Ostatnia kobieta mówiąca językiem Resigaro zamordowana

Ostatnia kobieta posługująca się językiem Resigaro została zamordowana w Peru. Jej ciało znaleziono zdekapitowane w jej domu w amazońskim lesie. 67-letnia Rosa Andrade mieszkała wśród plemienia Ocaina. Jej ojciec należał do ludu Ocaina, a matka była członkinią plemienia Resigaro.

Zarówno Ocainowie jak i Resigaro padli ofiarą boomu kauczukowego, który rozpoczął się pod koniec XIX wieku. Dziesiątki tysięcy Indian zostało wówczas zniewolonych przez baronów kauczukowych, którzy skutych często w kajdany autochtonów zmuszali do pozyskiwania kauczuku. Wielu rdzennych mieszkańców Amazonii zmarło w rezultacie wycieńczenia, lub zginęło w wyniku przemocy lub chorób takich jak grypa czy odra, na którą nie posiadali odporności immunologicznej. W rezultacie tych praktyk wiele ludów zostało fizycznie startych z powierzchni ziemi, a inne znalazły się na pograniczu zagłady. Plemię Resigaro ostatecznie zostało zniszczone, a Rosa i jej brat byli ostatnimi ludźmi, którzy pamiętali język tego ludu. Rosa była również jedną z ostatnich osób mówiących językiem Ocaina, stając się kulturowym i tożsamościowym filarem swojej społeczności. Znała szeroki repertuar pieśni i opowieści w obu językach, a niedawno została wyznaczona przez rząd do nauczania dzieci Indian Ocaina.

Społeczność, której członkinią była Rosa podejrzewa, że za zabójstwem kobiety stoi osoba z zewnątrz. Lokalny prokurator oświadczył jednak, że nie ma wystarczających dowodów do wszczęcia postępowania. Wspólnota domaga się rozpoczęcia prawdziwego dochodzenia, celem zidentyfikowania i pochwycenia mordercy.

Pięć tysięcy spośród sześciu tysięcy języków na świecie to języki rdzennej ludności. Szacuje się, że co dwa tygodnie wraz z ostatnimi jego użytkownikami, umiera jeden z nich.

Opracowanie: Damian Żuchowski
Zdjęcie: Alberto Chirif (Survival International)
Na podstawie: SurvivalInternational.org
Artykuł ukazał się także na WolneMedia.net

Opublikowano Peru, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kolejni Indianie Guajajara zamordowani

Sześciu amazońskich Indian zostało zamordowanych w najnowszej fali przemocy wobec rdzennej ludności Brazylii. Członkowie plemienia Guajajara z północno-wschodniej części brazylijskiej Amazonii zginęli między wrześniem a listopadem 2016 roku w granicach brazylijskiego stanu Maranhão. Po zamordowaniu ofiar oprawcy rozczłonkowali ich ciała.

Pozbawieni życia mężczyźni są najnowszymi ofiarami konfliktu o ziemię wstrząsającego regionem. Kilka grup Indian Guajajara stoi na czele wysiłków zmierzających do eksmisji drwali nielegalnie wycinający ich lasy i te upomnienie się o własną suwerenność spotyka się z gwałtownymi repulsjami, coraz bardziej przypominającymi swą eskalacją wydarzenia na ziemiach Indian Guarani na południu kraju.

Do morderstw członków plemienia doszło w granicach rdzennych terytoriów Bacurizinho, Cana Brava i Morro Branco położonych w gminach Grajaú i Barra do Corda. Według lokalnego oddziału Rady Misyjnej CIMI w stanie Maranhão do pierwszego zabójstwa doszło 23 września, a ostatniego 26 listopada. José Queirós Guajajara (45 lat) został znaleziony martwy 23 września o godzinie 17:00 nieopodal wsi Nova. Jego rodzina podejrzewa, mając na względzie charakterystyczne wypalenia na jego ciele, że zginął porażony prądem. „Ten Indianin był bojownikiem w obronie rodzimej ziemi przed nielegalnym wyrębem i wzbudził dużo złości w tych, którzy żyli z tej nielegalnej działalności” – czytamy w komunikacie CIMI. Opisywaną serię zabójstw zamyka śmierć kacyka José Colirio Oliveiry Guajajara – mężczyzna został zastrzelony w zasadzce zorganizowanej na zlecenie, dając się we znaki jako przywódca swojej wioski w walce z intruzami.

Dzień przed śmiercią kacyka odnaleziono ciało Hugo Pompeu Guajajary, z odciętym językiem i skórą zdartą z twarzy. Indianin mieszkał w jednej z wiosek w rdzennym terytorium IT Cana Brava, wzdłuż drogi BR-226. 5 listopada ujawniono ciało Lopesa de Sousy Guajajary. 16-latek miał amputowany czubek penisa i uszy. 16 dni później stwierdzono śmierć José Diasa de Oliveiry Lopesa Guajajary – ślady na ciele wskazywały na uduszenie, także z jego twarzy zdarto część skóry. Ostatnie z zabójstw dotyczy zgonu Divino Carvalho Guajajary. 18-latek był mieszkańcem wsi Taboca położonej w granicach rdzennego terytorium Bacurizinho. Młodzieniec zasztyletowany został przez nie-Indianina, który mieszkał we wsi po tym gdy ożenił się z miejscową Indianką.

Indianie Guajajara otrzymują nieprzerwany strumień gróźb od drwali, osadników i innych osób najeżdżających ich terytorium, a także kradnących ich ziemię i zasoby. W regionie działa potężna i brutalna mafia wspierana przez niektóre stronnictwa polityczne. Pięciu członków plemienia zginęło już na początku 2016 roku. Pochodzili oni z rdzennego terytorium Arariboia, gdzie członkowie ludu Guajajara znani jako „Strażnicy Guajajara” oddają swoje życie patrolując obszary podlegające intensywnej dewastacji, walcząc o wydalenie kompanii drwali, a także zabiegając o bezpieczeństwo swych sąsiadów, nieskontaktowanych Indian Awa Guaja zagrożonych wyginięciem. W 2016 roku w stanie Maranhão ofiarą morderstw padło dwunastu rdzennych mieszkańców – suma ta przekroczyła roczne bilanse zabójstw z lat poprzednich.

Olimpio Guajajara, jeden ze strażników w rozmowie z Survival International powiedział: „Awa stoją w obliczu ludobójstwa. Nikt nie ma prawa do usuwania ich z ziemi. Pomóżcie nam ich chronić!”. Nieskontaktowane plemiona są najbardziej zagrożonymi społecznościami na planecie i grozi im katastrofa, jeżeli ich ziemie nie będą chronione. Brazylijscy parlamentarzyści debatują obecnie o prawach, które osłabią prawną ochronę rdzennych terytoriów, a także częściowo zamrożą finansowanie FUNAI, agencji rządowej odpowiedzialnej za ochronę ziem plemiennych. Jeżeli te regulacje prawne zostaną przyjęte, to jeszcze pogorszą i tak już trudną sytuację Guajajara i innych rdzennych mieszkańców Brazylii.

Opracowanie: Damian Żuchowski
Na podstawie: SurvivalInternational.org, CIMI.org.br
Artykuł ukazał się także na: WolneMedia.net

Opublikowano Brazylia, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Zdjęcia nieskontaktowanej grupy Yanomami

Na niedawno zarejestrowanych zdjęciach lotniczych uwieczniono społeczność nieskontaktowanych Indian Yanomami o populacji szacowanej na około 100 osób. Opisywana wieś położona jest w północnej Brazylii, w pobliżu granicy z Wenezuelą. Około 22 tysięcy Indian Yanomami żyje po brazylijskiej granicy terytorium, z czego 3 grupy nadal nie utrzymują kontaktów ze społeczeństwem narodowym. Tego typu izolowane społeczności nie posiadają odporności immunologicznej na zachodnie choroby, pozostając wyjątkowo narażone na wyniszczające epidemie, ale również przemoc, w tym zwłaszcza ze strony pewnych segmentów społeczeństwa narodowego dążących do przejęcia ich zasobów.

Jeżeli terytoria nieskontaktowanych społeczności są chronione, mogą one się rozwijać, podnosząc także własną liczebność. Jeżeli jednak obszar ich egzystencji staje się miejscem inwazji, groź im rozbicie i depopulacja. Na ziemiach Indian Yanomami przebywa obecnie około 5000 górników, nielegalnie pracujących w domenie gdzie, jak podkreśla Survival International, żyją “niektóre z tych najbardziej wrażliwych ludów na naszej planecie”.

Indianie Yanomami w ostatnich dekadach doświadczyli wiele cierpień w wyniku inwazji poszukiwaczy złota. Górnicy przynieśli malarię do regionu oraz zanieczyścili rtęcią wodę i lokalne źródła żywności.

Szaman i działacz Yanomami, Davi Kopenawa Yanomami powiedział, że “Jest to miejsce gdzie żyją nieskontaktowani Indianie; łowią, polują i uprawiają poletka – musi być ono chronione. Cały świat musi wiedzieć, że są oni tam w swoim lesie, a władze muszą uszanować ich prawo do mieszkania tam”. Davi jest prezesem stowarzyszenia Yanomami Hutukara, jego tradycyjna mądrość, zaangażowanie w ochronę swojego ludu i środowiska przyczyniły się do nadania mu tytułu “Dalajlamy lasów deszczowych”.

Davi Kopenawa mówiąc o górnikach przyrównuje ich natarczywość do termitów; twierdzi, że nawet usunięci, wcześniej czy później i tak powracają – nie dają im spokoju. Brazylijskie agencje rządowe są odpowiedzialne za ochronę terytoriów Indian Yanomami; stoją one jednak obecnie w obliczu poważnych cięć budżetowych, a forsowane plany polityków drastycznie osłabiają prawa i ochronę tradycyjnych gruntów.

Bez dalszego wsparcia zespół rządowej agencji ds Indian (FUNAI) odpowiedzialny za ochronę terytoriów Yanomami nie będzie w stanie podejmować skutecznych przeciw działań wobec zakusów najeźdźców. Istnieje nawet ryzyko jego likwidacji, takie rozwiązanie zwiększy prawdopodobieństwo unicestwienia nieskontaktowanych grup Indian Yanomami.

TŁÓ

– Chroniony rezerwat Indian, Terra Indígena Yanomami,  powstał w 1992 roku po wielu latach kampanii prowadzonej przez Daviego Kopenawę, Survival International i Komisję Pro-Yanomami (CCPY).

– Przed utworzeniem rezerwatu Indianie Yanomami byli  wystawieni na wysokie ryzyko wyniszczenia przez choroby – takie jak grypa i odra – a także przez zewnętrzną przemoc, po tym gdy ich ziemie przy wsparciu wielu polityków wysokiego szczebla, zostały najechane przez poszukiwaczy złota, drwali i osadników. Ustanowienie chronionego terytorium umożliwiło Indianom określenie ich własnej przyszłości, a także powolną konsolidację po latach chaosu.

– Jednak obecnie FUNAI, odpowiedzialne za ochronę rdzennych terytoriów, stoi w obliczu poważnych cięć budżetowych. Istnieją obawy, że sześć spośród dwunastu zespołów zajmujących się nieskontaktowanymi plemiona – w tym jeden oddelegowany do ochrony Yanomami – może zostać zlikwidowanych.

– Indianie Yanomami nie utrzymujący kontaktów ze społeczeństwem narodowym demonstrują chęć pozostania w izolacji – uciekając przed obcymi i unikając kontaktów z innymi Indianami.

– Na fotografiach wykonanych przez Guilherme Gnippera Trevisana uwieczniono typowe Yanomami Yano lub Shabono, duży wspólny dom dla kilku rodzin. Każdy kwadratowy odcinek Yano jest domem innej rodziny, w której wieszają swoje hamaki, podtrzymują ognisko i przechowują produkty spożywcze i materiały użytkowe.

– Yanomami posiadają bardzo dużą wiedzę botaniczną i korzystają z około 500 roślin w celach spożywczych, medycznych i mieszkaniowych. Ich gospodarka uzależniona jest od polowań, zbieractwa, rybołówstwa, a także roślin takich jak maniok i banany, które uprawiają w dużych ogrodach.

– Szamani Yanomami są duchowymi przywódcami społeczności; ich zadaniem jest komunikacja ze światem duchów, której elementem jest wdychanie halucynogennego proszku znanego jako yakoana.

Ludność znajdująca się w dobrowolnej izolacji, znana także jako nieskontaktowane plemiona, nie stanowi „zacofanych, prymitywnych ludów będących reliktami odległej przeszłości”. Są to rówieśnicy współczesnej ludzkości, stanowiący niezwykle ważny element jej różnorodności. Wiedza, której są spadkobiercami, jest niezastąpiona i jest dziedzictwem wielu tysięcy lat. Jednocześnie izolowane społeczności są najlepszymi strażnikami lasów, stawiając skuteczną zaporę wylesianiu dużych terytoriów w granicach których żyją i przemieszczają się.

Przekład i komentarz: Damian Żuchowski
Zdjęcia: Guilherme Gnipper Trevisan(FUNAI/Hutukara)
Źródło oryginalne: SurvivalInternational.org
Źródło polskie: WolneMedia.net

Opublikowano Brazylia, Wenezuela, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Standing Rock i Papua Zachodnia: pokrewieństwo losów

Po trwających od sierpnia 2016 roku zmaganiach z protestującymi Indianami w pobliżu rezerwatu Siuksów ze Standing Rock przeciwko budowie rurociągu Dakota Acces Pipeline, Korpus Inżynieryjny Armii Stanów Zjednoczonych (USACE) postanowił ostatecznie rozprawić się z „Obrońcami Wody” i dokonać całkowitej likwidacji obozu położonego na północ od rzeki Cannonball. W piśmie z 25 listopada USACE powołując się na stan prawny, który umożliwia mu dzierżawę miejscowych gruntów zapowiedział zamknięcie do 5 grudnia 2016 roku obszaru federalnego położonego na południu hrabstwa Morton County. Obwieszczając rozpoczęcie – jak nakazują przypuszczać dotychczasowe praktyki – kolejnej brutalnej akcji wobec oponujących Indian USACE jednocześnie zapewniło, że „popiera prawa wszystkich Amerykanów do wolności słowa i pokojowych manifestacji”. W sukurs tej decyzji przyszedł gubernator stanu Dakota Północna, członek Partii Republikańskiej, Jack Dalrymple, który zarządził obowiązkową eksmisję wszystkich osób w obszarze zastrzeżonym znajdującym się pod jurysdykcją USACE.

W pełnym hipokryzji oświadczeniu Dalrymple powołuje się na „obowiązek państwa, aby pomóc obywatelom i osobom odwiedzającym Dakotę Północną w rozwiązywaniu sytuacji kryzysowych i w razie katastrof”. Jednym z niebezpieczeństw przed którym, jak twierdzi, ma obowiązek uchronić protestujących to trudne warunki zimowe i niskie temperatury zagrażające ludzkiemu życiu – choć to wciąż te same temperatury w jakich kilka dni wcześniej podległe mu służby użyły armatek wodnych wobec protestujących, narażając ich na utratę zdrowia i życia.

Podczas gdy USACE oraz władze Dakoty Północnej ogłosiły godzinę zero dla obozu Oceti Sakowin, z całego świata – w tym także z Polski – wciąż napływają akty solidarności z protestującymi Indianami. Bardzo silne wsparcie, zarówno fizyczne, na miejscu protestu, jak i moralne płynie również ze strony rdzennych społeczności na całym świecie.

benny-wenda-standing-rock

W czwartek 1 grudnia 2016 roku zachodniopapuaski lider niepodległościowy, Benny Wenda, zauważył, że zarówno mieszkańcy Papui Zachodniej, jak i protestujący pod Standing Rock są połączeni wspólną więzią, jako rdzenne ludy walczące z większym ciemiężcom. „W imieniu mieszkańców Papui Zachodniej ofiarujemy solidarność naszym rdzennym braciom i siostrom jako, że rozumiemy złożoność walki stojącej przed nimi”. Oświadczenie te Benny Wenda złożył w szczególnym dniu dla wszystkich Zachodnich Papuasów, w dniu Święta Narodowego Papui Zachodniej, które upamiętnia pierwszy manifest niepodległościowy sprzed 55 lat. Na całym świecie sympatycy Papui Zachodniej, także w sieci internetowej, połączyli się za pośrednictwem hasztagów #GlobalFlagRasing  i #LetWestPapuaVote.

Przewodniczący Free West Papua Campaign powiedział, że ruch niepodległościowy Papui Zachodniej posiada liczne paralele z trwającymi protestami w Dakocie Północnej i czerpie z nich inspiracje. Wspólnym w obu kontekstach jest poczucie, że ludzie, ziemia i tradycyjne sposoby życia stały się zagrożone i są spychane do punktu wyginięcia. „Jesteśmy  świadkami działań zmilitaryzowanych agencji, które w imię poszanowania prawa popełniają akty przemocy wobec pokojowych obrońców wody w Stanach Zjednoczonych, przypomina nam to złe traktowanie nas samych przez tych, którzy zamierzają nas pokonać i uciszyć nasze głosy” – twierdzi Wenda.

Zachodni Papuasi, których ziemie zostały zajęte przez administrację Indonezji, od ponad półwiecza zmagają się z kolonialnymi rządami i przyśpieszoną migracją na ich terytoria przypominającą proces, którego doświadczyli wcześniej Rdzenni Amerykanie, Aborygeni i Maorysi. Benny Wenda, prześladowany przez indonezyjskie organy ścigania, mieszka obecnie na emigracji w Wielkiej Brytanii. Doświadczenie Standing Rock „przypomina mu i Zachodnim Papuasom o prawie każdej osoby do ochrony jej rdzennej kultury i religii, systemów plemiennych oraz zasobów naturalnych”. „Łamanie praw człowieka popełniane wobec Melanezyjczyków, Siuksów i wszelkich innych rdzennych ludów w izolowanych społecznościach na całym świecie, jest nieakceptowaną praktyką, która ma miejsce w tym momencie historii ludzkości” – podkreśla Wenda.

dzakarta-standing-rock

W ostatnich dniach, zarówno Zachodni Papuasi jak i protestujący Indianie pod Standing Rock doświadczyli represji i prześladowań ze strony centralnych administracji i sił porządkowych usiłujących stłumić ich sprzeciw. Świat obiegły zdjęcia Rdzennych Amerykanów oblewanych wodą z armatek wodnych przy temperaturze poniżej zera stopni; również młodzi Papuasi ze Sojuszu Studentów Papuaskich (AMP) byli polewani wodą na ulicach Dżakarty i w liczbie ponad setki zatrzymani przez siły porządkowe Indonezji.

Noam Chomsky niedawno zauważył, że rdzenne społeczności na całym świecie znajdują się obecnie w awangardzie i na czele światowej walki w ochronie środowiska i praw człowieka. Zachodni Papuasi i Pierwsi Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych mogą pomagać nie tylko sobie nawzajem, ale cały ruch ludów tubylczych, wspierając się wzajemnie może proponować pozytywne rozwiązania dla całego świata. I to w dużej mierze, na różnych płaszczyznach, ma właśnie miejsce.

Rdzenni Mieszkańcy Australii i Nowej Zelandii wyrazili swoje poparcie dla Zachodnich Papuasów i Siuksów ze Standing Rock. Szereg Nowozelandczyków z maoryskich społeczności zaczęło publikować w mediach społecznościowych własne wersje tradycyjnego, wojennego tańca haka, zarówno w geście solidarności z protestującymi Indianami Północnoamerykańskimi, ale i Maorysi z ruchu studenckiego tańczyli dokładnie ten sam taniec pod nowozelandzkim parlamentem w geście solidarności z Zachodnimi Papuasami.

Opracowanie: Damian Żuchowski
Artykuł ukazał się także na: WolneMedia.net

ŹRÓDŁA:

1. Tim Brown, „ND Governor Issues Emergency Order to Evacuate Standing Rock Camps”, http://freedomoutpost.com/nd-governor-issues-emergency-order-to-evacuate-standing-rock-camps/

2. “Dalrymple Orders Emergency Evacuation To Safeguard Against Harsh Winter Conditions” https://www.governor.nd.gov/media-center/executive-order/dalrymple-orders-emergency-evacuation-safeguard-against-harsh-winter-co

3. “Indigenous West Papua Sends Solidarity to Standing Rock” http://www.telesurtv.net/english/news/Indigenous-West-Papua-Sends-Solidarity-to-Standing-Rock-20161201-0020.html

4. Benny Wenda, “Solidarity with Standing Rock on West Papuan Independence Day”, https://www.bennywenda.org/2016/6287/

5. Chomski: Ludy rdzenne z całego świata jedyną nadzieją dla przetrwania ludzkości http://ludyziemi.blogspot.com/2016/08/chomski-ludy-rdzenne-z-caego-swiata_29.html

Opublikowano Artykuły, Protesty, Przemoc, USA, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Lekcje Standing Rock dla Polski

To co dzieje się w Standing Rock nie tylko u indianistów czy ekologów wywołuje szok i zdumienie. Od kilku miesięcy trwa spór Indian Sioux z rezerwatu Standing Rock w Dakocie Północnej z inwestorami prowadzącego przez cztery stany rurociągu Dakota Access Pipeline. Zdaniem Indian zagraża on zasobom wody pitnej dla rezerwatu i narusza święte dla ich społeczności miejsca.

Niewinnie wyglądający na początku spór przerodził się w pokaz bezwzględności ze strony policji stanowej i ochrony rurociągu DAPL. Agresywni policjanci i ochroniarze zaczęli atakować pokojowy protest gazem łzawiącym i pieprzowym, zaczęło się strzelanie z gumowych kul do bezbronnych uczestników protestu – są już pierwsze przypadki potrzebnych interwencji lekarskich. Z wieżyczek pojazdów pancernych – do widoków których przyzwyczailiśmy się w miejscach militarnych interwencji armii USA w Somalii, Afganistanie czy Syrii – do protestujących mierzą snajperzy! Rozjuszeni mundurowi wkraczający do obozu wielokrotnie przerywali ceremonie, wyciągali ludzi z domostw, niszczyli indiańskie tipi. Nocami siły zbrojne zaczęły oświetlać teren obozu silnymi reflektorami i rozpoczęły niskie naloty śmigłowców – wszystko po to, by zakłócić nocny odpoczynek i zniechęcić uczestników protestu, a prywatni ochroniarze atakowali Indian agresywnymi psami. Ostatnim „osiągnięciem” sił zbrojnych było polewanie protestujących wodą nocą przy ujemnych temperaturach!

Do 5 grudnia korpus inżynieryjny armii USA zażądał zamknięcia indiańskiego obozowiska – w przeciwnym razie zapowiedział rozwiązania siłowe. Do obozu Indian zjeżdżają coraz to nowsi sojusznicy – według różnych wyliczeń jest ich od 7 do 15 tysięcy reprezentujących przeszło 300 plemion i narodów – którzy zostali wsparci przez różne osobistości świata showbusinessu i polityki. Dzięki temu lokalny wymiar protestu nabrał rangi ogólnokrajowej, a początkowa blokada informacyjna została zastąpiona amatorskimi nagraniami z pola walki z udziałem m.in. aresztowanej Shailene Woodley.

Cokolwiek wydarzy się 5 grudnia, ze Standing Rock płyną niezwykle ważkie dla ekologii lekcje. Również dla Polski. Protest w Standing Rock nie jest już protestem lokalnym, nie jest też protestem li tylko amerykańskim – protest uruchomił liczne protesty w całej Ameryce, a na przesłanie z Obozu Świętego Kamienia powołują się aktywiści ekologiczni na całym świecie.

Zapewne będą i tacy, którzy na lakockie zawołanie stanowiące hasło protestu – Mni Wiconi, #waterislife, woda jest życiem – będą kręcić nosem, że jest za bardzo romantyczne i naiwne, ale jest ono prostym wezwaniem do zainteresowania się sprawami ochrony zasobów wodnych w każdym zakątku Ziemi.

Sytuacja w Standing Rock powinna być bardzo uważnie studiowana w Polsce – nie tylko dlatego, by zajmować głos w obronie Indian, ale również dlatego by szykować się na podobne problemy w przyszłości.

W przyszłości inwestorami – jak w przypadku poszukiwań gazu łupkowego – będą firmy amerykańskie. Nierzadko i takie, które dziś są zaangażowane w eksterminację Indian w Standing Rock. Krótko i dosadnie mówiąc, przykład Standing Rock pokazuje jak bardzo w dupie Wielki Przemysł ma oceny oddziaływania na środowisko czy prawa człowieka, konsultacje społeczne, i jak bardzo – gdy jest bardzo zdeterminowany – jest w stanie działać niezgodnie z prawem lub je ostro naginać do swoich zamierzeń.

Przykład znad Missouri pokazuje, że bardziej opłaca się wysłać zbrojnych ochroniarzy przeciwko Indianom niż próbować zmienić – nawet nieznacznie – przebieg rurociągu, by jego budowa była zgodna ze społecznymi oczekiwaniami i zasadami ochrony świętych miejsc i ochrony zasobów wodnych. Skoro takie sytuacje są możliwe w demokratycznych Stanach Zjednoczonych, to należy się spodziewać, że analogiczne środki Wielki Przemysł jest gotowy stosować w Polsce. Amerykańskie firmy dziś zaangażowane w bicie bezbronnych ludzi w Standing Rock, szczucie ich psami, strzelanie kulami gumowymi i gazem pieprzowym jutro bardzo podobne rozwiązania mogą chcieć stosować i w Polsce!

Przyznam, że kiedyś popełniłem potworny błąd naiwności sądząc, że kto jak kto, ale amerykańskie firmy są rzetelne. Dziś, czym więcej oprawców wysyłają przeciwko Indianom w Standing Rock, tym bardziej moją wygasłą już naiwność zastąpiło przekonanie, że i oni mogą stosować tak drastyczne środki również u nas.

Nie wyobrażam sobie, mimo wszystko, regularnych bitew między ekologami a inwestorami, ale próby omijania procedur ocen odziaływania na środowisko i prezentacje kłamliwych analiz środowiskowych już tak.

Amerykańska walka o czystą wodę w Standing Rock pokazuje, że Wielki Przemysł nie bierze pod uwagę względów środowiskowych i społecznych, a to oznacza, że polskie organizacje ekologiczne muszą być gotowe do przeciwstawienia się temu rzetelnymi argumentami. Krótko mówiąc, jeśli firma X będzie mamiła wielkimi pieniędzmi, budową placów zabaw dla dzieci, drogami rowerowymi, remontami świetlicy wiejskiej lub wsparciem imprez kulturalnych – a tak to zazwyczaj wygląda – to ekolodzy będą musieli pokazywać bardzo dokładnie konsekwencje środowiskowe danej inwestycji dla określonej społeczności, ich wpływ na tereny rolne, na lokalne zasoby wodne. Zamiast atrakcyjnych obiecanek – twarde argumenty.

Jeszcze jedna lekcja płynie ze Standing Rock. Są co prawda politycy szczerze przejmujący się sprawami ochrony środowiska i zaangażowani w sprawy ekologii, ale nie ma się co łudzić obietnicami szerszego politycznego wsparcia. Nie twierdzę, by z takiego wsparcia nie korzystać – bo zawsze będzie jakaś opozycja, która będzie chciała dokopać jakimś rządzącym – ale polscy ekolodzy nie powinni wiązać z nimi większych nadziei. Indianie z Sacred Stone Camp też uwierzyli rządzącym dotąd Demokratom, że ich wesprą – tym bardziej, że „zawsze” Indianie pokładali nadzieje w ich rządach. Barack Obama, który właśnie w Standing Rock parę lat temu ogłaszał reset w relacjach rządu USA z plemionami indiańskimi, tym razem nabrał wody w usta. Hillary Clinton, gdy zauważyła rosnącą temperaturę protestów w rezerwacie, bąknęła coś o konieczności analizy sytuacji. Jedynym politykiem, który konsekwentnie broni Indian jest niedoszły nominat na kandydata Demokratów w wyborach prezydenckich, Bernie Sanders. Ale on sam niewiele może…

W całym dramacie eksterminowanych Indian – mimo wszystko – jest pewna nadzieja. Siuksowie skutecznie zwrócili uwagę na swoją niełatwą sytuację, uruchomili lawinę podobnych protestów w całej Ameryce. Pokazali ważkość problemu ochrony zasobów wodnych na całym świecie i przypomnieli prostą, ale ciągle ważną prawdę – woda daje życie.

Autor: Krzysztof Mączkowski

Źródło Oryginalne: Terytorium Komanczów

Opublikowano Artykuły, Polska, Protesty, Przemoc, USA | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Przywódca Indian Xukuru-Kariri zamordowany

Jeden z najbardziej znanych przywódców Indian Xukuru-Kariri, zaangażowany w walkę o odzyskanie ziem przodków został zamordowany z inicjatywy osób pragnących zachować status quo w regionie.

Według wstępnych ustaleń João Natalício Xukuru-Kariri zasztyletowało dwóch mężczyzn, których tożsamości nie udało się ustalić. Do wydarzenia doszło 11 października 2016 roku w miejscowości  Fazenda Canto. Nie ulega wątpliwości, że morderstwo tubylczego przywódcy podyktowane było chęcią zemsty lub uciszenia głosu zabiegającego o demarkację tradycyjnych terytoriów plemienia. Kampania João Natalício wpisywała się w realizacje praw ludności tubylczej zapisanych w prawie pozytywnym Brazylii oraz normach prawa międzynarodowego dotyczących praw ludności tubylczej.

W komentarzu do jego śmierci udzielonym Radzie Misyjnej CIMI inny lider Xukuru-Kariri powiedział, że „region posiada długą historię przemocy związaną z walką o ziemię. João Natalício był szanowanym przywódcą swojego ludu”. Tymczasem w październiku policja federalna z Alagoas wznowiła śledztwo i badania ws. śmierci Itamara Ricardo dos Santosa, członka plemienia Xukuru-Kariri zamordowanego jedenaście lat temu.

Kradzież terytoriów jest największym problemem Xukuru-Kariri i innych ludów plemiennych. Na całym świecie uprzemysłowione społeczeństwa, często za pośrednictwem swoich instytucji, w pogoni za zyskiem dokonują kradzieży ziem rdzennej ludności, podczas gdy ziemia dla ludności plemiennej pozostaje wszystkim – zaspakaja wszystkie potrzeby materialne i duchowe. Po wiekach wydziedziczania, akulturacji i rozbicia rdzenni mieszkańcy ze wschodniej Brazylii nie są właścicielami ziem swych przodków żyjąc na nieproporcjonalnie małych terytoriach. Na przestrzeni ostatnich lat konflikty terenowe doprowadziły do śmierci dziesiątek Indian Guarani, Terena, Tupinamba, Potiguara, Kaingang, Pataxo i Xukuru-Kariri.

Brazylijski kongres od dłuższego czasu prowadzi debatę o zmianach prawnych i konstytucyjnych, które jeśli weszłyby w życie drastycznie osłabiłyby prawa Indian do ich tradycyjnych ziem. Jednym z elementów tych zmian jest przeniesienie decyzji dotyczących demarkacji z organów prezydenckich na instancje parlamentarne wrażliwe na oddziaływanie grup posłów i senatorów związanych z agrobiznesem i wielkimi posiadaczami ziemskimi. Jak wskazuje organizacja Survival International „kluczem do dobrobytu ludności tubylczej jest zapewnienie, że ich ziemia pozostanie pod jej kontrolą. Xukuru-Kariri obok wielu innych plemion i ich sojuszników, domagają się aby propozycje zmian prawnych zostały odrzucone”. Na wezwanie organizacji Survival International ponad 13 tysięcy osób z całego świata wysłało drogą elektroniczną do Kongresu Brazylii swój sprzeciw wobec zmian w brazylijskim prawie znanych pod akronimem „PEC 15”. Indianie Xukuru-Kariri mieszkają w brazylijskich stanach Bahia i Alagoas. Według danych Specjalnego Sekretariatu ds. Zdrowia Rdzennej Ludności przy brazylijskim ministerstwie zdrowia w 2013 roku ich populacja wynosiła blisko 3065 osób.

Opracowanie: Damian Żuchowski

ŹRÓDŁA:

Liderança histórica dos Xukuru-Kariri é assassinada durante II Seminário Pedagógico do povo http://www.cimi.org.br/site/pt-br/?system=news&action=read&id=8960

Líder indígena Xukuru-Kariri é assassinado http://www.survivalinternational.org/ultimas-noticias/11473

Liderança histórica dos Xukuru-Kariri é assassinada durante II Seminário Pedagógico do povo http://www.ihu.unisinos.br/561145-lideranca-historica-dos-xukuru-kariri-e-assassinada-durante-ii-seminario-pedagogico-do-povo

PF reproduz execução de índio em Palmeira http://pib.socioambiental.org/pt/noticias?id=171422&id_pov=306

Opublikowano Brazylia, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

NODAPL, gaz, psy bojowe i LRAD: Protesty Indian w USA w cieniu wyborów

Od ponad czterech miesięcy utrzymuje się wysokie napięcie na pograniczu rezerwatu Siuksów ze Standing Rock w Dakocie Północnej. Protest Rdzennych Amerykanów, który przez wiele tygodni był zupełnie ignorowany przez wiele serwisów informacyjnych, rozpoczął się po tym jak konstruktorzy rurociągu Dakota Acces Pipeline (DAPL) przystąpili do realizacji projektu w bezpośrednim sąsiedztwie rezerwatu, zdobywszy wcześniej poparcie władz stanowych Dakoty Północnej oraz Korpusu Inżynieryjnego Armii Stanów Zjednoczonych (USACE). Do realizacji przedsięwzięcia przystąpiono nie uwzględniwszy w jego procedurze procesu konsultacji, a także nie spełniwszy wymogu uprzedniej i świadomej zgody, jakimi obwarowane są zapisy Deklaracji ONZ ds. Ludów Tubylczych oraz Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy ILO’169. Indiańscy działacze przypominają, że process wdrażania DAPL narusza również zapisy historycznego Traktatu z Fortu Laramie, który gwarantuje Wielkiemu Narodowi Siuksów (Dakotom, Lakotom i Nakotom) suwerenność, prawa do ziemi, a także prawa łowieckie.

gaz-cantapeta

Główny udziałowiec projektu, Energy Transfer Partners chwaląc zalety DAPL opisuje go jako stosunkowo bezpieczną formę przesyłu nawet do 570 tysięcy baryłek ropy naftowej dziennie, na długości 1172 mil, od formacji Bakkena aż do rafinerii w stanie Illinois. W wewnętrznej notatce konsorcjum do jakiej we wrześniu dotarła stacja NBC News jego dyrektor, Kelcy Warren, podkreśla, że mimo oporu firma pozostaje „zaangażowana w ukończenie budowy”, obawy plemienia i jego sojuszników, co do negatywnego oddziaływania rurociągu nazywa zaś „bezpodstawnymi”.

Zastrzeżenia odnośnie trasy rurociągu zgłosiło wcześniej obok Siuksów, kilka innych tubylczych narodów. W ciągu niespełna miesiąca protest Indian ze Standing Rock poparło około 280 plemion z Ameryki Północnej; wielu Indian oraz ich sympatyków blokadę DAPL wsparło także swoją fizyczną obecnością na miejscu protestu; w wielu miejscach USA i Kanady tubylcze społeczności prowadzą także zbiórki środków mających wesprzeć protestujących. W najgorętszych dniach w obozie kontestującym projekt znajdowało się od 4000 do 5000 demonstrantów. Pierwotnie trasa rurociągu miała przejść tuż obok Bismarck, drugiego co do wielkości miasta w Dakocie Północnej. Jak przyznali wykonawcy Dakota Acces Pipeline jego trasę  wówczas zmieniono zważywszy na zagrożenie dla środowiska i zasobów wodnych. Istnieje więc istotna sprzeczność między konkretnymi posunięciami konsorcjum a nieoficjalnym stanowiskiem jego dyrektora. Budzi to podejrzenie, że wykonawcy projektu postanowili przenieś ryzyko inwestycji na tereny o mniejszej gęstości zaludnienia, licząc na współpracę władz stanowych i federalnych w marginalizacji protestu i powstrzymaniu  aktów nieposłuszeństwa obywatelskiego ze strony rdzennych mieszkańców i obrońców wody.

Od początku blokady policja, Gwardia Nrodowa i prywatne firmy ochroniarskie pracujące dla DAPL dopuściły się wielokrotnych naruszeń praw człowieka. Pierwszym wydarzeniem, które szczególnie przykuło uwagę szerszej opinii publicznej, nie tylko w Ameryce Północnej, ale również na innych kontynentach, była połączona akcja prywatnych firm wojskowo-ochroniarskich z 3 września 2016 roku. Ochroniarze związani z G4S i Frost Kennels pojawili się tego dnia z gazem pieprzowym w rękach i psami bojowymi, używając ich jako narzędzi skierowanych przeciw oponentom DAPL. Na zdjęciach i nagraniach kanału Democracy Now!, które obiegły świat zarejestrowano szczute psy, atakujące następnie rdzennych mieszkańców i próbujące ściągnąć indiańskiego jeźdźca z konia. Jednocześnie Siuksowie ze Standing Rock i Cheyenne River przy wsparciu organizacji Earthjustice wykorzystali drogę sądową, aby podjąć próbę zablokowania projektu. Sędzia okręgowy, James Boasberg przychylił się we wrześniu do stanowiska korzystnego dla konstrukcji DAPL, ale po niekorzystnym dla Indian wyroku w sprawę włączył się Departament Sprawiedliwości, który nakazał jej dokładniejszy przegląd.

Wyjątkowo istotnym dla dalszego losu projektu i postulatów obrońców wody w ostatnich miesiącach i dniach kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych było stanowisko poszczególnych kandydatów ubiegających się o fotel prezydenta USA. Otwarcie stanowisko Indian poparł niedoszły kandydat Partii Demokratycznej Bernie Sanders. Bardzo zdecydowaną postawę solidaryzującą się z oponentami DAPL zajęła również Jill Stein, kandydatka Partii Zielonych. W swoim oświadczeniu nazwała konflikt wokół DAPL i Standing Rock „centralnym punktem ogólnoświatowej walki rdzennej ludności, o poszanowanie jej praw traktatowych i ziemskich przez inne rządy i korporacje”. Fakt, że korporacje zaczynają działać „de facto jak rząd” jest zdaniem Stein w tym kontekście irytujące i potwierdza potrzebę istnienia Partii Zielonych. Korporacje wielokrotnie eksploatowały surowce naturalne z tubylczych ziem przy asyście rządu i sił zbrojnych. „Duże projekty rurociągowe zawsze przecinają ziemie rdzennych mieszkańców, z pominięciem białych społeczności podmiejskich” – podkreśliła Stein. Kandydatka Partia Zielonych potępiła kryminalizację protestujących przez służby bezpieczeństwa i zatrzymania dziennikarzy relacjonujących wydarzenia wokół blokady. W kontekście tym wymieniła znaną dziennikarkę Amy Goodman, która po relacji z 3 września 2016 roku, znalazła się na celowniku hrabstwa Morton County, a także jego szeryfa Kyle’a Kirchmeiera, który wcześniej wyróżnił się sugestią, że demonstranci przetrzymują w obozie bomby rurowe.

Jill Stein w swoim oświadczeniu zwróciła również uwagę na wymowne milczenie Hillary Clinton i Donalda Trumpa. Opcja polityczna reprezentująca Trumpa przedstawia się jako naturalny sojusznik wielkich projektów energetycznych. Jack Dalrymple, gubernator stanu Dakota Północna, w którym rozgrywa się spór przekazał dodatkowe środki dla służb zabezpieczających interesy konsorcjum i wprowadził stan wyjątkowy w rejonie konfliktu. W ostatnim czasie na ręce służb trafiło kolejne 4 mln dolarów, co zwiększyło środki udostępnione na rzecz „zaprowadzenia porządku” do 10 mln dolarów. Ten sam Jack Dalrymple znajduje się w komitecie doradczym Trumpa. W toku kampanii wyborczej Donald Trump potępił zablokowanie innego dużego projektu rurociągowego Keystone XL przez administrację Obamy przeciw któremu również żywiołowo protestowali rdzenni mieszkańcy. Wiele wskazuje jednak na to, że kandydat Partii Republikańskiej może być zainteresowany przeforsowaniem DAPL nie tylko z uwagi na programowe potępienie „blokad” projektów infrastrukturalnych, ale także ze względu na własny portfel. Według doniesień Guardiana i Associated Press Trump zainwestował pieniądze w Transfer Energy Partners, który odpowiada za budowę DAPL oraz jest właścicielem akcji Phillips 66 Company, spółki giełdowej posiadającej udziały w rurociągu. Co więcej, Kelcy Warren zdobył 103 tysięcy dolarów na rzecz kampanii Trumpa, co według danych Capital Reasearch Center plasuje go wśród 5 największych donatorów Republikanów.

Hillary Clinton lubiąca kąpać się w pianie obrończyni praw mniejszości, wbrew oczekiwaniu niektórych oponentów DAPL, nie jest osobą przejawiającą zainteresowanie krytykowaniem międzynarodowych koncernów. Z przecieków Wikileaks jasno wynika, że była gotowa poprzeć budowę rurociągu Keystone XL, a jego administracyjne zezłomowanie nie było związane z jej osobistą inicjatywą. Wielokrotnie nagabywana w toku kampanii odmówiła zajęcia stanowiska wobec konfliktu wokół DAPL. 27 października 2016 tubylcza młodzież na czele z przewodniczącym rezerwatu Standing Rock, Dave’m Archambaultem II wkroczyła do siedziby Partii Demokratycznej domagając się zajęcia jednoznacznego stanowiska wobec projektu, który będzie miał wpływ na święte miejsca, cmentarzyska i zasoby wodne. „Teraz jest czas, aby udowodnić swoje zaangażowanie na rzecz silnego działania na rzecz klimatu i tubylczej suwerenności. Milczenie jest nie do przyjęcia” – napisała w oświadczeniu młodzież, która rozbiła tipi w siedzibie Demokratów na nowojorskim Brooklynie. W odpowiedzi ze sztabu Clinton napłynęły mgliste zapewnienia, które miały zadowolić każdą stronę. „Wszystkie głosy powinny być wysłuchane i uwzględnione w projektach infrastrukturalnych, wszyscy manifestanci protestujący pokojowo mają prawo protestować, a pracownicy mają prawo do wykonywania swojej pracy w bezpiecznych warunkach” – brzmiały konkluzje tego stanowiska.

Tymczasem władze rezerwatu Siuksów ze Standing Rock ogłosiły, że wyzbędą się wszelkich powiązań finansowych i gospodarczych ze stroną odpowiedzialną za budowę rurociągu. Do podobnych aktów solidarnościowych zachęcają również niektórzy demonstranci zaangażowani w opór wobec DAPL. Banki takie jak Wells Fargo, Bank of America i JP Morgan Chase, zapewniły finansowanie, które umożliwiło budowę rurociągu. Bill McKibben, działacz inicjatywy 350.org walczącej ze zmianami klimatycznymi, podkreślił, że ludzie mogą zająć stanowisko wobec projektu poprzez rewizje swoich stosunków z bankami, które są zaangażowane w DAPL. „Być może trzymasz swoje pieniądze w jednym z tych banków, niechcąco pomagając zapłacić za psy obronne, które zaatakowały Rdzennych Amerykanów, czy utrzymać buldożery wykorzystywane do niszczenia miejsc pochówku ich przodków. Może masz plan emerytalny zainwestowany w Goldman Sachs i Morgan Stanley. Jeśli tak to twoje środki pomogły zakupić gaz pieprzowy, firma wykorzystała je do prac ziemnych i by przygotować teren dla załogi” – takimi wymownymi ilustracjami Bill McKibben próbuje pobudzić sumienia Amerykanów, uświadamiając im, że ich wybory ekonomiczne i finansowe mają wpływ na zachowania wielkich podmiotów gospodarczych.

We wtorek 25 października 2016 roku, Harold Frazier, przewodniczący Siuksów z Cheyenne River spotkał się z Barackiem Obamą i poprosił go, aby zrobił więcej wobec skarg na brutalność policji i naruszanie praw obywatelskich w miejscu protestu. Zaledwie dwa dni po tym spotkaniu i kilka minut po tym jak plemienna młodzież wkroczyła do siedziby Partii Demokratycznej w Nowym Jorku, amerykańskie służby bezpieczeństwa przy asyście prywatnych ochroniarzy przeprowadziły gwałtowną pacyfikacje Indian w pobliżu autostrady 1806. Departament szeryfa hrabstwa Morton wydał komunikat w którym poinformował, że protestujący podpalili jedną z barykad umiejscowionych na drodze, rzucali w stronę funkcjonariuszy kamienie, butelki oraz bomby z benzyny domowej roboty. Policja podczas akcji wykorzystała pałki, gaz pieprzowy, granaty hukowe, gumowe kule i broń dźwiękową LRAD. W trakcie akcji aresztowano ponad 200 osób. Na ramionach aresztowanych umieszczano bezosobowe numery i przetrzymywano ich w asyście psów firmy Frost Kennels. Osoby wówczas zatrzymane zostały wysłane do odległych więzień i aresztów w różnych regionach stanu.

„Znalazłam się w tym, co mogę opisać jako strefę wojny. Nadal jestem w szoku” – opisywała swoje doświadczenia z 27 października Kandi Mosset z Narodu Mandanów, Hidatsa i Arikara. Przewodniczący Siuksów ze Standing Rock potępił władze za ich zmilitaryzowaną odpowiedź na protest. „Wielokrotnie widziałem nieproporcjonalną reakcję mającą na celu ściganie obrońców wody korzystających z ich konstytucyjnych praw”. – powiedział podkreślając, że „Jesteśmy świadkami zgromadzenia ludzi modlących się w ciszy, a jednak zaatakowanych gazem pieprzowym, gumowymi pociskami i bronią dźwiękową. Wzywamy stanowe i federalne agencje rządowe, aby przyjrzały się tej napiętej sytuacji i poświęciły jej natychmiastowo baczną uwagę”. Przewodniczący Siuksów ze Cheyenne River, Harold Frazier był jeszcze bardziej stanowczy. Wezwał on „międzynarodowe instytucje do interwencji twierdząc, że rząd federalny nie zrobił wystarczająco dużo, aby zająć się rosnącą obecnością organów ścigania na ziemiach traktatowych”. „Rząd Stanów Zjednoczonych obiecał chronić nas poprzez traktaty, ale nie udało mu się. Dlatego zwracamy się z prośbą do Organizacji Narodów Zjednoczonych, aby wysłała wojska, aby chronić nasze ludy przed brutalnością zadawaną naszym ludziom przez członków policji stanowej i Gwardii Narodowej” – zaapelował w swoim oświadczeniu.

Niespełna tydzień później, w środę 2 listopada policja użyła gaz pieprzowy i gaz łzawiący przeciwko kilkudziesięciu obrońcom wody, którzy zbliżyli się do drugiego brzegu potoku Cantapeta Creek. Broń użyta została w nieproporcjonalnej sytuacji wówczas gdy oponenci biernie stali w potoku. Wysłanie swoich obserwatorów na miejsce protestu zapowiedziała Amnesty International.

W liście otwartym skierowanym do organów ścigania i Gwardii Narodowej, Winona LaDuke, Ann Wright i Zoltan Grossman przypomnieli funkcjonariuszom, że złożyli uroczystą przysięgę, że będą wspierali i bronili Konstytucję Stanów Zjednoczonych. „To dobry czas, aby przeczytać treść tej konstytucji, w tym pierwszą poprawkę, która zakazuje ustaw ograniczających swobodne korzystanie z religii, wolności słowa lub prasy lub prawa ludzi do pokojowego protestu i petycji do rządu o naprawdę krzywd” – napisali sygnatariusze. Potwierdzili, że rzeczywiście w myśl prawa rdzenni mieszkańcy i obrońcy wody wkraczają na własność prywatną i blokują maszyny budowlane wykorzystane do konstrukcji rurociągu. Działania ich wpisują się w długą tradycję pokojowego nieposłuszeństwa obywatelskiego w obliczu tyranii, od Henry’ego Davida Thoreau do Martina Luthera Kinga. Pamiętna „bostońska herbata”, w którym Amerykanie udając zbuntowanych Indian przeprowadzili bezpośrednia działania w proteście przeciwko brytyjskiemu podatkowi od herbaty też wpisuje się w tą tradycję. Jedyną różnicą – jak napisali – jest to, że oni podczas tamtego historycznego wydarzenia udawali Indian, podczas gdy dzisiejsi demonstranci są nimi dosłownie i są słusznie powodowani obawą o źródła wody pitnej, los swoich społeczności, dzieci i miejsc pochówku.

LaDuke, Wright i Grossman zauważają, że obecnie siły bezpieczeństwa znajdujące się pod jurysdykcją państwa zmieniają się w prywatne siły bezpieczeństwa  znajdujące się na usługach korporacji. Nie jest to unikalne doświadczenie obserwowane jedynie w Dakocie Północnej. Do takich samych zależności doszło – jak wyliczyli – na ziemiach ludu Ogoni, gdzie nigeryjskie siły bezpieczeństwa opłacane przez Shell prowadziły operacje militarne przeciwko ludności plemiennej, przeciwko Ogoni, ale także kobietom z ludu Ijaw, gdy te zaprotestowały przeciwko zanieczyszczeniom spowodowanym przez koncern Chevron. Podobnie w Kolumbii „łamanie praw człowieka wzrosło dramatycznie w obszarach gdzie wydobywana była ropa naftowa, zwłaszcza wtedy gdy firmy takie jak BP i Occidental Petrolelum (Oxy) podpisały umowy o ochronie rurociągów z kolumbijską armią i prywatnymi firmami wojskowymi”.

Wzorce te są implementowane obecnie w Dakocie Północnej. Personel Gwardii Narodowej tworzy punkty kontrolne z betonowymi barierami i światłami wzorowane na punktach kontrolnych jakie wcześniej były oglądane w strefach wojennych, takich jak Irak. „Policjanci poddawani są szkoleniom, podczas, których demonizuje się obywateli korzystających z ich praw do pierwszej poprawki jako wrogów; policjanci są wykorzystywani do zapobiegania demonstracjom w prawnie dozwolonych miejscach, nawet na własności publicznej”. Autorzy listu przypomnieli, że artykuł 92 „Uniform Code of Military Justice” zobowiązuje członków personelu do nieposłuszeństwa w wypadku wydania im bezprawnych rozkazów sprzecznych z Konstytucją. Do takich samych wniosków dochodzi Brandon Ecoffey w artykule “Authorities step over the line with #NoDAPL crackdown” na łamach Lakota Country Times. Wspomina on wydarzenia z więzienia Abu Ghraib w 2004 roku, kiedy większość Amerykanów zawierzyła prezydentowi George’owi W. Bushowi, iż był to odosobniony przypadek, a praktyki sprzeczne z konstytucją wykorzystywane za granicą nigdy nie zostaną przeniesione na grunt amerykański. Wszystko to stało się zdaniem Ecoffeya fałszem, a niektóre z tych praktyk już są możliwe w Dakocie Północnej dzięki chociażby takim aktom prawnym jak Morton County Law Enforcement. “Powiedziano nam, że psy bojowe z Abu Ghraib nigdy nie będą patrolowały naszych ziem”,  tymczasem one już tu są a “policja wykorzystuje drony do masowej kontroli obrońców zgromadzonych w obozach protestacyjnych. To nie jest strefa wojny, to Dakota Północna” – opisuje zmiany jakie zaszły w ostatnich kilkunastu latach dziennikarz urodzony w rezerwacie Pine Ridge.

Zachęcając czytelników do spojrzenia na obecne wydarzenia z perspektywy tych, którzy dopiero nadejdą, w jednym z ostatnich zdań swojego artykułu Ecoffey twierdzi, że “to co się obecnie dzieje będzie wspominane z obrzydzeniem przez przyszłe pokolenia, które szybko zdadzą sobie sprawę, że ochrona wody pitnej nie jest złą rzeczą”.

Opracowanie: Damian Żuchowski

Artykuł ukazał się także na wolnemedia.net oraz eioba.pl

ŹRÓDŁA:

1. Standing Rock Chair: Obama Could Stop the Dakota Pipeline Today & Preserve Indigenous Sacred Sites http://www.democracynow.org/2016/11/3/standing_rock_chair_obama_could_stop
2. ND: Police Attack Protectors with Tear Gas in Latest Standoff Against Pipeline http://www.democracynow.org/2016/11/3/headlines/nd_police_attack_protectors_with_tear_gas_in_latest_standoff_against_pipeline
3. John Dear Taking a Stand at Standing Rock http://www.counterpunch.org/2016/11/07/taking-a-stand-at-standing-rock/
4. Time to Move the Standing Rock Pipeline http://www.nytimes.com/2016/11/04/opinion/time-to-move-the-standing-rock-pipeline.html?_r=0
5. Daniel A. Medina Dakota Access Pipeline: What’s Behind the Protests? http://www.nbcnews.com/storyline/dakota-pipeline-protests/dakota-access-pipeline-what-s-behind-protests-n676801
6. Tribe vows to fight North Dakota pipeline through Winter http://www.reuters.com/article/usa-pipeline-idUSL1N1CZ0CT
7. Brad Plumer The battle over the Dakota Access Pipeline, explained http://www.vox.com/2016/9/9/12862958/dakota-access-pipeline-fight
8. Tribes remain cautious amid Dakota Access Pipeline uncertainty http://www.indianz.com/News/2016/11/03/tribes-remain-cautious-amid-dakota-acces.asp?print=1
9. North Dakota panel opens probe into Dakota Access Pipeline disturbance http://www.indianz.com/News/2016/11/03/north-dakota-panel-opens-probe-into-dako.asp
10. Brandon Ecoffey Morton County Abuse of Water Protectors http://www.lakotacountrytimes.com/news/2016-10-27/Voices/Morton_County_Abuse_of_Water_Protectors.html
11. What happens to racial reconciliation in the Dakotas now? http://www.indianz.com/News/2016/11/03/ivan-star-comes-out-nodapl-crackdown-hin.asp?print=1
12. As Standing Rock Protesters Face Down Armored Trucks, the World Watches on Facebook https://www.wired.com/2016/10/standing-rock-protesters-face-police-world-watches-facebook/
13. Jan Hasselman Why it’s right to keep the brakes on the Dakota Access oil pipeline https://www.washingtonpost.com/opinions/why-its-right-to-keep-the-brakes-on-the-dakota-access-oil-pipeline/2016/11/02/aebc5cbe-a118-11e6-8832-23a007c77bb4_story.html
14. Standing Rock Sioux Tribe moves to cut ties with pipeline investors http://www.indianz.com/News/2016/11/02/standing-rock-sioux-tribe-moves-to-cut-t.asp
15. Winona LaDuke, Ann Wright, Zoltán Grossman Public Servants or Corporate Security?: An Open Letter to Law Enforcement and National Guard in North Dakota http://www.commondreams.org/views/2016/11/02/public-servants-or-corporate-security-open-letter-law-enforcement-and-national
16. Steve Russell Juries might be only hope after #NoDAPL crackdown http://www.indianz.com/News/2016/10/31/steve-russell-juries-might-be-only-hope.asp
17. Authorities crack down on #NoDAPL treaty camp in North Dakota http://www.indianz.com/News/2016/10/28/authorities-crack-down-on-nodapl-treaty.asp
18. Indigenous Youth Occupy Hillary Clinton Campaign Headquarters to Demand She Take Stand on #DAPL http://www.democracynow.org/2016/10/28/indigenous_youth_occupy_hillary_clinton_campaign
19. Mark Trahant The Injustice at Standing Rock Is an American Story http://www.yesmagazine.org/injustice-at-standing-rock-injustice-everywhere-20161028
20. Donald Trump embraces big energy projects like Dakota Access Pipeline http://www.indianz.com/News/2016/10/24/donald-trump-embraces-big-energy-project.asp
21. Police, protesters clash at Cantapeta Creek as Obama wades into Dakota dispute https://www.maoritelevision.com/news/politics/police-protesters-clash-cantapeta-creek-obama-wades-dakota-dispute
22. Damian Żuchowski Największy od lat protest Indian w USA http://wolnemedia.net/najwiekszy-od-lat-protest-indian-w-usa/

Opublikowano Artykuły, Korporacje i Instytucje, Protesty, Przemoc, USA, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz