowieka. W siedzibie Izby nie udało mi się spotkać żadnego z głównych reprezentantów organizacji: Grzegorza Marciniaka, Grażyny Sobieraj ani Ryszarda Bednarka. Liczyłem przede wszystkim na spotkanie z tym pierwszy, który wielokrotnie występował, także przed pilską młodzieżą, w entuzjastycznych wypowiedziach podkreślając, że rozwój i lepsze oblicze Piły i całego regionu jest możliwe. W sekretarce IGPW zostawiłem pismo oraz jak wszędzie i później materiały dokumentujące stawiane zarzuty. W piśmie zwróciłem się do Izby Gospodarczej Północnej Wielkopolsce o zajęcie stanowiska w sprawie kontrowersyjnej współpracy podjętej przez zarząd członka Izby jakim jest Nafta Piła. Niestety do dziś przedstawiciele IGPW nie skontaktowali się ze mną, ani – o ile mi wiadomo – nie zajęli żadnego publicznego stanowiska w tej sprawie.

Naturalnym punktem rozmów związanym ze współpracą Nafty Piła z Talisman Energy i Chevronem, było spotkanie z prezydentem miasta Piła, Piotrem Głowskim. Prezydent Piły jako przedstawiciel miejscowej społeczności ma prawo i obowiązek monitorować wszystkie wydarzenia, gospodarcze i społeczne, związane z obszarem sprawowania swojego urzędu: nie powinny uciec jego uwadze także wszystkie niuanse etyczno-prawne, których jako państwowy urzędnik jest strażnikiem. Niestety. Pomimo usilnych prób nie udało mi się skontaktować z prezydentem Piotrem Głowskim. Odbyłem już kilka podobnych podróży, podczas których rozmawiałem z kilkunastoma przedstawicielami samorządów w całej Polsce i po raz pierwszy spotkałem się z przypadkiem tak utrudnionego kontaktu z reprezentantem lokalnego samorządu. W większości urzędów istnieje jeden dzień w tygodniu podczas, którego prezydent, wójt, burmistrz czy starosta, przez kilka godzin przyjmują interesantów. Takiego problemu nie było także w Tczewie, mieście porównywalnym wielkością do Piły. W przypadku Urzędu Miasta Piły takiej możliwości nie było: zostałem zobowiązany do przedstawienia sprawy w sekretariacie i podania kontaktu… dopiero później miała zostać podjęta decyzja czy Prezydent Piotr Głowski lub któryś z wiceprezydentów przyjmie mnie jako petenta. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi toteż kilka tygodni później zjawiłem się raz jeszcze w Urzędzie Miasta i przekazałem pismo z materiałami, kierowane bezpośrednio do prezydenta. W piśmie poprosiłem prezydenta Piotra Głowskiego o zajęcie oficjalnego stanowiska odnośnie zaangażowania Nafty Piła we współpracę z koncernami łamiącymi prawa człowieka. Zwróciłem uwagę na fakt, że czyniąc to upomni się zarazem o standardy etyczno-moralne dotyczące mieszkańców Piły. W ostatniej strofie listu wskazałem, że stanowisko Piotra Głowskiego będzie o tyle ważne, że to właśnie politycy z ugrupowania politycznego (Platformy Obywatelskiej), które poparło Jego kandydaturę na prezydenta miasta Piła są odpowiedzialni za wydanie koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego, koncernom przyczyniającym się do łamania podstawowych praw człowieka. W piśmie datowanym na 14 lipca 2011 roku, zastępca prezydenta Krzysztof Szewc odpowiedział, iż „zarządzanie przedsiębiorstwem Poszukiwania Nafty i Gazu NAFTA Piła Sp.z o.o. nie należy do kompetencji prezydenta Piły. Stąd też zajmowanie stanowiska w poruszonej przez Pana sprawie nie jest prawnie uzasadnione”.[1 – patrz przypis]

Powyżej: zdjęcie pamiątkowe z działań publicznych w Pile

Uzupełniającym punktem rozpowszechniania informacji na temat kontrowersyjnej współpracy Nafty Piła była wizyta w redakcji Głosu Wielkopolskiego/Tygodnik Pilski. Prowadziłem rozmowy na ulicach Piły z miejscowymi mieszkańcami, rozwieszałem ulotki na niewielu dostępnych w tym mieście tablicach ogłoszeniowych, lecz miałem równocześnie świadomość, że nie wiele form pośredniego kontaktu umożliwi dotarcie do tak wielu potencjalnych odbiorców jak bezstronna trybuna, którą przynajmniej z założenia jest prasa. Wchodząc do redakcji Głosu Wielkopolskiego/Tygodnik Pilski mogłem być pełen nadziei. Na drzwiach obok logo gazety, przywitał mnie duży wyraźny napis: „Myśl globalnie, działaj lokalnie”. Powód mojej wizyty doskonale korespondował z tym mottem. W środku redakcji zostałem przyjęty miło. Dziennikarz redakcji wysłuchał uwag dotyczących współpracy Nafty z Chevronem oraz opisu poszczególnych przypadków łamania praw człowieka w Birmie i Ekwadorze (Nafta Piła podpisała umowę z Talisman Energy dwa dni przed moją wizytą w redakcji, o czym jeszcze wtedy nie wiedziałem). Redaktor naczelna pilskiego dziennika poinformowała mnie, że być może nawiążą kontakt z Naftą Piła i zapytają przedstawicieli przedsiębiorstwa o tą kwestię. Na pożegnanie powiedziano mi że sprawa jest w toku, mogłem więc wyjść z biura redakcji pełen nadziei, że problem zostanie, choćby w sposób zdawkowy poruszony na łamach gazety. Dwa dni później otrzymałem informacje, że temat jest ciekawy ale powinny zająć się nim media ogólnopolskie. Parafrazując motto Głosu Wielkopolskiego/Tygodnik Pilski okazało się, że temat okazał się albo zbyt mało lokalny albo nazbyt globalny.

PRZYPIS:

[1] Jak zdajemy sobie sprawę, za poszczególne posunięcia podmiotów gospodarczych odpowiada ich kierownictwo. Bezpośrednią politykę spółek takich jak Nafta Piła kształtuje więc ich ciało zarządzające i w tej materii Prezydent Miasta Piła jest całkowicie wyłączony z procesów decyzyjnych. Jeśli mowa o takiej „ingerencji” to oczywiście nie może być o niej mowy. Prezydent Miasta Piła jako osoba kształtująca regionalną politykę ma jednak prawo opiniować, zajmować stanowisko a nawet krytykować. I to nie tylko jako człowiek obdarzony wolną wolą, ale także w ramach spoczywającej na nim odpowiedzialności, którą dobrowolnie na siebie przyjął, najpierw kandydując a następnie zajmując piastowane stanowisko. O tego rodzaju realizacje powinności zabiegałem próbując nawiązać kontakt z Piotrem Głowskim  (nie namawiałem go aby interweniował bezpośrednio w siedzibie spółki)..

O możliwościach kompetencyjnych zabierania głosu i opiniowania kwestii społeczno-gospodarczych świadczą kompetencje Prezydenta Piły zestawione na oficjalnej stronie miasta Piły. I tu poniżej argumentuje tą tezę:

Do wspólnych zadań Prezydenta i Zastępców Prezydenta należy
–  koordynowanie i stymulowanie procesów rozwoju społeczno – gospodarczego miasta
– założeń polityki gospodarczo-społecznej miasta

W pojęciu polityki i rozwoju społeczno-gospodarczego mieści się bardzo szeroki margines pojęciowy. Prezydent Miasta i jego współpracownicy biorą udział w szerokim procesie, który z jednej strony ma na celu zapewnienie dobrego klimatu inwestycyjnego, harmonijnego rozwoju i funkcjonowaniu miasta, z drugiej zaś, realizacje potrzeb społecznych i komunalnych mieszkańców Piły. Prezydent Miasta, obok Rady Miasta, kształtuje tą politykę, określając i opiniując nie tylko procesy decyzyjne ale i przyświecające jej reguły i zasady. Nafta Piła jako podmiot gospodarczy zarejestrowany w granicach miasta Piła, podatnik oraz spółka biorąca czynny udział w realizacji różnych przedsięwzięć w obrębie miasta, na bieżąco uczestniczy w życiu gospodarczym, ekonomicznym i społecznym miasta. Nie jest zatem całkowicie wyłączona z obszaru w którym działa. Jeżeli Prezydent Piły zauważy, że linia gospodarcza Nafty w skrajnym stopniu nie rezonuje z modelem społecznym i gospodarczym oraz przyjętymi przez niego założeniami, czy nawet z pewnymi ogólnymi normami społecznymi, ma prawo wyrazić swoje osobiste wątpliwości.

Prezydent Miasta nadzoruje bezpośrednio problemy i zagadnienia dotyczące:
– kultury, w tym placówek upowszechniania kultury, kultury fizycznej, w tym terenów rekreacyjnych i urządzeń sportowych

Chyba żadna z powinności jaka spoczywa na obowiązkach Prezydenta Miasta Piła tak jaskrawo nie obliguje go do zajęcia stanowiska na temat omówionej wyżej współpracy Nafty Piła  Przypomnijmy, że kultura to całokształt materialnego i duchowego dorobku ludzkości. Nie tylko więc kultura fizyczna, wytwory materialne i instytucje społeczne, ale także, co należy podkreślić, zasady współżycia społecznego, kryteria ocen estetycznych i moralnych, wzorce postępowania. Mamy więc jasną wykładnię tego, że kwestia ta jak najbardziej koresponduje z zakresem problemów i zagadnień, które nadzoruje Prezydent Miasta Piły z racji pełnionych funkcji publicznych.

  • IV. Połaniec – Staszów 5-8 październik 2010

Ludzie coraz częściej zamykają się w lokalnych mikroświatach swoją uwagę sprowadzając tylko do otoczenia oraz powszedniej egzystencji. Nie jednemu obywatelowi naszego kraju trudno jest zrozumieć sugestie, że los i życie odległych geograficznie społeczności może mieć cokolwiek wspólnego z rzeczywistością z jaką on sam boryka się na co dzień. Aby podjąć trudną próbę rozbicia jednego z wielu ognisk warunkowej obojętności, w dniach 5-8 października 2010 roku odbyłem długą podróż, której ostatecznym celem był powiat staszowski, położony „idealnie” między Kielcami i Krakowem. Podstawowym celem mojej obecności był zamiar poinformowania lokalnej społeczności, iż koncern GDF Suez, jeden z największych inwestorów obecnych w powiecie, równocześnie prowadzi działania, które zagrażają egzystencji lokalnych społeczności oraz przeżyciu Indian izolowanych w stanie Rondonia, w Brazylii. Podczas mojej obecności w Staszowie i Połańcu rozmawiałem z lokalnymi burmistrzami, starostą i mieszkańcami; odwiedziłem domy kultury, bibliotekę; kolportowałem i rozwieszałem ulotki na ulicy, tablicach ogłoszeniowych i sklepach. Zanim jednak opowiem, krótką historię mojej podróży poznaj, czytelniku jej powody…

GDF Suez jest zamieszane w proceder, który może doprowadzić do depopulacji bądź ludobójstwa

Koncern GDF Suez, powstały w rezultacie fuzji francuskiej firmy państwowej Gaz De France oraz prywatnej spółki SUEZ jest obecny w 144 krajach świata. W Polsce GDF Suez jest właścicielem elektrowni, nieopodal Połańca w powiecie staszowskim i sukcesywnie zwiększa swoją obecność. Obecnie buduje w tym miejscu największy blok na świecie opalany biomasą a właściciele koncernu zapowiedzieli min. chęć udziału w programie rozwoju polskiej energetyki atomowej. Marketingowy przekaz GDF Suez nakazuje nam wierzyć, że przedsiębiorstwo w działaniu łączy troskę o poszanowanie planety wraz z zapewnieniem podstawowych potrzeb na rzecz człowieka. Hasło te zakrawa na ponury żart jeśli tylko weźmiemy pod uwagę zaangażowanie GDF Suez w Brazylii. Przenieśmy się na drugą stronę Atlantyku do najbardziej ludnego państwa Ameryki Łacińskiej.

Po wielu latach impasu, który nakazywał nam wierzyć, że stosunek brazylijskich struktur władzy do kwestii rdzennej ludności Amazonii może być już tylko lepszy, chłodne wiatry obojętności powróciły. Nagle nieśmiałe rojenie marzycieli prysło a na horyzoncie pojawiły się stare, jakby nieco zakurzone ambicje. Nieoficjalna koalicja banków, przedsiębiorstw i brazylijskich struktur władzy – wraz z kończącym w 2010 roku swoją drugą i ostatnią kadencję, prezydentem Luiz Inacio Lula da Silvą(1) na czele –  postanowiła powołać do życia tzw. plan przyśpieszonego rozwoju. Według zarysowanego planu do 2030 roku w Amazonii powstanie kilkadziesiąt hydroelektrowni oraz wiele innych inwestycji, które wpłyną na życie mieszkańców regionu. Nowe inwestycje, przyczyniające się do rozwoju infrastruktury i sieci energetycznej ułatwią równocześnie nielegalną deforestację zaś budowa tam doprowadzi do powodzi, wysokiej śmiertelności ryb oraz przesiedleń ludności, która jak można by podejrzewać jest tu u siebie.

Jedna z pierwszych odsłon tego przerażającego procesu w, którym wizja zysku zwycięża z dialogiem, rozpoczęła się w stanie Rondonia na rzece Madeira. To właśnie tu powstaje jeden z kompleksów elektrowni wodnych. Jego centrami będzie tama Jirau i San Antonio(2).Na czele konsorcjum „Energia Sustentavel do Brasil”  budującego tamę Jirau stoi GDF Suez, który uczestniczy w projekcie poprzez swój miejscowy oddział. Prezes GDF Suez, Gerard Mestrallet w drodze do supremacji materialnej swojego przedsiębiorstwa nie widzi przeciw wskazań etycznych. Mówi, że jeśli ktoś wie co jest dobre dla Brazylijczyków, przy zachowaniu miejscowych Indian to właśnie prezydent Brazylii. Zarząd przedsiębiorstwa próbuje oczyścić się moralnie, ciężar ewentualnych odprysków inwestycji, delikatnie przesuwając w kierunku rządu brazylijskiego.

A jest się czego obawiać. Oprócz modelu życia miejscowych społeczności: rybaków, rolników i 17 społeczności indiańskich mieszkających wzdłuż rzeki Madeira oraz jej dopływów (np. plemię Parintintin), budowa tam zagraża biologicznemu przetrwaniu tzw. Indian izolowanych! W odległych regionach Amazonii: min. Peru, Brazylii i Boliwii wciąż żyją grupy Indian, które nie utrzymują kontaktu ze światem zewnętrznym. Ich izolacja często jest podyktowana tragicznymi doświadczeniami z przeszłości, z czasów pierwszych kontaktów (np. XIX wieku), kiedy społeczności te wycofały się w głąb lasu, nie rzadko w rejon górnego biegu rzek i do dziś unikają kontaktu. Nie są kimś kto się obraził i uciekł. Nie są też komarem zastygłym w bursztynie prehistorii. Są alternatywnymi społecznościami, co prawda niewielkimi lecz suwerennymi z własnymi elementami kultury i organizacji.

Niedaleko miejsca konstrukcji tam na rzece Madeira żyje 5-pięć grup Indian izolowanych a równoległe prace drogowe w stanie Rondonia zagrażają dwóm kolejnym. Pomimo badań wykonanych przez FUNAI, rządową organizację ds. Indian w Brazylii oraz Stowarzyszenie Etnoambiental Kaninde potwierdzających obecność tubylców, prace nad tamami trwają nadal. Już teraz sprawozdanie FUNAI alarmuje, że hałas spowodowany budową mógł zmusić niektóre nie skontaktowane społeczności do przejścia na ziemie, gdzie pracują nielegalni górnicy i gdzie rozpowszechnione są choroby tj. malaria i zapalenie wątroby.

Izolowani Indianie mieszkający w tym regionie są znani min. jako Jacareuba/Katawixi i Igarape/Karipuninha. Ci ostatni migrują zaledwie 14 km od miejsca budowy tamy Jirau. Prace inżynieryjne w obszarze prowadzą do tego, że naturalny dystans między społecznościami a zaborczym światem zewnętrznym ulega intensywnemu zmniejszeniu. Powstają nowe drogi, zagęszczenie ludności sukcesywnie się zwiększa. Nieuchronnym rezultatem tego procesu jest zwiększona migracja oraz nacisk i eksploracja odległych obszarów zamieszkanych przez miejscowe wspólnoty, w tym te izolowane. Wkraczanie na ziemie Indian izolowanych wbrew ich woli jest objawem pychy i ignorancji, tragedią samą w sobie gdyż ostatnie suwerenne wspólnoty, które niegdyś wybrały niezależność i życie, stawiane są przed widmem najazdu na własne ziemie.

Za tym procederem kryją się jednak zagrożenia o wiele bardziej symptomatyczne w swych ewentualnych skutkach. Indianie ci odseparowani od świata zewnętrznego, żyjący w odrębnej niszy geograficznej i biologicznej, nie mają zupełnie odporności na choroby tak oczywiste dla ustrojów naszych organizmów. Grypa, odra, nawet zwykły katar dlań może okazać się tragiczny w skutkach. Kontakt z izolowanymi społecznościami z lat 80-osiemdziesiątych i 90-dziewięćdziesiątych XX wieku jest przestrogą dla współczesnych pomysłodawców powtórzenia tych przedsięwzięć. Skontaktowani Indianie Yora, Ava Guaja i Murunahua tracili średnio 50% swojej społeczności bez względu czy kontakt był prowadzony przez koncesjonowanych najeźdźców (Shell w 1984 w Peru) czy pracowników organizacji rządowych, pragnących chronić Indian przed przemocą (FUNAI i Ava Guaja). Pamiętaj! Za tymi 50 procentami kryje się tragedia społeczności w, której rodzice tracili dzieci, mężowie żony a wnukowie dziadków!

Należy sobie uświadomić, że kontakt, a także zamiar włączenia w struktury zewnętrznego społeczeństwa, obecnie żyjących Indian izolowanych będzie prowadzić do dokładnie tych samych konsekwencji z jakimi borykały się kolejne indiańskie narody po 1492 roku, kiedy to przybycie Kolumba zapoczątkowało sukcesywne podporządkowywanie tutejszych cywilizacji. Mówimy tu także o przemocy. Przenikanie na ziemie Indian izolowanych grup z zewnątrz w tym drwali, górników, osadników czy najemnych band skutkowało – także na przestrzeni ostatnich dekad – zazębianiem się ognisk przemocy wraz z procederem prowadzącym do celowej eksterminacji autochtonicznych społeczności. Te same zagrożenia rysują się dziś nad izolowanymi Indianami w stanie Rondonia. Grupa organizacji obywatelskich z Brazylii wraz z szanowaną organizacją misyjną CIMI, wystosowała list otwarty w, którym przestrzega przed powtórzeniem mechanizmu ludobójstwa, który spadł w ubiegłych dziesięcioleciach na rdzenną ludność w Rondonii. Ten apel to jedno z wielu wołań o uszanowanie suwerenności i podstawowych praw człowieka społeczności Indian izolowanych.

Wołanie te będzie jednak pozostawać głuche tak długo jak inwestorzy, politycy i przemysłowcy, samozwańczy zdobywcy interioru, będą kontynuować wątpliwe dzieło budowy tam na rzece Madeira i asfaltowania dróg, niedaleko granicy z Boliwią. Sytuacja izolowanych Indian takich jak Jururei czy „Karipuninha” pozostaje o tyle apokaliptyczna, że żyjąc w zupełnie innej rzeczywistości, nie mają pojęcia o rysujących się nad nimi zagrożeniami. Aby je oddalić potrzebna jest zmiana w rządzie brazylijskim, który pokochał geopolitykę oraz zysk w imię rozwoju – zapominając przy tym, co mówię z przykrością, o pojedynczym człowieku. Obok tej zmiany, która tkwi obecnie w sferze marzeń należy równolegle otworzyć wciąż zamknięte podręczniki moralności.

To zadziwiające, że spółka GDF Suez czynnie uczestnicząca w dziele, które może prowadzić do ludobójstwa a które z całą pewnością jest policzkiem dla społeczności znad rzeki Madeira, nie spotkało się dotąd z żadnymi pytaniami w Polsce. Wręcz przeciwnie! W lipcu 2010 roku minister gospodarki Waldemar Pawlak spotkał się z prezesem GDF Suez, Gerrardem Mestrallet omawiając bieżące i przyszłe relacje gospodarcze. Tematu w Polsce nie ma. Jest nieznany, odległy i niepopularny. Aby to zmienić, choćby w najbardziej nieśmiały,  nieznaczący sposób w dniach 5-8 października 2010 roku pojawiłem się w miejscu gdzie GDF Suez realizuje swoje najważniejsze interesy gospodarcze w Polsce, w powiecie staszowskim, w tym także w samym Połańcu.

Przebieg rozmowy z burmistrzem Staszowa, Andrzejem Iskrą

15-tysięczne miasto Staszów jest stolicą powiatu położonego na południowo-wschodnim krańcu województwa świętokrzyskiego, tuż po zachodniej stronie Wisły.

Do Staszowa przybyłem po kilkunastogodzinnej podróży, pociągami i autobusem.. Najważniejszym celem mojej podróży było skłonienie przedstawicieli miejscowych samorządów do wydania oświadczenia w, którym reprezentanci lokalnych samorządów wyraziliby swoje zaniepokojenie zaangażowaniem GDF Suez w budowę tamy Jirau na rzece Madeira. Pomimo, że tego rodzaju komunikat nie miałby żadnych skutków prawnych byłby ważnym apelem przedstawicieli lokalnych samorządów zaniepokojonych tym, że przedsiębiorstwo będące najważniejszym partnerem gospodarczym w regionie sprawowania ich urzędu, równocześnie prowadzi działania zagrażające egzystencji, a nawet życiu społeczności indiańskich w stanie Rondonia i nie tylko.

Spotkanie z Andrzejem Iskrą, burmistrzem i wójtem Staszowa miało charakter bardziej symboliczny. Andrzej Iskra sprawuje swój urząd na obszarze, który nie ma bezpośredniego związku z miejscem głównych inwestycji GDF Suez w powiecie. Pomimo tego faktu jego opinia i stanowisko były nie bez znaczenia. Jako burmistrz miasta powiatowego oraz gminy, której mieszkańcy także korzystają z „dobrodziejstw” połanieckiej elektrowni także powinien był poznać wątpliwe działania GDF Suez w Brazylii. Po dłuższym oczekiwaniu zostałem zaproszony do biura Pana Iskry. Burmistrz Staszowa z uwagą wysłuchał wszystkich faktów. Uchylił się jednakowoż od zabierania bezpośredniego głosu w tej sprawie. Zaznaczył, że rozpoczynał swoją działalność w organizacjach pozarządowych po czym dodał, że skieruje pismo, które mu zostawiłem do lokalnej grupy działania, która – jak kontynuował – także ma w swym statucie działania związane z ekologią. Czy jakakolwiek organizacja pozarządowa ze Staszowa zajęła się tym problemem?

Rozmowa ze Starostą powiatu staszowskiego, Romualdem Garczewskim

Kluczowym punktem spotkań ze staszowskimi samorządowcami, była bez wątpienia, wizyta u lokalnego starosty, Romualda Garczewskiego. Pan Garczewski okazał się osobą obdarzoną dużymi walorami komunikacyjnymi. Pewien zmysł dyplomatyczny pozwalał mu w sposób łagodny formułować własne myśli, nawet gdy ich treść nie była taką jaką mógłby oczekiwać rozmówca. Romuald Garczewski oświadczył, że jego funkcja obliguje go do poruszania się tylko po pewnych kanonach prawnych i to dotyczących przy tym wyłącznie powiatu staszowskiego. Temat zagrożeń dla Indian w Brazylii uznał za ciekawy lecz tak naprawdę mało mu znany. Jednocześnie dystansując się od zabierania głosu w sprawie społeczności indiańskich, kreślił subtelne paralele dotyczące powiatu staszowskiego, których trudno nie było interpretować jako pośrednich opinii na temat omawianej sytuacji w Brazylii.

Garczewski opisywał przypadki pojedynczych osób w powiecie staszowskim, które żyją na odludziu bez prądu. Przywoływał także postawę niektórych mieszkańców podczas budowy dróg publicznych w powiecie. Niezgoda na wykup ziemi, na obecność drogi w sąsiedztwie, wreszcie lament z powodu przestawionego o kilka metrów płotu. Zdaniem Garczewskiego konflikty w takich sytuacjach zawsze będą się zdarzać. Należy w nich dążyć do zgody i porozumienia ale najważniejszy jest tu jednak „interes społeczny”. Starosta podkreślał, że głównym zadaniem sprawowanego przezeń stanowiska jest godzenie przeciwności. On sam jest zwolennikiem „złotego środka”, który przysporzy jak najmniej strat przy jak największych korzyściach dla wszystkich stron konfliktu.

Jak kontynuował – życzyłby sobie aby podobną proporcję zachowano w przypadku budowy tamy Jirau na rzece Madeira. Miał tu na myśli uszanowanie interesu ludów tubylczych, rządu brazylijskiego oraz inwestorów. Podczas rozmowy wskazywałem Staroście szczególny status tzw. Indian izolowanych – ich historię, tożsamość, odrębność, niezależność oraz suwerenność względem świata zewnętrznego. Rzeczowo przedstawiłem rysujące się przed nimi zagrożenia związane z budową tamy na rzece Madeira. Pomimo tego można było odnieść wrażenie, że Garczewski nie do końca rozumiał ukazane zależności. Raz jeszcze przywoływał przypadki owych „uciekinierów”, którzy chcą żyć bez prądu i kanalizacji. Wyraził opinię, że jeżeli już ktoś tak postanowił to należy – z jak najmniejszą szkodą dla nich – wprowadzić tych Indian w nurt brazylijskiego społeczeństwa.

Starosta powiatu staszowskiego, Romuald Garczewski postanowił, iż nie wyda oświadczenia, które wyrażałoby niezgodę na kontynuację budowy tam na rzece Madeira. Powiedział, że nie poczuwa się do tego aby oceniać politykę prowadzoną przez GDF Suez tutaj w Polsce czy w Europie, nie mówiąc już o odległych zakątkach świata takich jak Brazylia.

Przebieg spotkania z burmistrzem miasta i gminy Połaniec, Jackiem Tarnowskim

7 października dotarłem do Połańca, miasta leżącego dziś w cieniu elektrowni, której właścicielem jest GDF Suez. Połaniec, co muszę podkreślić, jest pięknym, przestrzennym miasteczkiem z dużą dozą zieleni i przy osiedlowych parków. Wymarzone miejsce dla spacerowiczów i zakochanych. Po przyjeździe czym prędzej pognałem ku Urzędowi Miasta i Gminy Połaniec. Moim celem było spotkanie z Jackiem Tarnowskim, burmistrzem Połańca. Jak się dowiedziałem, miałem dużo szczęścia, gdyż burmistrz właśnie miał wyjechać na spotkanie. Jacek Tarnowski, zapraszając mnie do biura podkreślał, że i tak jest już spóźniony. Szanując grafik rozmówcy, próbowałem jak najbardziej streścić informacje dotyczące zagrożeń związanych z budową tam na rzece Madeira. Przedstawiłem fotografie ukazujące inne grupy izolowanych Indian, które doznały depopulacji po bezmyślnym kontakcie lub celowej przemocy w ubiegłych dekadach XX wieku.

Na koniec poprosiłem burmistrza o wydanie oświadczenia w, którym wyraziłby swoje ewentualne zaniepokojenie faktem, iż GDF Suez, przedsiębiorstwo działające na obszarze gminy, równocześnie zaangażowane jest w projekt, który uderza w lokalne społeczności nad rzeką Madeira. W tym samym momencie Jacek Tarnowski nagle wstał z fotela i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Podkreślał, że jest zajęty i musi wyjść mnie samego odsyłając do swoich asystentek. W odpowiedzi zasugerowałem możliwość uzupełniającego spotkania nazajutrz. Pan Tarnowski był jednak wyraźnie nie zainteresowany. Powiedział, że w najbliższym okresie nie ma za bardzo czasu. Było dla mnie jasnym, że burmistrzowi Połańca zabranie głosu w tej sprawie jest zupełnie nie po drodze.

 

Wnioski ze spotkań z samorządowcami z powiatu staszowskiego

Podczas wizyty w powiecie staszowskim spotkałem się z trzema przedstawicielami miejscowych samorządów. Andrzejem Iskrą – burmistrzem miasta i gminy Staszów; Jackiem Tarnowskim – burmistrzem miasta i gminy Połaniec oraz Romualdem Garczewskim – starostą powiatu staszowskiego. Żaden z wymienionych przedstawicieli nie zdecydował się na wydanie oświadczenia w, którym wyraziłby swoje wątpliwości co do zasadności budowy tamy Jirau na rzece Madeira przez koncern GDF Suez. Brak takiego stanowiska, które byłoby zarazem najbardziej zdystansowaną formą zabrania głosu, świadczy o tym, że wielu z nas, również ci pełniący najwyższe funkcje, nie potrafi pokonać ograniczeń własnego ciała i miejsca. Współodczuwanie, dążność do solidarności z tym co obce, nieznane, anonimowe to wciąż rozbitkowie na archipelagu własnego interesu.

Zastanawiając się nad powodami asekuranctwa czy po prostu niechęci do zabierania publicznego głosu ze strony lokalnych samorządów należy wymienić kilka wariantów:

  1. Przekonanie o tym, iż będąc przedstawicielem lokalnego samorządu należy ograniczyć swoją działalność tylko do spraw związanych bezpośrednio z okręgiem w, którym sprawuje się swój urząd. Należy zachować przy tym swoisty stoicyzm i publicznie dystansować się wobec wszystkich tematów, które mogą naruszać te granice.
  2. Poruszone tematy są odległe geograficzne i dotyczą anonimowych osób. Brak emocjonalnej więzi z nimi czyni ten temat odległym, obcym i wirtualnym. Jeśli nawet dostrzegam pewien problem moje czyny nie mają żadnego znaczenia, gdyż są poza moim wpływem i zasięgiem fizycznym. Zatem nie warto się w nie angażować. Lepiej pozostać niemym obserwatorem.
  3. GDF Suez jako duży koncern i inwestor jest cennym uczestnikiem życia gospodarczego powiatu. Dlatego należy zrobić wszystko aby wzmacniać jego obecność oraz partnerstwo w regionie. Nie należy zatem podejmować lekkomyślnych działań, które mogą stanowić przedmiot niezgody między samorządem a zarządem spółki. Nawet jeśli koncern gdzieś w odległych krajach postępuje dwulicowo, trzymajmy się tej linii dla dobra wzajemnej współpracy i miru domowego. Przedsiębiorstwa działające w określonych regionach tj. miasto czy powiat, są często sponsorami lub współorganizatorami niektórych konferencji, spotkań czy imprez publicznych. Nie warto tracić zaufanie takiego sojusznika.

Rozmowy z mieszkańcami Połańca i Staszowa

Obok spotkań z samorządowcami, ważnym celem mojego przyjazdu na teren powiatu staszowskiego było spotkanie z mieszkańcami. To właśnie rozmowom z ludźmi spotykanymi na ulicy poświęciłem najwięcej czasu. One też same w sobie były najcenniejsze, gdyż nie ma większego daru aniżeli spotkanie oraz wymiana myśli i idei między dwoma osobami. Obok tematów, które są powodem naszych działań zawsze pojawiają się nowe, często związane z problemami i potrzebami naszych dyskutantów, którzy jak szybko się okazuje, szukają pomocy, wsparcia a czasami po prostu rozmowy lub obecności drugiego człowieka.

Podczas mojej wizyty w obu miastach przeprowadziłem dwie sondy. Podczas pierwszej zadałem proste pytanie samym tylko mieszkańcom Połańca: „Z czym kojarzy się Pani/Panu/Państwu nazwa GDF Suez?”. Ku – nie ukrywam – mojemu zaskoczeniu okazało się, że wiele osób nie miało pojęcia o czym mówię lub po prostu nigdy nie spotkało się z takim nazewnictwem. Średnio co drugi napotkany rozmówca nie mógł sobie z niczym skojarzyć nazwy francuskiego koncernu. Pozostali wskazywali na pobliską elektrownię.

Drugie pytanie było trudniejsze i wymagało często krótkiej chwili zastanowienia. Brzmiało ono następująco: „Jaka byłaby Pańska opinia/stanowisko gdyby na terenie powiatu/miasta w, którym pan/pani mieszka funkcjonowała firma, która równocześnie zagraża przetrwaniu małych grup Indian w Brazylii?”. Pytanie bez wątpienia było niecodzienne i mogło zaskoczyć nie jednego przechodnia. Wielu jednak asekurowało się zdaniem: że śpieszy się, nie ma czasu lub po prostu takie tematy są poza orbitą ich zainteresowań. Pojawiały się również opinie, że temat jest odległy i my – jako mieszkańcy powiatu czy Polski – powinniśmy zająć się własnymi problemami. Powyższe reakcje przeważały i cechowały zachowanie ponad 50% rozmówców.

Nie zabrakło jednak i bardziej zdecydowanych głosów, które wyrażały dezaprobatę wobec takich działań. Pracownik urzędu miasta w Staszowie powiedział, że byłby przeciwny temu aby taka firma była w jego mieście. Sceptyczne głosy podniosło również kilka osób na połanieckim rynku. Kilku właścicieli punktów handlowych ze Staszowa zapowiedziało wywieszenie przekazanej przeze mnie karty informacyjnej na temat zaangażowania GDF Suez, w witrynie własnego sklepu. Nieopodal Kopca Kościuszki w Połańcu spotkałem mężczyznę, który po wnikliwym zapoznaniu się z hasłami zamieszczonymi w ulotce określił je mianem mądrych. Jedna z kobiet wyrażała zdumienie, że zajmuje się tym tematem i „nie obawiam się, że elektrownia (GDF Suez) mnie zabije”.

Obok powyższych stanowisk z rzadka pojawiały się zdania, które podważały tezy o istnieniu jakiegokolwiek problemu. Czterdziestoletni mężczyzna spotkany w centrum Staszowa powiedział „Pan oddycha, ja oddycham. Każdy w jakiś sposób szkodzi środowisku. Tak już jest w przyrodzie, że to co słabe musi wyginąć.”(!).

Miesiąc przed wyjazdem, dwukrotnie próbowałem zaprosić zarząd GDF Suez Polska oraz przedstawicieli elektrowni w Połańcu do rozmowy na temat łamania praw człowieka przez macierz przedsiębiorstwa. Pomimo usilnych prób, nie doczekałem się odpowiedzi.

Posłowie

Świat w, którym żyjemy, choć nie pozbawiony logiki i praw, pełen jest krzyżujących się nawzajem sprzeczności. Wciąż słyszymy o zasadach i wartościach, które uważamy za oczywiste i niezbywalne. Tego kto dokonuje nań zamachu uznajemy za szaleńca, zbrodniarza bądź wykorzystującego swoją pozycję szubrawca i egoistę. Ktoś taki jest społecznie izolowany poprzez pozbawianie funkcji publicznych, zaś w skrajnych przypadkach także izolację fizyczną np. na łonie placówek penitencjarnych – dopóki nie odnajdzie drogi, która ponownie powiedzie go ku pokojowi i szacunku względem innych mieszkańców przestrzeni publicznej. Mówimy tu o relacji w, której ktoś swoimi działaniami dokonuje rzeczy ostatecznej: zamachu na życie, zdrowie bądź godność innych.

Nie trzeba rozglądać się daleko aby przekonać się, iż zarysowana wizja pozostaje iluzją, która nazbyt często funkcjonuje tylko w publicznych deklaracjach. Wystarczy tylko, że otworzymy wrota czasu a zobaczymy jak pieniądz tańczy z przyzwoleniem, pozycja z pogardą zaś przemoc z bezkarnością. Ta sama zależność spotyka nas gdy poruszamy temat budowy tam na rzece Madeira, społeczności indiańskich, GDF Suez i rządu brazylijskiego. Niech nikt nie śmie wołać, że to temat odległy geograficznie i nie dotyczący mnie bezpośrednio. Odległość geograficzna nie jest bowiem odwrotnie proporcjonalna do odpowiedzialności za nas samych!

Ta prosta reguła przypomina nam, że nikt obdarzony źdźbłem świadomości i nie zaburzonym darem czucia nie może aprobować układu w, którym jakakolwiek siła nastaje na podstawowe prawa równoległych istot. Jeśli z obojętności lub korzyści własnych przyzwalasz na odstępstwo od tej zasady to dajesz nieświadome przyzwolenie na stosowanie podobnych miar wobec swych najbliższych. A to, jak wiemy, samo w sobie jest aberracją.

Upominając się o dobro i podstawowe prawa, zarówno tych odległych jak i całkiem bliskich,  nie błądzimy po labiryntach naszych wzniosłych marzeń i pragnień, nie porywamy się z motyką na słońce. Jesteśmy podobni właśnie owym słońcom i gwiazdom, nocom i dniom. Tak jak one w zrównoważonym cyklu nastają po sobie tak i my pragniemy odtworzyć cykl zrozumienia i równowagi na ziemskim globie, w życiu społeczeństw i ludzi. I tak jak wciąż witamy ze wzruszeniem luminarza nocy, ten sam jeden księżyc, tak i my upominamy się o każde życie z osobna, które niczym jak spadające gwiazdy, upadają na dno naszych sumień.

Na koniec mojego pobytu w Połańcu udałem się na Kopiec Kościuszki. To właśnie tu w 1793 roku, podczas insurekcji – podróży na północ do Warszawy – Tadeusz Kościuszko zatrzymał się aby rozbić obóz oraz wydać jedno z najbardziej zastanawiających obwieszczeń w historii Polski. Od czasów kiedy wczesnośredniowieczny system feudalny, poróżnił, podzielił społeczeństwo na wyższe oraz niższe – prawem, stanem i urodzeniem – trudno znaleźć akt, który byłby równie odważną próbą zniwelowania narosłych różnic. Uniwersał Połaniecki miał nie tylko zachęcić chłopów do udziału w powstaniu. Stanowił jutrzenkę, źdźbło nadziei i prawa dla warstw społeczeństwa polskiego, które dotąd były dyskryminowane i uznawane za najemnych wyrobników. Ironią jest, że dzisiaj, na początku XXI wieku, na Połaniec, swój cień rzuca elektrownia, której właściciel – GDF Suez – w sposób bezkompromisowy i apodyktyczny w porozumieniu z rządem brazylijskim wkracza na ziemie miejscowych społeczności indiańskich takich jak Parintintin i Aripuna czy izolowani Indianie Igarape/Karipuninha i w tym wspólnym dziele podważa ich prawo do suwerenności i samodzielnego wyboru.

Na koniec zamieszczam treść obwieszczenia propagowanego w październiku 2010 r. na terenie powiatu staszowskiego:

 

Drodzy mieszkańcy Połańca oraz powiatu staszowskiego

• Od kilku lat GDF Suez zdobywa zaufanie odbiorców energii na całym świecie jako przedsiębiorstwo o wieloletniej tradycji a od dłuższego czasu również jako czołowy producent tzw. zielonej energii. Budowa największego bloku opalanego biomasą w Połańcu w powszechnym odbiorze – jak można przypuszczać –  potwierdza ten fakt..

• Obraz ten podkreśla także samo przedsiębiorstwo. Na stronie internetowej GDF SUEZ w dziale „motywacje i wartości” jednym z haseł jest cyt. „Zaangażowanie, które pozwala nam łączyć rozwój naszej Grupy z poszanowaniem planety, zapewniając zarazem odpowiedni poziom usług podstawowych na rzecz Człowieka.”

• Tymczasem GDF Suez jest głównym członkiem konsorcjum budującego tamę Jirau na rzece Madeira w Brazylii. Budowa hydroelektrowni uderzy we florę i faunę; lokalnych rybaków, rolników oraz miejscowe plemiona. Pomimo licznych protestów konstrukcja jest kontynuowana.

• Ocelio Munoz, lokalny lider ruchu „Affected by Dams”, zrzeszającego rybaków i rolników powiedział: „GDF Suez nie uwzględnia naszych wspólnot .Nasze życie zostanie zniszczone przez model rozwoju, który traktuje ziemię i rzekę jak towar.”

• Szczególnie zagrożone pozostają społeczności Indian izolowanych, które do dziś nie utrzymują kontaktu ze światem zewnętrznym. Budowa tam otworzy terytoria nie skontaktowanych społeczności w Rondonii na niekontrolowaną eksplorację, grożąc chorobami i przemocą ze strony osób postronnych.

• Indianie izolowani nie mają odporności immunologicznej na choroby zewnętrzne, takie choćby jak grypa i odra. Nierozważny kontakt owocował w przeszłości śmiercią od 20% do nawet 75% podobnych populacji.

• Prezes GDF Suez, Gerard Mestrallet nie traci jednak dobrego humoru głosy krytyki kwitując słowami świadczącymi o głębokim nie zrozumieniu problemu: „Jeżeli ktoś wie co jest dobre dla brazylijskiego społeczeństwa przy zachowaniu lokalnych Indian to z pewnością prezydent Lula” (Prezydent Brazylii)

• W 2009 roku konsorcjum na czele, którego stoi GDF Suez zostało ukarane kwotą 3,5 mln dolarów kary za nielegalną wycinkę 18,6 ha lasu oraz zabicie przy użyciu dynamitu 11 ton ryb. Budowa tamy Jirau jest kontynuowana

Odnośniki z tekstu:

1) Gdy piszę ten reportaż prezydent Lula powoli kończy swoją drugą i ostatnią kadencję. Wiele wskazuje na to, że nową prezydent Brazylii zostanie bliska współpracownik oraz autorka planu przyśpieszonego rozwoju Dilma Roussef.

2) 10% udziałów w budowie tamy San Antonio ma Santander Bank, właściciel BZ WBK

———————————————————————————————————————————–

  • V. 30 wrzesień – 1 październik 2010 Braniewo i Orneta….  12-14 października 2010 Brodnica-Osiek

W sierpniu 2010 roku na portalu wolnemedia.net oraz w innych miejscach w sieci opublikowałem artykuł „Gaz łupkowy w Polsce: Talisman Energy, Achuarowie i Sudan”. Wskazałem w nim, że kanadyjski koncern Talisman Energy – odpowiedzialny za łamanie praw człowieka i pośrednie finansowanie wojny w Sudanie (1998-2003), a także aktualne ignorowanie głosu Indian Achuar, sprzeciwiających się naftowym pracom na własnych ziemiach – rozpoczyna prace przy poszukiwaniu gazu łupkowego w Polsce. Dzięki umowie ze spółką Oculis Investment (San Leon Energy), Talisman Energy na długie lata zadomowi się w Polsce.

Talisman Energy funkcjonuje w życiu gospodarczym jako potężna szanowana spółka, która otrzymała mandat zaufania ze strony Ministerstw Ochrony Środowiska oraz Spraw Zagranicznych Polski. Działania byłego zarządu Talisman Energy z czasów prac w Sudanie (nadal nie osądzony) oraz obecnego, pod przewodnictwem Johna Mazoniego, nie budzą konsternacji kół decyzyjnych w Polsce. Nie widać ani oburzenia ani oczekiwanego protestu. Domniemanie niewinności oraz mglista wiedza na temat inwestycji spółki w naszym kraju nakazują nam utrzymywać stanowisko, że również w ministerialnych biurach znajomość poczynań Talisman Energy w Sudanie i Peru, może być tak naprawdę niewielka.

W każdym innym przypadku moglibyśmy mówić o niemej akceptacji. Ktoś kto zaprasza Talisman Energy, pomijając wszelkie niegodziwe inicjatywy przedsiębiorstwa, nie upominając się o ich zakończenie lub rozliczenie – ten daje nieme przyzwolenie na niedawne działania w Sudanie i obecne na ziemiach Indian Achuar w Peru.

Aby rozpocząć długi i żmudny proces rozpowszechniania informacji na ten temat odbyłem dwie podróże do miejsc w, których niebawem, Talisman Energy wraz ze swoimi partnerami, rozpocznie poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce. W dniach 30 września-1 października 2010 bieżącego roku odwiedziłem Braniewo i Ornetę (koncesja „Braniewo”), natomiast na przestrzeni 12-14 października zjawiłem się w Brodnicy i Osieku (koncesja „Szczawno”).

Moim głównym zadaniem było jak najszersze poinformowanie miejscowych społeczności na temat niedopuszczalnych działań Talisman Energy w Sudanie oraz zagrożeń jakie stworzy ta spółka dla Indian Achuar w Peru. Indywidualizm mojej misji sprawił, że zasięg udzielanej informacji był stosunkowo nieduży. Na przestrzeni kolejnych dni pojawiłem się jednak w centralnych punktach życia lokalnych społeczności: w redakcjach gazet, domach kultury, bibliotekach, wreszcie w siedzibach tutejszych samorządów. Na ulicy wręczałem ulotki informacyjne oraz rozmawiałem z przechodniami; właścicieli miejscowych punktów handlowych zachęcałem do wywieszenia obwieszczeń w witrynach sklepu tak aby jak największa ilość przechodniów, mieszkańców regionu miała szansę zapoznać się z zagadnieniem.

I. Stosunek samorządów do kwestii łamania praw człowieka przez Talisman Energy

 

Starostwa oraz gminy nie mają wpływu na przydział koncesji. Decyzje te zapadają na szczeblu krajowym a lokalni przedstawiciele nie mają szczególnych prawnych atrybutów, uprawniających ich do anulowania centralnych postanowień. Jak każdy wolny człowiek tak i wójtowie oraz starości mają jednak wolną wolę w kwestii moralnej oceny oraz protestu w przypadku naruszeń obowiązujących zasad życia społecznego.

Celem moich spotkań z przedstawicielami samorządów, było z jednej strony udzielenie informacji, z drugiej zaś zachęcenie ich do wydania najprostszych oświadczeń w, których jako przedstawiciele lokalnych samorządów wyraziliby swoje zaniepokojenie tym, że Talisman Energy rozpoczynając prace w miejscu sprawowania ich urzędu, równocześnie dopuszcza się działań naruszających prawa człowieka w Peru, a wcześniej w Sudanie.

A. Powiat braniewski

Los chciał, że pierwszym przedstawicielem samorządu z, którym przyszło mi rozmawiać był wójt gminy Braniewo, Wincenty Przyborowski. Po zapoznaniu się z informacjami na temat działań Talisman Energy w Peru i Sudanie, Przyborowski nie mógł zrozumieć co ta sprawa ma wspólnego z tym, że przedsiębiorstwo rozpoczyna pracę w poszukiwaniu gazu łupkowego w obrębie koncesji Braniewo. Dla niego to dwie osobne kwestie, których pod żadnym pozorem nie należy łączyć. Wincenty Przyborowski zaznaczył, że nie zamierza wydawać żadnego oświadczenia dodając, że jest teraz zajęty innymi, bieżącymi sprawami. Pod koniec naszej rozmowy do biura wszedł młody pracownik urzędu (być może sekretarz), który zapytał o temat spotkania. Wójt podał mu wręczoną wcześniej przeze mnie kartkę, w geście dezaprobaty machając w jej stronę drugą dłonią. Dla wójta gminy Braniewo przedstawiciele Talisman Energy, bez względu na swoje przewinienia w innych częściach świata nie powinni być o nie pytani w naszym kraju, oczywiście dopóki nie zaczną łamać obowiązujących norm w Polsce. Innymi słowy jego opinię można streścić do stanowiska: „handluj i niszcz dopóki nie nabrudzisz na moim podwórku”.

1 października spotkałem się z burmistrzem Braniewa, Henrykiem Mrozińskim oraz Starostą Powiatu Braniewskiego, Leszkiem Dziągiem. Pozytywnie zaskoczyła mnie zwłaszcza zdecydowana postawa burmistrza Braniewa, niestety rzadka w zachowawczym półświatku polityki. Henryk Mroziński nazwał przedstawione fakty, dotyczące łamania praw człowieka przez Talisman Energy „barbarzyństwem” i zaznaczył, że jeśli wpłynie do niego zapytanie w tej sprawie jego odpowiedź będzie zdecydowanie negatywna. Mroziński zapowiedział wysłanie wręczonej przeze mnie kartki w „kilka miejsc”. Równocześnie wyraził wolę zapoznania się z dokumentami i źródłami, które potwierdzałyby ostatecznie poczynania Talisman Energy w Sudanie i Peru.

Starosta powiatu braniewskiego, Leszek Dziąg podczas naszej rozmowy poruszał inne tematy, nie związane z odległymi dlań kwestiami praw Indian i wojny w Sudanie. Dziąg zdawkowo dopuszczając mnie do głosu przypomniał, że sprawuje swój urząd w jednym z najbiedniejszych regionów Polski. Szczególnie poruszyło go to, że ja sam przyjechałem do Braniewa wprost z Wielkopolski. To właśnie samorządowcy z Wielkopolski i Mazowsza, jak przypomniał Starosta, przeforsowali niekorzystny podział środków dla gmin, w przeliczeniu na zagęszczenie ludności. Ten niesprawiedliwy system dofinansowywania lokalnych samorządów zapewnił zasobniejszym regionom większe środki, zaś tym biedniejszym odpowiednio mniejsze, powiększając tym samym przepaść między biednymi i zasobnymi regionami Polski.

Leszek Dziąg zaznaczył, że nie będzie wydawać żadnych oświadczeń w sprawie Indian, mówiąc, że sprawy lokalne jego regionu poruszają go równie mocno jak mnie tematy, które staram się przedstawić. Jak powiedział: „dotykają mnie cierpienia i niepełnosprawności mieszkańców powiatu braniewskiego”. Opuszczając budynek starostwa powiatu braniewskiego rozumiałem żal Leszka Dziąga oraz jego troskę o dobro regionu braniewskiego. Zadawałem sobie jednak pytanie czy przypadkiem zbywając zupełnie sprawę odległych geograficznie dlań Indian Achuar nie kroczy podobną drogą jak owi krytykowani przez niego „samorządowcy z Wielkopolski”. Oni przecież w swoim czasie, również koncentrując się na korzyściach własnego regionu mieli zapomnieć o solidaryzmie z mieszkańcami północno-wschodniej Polski.

Na koniec mojej wizyty w północno-wschodnim regionie Polski spotkałem się z Andrzejem Ołtuszewskim, burmistrzem miasta i gminy Orneta. Pan Ołtuszewski z zaciekawieniem wysłuchał informacji wyrażając wolę pogłębienia wiedzy w tym temacie.

B. Powiat brodnicki

Podczas pobytu w powiecie brodnickim nie udało mi się spotkać ani z burmistrzem Brodnicy, który przebywał na zwolnieniu lekarskim ani z przewodniczącym tutejszej rady miasta. Miałem przyjemność zjawić się za to w starostwie brodnickim, gdzie spotkałem osoby otwarte na dialog. Podczas rozmowy z sekretarzem starostwa, Zdzisławem Bogackim przedstawiłem problem poczynań Talisman Energy w Peru i Sudanie. Zdzisław Bogacki zapowiedział skierowanie pisma do Ministerstwa Ochrony Środowiska z pytaniem czy osoby odpowiadające za przydzielenie koncesji w ministerstwie wiedziały o przedstawionych faktach w momencie przyznawania koncesji.

Starosta powiatu brodnickiego, Waldemar Gęsicki również poważnie potraktował przedstawione wydarzenia. Gęsicki zaznaczył, że już w tym momencie mógłby wydać oświadczenie w, którym wyraziłby osobiste zaniepokojenie pracami Talisman Energy na ziemiach Indian Achuar. Aby jednak komunikat miał wyższą rangę zapowiedział skonsultowanie decyzji z zarządem i wydanie wspólnego obwieszczenia w tej sprawie. Jeśli starosta brodnicki, Waldemar Gęsicki utrzyma swoje stanowisko – w co nie wątpię – będzie to  najprawdopodobniej pierwsze oświadczenie samorządu na szczeblu powiatowym, solidaryzujące się z odległym ludem zagrożonym, w tym przypadku ambicjami peruwiańskiego rządu i dyrekcji Talisman Energy.

Ostatnim przedstawicielem lokalnych struktur samorządowych z, którym miałem sposobność się spotkać była wójt gminy Osiek/k Brodnicy, pani Iwona Gilewicz. Stanowisko pani wójt było o tyle ważne, że – jak dowiedziałem się w trakcie podróży – to właśnie na terenie gminy Osiek ma powstać pierwszy odwiert w koncesji „Szczawno”. Niestety. Iwona Gilewicz zdystansowała się od zabierania głosu w tej sprawie. Zasugerowała jednak abym poprosił o możliwość wystąpienia na lokalnym konwencie wójtów, który przewidywalnie odbędzie się pod koniec grudnia 2010 roku. Przy tej okazji pragnę oddać honor mieszkańcom wsi Osiek koło Brodnicy, jednej z najmniejszych miejscowości jakie odwiedziłem między 26 września a 15 października. W przeciwieństwie do zabieganych mieszkańców miast w przeważającej większości zatrzymywali się i w skupieniu wysłuchiwali wiadomości na temat wojennych wydarzeń Sudanie oraz zagrożeń jakie rysują się przed Indianami Achuar w Peru.

II. Objętność lokalnej prasy

Jednym najważniejszych punktów podróży informacyjnej  odnośnie inwestycji Talisman Energy był kontakt z przedstawicielami lokalnej prasy. Na przestrzeni dziejów bezstronność prasy była wielokrotnie nadużywana i wykorzystywana w różnych celach. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie prasa z założenia miała być szańcem wolności słowa, bezstronną trybuną na, której toczy się debata publiczna między obywatelami. Prasa także miała monitorować i przelewać na swe łamy opis otaczającej nas rzeczywistości.

Podczas wizyty w powiecie brodnickim i braniewskim odwiedziłem redakcje trzech lokalnych gazet. Moim celem było zwrócenie uwagi redaktorów naczelnych oraz dziennikarzy na to, że w regionie ich funkcjonowania rozpoczyna pracę koncern odpowiedzialny za łamanie podstawowych praw człowieka w Sudanie i Peru. Udając się do siedzib „Gazety Braniewskiej” czy „Czasu Brodnicy” podążałem z przekonaniem, że lokalna prasa ma obowiązek informować swoich czytelników o tym co dzieje się w ich otoczeniu. Zwłaszcza gdy na terenie miejscowych miast, gmin czy powiatu pojawia się „zespół ludzi”, pośrednio odpowiedzialny za prześladowanie ludności cywilnej oraz działania prowadzące do zagrożenia egzystencji i suwerenności społeczności indiańskich. W takich okolicznościach wzmianka prasowa, choćby najbardziej skromna, nie jest przedmiotem wyboru lecz obowiązkiem. Gdyby lokalni redaktorzy stanęli na wysokości zadania, wyczuliby ważkość chwili, informacje na temat zaangażowania Talisman Energy i kłopotów rdzennej ludności mogłyby trafić do naprawdę szerokiego grona miejscowych odbiorców. Jak to się jednak skończyło?

W redakcji „Gazety Braniewskiej” temat został potraktowany jak bumerang, który może wrócić i boleśnie uderzyć w rodzimą prasę. Redaktor naczelny powiedział mi, że tego nie opublikują bo automatycznie zostaną pozwani do sądu przez Talisman Energy. Zapewniał, że „nie chcą mieć kłopotów”. Pozostawał sceptyczny nawet gdy zachęcałem go do publikacji  wzmianki mojego autorstwa lub po prostu relacji z wizyty w biurze redakcji. Ostatecznie redaktor obiecał zastanowić się nad ewentualną publikacją. Pomimo, że od spotkania minęło już ponad pół miesiąca nie otrzymałem żadnej informacji co do ewentualnej decyzji. Obawiam się, że „Gazeta Braniewska” idąc śladem wójta lokalnej gminy Wincenta Przyborowskiego, pozostanie obojętna wobec zarysowanej i udokumentowanej tragedii.

Podczas wizyty w Brodnicy odwiedziłem redakcje dwóch lokalnych gazet. W siedzibie „Czasu Brodnicy” spotkałem się z redaktorem naczelnym, Januszem Wojtarowiczem. Wojtarowicz, do tematu podszedł bardzo sceptycznie. Zaznaczał, że są jednak tylko prasą lokalną nawet gdy wskazywałem na aspekt moralno-etyczny zagadnienia. Prosił o szersze źródła informacyjne, których oczywiście udzieliłem. Janusz Wojtarowicz miał wyraźne wątpliwości co do mojej bezinteresowności. Pytał o to jaki mam interes w rozpowszechnianiu takich informacji. Podkreślał, że dla niego tego rodzaju przypadki są podejrzane bo jeśli ktoś się czegoś podejmuje musi mieć w tym jakiś osobisty interes. Dziennikarska podejrzliwość redaktora „Czasu Brodnicy” w tym przypadku zapędziła go w ślepy zaułek. Zapowiedział, że w wolnej chwili zapozna się z artykułem „Gaz łupkowy w Polsce: Talisman Energy, Achuarowie i Sudan” oraz pozostałymi źródłami, ale jak dodał, niczego nie obiecuje. Opuszczając siedzibę „Czasu Brodnicy” nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że temat na łamach „Czasu Brodnicy” nigdy nie zagości.

W siedzibie „Nowości Brodnickich” nie zastałem jedynego dziennikarza gazety. Zostawiłem jednak kartę informacyjną w tej sprawie wraz z danymi umożliwiającymi kontakt ze mną.

 

Co nas obchodzi to co Talisman Energy robi w innych krajach?

Na koniec tego reportażu pragnę z góry odpowiedzieć ewentualnym sceptykom, którzy zechcą iść drogą obraną przez wójta gminy Braniewo, Wincenta Przyborowskiego. Przypomnijmy. Przyborowski zbył zupełnie temat podkreślając, że poczynania Talisman Energy w innych regionach świata nie mają nic wspólnego z ewentualnymi pracami spółki na terenie podległej mu gminy. Tego rodzaju enuncjacje mają się nijak do najprostszych zasad solidarności, odpowiedzialności, etyki, moralności, wreszcie zasad bezwarunkowej miłości, nakazującej nam troszczyć się o los odległych, anonimowych istot z, którymi „nie mamy” – jak można by przypuszczać – emocjonalnej, osobistej więzi.

Mając świadomość, że tego rodzaju „moralno-uczuciowa” retoryka nie zostanie zrozumiana bądź zaakceptowana przez wszystkich, poniżej przedstawiam racjonalne uzasadnienie takiego stanowiska, które zamieściłem w wcześniejszym piśmie dot. niniejszej kwestii:

Każdy z nas, bez względu w jakich czasach żyje, z jakiego kręgu kulturowego pochodzi, pragnie jednego: Szczęścia, zdrowia oraz bezpieczeństwa najbliższych; tych, których kocha; tych z, którymi wiąże go nieprzerwana nić miłości, przyjaźni, koleżeństwa, wreszcie emocjonalnej więzi. Nikt zatem obdarzony źdźbłem świadomości i nie zaburzonym darem czucia nie  może zgodzić się na układ w, którym jakakolwiek siła nastaje na podstawowe prawa najbliższych.

 

Z pragnienia nienaruszalności bytu naszych najbliższych rodzi się naturalna zasada o zakazie naruszalności bytu podobnych, równoległych istot. Kto twierdzi inaczej, akceptując zależności w, których niszczy się życie innych dla własnej chimery, ten tworzy precedens wzajemności. Jeśli bowiem przyzwalasz na deprecjacje życia swojego sąsiada to równocześnie musisz liczyć się z tym, że kiedyś prawo pięści, które respektujesz zostanie skierowane przeciw tobie i tym, których kochasz. Z tej przestrogi wynika prosta zasada, że: nikt obdarzony źdźbłem świadomości i nie zaburzonym darem czucia nie może aprobować układu w, którym jakakolwiek siła nastaje na podstawowe prawa równoległych istot.

 

Bez względu na to jaka odległość geograficzna dzieli nas od krzywdzonego podmiotu, bez względu na to czy łączy nas z nim jakaś emocjonalna więź, nie pozostawajmy bierni wobec dokonującej się niegodziwości, nie dawajmy niemego nań przyzwolenia.

Ekonomia, handel, gospodarka, dla dobra ogółu, żywotny interes, litera prawa – od dawien dawna próbowana usprawiedliwiać karygodne czyny oplatając je w hasła normy prawnej, społecznej lub wyższej konieczności. W żadnym przejawie naszego życia nie ma jednak miejsca na margines zbrodni, dyskryminacji i znieczulenia. Wszelka aktywność: handel, ekonomia, nawet wolność – nic ani nikt nie może naruszać podstawowych prawideł moralnych.

 

Rozpatrzmy powyższą zasadę na przykładzie zaangażowania koncernu Talisman Energy w proces poszukiwania gazu łupkowego w Polsce. Rząd polski, samorządy, wreszcie osoby, które zezwolą na badania sejsmiczne lub odwierty na własnym gruncie – wszyscy wchodzą w relację partnerską z przedstawicielami Talisman Energy. Niektórzy uznają to za zwykły układ gospodarczy i na tym koniec. Tu jednak tak naprawdę rozpoczyna się początek naszego dylematu. Wybierając wizję korzyści materialnych i do nich sprowadzając naszą egzystencję nie tylko degradujemy swoje sumienie i nasze wartości ale również wysyłamy komunikat przedsiębiorcom z Talisman Energy – wasza oferta i zasady; wasza wiarygodność i postępowanie zasługują na uznanie i mają naszą akceptację.

 

Innymi słowy ktoś kto zaprasza Talisman Energy, pomijając wszelkie niegodziwe inicjatywy przedsiębiorstwa, nie upominając się o ich zakończenie lub rozliczenie – ten daje nieme przyzwolenie na niedawne działania w Sudanie i obecne na ziemiach Indian Achuar w Peru.

 

Na koniec zamieszczam wzór obwieszczenia propagowanego we wrześniu i październiku na terenie powiatów: braniewskiego, brodnickiego oraz gminy Orneta:

 

• Północna Polska stała się jednym z pierwszych regionów naszego kraju, w którym rozpoczęto poszukiwania gazu łupkowego. Wśród przyznanych zezwoleń znajduje się koncesja „Braniewo” (lub koncesja „Szczawno”), którą realizować będzie spółka Oculis Invesment, podległa brytyjskiemu San Leon Energy. Współpartnerem  i beneficjentem dzieła poszukiwania gazu łupkowego tej firmy będzie kanadyjski Talisman Energy.

 

• Talisman Energy jest odpowiedzialny  za karygodne działania w Sudanie (1998-2003), obecnie zaś pomimo wyraźnego sprzeciwu plemienia, wkracza na ziemie Indian Achuar w peruwiańskiej Amazonii.

• W latach 1998-2003 koncern Talisman pracował w Sudanie podczas gdy były prowadzone tam działania zbrojne a siły rządowe ostrzeliwały i bombardowały obiekty cywilne. Zyski z ropy naftowej odprowadzane przez Talizman służyły dozbrojeniu sudańskiej armii, która wielokrotnie naruszała wtedy prawa człowieka.

• Badania przeprowadzone na zlecenie ministra spraw zagranicznych Kanady świadczą o tym, że lotnisko oraz drogi Talisman Energy w obszarze Heglig były wykorzystywane przez siły zbrojne, śmigłowce oraz bombowce Antonow, do bombardowania celów na południu Sudanu. Paliwa aplikowane do samolotów również były produktem Talisman Energy. Tylko w 2000 roku oszacowano, że bombowce Antonow zrzuciły na cele cywilne takie jak szpitale, kościoły, domy i szkoły, 113-sto trzynaście bomb. Talisman Energy było pośrednio odpowiedzialne za śmierć setek osób. Pomimo tego władze koncernu do dziś odmawiają wzięcia na siebie współodpowiedzialności za tragiczne wydarzenia z lat 1998-2003.

Obecnie Talisman Energy wkracza na ziemie Indian Achuar na północy Peru.  Większość społeczności ludu Achuar, zapowiedziała konsekwentny sprzeciw względem nowych prac naftowych na ich ziemiach. W marcu 2010 roku podczas wspólnego zgromadzenia, starszyzna oraz przywódcy Achuar wydali wspólne oświadczenie: „Domagamy się aby rząd peruwiański natychmiast stwierdził nieważność umów blokach 64 i 101 oraz tego aby Talisman Energy bezzwłocznie wycofał się z naszych terytoriów.”

W związku z powyższym zachęcam do nie nawiązywania współpracy z konsorcjum Oculis Invesment -Talisman Energy do czasu wycofania się Talisman Energy z planów eksploatacji w peruwiańskiej Amazonii i wzięcia odpowiedzialności za tragiczne wydarzenia w Sudanie.

———————————————————————————————————————-

  • VI. 26 – 28 wrzesnia 2010 rok: Lębork – Nowa więś Lęborska

W dniach 26-28 września 2010 roku odwiedziłem powiat lęborski aby rozmawiać z mieszkańcami oraz przedstawicielami lokalnego samorządu na temat firmy ConocoPhillips, która pracując w dziedzinie poszukiwania gazu łupkowego w Polsce, równocześnie posiada koncesje naftowe na  ziemiach Indian izolowanych na północy Peru. Niebawem ConocoPhillips, obok innych firm tj. Perenco i YPF Repsol może stać się stroną konfliktu, najeźdźcą, które wkroczy na ziemie suwerennych wspólnot indiańskich tj. Taromenane, grożąc starciami, przemocą oraz chorobami na, które izolowana ludność tubylcza nie ma odporności immunologicznej.

Brytyjska firma Lane Energy, która otrzymała sześć koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego w Północnej Polsce, na Pomorzu, podpisała kontrakt z ConocoPhillips na wspólną pracę w ocenie potencjału gazu łupkowego w regionie. ConocoPhillips zobowiązało się pokryć koszty trwających już badań sejsmicznych i odwiertów w zamian otrzymując prawo do zakupu większości udziałów kapitałowych w koncesjach. Pierwszy odwiert powstał właśnie w obszarze powiatu lęborskiego, na terenie gminy Nowa Wieś Lęborska, w obrębie miejscowości Łebień.

Podczas indywidualnej wizyty w powiecie lęborskim chciałem zawiadomić mieszkańców, iż koncern, który otrzymał mandat zaufania na pracę w regionie, równolegle przymierza się do działań, które zagrożą przetrwaniu izolowanych społeczności na pograniczu peruwiańsko-ekwadorskim. Kilku właścicieli punktów usługowych i handlowych zadeklarowało wolę wywieszenia obwieszczenia na ten temat w witrynie własnej placówki handlowej. Podobna informacja zawisła między innymi w witrynie kwiaciarni i sklepu spożywczego w Lęborku. Jedna z kobiet z, którą rozmawiałem na ulicy wyraziła opinię, że przedsiębiorstwo, które narusza prawa człowieka nie powinno mieć możliwości pracy na obszarze powiatu lęborskiego.

Nie brakowało również wypowiedzi, które świadczyły o niezrozumieniu problemu. Trzydziestoparoletni mężczyzna pomijając aspekt zamierzeń ConocoPhillips w Peru mówi: „Mam nadzieję, że poszukiwanie gazu łupkowego będzie kontynuowane. Chcę aby Polska ruszyła z kopyta”. Jeszcze bardziej zdecydowanie wypowiada się właściciel punktu oferującego naprawę sprzętu elektrycznego: „Myśli Pan, że mieszkańców powiatu lęborskiego interesuje co jakaś amerykańska firma, wielcy tego świata robią ze swoimi pieniędzmi?”.

27 września spotkałem się ze starostą powiatu lęborskiego, Ryszardem Wentą podczas, którego, udzieliłem informacji o drugiej stronie działalności amerykańskiej spółki oraz zachęcałem do wydania oświadczenia w, którym Starosta Powiatu wyraziłby swoje zaniepokojenie zaangażowaniem ConocoPhillips w zamiar prac w obrębie ziem Indian izolowanych w Peru. Dla Pana Ryszarda Wenty przedstawione fakty były dziedziną nową. Wyraził wolę bliższego zapoznania się z tematem, wstrzymując się przy tym od wydania jakiegokolwiek oświadczenia.

Nazajutrz, 28 września pojawiłem się w Urzędzie Gminy, Nowa Wieś Lęborska. To właśnie na terenie tej gminy, jak wspomnieliśmy na początku, powstał pierwszy odwiert w Polsce, w drodze poszukiwania gazu łupkowego. Podczas rozmowy na temat dwustronnego zaangażowania ConocoPhillips, wójt gminy Ryszard Wittke, wyraził zaskoczenie, że sprawa została pominięta przez centralne urzędy, takie jak Ministerstw Ochrony Środowiska, podczas przydzielania koncesji. Pan Ryszard Wittke, wskazując na to, że nie ma żadnego prawnego wpływu na podjęte decyzje nie wykluczył możliwości wydania nieformalnego oświadczenia. Jako, że kwestia ta jest mu jednak nieznana, wyraził wolę zapoznania się z materiałami dokumentującymi przedstawione zarzuty.

W połowie października 2010 drogą elektroniczną wysłałem do Starostwa Powiatu Lęborskiego oraz Urzędu Gminy Nowa Wieś Lęborska, raport „ConocoPhillips in Amazon” autorstwa organizacji AmazonWatch i Save America’s Forest z 2008 roku w, którym skrupulatnie opisano przymiarki oraz stan posiadania firmy w peruwiańskiej Amazonii.

Pozostaje nadzieję, że przedstawione informacje nie pozostaną bez odpowiedzi. Choć samorządy nie odpowiadają za przyznanie koncesji to ich nieformalne oświadczenia na temat łamania praw człowieka, w odległych stronach świata, przez firmy pracujące równocześnie na terenach podległych ich jurysdykcji, stanowiłoby  krok milowy w podejściu do honorowania zasad, których respektowania względem nas samych domagamy się wszyscy.

W połowie 2009 roku i na przełomie 2009/2010 roku Donald Tusk otrzymał dwie petycje, które wzywały go do podjęcia oficjalnych działań w sprawie łamania praw i suwerenności Indian peruwiańskiej Amazonii. Pod petycjami swoje podpisy złożyli min. mieszkańcy Warszawy, Poznania, Kalisza, Piły, Zielonej Góry, Wadowic i Łodzi. Pomimo dwukrotnej apelacji, postulaty z petycji, nie spotkały się jak dotąd z żadną reakcją polskiego rządu.

Pod spodem zamieszczono treść obwieszczenia propagowanego w dniach 26-28 wrzesień na obszarze powiatu lęborskiego:

Drodzy mieszkańcy powiatu lęborskiego

• Rejon Pomorza stał się jednym z pierwszych miejsc gdzie rozpoczęto poszukiwania gazu łupkowego Na terenie powiatu lęborskiego koncesje otrzymała spółka Lane Energy, która w dziele tym współpracuje z koncernem ConocoPhillips. Pierwszy odwiert powstał na terenie Gminy Nowa Wieś Lęborska w obrębie miejscowości Łebień.

• Udział Conoco Philips w tym dziele jest co najmniej kontrowersyjny. Ten amerykański koncern może stać się współodpowiedzialny za naruszenia praw Indian izolowanych, żyjących na pograniczu Peru i Ekwadoru

• Do dzisiaj w różnych regionach Peru żyją grupy izolowanych Indian, które bardziej lub mniej świadomie, nie utrzymują kontaktu ze światem zewnętrznym.

• Indianie izolowani nie mają odporności immunologicznej na choroby zewnętrzne, takie choćby jak grypa i odra. Nierozważny kontakt owocował w przeszłości śmiercią od 20% do nawet 75% populacji.

•  Jedno ze skupisk izolowanych Indian w Peru jest położone na samej północy w obrębie rzek Tigre/Napo, przy granicy z Ekwadorem. Terytorium te zamieszkują spokrewnieni z Indianami Waorani, Tagaeri oraz Taromenane. Ocenia się, że ilość Taromenane może oscylować w  granicach 200-300 osób a Tagaeri na poziomie od 30 do 90. Być może w regionie żyją jeszcze dwie inne grupy ale ich istnienie nie jest ostatecznie potwierdzone.

W latach 2003-2006 po stronie ekwadorskiej w głębi puszczy natrafiono na ciała 64 Indian Taromenane, niektóre pozbawione głów

• Po stronie peruwiańskiej zrodził się pomysł poszukiwania oraz eksploatacji złóż surowców. W ramach licytacji obszar na, których przebywają Taromenane i Tagaeri trafił pod piecze europejskich firm.

• Wśród firm, które otrzymały koncesje jest hiszpański YPF Repsol, który dzieli blok naftowy nr. 39 z ConocoPhillips, które posiada w nim 36% udziałów. Obszar bloku 39 jest miejscem migracji Indian izolowanych. YPF Repsol już wystąpił o pozwolenia na badania sejsmiczne. Kontakt z Indianami grozi przemocą i tragicznymi dla nich chorobami.

• W związku z powyższym zachęcam do nie nawiązywania współpracy z konsorcjum Lane Energy-ConocoPhillips do czasu wycofania się ConocoPhillips z planów eksploatacji w peruwiańskiej Amazonii.

Odległość geograficzna nie jest odwrotnie proporcjonalności do odpowiedzialność za nas samych.

——————————————————————————————————————————-

  • VII. 30 grudzień 2009 roku: Kampania Ulotowa. Indianie Enawene Nawe a europejskie banki

30 grudnia 2009 roku w Poznaniu przeprowadziłem małą kampanię ulotkową „Indianie Enawene Nawe a europejskie banki”. Podczas prowadzonych działań odwiedziłem 15 punktów obsługi klienta, należących do dwóch kolejnych banków: ING Bank oraz BNP Paribas Fortis, przekazując karty informacyjne bezpośrednio pracownikom bądź zostawiając je na stolikach wewnątrz przestrzeni bankowej. Ulotki trafiły także do rąk przechodniów.

Zachęcam do powielenia lub udoskonalenia treści zawartej w ulotce i kolportowania jej na terenie oddziałów bankowych na terenie kolejnych miast. Innymi gremiami do, których dana ulotka powinna trafić to same zarządy banków oraz indywidualne osoby.


Indianin Enawene Nawe.

Oto wykaz europejskich banków, które uczestniczyły w konsorcjum na czele, którego stał Rabobank (Holandia):

– ING Bank (Holandia),
– BNP Paribas (Francja),
– Crédit Suisse First Boston (Szwajcaria),
– WestLB (Niemcy),
– Fortis Bank (Obecnie w trakcie fuzji z Paribas),
– HSB Nord Bank (Szwecja),
– HSBC (Wielka Brytania)

Aby nie było wątpliwości. Przekazując kartę informacyjną osobom pracującym w dziale obsługi klienta banku, nie pragniemy uczynić kogokolwiek współwinnym zaistniałej sytuacji.

Osoby pracujące w danym banku, podobnie jak pracownicy innych instytucji i przedsiębiorstw, z trudem starają się wykonywać powierzoną pracę, zapewniając byt i bezpieczeństwo własnym rodzinom. Ostatnią intencją osób kierujących się takimi motywami jest zaszkodzenie komu- i czemukolwiek.


Dzieci z plemienia Enawene Nawe.

Praca bądź inne współtowarzyszenie z daną placówką wymaga jednak poznania każdego segmentu i oblicza pracodawcy lub wspólnika. Dlatego w tym konkretnym przypadku, pracownicy i klienci powyższych banków pozostają w gronie osób, które jako pierwsze zasługują na informacje.

Indianie Enawene Nawe stanowią jedno z wielu plemion, które zmaga się lub stoi przed perspektywą nowej fali przeobrażeń gospodarczych, które określam mianem „Drugiej Fali Najazdu na Amazonię”. W ramach zamierzeń na terenie min. Brazylii i Peru planuje się budowę dziesiątek tam na rzekach, otwarcie olbrzymich połaci lasu dla koncernów naftowych i gazowych – a to wszystko przy akompaniamencie wylesienia, działań poszukiwaczy surowców i minerałów oraz planów asfaltowania dróg (lub powstania kolejnych); ekspansji rancz bydła oraz upraw sojowych.


Indianin z izolowanego plemienia Piripkura.

PONIŻEJ PREZENTUJĘ WIAODMOŚCI ZAWARTE W KARTACH INFORMACYJNYCH

1. Pierwsza strona karty informacyjnej: trzy powyższe zdjęcia.

2. Druga strona:

• Indianie Enawene Nawe zamieszkują stan Mato Grosso (Brazylia). Mają o tyle specyficzną dietę, iż nie spożywają czerwonego mięsa. Podstawą gospodarki żywnościowej jest połów ryb oraz uprawa manioku.

• Od kilku dziesięcioleci Indianie Enawene Nawe zmagają się z najazdem na własne ziemie w tym: budową nielegalnych dróg, wylesieniem, ranczami oraz uprawą soi.

• Gubernator stanu Mato Grosso, Blairo Maggi forsuje plan zwiększenia upraw soi. W projekcie znajduje się również budowa 11 tam w obrębie rzeki, w której łowią Indianie Enawene Nawe oraz szereg kolejnych inwestycji.

• Jeżeli dojdzie do realizacji inwestycji struktura rzeki, flory i fauny, ulegnie zaburzeniu: powstaną olbrzymie rozlewiska a Indianie stracą w dużej mierze dostęp do głównego źródła swojego pożywienia oraz istotny element własnej kultury.

• W pierwszej dekadzie XXI wieku konsorcjum europejskich banków w tym: Rabobank, Fortis Bank, Paribas, ING Bank oraz szereg kolejnych, udzieliło pożyczek na rozwój min. przemysłu sojowego na łączną kwotę 230 milionów dolarów.

• Tak jak zbawienny wpływ dla naszych organizmów ma krew przelewająca się przez nasze żyły, tak i każda, duża inwestycja nie może zaistnieć bez odpowiedniego zastrzyku finansowego.

• Odległość geograficzna nie jest odwrotnie proporcjonalna do odpowiedzialności za nas samych. Handel oraz ekonomia również podlegają prawidłom moralnym.

• Rozliczne plemiona w Brazylii i Peru stoją lub zmagają się z perspektywą budowy dróg i tam na rzekach (Xingu, Madeira, Juruena), działaniem poszukiwaczy surowców i minerałów a także przemocą.

• Powyższe plany zagrażają również Indianom izolowanym, czyli takim, którzy cofnęli się w głąb puszczy po pierwszych traumatycznych kontaktach ze światem zewnętrznym – kilkadziesiąt lub kilkaset lat temu (w zależności o, której grupie mówimy) – i do teraz unikają kontaktu ze światem zewnętrznym.

=======================================================================================-==========

  • VIII. Na przestrzeni lipca/sierpnia – listopada 2009 roku w Poznaniu odbył się Mityng „Ludy Tubylcze” podczas, którego zbierałem podpisy pod 11-jedenastoma różnymi petycjami.

Wśród nich znajdywały się min:

a)      petycja w sprawie sytuacji Indian Ayoreo Totobiegosode, kierowana do prezydenta Paragwaju, Fernando Lugo,

b)      petycja w sprawie sytuacji Indian w Kolumbii, kierowana do prezydenta Kolumbi, Alvaro Uribe

c)      petycja odnośnie sytuacji Indian w Brazylii, kierowana do prezydenta Brazyli, Luiz Inacio Lula da Silvy

d)      petycja odnośnie sytuacji izolowanych Indian w Peru, kierowana do prezydenta Peru, Alana Garcia

e)      petycja odnośnie sytuacji Indian w peruwiańskiej Amazonii, kierowana do Premiera RP, Donalda Tuska

f)        petycja w sprawie Leonarda Peltiera kierowana do prezydenta USA, Baracka Obamy

===============================================================================================

  • IX. 20. czerwca 2009r. pod ambasadą Peru w Warszawie, odbył się happening popierający walkę Indian amazońskiej dżungli do samostanowienia i prawa do własnej ziemi. Protestowano także przeciwko gwałtownym represjom skierowanym wobec Indian w okolicach miejscowości Bagua (Peru), gdzie według różnych źródeł zginęło od dziesięciu do kilkudziesięciu Indian oraz dwudziestu czterech policjantów. Pamięci wszystkich ofiar tych krwawych wydarzeń zapalono znicze.

Organizatorką spotkania była Monika Skarżyńska.

Relacja Dariusza „Bluewinda” Kachlaka, zaczerpnięta ze strony www.indianie.eco.pl:

Happening został zorganizowany przez całkowicie prywatne osoby, które po informacjach w internecie dot. wydarzeń w Peru, wyraziły swoje stanowisko i chęć zorganizowania takiego happeningu na forach internetowych. Od czasu powstania pomysłu, do samego wydarzenia, włączyły się w jego realizację różne inne, całkowicie prywatne osoby. Niektóre z nich związane są jednak z ruchami ekologicznymi, pokojowymi czy indiańskimi. W wydarzeniu wzięły także udział osoby zupełnie nie związane z żadnymi organizacjami, a także osoby całkowicie wcześniej nie zorientowane w temacie spotkania – przechodnie, a także studenci pobliskiej szkoły.

Spotkanie miało charakter zdecydowanie pokojowy. Czujne oczy policji skupiły się na czytaniu dostarczonych przez organizatorów  petycji i materiałów informacyjnych. Monika oraz Damian, inicjatorzy spotkania, w szczegółowy i obrazowy sposób przedstawili genezę protestów Indian oraz najnowsze wydarzenia w Peru. Nie zabrakło oczywiście haseł wykrzyczanych głośno razem: „CICHA ŚMIERĆ W GŁĘBI LASU”; „NIE WYCINAĆ DŻUNGLI”; „NIE ZABIJAĆ INDIAN”.

Oprócz merytorycznego przedstawienia problemu, wszystkim uczestnikom, a także przechodniom i studentom pobliskiej szkoły ochrony środowiska (sic!) rozdano ulotki informacyjne oraz plakaty. Wszyscy zgromadzeni oraz osoby na bieżąco dołączające się do happeningu miały możliwość podpisania petycji skierowanej poprzez ręce Ambasador Peru w Polsce bezpośrednio do władz peruwiańskich, a także do Premiera, Donalda Tuska. Dokumenty te zostaną przekazane w najbliższym czasie do zainteresowanych.

Całe wydarzenie trwało około 2 godzin i zgromadziło kilkunastoosobową grupę przedstawicieli różnych miast i środowisk, połączonych troską o Matkę Ziemię oraz przeciwstawiających się polityce wielkich korporacji. Pod koniec spotkania za akcje podziękował jeden z Peruwiańczyków mieszkających w Polsce, Mirko Fernandez, który do Warszawy specjalnie na to wydarzenie przyjechał z Łodzi.

Spotkanie zakończyło się w tradycyjnym indiańskim Kręgu, z myślami o wszystkich broniących praw tubylców na całym świecie, słowami Indian Lakota: „Mitakuye oyasin” – „wszyscy jesteśmy spokrewnieni”.

Warszawa, 1wszy Dzień Lata 2009
Dariusz R. Kachlak 

Reklamy

Jedna odpowiedź na „Działania Publiczne

  1. Pingback: Aktualizacja podstrony Działania Publiczne | Serwis Solidarnościowy "Borduna"

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s