Atmosfera przyzwolenia w Brazylii wzmacnia konflikty i inwazję na ziemie Indian

Według raportu brazylijskiej organizacji pozarządowej Repórter Brasil w pierwszej połowie 2019 roku przynajmniej czternaście terytoriów tubylczych zmagało się z inwazją. Porzucenie państwowej ochrony nad ziemiami rdzennych mieszkańców, co nastąpiło jeszcze za prezydentury Michela Temera i jego polityki „cięcia kosztów”, wraz z niebezpieczną retoryką obecnego prezydenta Jaira Bolsonaro, wzmacnia siły kryminalne i inwazyjne wkraczające na ziemie Indian w Brazylii. Problem ten dotyczy szeregu zjawisk: działalności kompanii drwali, górników i poszukiwaczy złota, po spekulantów, osadników i plantatorów zawłaszczających ziemię, działających w atmosferze bezkarności [1].

Od początku 2019 roku nielegalne kompanie drwali wykazały się w swych działaniach szczególną drapieżnością na dwóch obszarach tubylczych w stanie Rondonia, wkroczywszy na ziemie Indian Uru-Eu-Wau-Wau oraz Karipuna. 20 drwali na ziemiach własnego ludu, ujawniło dwóch mężczyzn z ludu Karipuna, którzy 20 stycznia opuściwszy wioskę Panorama zmierzali na spotkanie z medykami ze Specjalnego Sekretariatu ds. Zdrowia Rdzennej Ludności (SESAI). Najeźdźcy zbudowali drogi i wycięli dużo lasu, ignorowali żądania Indian aby opuścili ich ziemie. W zamian za to grozili „atakiem na wioskę Karipuna, spaleniem domów Indian, zabiciem kur jakie hodują i wreszcie zamordowaniem trzech głównych przywódców ludu Karipuna” [2].

Indianie Karipuna zostali zdziesiątkowani na początku XX wieku w wyniku kolejnych fal inwazji będących pochodną budowy linii kolejowej Madera-Mamoré i gorączki kauczukowej. Indianie Karipuna zostali spacyfikowani i zmuszeni do pracy dla kauczukowych baronów. Niektóre grupy Karipuna w wyniku traumatycznych doświadczeń, uciekły w głąb lasu i weszły w kontakt ze społeczeństwem narodowym w latach 1970-1989. Dopiero w 1998 roku wyznaczono oficjalnie uznane, chronione terytoria ludu Karipuna. Dekady ciężkich doświadczeń zniwelowały populację Karipuna do kilkudziesięciu osób. Dzisiaj żyje 58 znanych Indian Karipuna, choć ocenia się, że nadal istnieją niewielkie grupy Karipuna, które dobrowolnie unikają kontaktu ze społeczeństwem narodowym (około 50 osób).

Indianie Karipuna są zbyt mało liczebni populacyjnie i słabi, aby móc stawić skuteczny opór przeciwko zdecydowanym grabieżcom ziemi i zasobów. Miejscowi Indianie podejrzewają, że obecna fala ataków może być motywowana przez gniew jaki odczuwają lokalni „ludzie interesu”, po tym jak przewodniczący Indian Karipuna – Adriano Karipuna – udał się do Nowego Jorku w kwietniu 2018 roku, gdzie na Stałym Forum ONZ ds. problemów rdzennej ludności, publicznie ujawnił i potępił zagrożenia przed którymi stoi jego lud. Sam Adriano Karipuna drogą dedukcji, kłębek problemów nękający rdzennych mieszkańców ze stanu Rondonia znajduje w najwyższych urzędach w stolicy kraju. „Bolsonaro głosi, że rdzenni mieszkańcy nie potrzebują ziemi, że nie pracujemy, że jesteśmy jak zwierzęta w Zoo, a ci którzy byli już wystarczająco niegodziwi, atakując nasze ziemie, otrzymują teraz poparcie (prezydenta). Ci ludzie nie boją się już wchodzić na nasze ziemie” – mówi Adriano.

Indianie Karipuna, podobnie jak Uru-Eu-Wau-Wau, złożyli pilne wnioski do władz federalnych i stanowych o ochronę i protekcję ze strony organów ścigania. Przez kolejne miesiące nie odnotowano żadnego istotnego działania ze strony brazylijskiego rządu. Prokuratura Federalna Brazylii wyraziła publiczną obawę, że ofensywa drwali może zakończyć, trwający ponad stuletni proces anihilacji i doprowadzić do ostatecznej zagłady Indian Karipuna. Padło ostrzeżenie przed „nieuchronnym ludobójstwem” [3].

Alarmujące ostrzeżenia dotyczące egzystencji zagrożonego populacyjnie ludu, wyniesione na światło dzienne także poza samą Brazylię, skłoniły brazylijskie organy państwowe do zorganizowania pierwszej w tym roku wielkiej akcji przeciwko inwazji i wylesieniu ziem Indian w Brazylii. W odpowiedzi na wnoszone skargi policja federalna, prokuratura federalna oraz brazylijska armia, utworzyły Siły Zadaniowe, które od poniedziałku 17 czerwca 2019 roku rozpoczęły akcję SOS Karipuna. Celem Sił Zadaniowych wysłanych na terytorium Karipuna stała się „likwidacja organizacji przestępczych zlokalizowanych w rdzennym regionie”. W akcji wzięło udział 500 żołnierzy i policjantów, którzy mieli zakończyć „grabież ziemi i kradzież drewna w Terra Indigena Karipuna”. Dotychczasowa zwłoka kosztowała zniszczenie ponad 11000 hektarów lasu i skutkowała największym wzrostem wylesienia wśród obszarów chronionych w stanie Rondonia. Jakiego rodzaju przestępstwa ujawniono w trakcie operacji i śledztwa [4]?

Terytoria Indian Karipuna, stały się częścią rozbudowanego systemu spekulacji ziemią i „prania nielegalnie pozyskanego drewna”. Producenci i firma zajmująca się georeferencją stali się ogniwem łańcucha nielegalnej działalności, prowadzonej przez grupy zawłaszczające ziemię, które złożyły fałszywą obietnicę zabezpieczenia ugody dla potencjalnych nabywców dóbr pochodzących z Terra Indigena Karipuna. Kompanie drwali i spekulanci przeprowadzili również skuteczną operację „prania nielegalnego drewna”. Dzięki wprowadzeniu fałszywych danych do systemu Brazylijskiego Instytutu Środowiska i Nieodnawialnych Zasobów Naturalnych (IBAMA) udało im się skomercjalizować nielegalnie pozyskane drewno. W trakcie operacji przeciwko najeźdźcom na ziemię Karipuna, wydano 50 nakazów tymczasowego zatrzymania. Niektóre przestępstwa ujawnione podczas operacji jak fałszowanie dokumentów, pranie brudnych pieniędzy, unikanie płacenia podatków, przestępstwa przeciwko środowisku naturalnemu, kradzież drewna i udział w organizacji przestępczej, zagrożone są łącznymi karami nawet od 21 do 60 lat pozbawienia wolności. Wódz André Karipuna wyraził nadzieję, że „FUNAI, policja federalna i armia pozostaną na terytorium Indian, dokonując stałej inspekcji w celu zapewnienia skutecznej ochrony terytorium oraz dalszego istnienia ludu Karipuna”.

Nadzieje na stałą obecność i właściwy monitoring sytuacji na ziemiach Indian Karipuna po zakończeniu akcji SOS Karipuna wydają się niewielkie. W wielu regionach Brazylii Indianie zmagają się z trwającymi konfliktami oraz inwazjami na ich ziemie, otrzymują pogróżki, a i sami stają się podmiotem pozasądowych działań sił porządkowych.

Indianie Yanomami (stany Roraima/Amazonas) zmagają się z kolejną falą inwazji poszukiwaczy złota na ich ziemie, Indianie Wayapi (stan Amapa) zgłosili morderstwo swojego przywódcy oraz wkroczenie na ich ziemie grupy osób podejrzewanej o zainteresowanie bogatymi zasobami regionu [5]. Indianie Munduruku (stan Para) samodzielnie monitorujący stan własnych terytoriów donoszą o nowych inwazjach (złoto, drewno) na sporne terytorium Sawre Muyubu w regionie rzeki Tapajos, o którego demarkacje zabiegają od lat [6]. Indianie Kinikinau zostali z początkiem sierpnia brutalnie eksmitowani, gdy po 100 latach próbowali powrócić na własne terytorium [7]. Około 60 rodzin Indian Tremebe de Engenho (stan Maranhao) z końcem lipca 2019 roku, doniosło o gwałtownej inwazji na ich terytorium w gminie São José de Ribamar. Ciągniki i piły łańcuchowe sprowadzone przez ludzi zainteresowanych przekształceniem tego obszaru w „przedsiębiorstwo”, zaatakowały terytorium Tremembe, niszcząc drzewa, niektóre 150-letnie, drzewa owocowe oraz miejscową roślinność „zagrażając tradycyjnemu trybowi życia”. Raquel Tremembe relacjonuje: „Nawet obszar rzeki Pindai z lasem łęgowym nie został uszanowany. Drzewa zostały ścięte i wrzucone wraz z ziemią do rzeki, która już teraz jest zanieczyszczona ściekami, spływającymi z rezydencji otaczających nasze terytorium” [8].

Indianie Pankararu z północno-wschodniego stanu Pernambuco, od dawna cierpią z powodu konfliktu, ale 28 października 2018 roku, w ten sam dzień, w którym Jair Bolsonaro wygrał wybory prezydenckie, skierowano przeciwko nim przemoc szczególnego formatu: podpalono szkołę miejską São José i Punkt Zdrowia Rodziny Pankararu. 8 grudnia 2019 roku doszło do podpalenia kościoła. Do aktów tych doszło w wiosce Bem Querer de Baixo. 26 grudnia 2018 roku podpalono z kolei szkołę państwową José Luciano w wiosce Caldeirão. Niezidentyfikowanym sprawcom udało się spalić dwa pomieszczenia szkoły. Pankararu, którzy przybyli na miejsce zapobiegli dalszemu rozprzestrzenianiu się pożaru [9]. Najeźdźcy zagrażają również Indianom Tembe i Timbira z rezerwatu Alto Rio Guama (stan Para). Jeden z ich przywódców, pragnący zachować anonimowość, otrzymał list z pogróżkami, w którym zapowiedziano zmiany jakie czekają Indian: „czas Luli dobiegł końca, nadeszła godzina Bolsonaro”.

W lutym 2019 roku 25 badaczy naukowych i nauczycieli, którzy pracowali wśród Indian Tupinamba, zaapelowało o zapewnienie ochrony kacykowi Babau (Rosivaldo Ferreira da Silva) z ludu Tupinamba, który naraził się lokalnym interesom w stanie Bahia. Zabiegający od 15 lat o demarkację tubylczego terytorium Terra Indigena Tupinamba de Olivença, wraz z członkami swojej rodziny, stał się domniemanym celem spisku zawiązanego w mieście Itabuna pomiędzy wielkimi właścicielami ziemskimi, indywidualnymi policjantami i żołnierzami, a także osobami cywilnymi. „Mocne dowody”, które Babau ujawnił brazylijskiej prokuraturze zawierały scenariusz prowokacji w ramach, którego on i jego rodzina mieli zostać zatrzymani w samochodzie na autostradzie, a następnie zamordowani, pod pretekstem, iż to Babau otworzył pierwszy ogień. Dodatkowym elementem mającym uprawomocniać samoobronę funkcjonariuszy stałyby się podłożone narkotyki i nielegalna broń. W wywiadzie dla gazety „Folha de Sao Paolo” Babau powiedział, że celem spisku było „przejęcie władzy nad terytorium Tupinamba”, a także ośmieszenie wizerunku Indian. „To co wywołuje w nas bunt, to próba zniesławienia naszego imienia. Żyjemy w pokoju przez całe życie, a kiedy umieramy, twierdzą, że jesteśmy handlarzami narkotyków! To jest jak zabicie kogoś dwa razy” – konkludował [10].

Podczas XXIII Zgromadzenia Narodowego Rady Misyjnej CIMI, które odbyło się w pierwszej połowie września 2019 roku w Luziânia w stanie Goias, misjonarz Roberto Liebgott pracujący w Porto Alegre, ocenił, że wszystkie problemy nękające rdzennych mieszkańców Brazylii tkwią w obłędnej logice centralnych decydentów rządowych. „Nie akceptują oni faktu, że prawa ludów tubylczych powstały przed powstaniem państwa” – ocenił Liebgott, a co gorsze trudno im zrozumieć, że prawa rdzennej ludności są „niezbywalne, a więc nie można ich zmienić, że są niedotykalne, a więc tylko sami rdzenni mieszkańcy mogą je zmienić i wreszcie, że nie przemijają one wraz z upływem czasu” [11].

Opracowanie: Damian Żuchowski
Źródło: Artykuł ukazał się także na WolneMedia.net

PRZYPISY

[1] „Sob ataque pós-eleição, terras indígenas estão desprotegidas com desmonte da Funai”, https://reporterbrasil.org.br/2019/02/sob-ataque-pos-eleicao-terras-indigenas-estao-desprotegidas-com-desmonte-da-funai/

[2] Sue Branford, „Maurício Torres Brazil sees growing wave of anti-indigenous threats, reserve invasions”, https://news.mongabay.com/2019/02/brazil-sees-growing-wave-of-anti-indigenous-threats-reserve-invasions/

[3] O zagrożeniach jakie dotkną między innymi lud Karipuna w związku z budową tam na rzece Madeira ostrzegano już przed dekadą, zgłaszając większe ryzyko inwazji na ich ziemie w związku z otwarciem regionu. Patrz: Damian Żuchowski, „Ostrzeżenie przed ludobójstwem w Rondonii”, https://wolnemedia.net/ostrzezenie-przed-ludobojstwem-w-rondonii/

[4] „Operação SOS Karipuna investiga organizações criminosas que atuavam em terra indígena em Rondônia”, http://www.pf.gov.br/imprensa/noticias/2019/06/operacao-sos-karipuna-investiga-organizacoes-criminosas-que-atuavam-em-terra-indigena-em-rondonia

[5] Damian Żuchowski, „Indianie mogą paść ofiarą ofensywy eksploatacji Amazonii”, https://wolnemedia.net/yanomami-i-wayapi-moga-pasc-ofiara-ofensywy-eksploatacyjnej-w-brazylii/

[6] Christian Poirier, „As the Brazilian Amazon Burns, Indigenous Peoples Take a Stand”, https://amazonwatch.org/news/2019/0801-as-the-brazilian-amazon-burns-indigenous-peoples-take-a-stand

[7] Damian Żuchowski, „O brutalnej ewikcji Indian Kinikinau”, https://wolnemedia.net/o-brutalnej-ewikcji-indian-kinikinau-w-mato-grosso-do-sul/

[8] „Povo Tremembé de Engenho denuncia invasão de seu território no Maranhão”, https://cimi.org.br/2019/07/povo-tremembe-de-engenho-denuncia-invasao-de-seu-territorio-no-maranhao/

[9] „Antigos posseiros voltam a promover invasões à TI Pankararu e indígenas pedem apoio às autoridades”, https://cimi.org.br/2019/08/antigos-posseiros-voltam-a-promover-invasoes-a-ti-pankararu-e-indigenas-pedem-apoio-as-autoridades/

[10] „Pesquisadores pedem garantia de segurança ao povo Tupinambá após ameaças de assassinato contra cacique Babau”, https://cimi.org.br/2019/02/pesquisadores-pedem-garantia-de-seguranca-ao-povo-tupinamba-apos-ameacas-de-assassinato-contra-cacique-babau/

[11] „Não aceitam que os povos indígenas sejam sujeitos de direito, aponta debate”, https://cimi.org.br/2019/09/nao-aceitam-que-os-povos-indigenas-sejam-sujeitos-de-direito-aponta-liebgott-durante-assembleia-geral-do-cimi/

Reklamy
Opublikowano Artykuły, Brazylia, Deforestacja, Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

O brutalnej ewikcji Indian Kinikinau w Mato Grosso do Sul

W 2008 roku zdjęcia ukazujące zakrwawionego Indianina z ludu Makuxi który padł ofiarą ataku uzbrojonych mężczyzn wynajętych przez wpływowych plantatorów ryżu, ucieleśniające trudną sytuację Indian z terytorium Raposa Serra do Sol w stanie Roraima, stało się znane nie tylko w Brazylii. Wydarzenie te przyczyniło się później, za rządów prezydent Lula da Silvy, do przyśpieszenia ostatecznego zabezpieczenia tego terytorium indiańskiego i wydalenia plantatorów ryżu okupujących tubylcze terytorium za przyzwoleniem różnych decydentów lokalnych i federalnych.

Kinikinau 1

Na początku sierpnia 2019 roku w brazylijskich środkach przekazu, opublikowano zdjęcie Indianina z ludu Kinikinau, którego zakrwawiona głowa do złudzenia przypominała obraz uwieczniony przed dekadą w Raposa Serra do Sol. O ile jednak za czasów poprzednich gabinetów, brazylijscy politycy niechętnie zwracali rdzennym mieszkańcom ich terytoria oraz przyznawali status chroniony obszarom zamieszkiwanym przez nich od pokoleń i stuleci, to obecnie dalszy proces demarkacji tubylczych ziem w Brazylii wydaje się prawie niemożliwy. Dla gabinetu Jaira Bolsonaro obok napiętnowania rolników bez ziemi i społeczności potomków byłych niewolników, uderzenie w serce praw rdzennej ludności Brazylii, ukazanie Indian jako krzykliwych roszczeniowców, którzy posiadają za wiele ziemi, stało się jedną z głównych platform kampanii wyborczej i form budowania poparcia, zwłaszcza na prowincji kraju. Jair Bolsonaro zapowiedział, że gdy zostanie prezydentem nie tylko nie zwróci Indianom więcej ani metra ziemi, ale będzie dążył do tego aby terytoria indiańskie mogły się stawać przedmiotem handlu i eksploatacji surowcowej na szeroką skalę.

Pomimo to, w całej Brazylii, rdzenni mieszkańcy nie rezygnują ze swoich przyrodzonych praw. I chociaż, także podczas poprzednich kadencji prezydenckich (Temer, Roussef, Lula Da Silva), na takie działania spotykali się z siłową odpowiedzią organów państwa, lub uzbrojonych najemników nasyłanych przez posiadaczy ziemskich, to obecna polityczna atmosfera bolsonarystowskiego przyzwolenia, stwarza większe ryzyko eskalacji podczas konfliktów o ziemię [1]. Łatwiej również o precedensy pozaprawne. Na początku sierpnia 2019 roku doświadczyli tego Indianie Kinikinau, którzy padli ofiarą pozasądowej eksmisji, w trakcie której zostali zaskoczeni przez wystrzelone bez ostrzeżenia gumowe kule i gaz łzawiący.

W czwartek 1 sierpnia 2019 roku, Indianie Kinikinau, po przynajmniej 100 latach wydziedziczenia, postanowili powrócić na swoje tradycyjne terytorium. O godzinie czwartej rano, według różnych źródeł od 200 do 300 Indian Kinikinau wznowiło okupację farmy Agua Branca, w gminie Aquidauana, położonej w stanie Mato Grosso do Sul. Powrót do lokalizacji i pobyt w miejscu, w którym znajdują się rodowe korzenie Kinikinau – co zabezpiecza Konstytucja Brazylii z 1988 roku – trwał niespełna dzień i został przerwany przez policję działającą bez nakazu sądowego. Do akcji wymierzonej w rdzennych mieszkańców włączono około 130 żandarmów wojskowych, wspieranych przez dwa helikoptery. Zjednoczenie sił bezpieczeństwa, działanie z zaskoczenia z wykorzystaniem bomb hukowych zrzucanych z helikoptera i gumowych pocisków, pozwoliło im wygnać Indian jeszcze tego samego dnia [2].

Zdaniem Manoela Kinikinau, który odniósł obrażenia głowy, funkcjonariusze wypadli zza domów rzucając granaty hukowe i strzelając z broni gładkolufowej. „Mamy rację, prawo jest po naszej stronie, mogę przelać krew za swoje terytorium, nie przybyłem z innego kraju, mam tu swoje terytorium” – deklarował z przekonaniem o słuszności działań i postawy Kinikinau. Podobnego zdania są prawnicy, z którymi skonsultowała się Rada Misyjna CIMI. Konstytucja Federalna wyraźnie zabrania usuwania ludności tubylczej z ziem podlegającej tradycyjnej okupacji, zwłaszcza w momencie kiedy obecność rdzennych mieszkańców jest już utwierdzona. Wydalenie Indian w takiej sytuacji może nastąpić tylko na podstawie nakazu sądu, któremu powinno towarzyszyć uprzednie powiadomienie państwowej agencji ds. Indian (FUNAI), oraz społeczności mającej opuścić dane terytorium [3].

Nic takiego jednak nie miało miejsca w przypadku sierpniowych wydarzeń w gminie Aquidauana. „Podczas gdy starsi i przywódcy odpoczywali, a dzieci bawiły się, [służby] przybyły rozpylając gaz łzawiący i strzelając gumowymi kulami, które trafiały i uderzały przywódców ludu Kinikinau. Nie było dialogu, przyszli skrzywdzić i upokorzyć lud Kinikinau” – relacjonuje kacyk Célio Kinikinau z wioski bananowej. Przywódcy Kinikinau poprosili nawet szefa operacji, aby pokazał im nakaz sądowy uprawniający do prowadzonej eksmisji. Nic takiego się nie stało, chociaż dowódca zaprzeczył, że była to akcja pozasądowa.

Prawdopodobne tło całej akcji zostało ujawnione dzięki wyciekowi nagrania audio, krążącego następnie w internecie. Głos uwieczniony na nagraniu, przypisywany burmistrzowi Aquidauana, Odilonowi Robeiro, sugeruje, że drogą pokątną wynegocjowano usunięcie rdzennych mieszkańców z fazendy Agua Branca. „ Są dwa autobusy, które zabiorą 90 agentów policji, a jest ich już 40, więc eksmitują ich z własnej woli, lub na siłę” – oznajmia mężczyzna uwieczniony na nagraniu, który dodaje, że to „dobra wiadomość”, jako „że rząd musi zająć stanowisko i zapewnić pokój i porządek wszystkim, którzy mieszkają w tym kraju” [4]. Odilon Robeiro, obok zajmowania urzędniczego stanowiska i profesji rolnika, według lokalnych raportów jest również kuzynem minister rolnictwa w gabinecie Jaira Bolsonaro, Terezy Cristiny [5]

Indianie Kinikinau zostali wydaleni ze swoich tradycyjnych terytoriów w regionie Aquidauana i Miranda w stanie Mato Grosso do Sul, na początku XX wieku, a następnie przeniesieni przez ówczesną Służbę Ochrony Indian (SPI) na terytorium Indian Kadiweu w Sierra de Bodoquena, gdzie mieszkali prawie 100 lat. Oprócz odmowy dostępu do tradycyjnych terytoriów, brazylijskie państwo próbowało również zmusić lud Kinikinau do przyjęcia tożsamości innych rdzennych mieszkańców tego regionu – próbowali zintegrować ich z Indianami Terena, wraz z którymi obok Indian Exoaladi i Layana należeli do czterech grup Indian historycznie rozpoznawanych jako Guana. Większość spośród Kinikinau mieszka we wsi São João, na południowy wschód od rezerwatu Indian Kadiwéu w gminie Porto Murtinho. Niektórzy żyją w wioskach Indian Terena, w południowych gminach Mato Grosso do Sul: w Aquidauana (Bananal i Limão Verde), Miranda (Cachoeirinha i Lalima) i Nioaque (Água Branca i Brejão).

W oświadczeniu dotyczącym eksmisji ludu Kinikinau Wielkie Zgromadzenie Ludu Guarani Kaiowa Aty Guasu, reprezentujące jeden z najliczniejszych populacyjnie ludów stanu Mato Grosso do Sul, wezwało ludność tubylczą do wspólnego „stanięcia przeciwko masakrze i eksterminacji ludów tradycyjnych”. „My, wojownicy Guarania Kaiowa, organizujemy się i będziemy chronić i bronić dzieci i ziemi ludności Kinikinau, wraz z innymi rdzennymi mieszkańcami Mato Grosso do Sul i Brazylii”. Kinikinau mogą liczyć także na wsparcie Indian Terena. „Jesteśmy stanowczy, lud Kinikinau nadal obozuje poza swoją tradycyjną ziemią wraz z ludem Terena, który zapewnia nam wsparcie i solidarność” – zapewnia Manoel Kinikinau.

Stan Mato Grosso do Sul to obszar o jednych z największych przepaści „majątkowych” w Brazylii. Liczne populacyjnie ludy indiańskie, pozbawione swoich macierzy w XIX lub jeszcze XX wieku, żyją tutaj często na niewielkich skrawkach ziemi zdominowanych przez sąsiedztwo dużych farm i upraw trzciny cukrowej, soi i kukurydzy; przez posiadłości zajmujące ich tradycyjne terytoria. W maju 2019 roku około 15 dzieci Guarani Kaiowa ze społeczności Guyraroká, w wieku od 6 do 9 lat, została zaskoczona przez białą chmurę wapiennego pyłu i pestycydów. Chmura niesiona przez wiatr dotarła w te miejsce z terenu sąsiadującego ze społecznością. W ciągu kilku minut wioska została pokryta pyłem, zapylenie utrzymywało się przez kolejne 5 dni. W okresie tym kilku Indian – głównie dzieci i osoby starsze – wykazywały objawy zatrucia pestycydami, takie jak podrażnienia skóry, nudności, biegunka oraz bóle głowy [6].

Guarani Kaiowa od dziesięcioleci walczą o odzyskanie swoich tradycyjnych terytoriów, koczując niejednokrotnie na niewielkich skrawkach ziemi, w pobliżu wielkich posiadłości ziemskich i autostrad. Wielu przywódców i aktywnych działaczy Guarani Kaiowa zostało w ostatnim trzydziestoleciu zamordowanych przez wynajętych pistoleiros. Lud ten posiada również jeden z najwyższych współczynników samobójstw na świecie. Przedstawiciele ludu Guarani Kaiowa, wraz z reprezentantami Indian Kadiweu, Kinikinau, Guato, Guajajara, Xukuru, Kaingang i Xakriaba, uczestniczyli w 13. Zgromadzeniu Ludu Terena w dniach 8-11 maja 2019 roku. Wspólne spotkanie na ziemiach Indian Terena, dotyczące dorocznej samoorganizacji tego ludu, świadczy o dalszej integracji brazylijskich ludów tubylczych wokół wspólnych problemów i wyzwań z jakimi zmagają się brazylijscy Indianie w środkowej i wschodniej części kraju [7]. Międzyetnicznymi wyrazami poszerzonej współpracy są liczne organizacje spośród których takie jak Artykulacja Rdzennej Ludności Brazylii (APIB) mają charakter parasolowy.

Dokumentem końcowym 13. Zgromadzenia Terena jest Karta Ipegue, w którym rdzenni mieszkańcy potwierdzili własne „zaangażowanie w walkę o dobre życie ludzkości oraz zaoferowanie otaczającemu społeczeństwu możliwości budowania świata opartego na szacunku dla sposobu życia wszystkich i Matki Ziemi”. W dokumencie końcowym Indianie Terena przypomnieli , że w „ostatnich latach wzięli udział w niezbędnych konfrontacjach, aby bronić własnego życia i egzystencji na tradycyjnych terytoriach, z godnie z własnymi światopoglądami oraz sposobem widzenia i rozumienia świata”. W Karcie Ipegue Indianie Terena podtrzymują swoją gotowość do dalszej walki o prawa rdzennych mieszkańców w Brazylii w dobie zaostrzającej się retoryki i wzrastającej brutalności życia politycznego: „Przeszliśmy przez lewicowy rząd, który poddał się kapitałowi, oparliśmy się rządowi zamachu stanu, który zaryzykował nasze prawa dla agrobiznesu, a teraz jesteśmy gotowi stawić opór antyindiańskiemu, rasistowskiemu, autorytarnemu i skrajnie prawicowemu rządowi Bolsonaro” [8].

Indianie Terena zaapelowali o demarkacje wszystkich tradycyjnych ziem należących do plemienia i przerwanie status quo umożliwiające podtrzymanie stanu ich zawłaszczenia (Terra Indigena Taunay-Ipegue, Terra Indigena Buriti i Terra Indigena Limão Verde). Jednocześnie opierając się na tych samych podstawach prawnych, Konstytucji Brazylii i Dekrecie 1775/96, upomnieli się o wytyczenie i  demarkację ziem innych ludów ze stanu Mato Grosso do Sul, w tym ludu Guarani Kaiowa i Kinikinau, jak również wydalenie wszystkich osadników, którzy wkroczyli i zajęli część ziem Indian Kadiweu.

Opracowanie: Damian Żuchowski

PRZYPISY

[1] Sue Branford, Thais Borges, „3 massacres in 12 days: Rural violence escalates in Brazilian Amazon”, https://news.mongabay.com/2019/04/3-massacres-in-12-days-rural-violence-escalates-in-brazilian-amazon/

[2] „MS: Indígenas Kinikinau relatam agressão do velho Estado na retomada de seu território”, https://anovademocracia.com.br/noticias/11730-ms-indigenas-kinikinau-relatam-agressao-do-velho-estado-na-retomada-de-seu-territorio

[3] „O direito é nosso, posso até derramar sangue no meu território, eu não vim de outro país, afirma liderança Kinikinau”, https://cimi.org.br/2019/08/o-direito-e-nosso-posso-ate-derramar-sangue-no-meu-territorio-eu-nao-vim-de-outro-pais-afirma-lideranca-kinikinau-apos-despejo-violento-no-ms/

[4] „Police attack Kinikinawa indigenous community in Brazil”, https://www.survivalinternational.org/news/12190

[5] Primo de Tereza Cristina, „Prefeito de Aquidauana apoiou uso de violência contra indígenas”, http://www.msnoticias.com.br/editorias/policia-mato-grosso-do-sul/primo-de-tereza-cristina-prefeito-de-aquidauana-apoiou-uso-de/90531/, PM promove despejo sem ordem judicial de comunidade indígena em MS, http://midianinja.org/news/pm-promove-despejo-sem-ordem-judicial-de-comunidade-indigena-em-ms/

[6] „O calvário das crianças Guarani Kaiowá contaminadas por agrotóxicos”, https://cimi.org.br/2019/08/o-calvario-das-criancas-guarani-kaiowa-contaminadas-por-agrotoxicos/

[7] „Estamos prontos para fazer a resistência ao governo de extrema direita de Bolsonaro”, diz trecho da Carta de Ipegue do povo Terena, http://www.ihu.unisinos.br/78-noticias/589197-estamos-prontos-para-fazer-a-resistencia-ao-governo-de-extrema-direita-de-bolsonaro-diz-trecho-da-carta-de-ipegue-do-povo-terena

[8] Damian Żuchowski, „Brazylijskie służby użyły amunicji wobec Terenów”, https://wolnemedia.net/brazylijskie-sluzby-uzyly-amunicji-wobec-terenow/

Opublikowano Artykuły, Brazylia, Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Indianie mogą paść ofiarą ofensywy eksploatacji w Brazylijskiej Amazonii

Prezydent Brazylii, Jair Bolsonaro, pomimo istniejących przeszkód instytucjonalnych i prawnych, bezceremonialnie zabiega o otwarcie rozległych obszarów kraju, w tym rezerw przyrodniczych i terytoriów rdzennych mieszkańców, na eksploatację górniczą. Niedawno ogłosił, że za pośrednictwem Ministerstwa Górnictwa i Energii, pracuje nad projektem, który „jak ma nadzieję, przejdzie przez izbę parlamentarną i senat”. Głównym kołem zamachowym projektu jest umożliwienie eksploatacji górniczej na ziemiach Indian.

„Niczego nie narzucę, ale mamy nadzieję, że zyska akceptację” – powiedział Jair Bolsonaro. Pewna rezerwa wyczuwalna w tej wypowiedzi wynika z doświadczeń ostatnich miesięcy. Bolsonaro przekonał się, że w obecnej konfiguracji politycznej, jego urząd i produkowane przez niego ukazy polityczne nie są ani wszechmocne, ani niepodważalne. Agresywne posunięcia prezydenta, wdrażane w życie za pośrednictwem tymczasowych dekretów, zostały już podważone przez inne konstytucyjne instancje. Tak stało się z pomysłem przeniesienia prerogatywy wytyczania terytoriów rdzennych mieszkańców, którą Bolsonaro chciał odebrać Narodowej Fundacji ds. Indian (FUNAI) i przenieść do resortu rolnictwa. Pierwszy dekret prezydencki w tej sprawie zablokował w maju 2019 roku brazylijski Kongres, a ogłoszony wkrótce drugie kierunkowe zarządzenie zostało wkrótce zawieszone przez Sąd Najwyższy.

Jair Bolsonaro ma świadomość, że jedno z jego sztandarowych haseł z kampanii wyborczej, czyli otwarcie ziem brazylijskich Indian na eksploatację, czeka równie trudna przeprawa, mimo istnienia wielu sojuszników w środowisku politycznym stolicy i prowincji. Artykuł 231 Konstytucji Brazylii z 1988 roku jasno określa, że wszelka działalność górnicza na terytoriach tubylczych może być prowadzona tylko po uprzedniej zgodzie Kongresu oraz rdzennej ludności zamieszkującej dane terytorium. Zdaniem Jaira Bolsonaro, Indianie prowadzący tradycyjne życie w rezerwatach przypominają „ludzi prehistorycznych”, a on poprzez eksploatację, chce uczynić ich współwłaścicielami prawdziwego bogactwa. W tym kontekście przywołuje on ze szczególnym zamiłowaniem rezerwaty Raposa Serra do Sol i Yanomami w stanie Roraima.

Prezydent Brazylii nie ukrywa, że w tym zamiarze poszukuje sojuszników z „pierwszego świata”, aby wspólnie z nimi „eksploatować te obszary i wnieść wartość dodaną”. To jeden z powodów jego zbliżenia ze Stanami Zjednoczonymi. Jak przyznał w wypowiedzi dla gazety O Globo, to między innymi z tego powodu chce osadzić na stanowisku ambasadora Brazylii w Stanach Zjednoczonych osobę zaufaną. Osobą tą okazał się nie kto inny jak Eduardo Bolsonaro, syn prezydenta, którego ojciec uznał za równie biegłego w sprawach publicznych co inny prezydencki syn, Flavio, który piastuje mandat parlamentarzysty. Zapowiedź mianowania na urząd ambasadora w Waszyngtonie, Eduardo Bolsonaro, wywołała oburzenie w Brazylii, pojawiły się oskarżenia o nepotyzm.

CZY GARIMPEIROS WKROCZYLI NA ZIEMIE INDIAN WAYAPI I ZAMORDOWALI LOKALNEGO PRZYWÓDCĘ?

Zamiary prezydenta Brazylii nie muszą być obute w mocne okowy prawa stanowionego, aby tworzyły wyprzedzające je fakty, osadzone w rzeczywistości. Głośna podczas kampanii wyborczej retoryka Bolsonaro, utrzymywana wraz z objęciem urzędu do teraz, o narodowym uspołecznieniu ziem Indian, o zalegalizowaniu nielegalnej dotąd eksploatacji, motywują aktywne wcześniej grupy awanturników, do zaprowadzania porządków bolsonarystowskich, na własną modłę.

Egzemplifikacją tego zjawiska stały się wydarzenia z północy Brazylii, w stanie Amapá, nieopodal granicy z Gujaną Francuską, w rezultacie których życie stracił 62-letni przywódca Indian Wayãpi (Waiãpi, Wayapi, Oyampi, Wayampi). Emyra Waiãpi, jak poinformowali członkowie jego plemienia, został zasztyletowany w lipcu 2019 roku, po tym jak około „50 poszukiwaczy złota” (garimpeiros), spośród których przynajmniej dwunastu było uzbrojonych, weszło na terytoria rdzennych mieszkańców. APINA (stowarzyszenie wiosek Wayãpi) wydało oświadczenie, w którym, stwierdziło, że chociaż nikt nie był świadkiem zabójstwa przywódcy to uważają, że martwy Emyra znaleziony przez członków plemienia w środę 23 lipca, został uśmiercony poprzedniego dnia.

Mała grupa garimpeiros została zauważona kilka dni później. Indianie Wayapi ewakuowali wioskę Mariry i uciekli do większej osady Aramirã, w której w sobotę słychać było strzały. Rdzenni przywódcy i lokalni politycy apelowali o pomoc policji, obawiając się rozlewu krwi. „Garimpeiros zaatakowali miejscową wioskę i są tam do dziś. Są dobrze uzbrojeni, mają karabiny maszynowe. Dlatego prosimy o pomoc policję federalną” – powiedział 26-letni Kureni Waiãpi, przestrzegając, że „jeśli nic nie zostanie zrobione, zaczną walczyć”. Jawaruwa Waiãpi, jeden z liderów rdzennej społeczności w wiadomości głosowej skierowanej do senatora Rodriguesa przestrzegł go: „[Napastnicy] są uzbrojeni w karabiny oraz inną broń. Jesteśmy w niebezpieczeństwie. Musisz wysłać armię, aby ich powstrzymać”.

Indianie Wayapi zamieszkują obszar leżący na północy Brazylii i w Gujanie Francuskiej od stuleci. Do lat 1970. rdzenni mieszkańcy tego regionu żyli w izolacji. Wszystko zmieniło się w 1973 roku, kiedy rządząca przez 21 lat w Brazylii dyktatura wojskowa postanowiła zbudować autostradę przez część ich terytoriów. Droga utorowała dostęp do regionu kolejnym inwazjom poszukiwaczy złota, niosącym za sobą destrukcję lasu i środowiska, a także choroby, które zabiły wielu Wayapi. Terytorium tutejszych Indian zostało uznane za obszar chroniony w 1996 roku. Decyzja ta okazała się zwieńczeniem zapisów zawartych w Konstytucji Brazylii z 1988 roku, mającym chronić terytoria rdzennej ludności i postawić tamę brutalności jakich doświadczała ze strony państwa i indywidualnych maruderów. Od tamtego momentu Indianie Wayapi żyli stosunkowo nie nękani, w regionie obfitującym w złoża rudy żelaza i miedzi oraz złoto. Populacja Wayapi obecnie zbliżyła się do 1500 osób.

Wayapi 3

Wtargnięcie garimpeiros na ziemie Wayapi i morderstwo Emyra było o tyle alarmujące, że to najbardziej dramatyczne i tragiczne w skutkach wydarzenie związane z naruszeniem praw Wayapi od 30 lat. Apel wysłany przez Jawaruwa Waiãpi był bezpośrednio skierowany do Randolfe Rodriguesa, senatora ze stanu Amapá. Polityk nagłośnił sytuację na ziemiach Wayapi w mediach, a do apelu o pilną interwencję dołączyła brazylijska piosenkarka Caetano Veloso. Przełożyło się to na podniesienie sprawy inwazji na ziemie Wayapi na stronach największych tytułów prasowych na świecie. Randole Rodrigues odwiedził terytorium Wayapi osobiście 30 lipca 2019 roku; zapowiedział, że będzie wspierał śledztwo policji w sprawie inwazji na ziemie Indian, dopóki najeźdźcy nie zostaną zatrzymani. W tym celu zaprosił kilku Indian do wizyty w siedzibie prokuratury federalnej w celu złożenia zeznań.

Senator Rodrigues wcześniej już wielokrotnie potępiał prezydenta Brazylii, Jaira Bolsonaro za składane przez niego obietnice zezwolenia na wydobycie surowców na chronionych terytoriach rdzennej ludności. „Rząd Jaira Bolsonaro zachęca do tego konfliktu, sugerując garimpeiros, aby tam wchodzili. Jego ręce są brudne”. Niebawem po śmierci i po apelu również władz lokalnych, federalna policja i siły specjalne Brazylii zostały wysłane do regionu. Tymczasem prezydent Brazylii podszedł do całej sprawy z dystansem w wypowiedzi dla gazety Folha de São Paulo mówiąc, że „nic nie wskazuje na to, aby zamordowano tam tego Indianina”. Obiecywał również „ujawnić całą prawdę o tej sprawie”.

Odpowiedzialnością za śmierć przywódcy Indian Wayapi obarczyła Bolsonaro Specjalna Sprawozdawczyni ONZ ds. Ludności Tubylczej, Victoria Tauli-Corpuz. „Kiedy Bolsonaro wzywa w swych przemówienia do eksploatacji gospodarczej ziem zamieszkanych przez tubylcze plemiona, w praktyce daje zielone światło interesom ekonomicznym i politycznym, tym którzy chcą eksploatować Amazonię”. Tauli-Corpuz zaapelowała do brazylijskich władz o wdrożenie dochodzenia w sprawie śmierci tubylczego przywódcy i postawienia winnych przed sądem. Wezwała również do zwiększenia presji międzynarodowej na brazylijski rząd, zwłaszcza ze strony europejskich krajów importujących brazylijskie mięso i soję, w momencie kiedy Unia Europejska przygotowuje się do ratyfikacji umowy o wolnym handlu z krajami południowoamerykańskiej unii gospodarczej Mercosur. Apele i oświadczenia potępiające ostatnie wydarzenia na ziemiach Indian Wayapi wydało wiele organizacji brazylijskich Indian, a także organizacji pozarządowych zajmujących się kierunkowo ochroną praw rdzennej ludności i środowiska naturalnego.

Koordynacja Rdzennych Organizacji Brazylijskiej Amazonii (COIAB) wydała oświadczenie, w którym wyraziła oburzenie z powodu inwazji na autochtoniczne terytoria „popierane przez nieodpowiedzialne, autorytarne i uprzedzone stanowisko obecnego rządu – a zwłaszcza prezydenta Bolsonaro – oraz jego ataki na prawa pierwszych ludów tego kraju”. Podobny, lecz idący jeszcze dalej apel popłyną z ziem Indian Guarani zamieszkujących środkowo-zachodnią Brazylię: „Zapraszamy wszystkich do walki, wraz z ludnością tubylczą z trwającym obecnie atakiem ludobójstwa, który został reaktywowany przez obecny rząd”.

„Ostatnie komentarze prezydenta Bolsonaro na temat otwarcia miejscowych terytoriów na wydobycie ośmielają nielegalnie działających poszukiwaczy złota oraz innych najeźdźców. Praktycznie wypowiedział on wojnę rdzennej ludności Brazylii” – to już komentarz Stephena Corry’ego, dyrektora Survival International, organizacji walczącej o prawa rdzennej ludności na całym świecie. Międzynarodowa Grupa Robocz ds. Rdzennej Ludności (IWGIA) wezwała prezydenta Bolsonaro i brazylijskie władze „do ochrony praw człowieka wszystkich rdzennych mieszkańców Brazylii oraz umożliwienia im określenia rozwoju ich własnej kultury, jak również do korzystania z ich wielowiekowej, tradycyjnej ziemi, chronionej i gwarantowanej w brazylijskiej konstytucji”. Julie Koch, dyrektor wykonawcza IWGIA oświadczyła: „Jesteśmy głęboko zasmuceni śmiercią Emyry Waiãpi. Jesteśmy zaniepokojeni jego śmiercią, która nastąpiła w szczególnie ciemnym miesiącu dla ludności tubylczej, której prawa są coraz bardziej i systematycznie naruszane w Brazylii w 2019 roku”. Niemniej wyraziste oświadczenie w imieniu Amazon Watch, wydał dyrektor programowy tej organizacji, Christian Poirier: „Prezydent Bolsonaro ma krew na rękach. Lekkomyślna polityka jego reżimu, a także bezmyślne zaniedbywanie zagrożonych społeczności leśnych jest bezpośrednio związane z rosnącą brutalną przestępczością, która doprowadziła do zabójstwa Emyry Waiãpi. Ten brutalny przypadek należy postrzegać jako część narastającego ataku Bolsonaro na Amazonkę i jej ludy. Jego wielokrotne wezwania do zalegalizowania wysoce niszczycielskiego wydobycia złota na terytoriach tubylczych wzmocniły lokalne mafie w ich bezkarności”.

15 sierpnia 2019 roku Policja Federalna otrzymała raport od policji techniczno-naukowej z Amapá zawierający wstępny wynik badania nekroskopowego, które odbyło się 2 sierpnia po ekshumacji ciała Emyry Waiãpi. W dokumencie podpisanym przez dwóch koronerów, potwierdzono, że śmierć nastąpiła między 21 a 23 lipcem, niemniej nie stwierdzono obrażeń wskazujących na działanie osób trzecich, które mogłyby przyczynić się do zgonu. Nie wykazano żadnych złamań, także w okolicy szyi. Badania klatki piersiowej nie ujawniły żadnych obrażeń penetrujących, wbrew wcześniejszym doniesieniom o tym, że przywódca został dźgnięty nożem. Wobec tego dokument kończy się konkluzją, że prawdopodobną przyczyną śmierci było utonięcie Indianina. Raport ten ma być uzupełniony o badania toksykologiczne.

Wkrótce po opublikowaniu raportu wstępnego policji federalnej, Rada Indian Wayapi opublikowała oświadczenie, w którym zakwestionowała ustalenia śledczych: „Rozumiemy, że raport Policji Technicznej, stwierdza, że przyczyną śmierci wodza Emyry było utonięcie. Nie oznacza to jednak, że ta śmierć była przypadkowa, ponieważ raport potwierdza obrażenia głowy. W dalszym ciągu wierzymy, w wersję rdzennej ludności, iż śmierć wodza była gwałtowna, ponieważ widzieliśmy zdjęcia ciała, na których pojawiają się ślady uderzenia w głowę, nacięcia za uchem i pod okiem, a także nakłucia penisa, które wydają się być wykonane poprzez użycie noża”.

APINA przypomina, że ciało zostało znalezione w płytkim potoku „w którym dorosłej osobie bardzo trudno jest utonąć przez przypadek”. Raport techniczny policji w sprawie obrażeń i przyczyn śmierci zbiega się z wnioskami z dochodzenia policji federalnej i lokalnej, przeprowadzonego przy użyciu środków naziemnych i powietrznych. Służby nie stwierdziły na terytorium rdzennej ludności „zaistnienia przestępstw inwazyjnych”. Indianie Wayapi odrzucają również te konkluzje, wskazując, że policja nie wzięła pod uwagę śladów identyfikacyjnych ujawnionych przez członków plemienia, pozostawionych przez najeźdźców.  „Jesteśmy pewni, że najeźdźcy wkroczyli na naszą ziemię” – podkreśla APINA, o czym świadczą zeznania naocznych świadków. Obok zeznań dowody Wayapi zawierały ślady butów, połamane gałęzie, ślady nowo powstałych ścieżek.

Do sprawy rozbieżności dotyczących dowodów obecności najeźdźców, odniosła się Sonia Guajajara, koordynatorka Artykulacji Rdzennej Ludności Brazyli (APIB): „Porzucając ideę, że jest częścią natury, człowiek miejski stracił umiejętność czytania własnych znaków. Najprawdopodobniej policja nie była w stanie zobaczyć dowodów wskazanych przez Wayapi”. APINA odniosła się także do słowa „poszukiwacze”, które w wypowiedziach Indian służyło jako identyfikator napastników, którzy wkroczyli na ich ziemie. W latach 1970.  odkąd Wayapi doświadczyli inwazji na swoje terytoria ze strony poszukiwaczy złota, odtąd używali tego słowa w swoim języku w odniesieniu do „wszystkich obcych, którzy wkraczali na ich ziemie bez zezwolenia”. Tak więc określenie profesji „poszukiwacz złota” w języku Wayapi stało się synonimem intruza. Nie można więc jednoznacznie stwierdzić, że intruzi z lipca w rzeczywistości byli poszukiwaczami.

NOWA INWAZJA POSZUKIWACZY ZŁOTA NA ZIEMIE YANOMAMI W BRAZYLII

Indianie Wayapi wśród organizacji, którym szczególnie podziękowali za wsparcie na przełomie lipca i sierpnia, po śmierci ich przywódcy Emyry, wymienili Hutukarę, kulturalną i polityczną organizacja Indian Yanomami. Lud Yanomami zmaga się obecnie z kolejną, narastającą inwazją na jego ziemie. Tysiące górników i poszukiwaczy złota (garimpeiros) weszło na teren Parku Yanomami, jednej z największych terytorialnie rezerw w Brazylii, wytyczonej w 1992 roku i obejmującej obszar 96650 kilometrów kwadratowych lasów deszczowych, na terenie stanów Roraima i Amazonas, w pobliżu granicy z Wenezuelą. Inwazja na taką skalę, przywołuje wśród starszych pokoleń Yanomami, pamięć o strasznych okresie dekady lat 1980., kiedy około 40 tysięcy garimpeiros wkroczyło na ich ziemie. W ciągu kolejnych siedmiu lat średnio, co piąty Yanomami mieszkający w Brazylii zmarł z powodu zewnętrznych chorób, malarii, niedożywienia, zatrucia rtęcią lub w wyniku przemocy.

Davi Kopenawa, szaman i rzecznik ludu Yanomami, szacuje, że około 20 tysięcy górników znajduje się obecnie na terenie Parku. Bardzo często nie są to przypadkowi poszukiwacze szczęścia. Garimpeiros są dobrze finansowani i wspierani przez przedsiębiorców, którzy dostarczają im pogłębiarki, sprzęt do robót ziemnych oraz samoloty. Na terytorium Yanomami działają obecnie trzy nielegalne pasy lotnicze i trzy kopalnie odkrywkowe. Operacje górnicze zanieczyszczają rzeki przepływające przez rezerwat rtęcią i mułem, niszczą brzegi rzeki i wycinają las. Wywołują dalekosiężne skutki społeczne, takie jak zachęcanie lub zmuszanie miejscowych kobiet do prostytcji. Rzeki Mucajai i Uraricoera zostały tak zanieczyszczone, że ludzie mieszkający w Boa Vista, stolicy stanu Roraima, położonej  570 kilometrów w dół rzeki, narzekali na pogarszającą się jakość wody w rzece Rio Branco, która jest spowodowana stanem jej dwóch wymienionych dopływów.

Yanomami 1

Do niedawna armia brazylijska posiadała dwie bazy monitorujące rzeki Mucajai i Uraricoera, obie wykorzystywane przez górników jako wodne trasy wjazdowe. Yanomami, co prawda, skarżyli się, że armia nie robi wystarczająco dużo, aby powstrzymać górników, ale sama ich obecność odstraszała niektórych najeźdźców. Pod koniec 2018 roku wojsko zamknęło swoje bazy w tym regionie, przekonując, że jego zasoby zostały nadwerężone przez dziesiątki tysięcy uchodźców, wkraczających do Brazylii z Wenezueli. Odejście armii, wywołało poczucie bezkarności wśród górników, którzy panoszą się po chronionych terytoriach niczym jak po ziemi niczyjej. Animuszu dodaje im – jak przekonują sami Indianie – otwarcie antyindiańska polityka prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro, a także znaczne redukcje budżetu pzeznaczonego na egzekwowanie ochrony Amazonki. To co rozpoczął jego poprzednik, liberalny Michel Temer jeszcze z małą dozą nieśmiałości, Bolsonaro realizuje otwarcie i z niespotykaną swadliwością. Dzięki cichemu przyzwoleniu garimpeiros założyli teraz nową osadę w rezerwacie Yanomami, na obszarze zwanym Tatuzão do Mutum.

Przywódcy Yanomami zarzucają Bolsonaro, że jeszcze przed wyborami zachęcał do tej inwazji, opowiadając o doświadczeniach własnego ojca jako górnika wydobywającego złoto, wielokrotnie powtarzał również, że rdzenni mieszkańcy Brazylii mają za dużo ziemi. Już jako prezydent, 17 kwietnia 2019 roku w specjalnym wywiadzie w sieci społecznościowej, Bolsonaro w otoczeniu kilku Indian Yanomami ogłosił, że na rdzennych terytoriach, w tym w Parku Yanomami, należy zezwolić na wydobycie na dużą skalę oraz otworzyć drogę dla agrobiznesu. „Indianie nie powinni być nadal biedni, żyjąc ponad bogatymi ziemiami, W Roraimie znajdują się tryliony reali (brazylijska waluta) pod ich ziemiami” – przekonywał brazylijski prezydent.

Davi Yanomami przestrzega przed niepokojącymi konsekwencjami eksploatacji złota na ziemiach jego ludu, przestrzega również przed eksploatacją niobu, minerału, który, jak twierdzi prezydent Jair Bolsonaro, jest kołem ratunkowym brazylijskiej gospodarki. Podczas głośnej afery Wikileaks wyciekły dokumenty, w których brazylijskie kopalnie niobu uznano za strategiczne zasoby dla Stanów Zjednoczonych. „Mieszkam w płucach świata, ale oni są zainteresowani zniszczeniem naszego lasu, naszych rzek, zabijają wszystko. Zabili za złoto, aby teraz produkować biżuterię” – przekonuje. Przedstawiciel ludu Yanomami zwraca uwagę, że „od 2000 roku w Brazylii urząd prezydenta sprawowało pięć osób. Niezależnie od stronnictwa politycznego, zapewnienie praw do ziemi ludziom, którzy zawsze tu byli, nie było priorytetem dla żadnego rządu, nawet Partii Pracujących (PT)”. Davi Yanomami twierdzi, że Indianie potrzebują małego terytorium, przewidzianego w Konstytucji. Ale ludzie rządzący w Brazylii wciąż chcą redukować ziemię Indian, ziemię do której mają prawo. „Jedyne, o co proszę, to, aby Bolsonaro uszanował prawo i rdzenną ludność, prawowitych Brazylijczyków”.

Tymczasem Bolsonaro postępuje inaczej. „Kiedy mówi o społecznościach tubylczych, kłamie. Mówi, że chcemy samochodów, eksploatacji… Ja nie kradnę, nigdy nikomu niczego nie wziąłem” – mówi uznany przywódca Yanomami. Jego zdaniem Bolsonaro oszukał wielu ludzi, nawet rdzennych mieszkańców, ale go nie oszukał. Davi Kopenawa mówi o Bolsonaro, że jest tym „co my Yanomami nazywamy Xauarą, ma chore, całkowicie szalone myśli. Chce zniszczyć nasze ziemie, wykorzystując własne zło, gdy w rzeczywistości powinien tam być tylko po to, aby szanować prawa”.

Opracowanie: Damian Żuchowski
Arykuł ukazał się także na Wolnemedia.net

BIBLIOGRAFIA

1. Bolsonaro diz que ministério prepara projeto para legalizar garimpos, https://bahialigada.com.br/bolsonaro-diz-que-ministerio-prepara-projeto-para-legalizar-garimpos/

2. IWGIA condemns killing of indigenous leader in Brazil, https://www.iwgia.org/en/brazil/3359-iwgia-condemns-killing-of-indigenous-leader-in-brazil

3. Conselho das Aldeias Wajãpi faz relato sobre trabalho da Funai em território, http://www.portaldaamazonialegal.com.br/2019/08/14/conselho-das-aldeias-wajapi-faz-relato-sobre-trabalho-da-funai-em-territorio/

4. Conselho das Aldeias Wajãpi divulga novas informações sobre morte de cacique e invasões, https://www.socioambiental.org/pt-br/noticias-socioambientais/conselho-das-aldeias-wajapi-divulga-novas-informacoes-sobre-morte-de-cacique-e-invasoes

5. Amazon Watch Condemns Murderous Invasion of Brazilian Indigenous Territory and Calls for Swift Action to Bring Invaders to Justice, https://amazonwatch.org/news/2019/0729-amazon-watch-condemns-murderous-invasion-of-brazilian-indigenous-territory

6. Amazon gold miners invade indigenous village in Brazil after its leader is killed, https://www.theguardian.com/world/2019/jul/28/amazon-gold-miners-invade-indigenous-village-brazil-leader-killed

7. Miners Kill Indigenous Leader in Brazil During Invasion of Protected Land, https://amazonwatch.org/news/2019/0727-miners-kill-indigenous-leader-in-brazil-during-invasion-of-protected-land

8. Śmierć wodza plemienia Waiapi. ONZ oskarża prezydenta Brazylii, https://www.tvp.info/43773589/smierc-wodza-plemienia-waiapi-onz-oskarza-prezydenta-brazylii

9. Bolsonaro odpowiada za najazd na Amazonię, https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/sprawozdawczyni-onz-bolsonaro-odpowiedzialny-za-najazd-na-amazonie,958128.html

10. Indigenous leader murdered in northern Amazon, https://www.survivalinternational.org/news/12183

11. Bolsonaro diz que ministério prepara projeto para legalizar garimpos, http://agenciabrasil.ebc.com.br/politica/noticia/2019-08/bolsonaro-diz-que-ministerio-prepara-projeto-para-legalizar-garimpos

12. Brazil: Yanomami lands overrun by illegal miners, https://countervortex.org/node/16409

13. Yanomami Amazon reserve invaded by 20,000 miners; Bolsonaro fails to act, https://news.mongabay.com/2019/07/yanomami-amazon-reserve-invaded-by-20000-miners-bolsonaro-fails-to-act/

14. Brazil judge blocks transfer of control over indigenous land, https://www.aljazeera.com/news/2019/06/brazil-judge-blocks-transfer-control-indigenous-land-190625080628133.html

15. Datafolha: 86% dos brasileiros rejeitam mineração em terras indígenas, defendida por Bolsonaro, https://oglobo.globo.com/brasil/datafolha-86-dos-brasileiros-rejeitam-mineracao-em-terras-indigenas-defendida-por-bolsonaro-23849409

16. Líder Yanomami pede união de povos contra a extração de nióbio na Amazônia, https://projetocolabora.com.br/ods15/lider-yanomami-pede-uniao-de-povos-contra-a-extracao-de-niobio-na-amazonia/

17. Wajãpi questionam investigação sobre morte de cacique: “Temos certeza que invasores entraram na nossa terra”, https://cimi.org.br/2019/08/wajapi-questionam-investigacao-sobre-morte-de-cacique-temos-certeza-invasores-entraram-nossa-terra/

Opublikowano Artykuły, Brazylia, Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wielka lekcja z Peru. Mija 10 lat od Baguaza

Wiosna 2009 roku w Peru upłynęła pod znakiem gwałtownych konfliktów społecznych. Centralny rząd w Limie bez konsultacji z rdzennymi mieszkańcami Amazonii przyjął opresyjne prawa zapowiadające gospodarczą inwazję w peruwiańskiej Amazonii połączoną z wydziedziczeniem jej mieszkańców. Kilkadziesiąt dni gorących protestów przyniosły paraliż komunikacyjny i widmo kryzysu energetycznego w Peru. W pierwszych dniach czerwca po wprowadzeniu przez minister spraw wewnętrznych, Mercedes Cabanillas, stanu wyjątkowego w czterech stanach Amazonii, doszło do finałowego zderzenia na tzw. Zakręcie Diabła i na stacji nr 6 peruwiańskiego koncernu państwowego PetroPeru. Od tamtych wydarzeń, wciąż rzutujących na obecne oblicze kraju, mija właśnie 10 lat.

Wydarzenia peruwiańskie roku 2009 w szerszym kontekście stanowią przykład tego w jaki sposób centralne władze nie powinny rozmawiać z obywatelami własnego kraju, w kontekście południowoamerykańskim są natomiast przestrogą dla wszystkich organizacji państwowych i politycznych jak nie należy traktować rdzennych mieszkańców tego kontynentu. Uwaga ta w czasie teraźniejszym tyczy się szczególnie Brazylii, w której wraz z triumfem w wyborach prezydenckich Jaira Bolsonaro pojawiły się plany i retoryka wymierzone w prawa rdzennych mieszkańców Brazylii zastanawiające zbieżne z tym co gościło przed dekadą na ustach peruwiańskiego prezydenta Alana Garcii, gdy z poczuciem pogardy i wolą parcelacji ich dóbr, wypowiadał się o rdzennych mieszkańcach Peru [1].

FILES-PERU-GARCIA-OBIT

W latach 2006-2007 Alan Garcia, który po dwudziestoletniej przerwie na powrót objął urząd prezydencki, rozpoczął „ambitny” plan rozwoju kraju sprowadzający się do masowego otwarcia na inwestycje zagraniczne. W roku 2007 zapraszając amerykańskich przedsiębiorców do Peru, namawiając aby przenieśli swoje fabryki do jego kraju, przekonywał ich, że „nie będzie żadnych konfliktów”. Własne intencje uświęcił spotkaniem z prezydentem USA Georgem Bushem z którym podpisał Porozumienie o Wolnym Handlu (FTA), które na oścież otworzyło drzwi do peruwiańskiej ziemi zarówno dla koncernów amerykańskich, jak i kanadyjskich. Dostosowując peruwiańską legislację nie tylko do wymagań FTA, ale i apetytów zagranicznych korporacji naftowych, gazowych i górniczych rząd w Limie przeforsował szereg siermiężnych praw, które nie tylko stały w poprzek prawu krajowemu i międzynarodowym traktatom ratyfikowanym przez Peru, ale i w praktyce doprowadzić miały do parcelacji ziem indiańskich i utraty nad nimi kontroli przez pierwszych mieszkańców Peru, społeczeństwo obywatelskie Peru de facto stawiając na pozycji klienckich wobec roszczeń zagranicznych koncernów do ziemi i zasobów naturalnych.

PIZANGO 1

Szczególnie proces ten miał być odczuwalny w peruwiańskiej Amazonii, w której między latamii 2006-2009 powierzchnia ziem objętych koncesjami na badania i wydobycie paliw kopalnych wzrosła z 15% do 72% powierzchni. Właścicielami koncesji, zwanych popularnie blokami naftowymi, w Peru stały się znane firmy tj. ConocoPhillips, Talisman Energy, Perenco, Repsol, Petrolifera, Petrobras, Pacific Rubilaes Energy, Pluspetrol, Hunt Oil Company. Alan Garcia poparcie dla nowego otwarcia surowcowego w Peru świętował między innymi goszcząc na koncesji przyznanej amerykańskiej spółce Barret. Osią niezgody z rdzennymi mieszkańcami Peru wobec szwedzkiego stołu jakie zrobiono z ziem ich przodków stały się szczególnie dwa prawa 1090 i 1064, dotykające dobrostanów leśnych i prawa do konsultacji ze wspólnotami indiańskimi.

Osobą, która wiosną 2009 roku dla skupionych wokół partii APRA, politycznych władz Peru, stanie się „uosobieniem złej woli amazońskich Indian wobec ogólnorozwojowych planów dla dobra Peruwiańczyków” okaże się Alberto Pizango, prezes Międzyetnicznego Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Puszczy Amazońskiej (AIDESEP). Pod koordynującym parasolem AIDESEP zjednoczy się w tych dniach wiele tubylczych organizacji lokalnych, a rozproszone i niezależne działania autonomicznych grup indiańskich na prowincji będą uważane przez biurokratów z Limy za każdym razem za inspirowane złą wolą ludzi AIDESEP.

Alberto Pizango Chota, jako przewodniczący AIDESEP, w kolejnych tygodniach na konferencjach prasowych i w studiach telewizyjnych będzie artykułował stanowisko Indian, którzy aby zapobiec naruszeniu ich praw rozpoczęli blokowanie dróg, arterii wodnych, portów, punktów wydobycia i przesyłu ropy i gazu. „Ojciec zawsze mówił mi, że ziemia była pożyczona, ona nie jest Tobie dana. Kiedy pożyczasz coś musisz dbać o to nawet bardziej niż jego właściciel” – tłumaczył Alberto Pizango meksykańsko-niemieckiej grupie dokumentalistów, którzy analizując kolejne etapy, które doprowadziły do „Baguaza” odwiedzili jego rodzinne strony [2]. Rozwijając swoją myśl Pizango tłumaczył szczególny stosunek Indian do ziemi: „Rdzenni mieszkańcy zawsze podążali za zasadą nie plądrowania natury, raczej szanowali ją. Nasze terytoria są dla nas święte, zapewniają nam egzystencję, bez nich nie możemy żyć. […] Akumulację pieniędzy i bogactwa [przy niszczeniu zdrowia i życia ludzi oraz kultury] nazywamy dzikim rozwojem, ponieważ czy tego chcesz czy nie, zabijasz las deszczowy”.

Występując na jednym z lokalnych spotkań w peruwiańskiej Amazonii wspominając wydarzenia roku 2009 lider AIDESEP mówił: „Dlaczego Alan Garcia chciał sprzedać Wasze terytoria? Powinien sprzedać swój pałac i wydobyć ropę stamtąd. Nasi przodkowie uczyli nas bronić swojego terytorium. Nasi pradziadkowie i dziadkowie nauczali nas o prawach do naszych terytoriów. [Robili to ponieważ wiedzieli, że], jesteśmy niczym bez naszych ziem”.

Jak konstatuje te stanowisko Pizango: „Dla nas ziemia nigdy nie powinna być sprzedana. Nie negocjujemy w oparciu o naszą ziemię. Było to tym, czego rząd Garcii nie rozumiał”.

Niezrozumienie dla prerogatyw kierujących rdzennymi mieszkańcami Amazonii, doprowadziło do głośnego zderzenia, które na kilka tygodni zatrzęsło prawnymi i moralnymi podstawami peruwiańskiego państwa. Od kwietnia Indianie w całej peruwiańskiej Amazonii jednocząc się we wspólnym sprzeciwie ponad podziałami zawiązali szereg demonstracji i blokad. Wydarzenia te przez wiele dni były ignorowane przez peruwiański rząd. Alan Garcia z gestami wzajemnej przyjaźni spotkał się w tym czasie w Limie między innymi z Francois Perrodo, prezesem angielsko-francuskiej firmy naftowej Perenco, żywotnie zainteresowanej wydobyciem w północnej części peruwiańskiej Amazonii [3]. Równolegle zespół badawczy Perenco, przedzierał się przez rzeczną blokadę z indiańskich łodzi, w asyście wojskowej kanonierki.

Szczególnie zdecydowane nastroje panowały wśród demonstrujących zgromadzonych na tzw. Zakręcie Diabła (Curva el Diablo) obszaru położonego, jak zauważy Juan José Quispe Capacyachi z Instituto de Defensa Legal (IDL), nieopodal wioski Siempre Viva w dystrykcie Milagro, prowincji Utcubamba w granicach regionu Amazonas. Zarówno w reporterskim opisie wydarzeń tamtych dni, jak i ustalonej tradycji ostatnich lat, lokalizacja ta łączona jest bardziej z regionem Bagua i my w celach orientacyjnych pozostajemy wierni temu przekazowi w niniejszym piśmie. Tak więc na „Zakręcie Diabła” w obszarze Bagua, zgromadziło się około 3000 Indian z ludów Awajun i Wampi oraz ludność metyska. Jeden ze zgromadzonych w wypowiedzi, która przebiła się do peruwiańskich mediów powiedział: „W Kongresie (peruwiańskim parlamencie] nie ma ludzi przemawiających w naszym imieniu. Tylko milionerzy chroniący interesy międzynarodowych przedsiębiorstw”.

Alberto Pizango obserwując narastające napięcie jako przewodniczący AIDESEP poszukiwał dialogu w stolicy, prosił peruwiański rząd o „natychmiastowe spotkanie, aby uniknąć godnych pożałowania konsekwencji”. Alan Garcia postanowił rozegrać narastający konflikt lokując siebie na pozycji obrońcy praw większości – mieszkańców miast i ubogiej ludności oczekującej na owoce nadchodzącego rozwoju – przeciwstawiającego się „roszczeniowej mniejszości”, która opierając się na przebrzmiałych hasłach przeszłości i plemiennego dziedzictwa chciała zachować dla siebie to, co należało „do wszystkich Peruwiańczyków”. Podczas wiecu w Limie prezydent Peru oświadczył: „Kiedy mamy zasoby takie jak gaz, ropa i obfite zasoby ryb w Amazonii to możemy dać pracę tak wielu ludziom. To nie należy do grup, które miały dobrą fortunę się tam urodzić. Amazonia należy do Was i do Waszych dzieci. To należy do całego narodu. Bogactwa Peru należą do wszystkich Peruwiańczyków i powinny zapewnić szczęście Wam wszystkim”.

Na dłuższą metę wzięcie pospolitego ruszenia mieszkańców Amazonii na wyczekanie nie mogło przynieść dobrego efektu. Jak przyznawał później piastujący w tamtym czasie urząd premiera Yehude Simon zawiązywane blokady powodowały problemy z zaopatrzeniem. Regionalne administracje i przedsiębiorcy zwracali się do rządu o rozwiązanie sprawy. To właśnie premierowi przypadła rola koncyliacyjna. Podczas zwołanej komisji Yehude Simon ogłosił, że „państwo peruwiańskie zapominało o rdzennych społecznościach z Amazonii od wieków. Rząd premiera Garcii chce zakończyć te zaniedbania”. Oferta premiera dla protestujących Indian dotyczyła przeglądu praw i zmienienia tych części, które „dotykają rdzennych braci”. Zatrzymanie się w pół drogi nie było jednak brane pod rachubę przez Indian, którzy doszukiwali się w tym wybiegu, aby przesunąć granice i zdroje praw wcześniej nienaruszalne. Yehude Simon szybko przekonał się, że protestujący rdzenni Peruwiańczycy nie chcieli korekt, a uchylenia przyjętych praw.

Tymczasem kryzys narastał, a rdzenne społeczności zajmowały kolejne kluczowe przyczółki w Amazonii. Piętnastego dnia protestu setki Indian zgromadziło się wokół Stacji nr 6 należącej do peruwiańskiego podmiotu państwowego PetroPeru w departamencie Loreto. Simon Huipio, przywódca protestu wspomina, że zgromadzeni zajęli gazociągi i domagali się wstrzymania prac. Wywołało to oburzenie prorządowych dziennikarzy i komentatorów. Jedna z takich dziennikarek, niejako wykonując gest w kierunku Alberto Pizango zaprosiła go do wieczornego programu tylko po to by udzielić mu protekcjonalnej reprymendy. Przekonywała, że kraj nie zatrzyma się dla Indian, a lider AIDESEP bierze na siebie wielką odpowiedzialność. Pizango przekonywał, że mieszkańcy Amazonii nie są tu siłą ofensywną. Bronią tylko swoich praw, a teraz „rządy prawa” chronią interesy koncernów, nie natomiast terytorialnych praw rdzennych społeczności. Wobec tego dziennikarka zakończyła rozmowę słowami: „Nie będę bez światła tylko dlatego, że nie chcesz rozmawiać.. Dziękuję i mam nadzieję, że otworzysz się na więcej dialogu”. Gdy Pizango odparł, że jest otwarty na rozmowy zdążył jeszcze usłyszeć: „nie wydaje mi się”.

Medialne gesty „zniecierpliwienia”, będące częścią miękkiego oddziaływania, zapowiadały zmianę strategii w zakresie twardych środków nacisku. A nikt nie był ich bardziej przekonującym dysponentem niż czynniki rządowe. Wielką zmianę zapowiedział osobiście prezydent Alan Garcia. Spoglądając w obiektyw kamery odnosił się do protestujących Indian następującymi słowy: „Ci ludzie nie mają władzy królewskiej. Oni nie są obywatelami pierwszej klasy. 400 tysięcy rdzennych mieszkańców nie może mówić 28 milionom Peruwiańczyków, że nie mają żadnych praw, że nie mają prawa tam przychodzić. To jest tak jakby chcieli zabrać nas z powrotem do prymitywnych czasów. Do tej pory rząd był ekstremalnie cierpliwy. Ale kraj nie może mieć broni nad swoją głową. Rząd musi podjąć działania celem siłowego przywrócenia porządku” [4].

Słowa prezydenta przemieniły się w czyny wraz z 9 maja 2009 roku, kiedy peruwiański rząd ogłosił stan wyjątkowy w regionach Loreto, Amazonas, Cuzco i Ukajali. Minister spraw wewnętrznych Mercedes Cabanillas, opatrzyła działania władz w Limie autorskim komentarzem: „Rząd zawsze próbował być cierpliwy i tolerancyjny. Ale nie możemy akceptować tego typu niepokojów. Jesteśmy w pełni gotowi do użycia naszej konstytucyjnej władzy”. Manifestacją tej gotowości stało się wysłanie ciężko uzbrojonych oddziałów policyjnych w miejsca gdzie utrzymywały się najbardziej dokuczliwe blokady. W pierwszych dniach skonfrontowani ze sobą funkcjonariusze resortów siłowych i Indianie wykonywali gesty świadczące o wzajemnym zrozumieniu, a nawet solidarności. Stojący na czele nielicznego, 38-osobowego oddziału policyjnego wysłanego w rejon stacji nr 6, dowódca Miguel Montenegro zainicjował spotkanie między swymi podkomendnymi a sięgającą momentami półtora tysiąca osób grupą blokującą te miejsce, obiecując, że „funkcjonariusze nikogo nie zranią”. Na „Zakręcie Diabła” pod Bagua zgromadzeni skandowali w kierunku policjantów: „Bracia policjanci nasza Walka nie jest przeciw Wam. Nasza walka jest przeciw rządowi. Alan Garcia jest zdrajcą”.

Na prowincji mimo wprowadzenia stanu wyjątkowego stan faktyczny radykalnie się nie zmienił. Do zaostrzenia artykulacji doszło natomiast w Limie. Alberto Pizango wobec użycia legislacyjnej pałki oznajmił w imieniu AIDESEP: „Deklarujemy, że nasi ludzie są w powstaniu. To oznacza, że podążamy tylko za prawami naszych przodków, a wszystkie siły wkraczające na nasze terytoria będą uważane za zewnętrzną agresję”. Premier Yehude Simon odnosząc się do tej wypowiedzi uznał, że „Pan Pizango nawołując do rozlewu krwi, wysyła tysiące rdzennych mieszkańców na gilotynę”. To jednak nie takie krwiste wymiany zdań stanęły u podwalin zderzenia do jakiego wkrótce doszło, a niepowodzenia związane z próbą uchylenia prawa leśnego 1090, którego zezłomowanie zdaniem Alana Garcii, pogrzebałoby FTA. Włączenie się w rozmowy prezydenta Kongresu Javiera Velasqueza Quesquena na niewiele się zdało. Rząd postanowił ostatecznie rozwiązać sprawę siłowo.

5 czerwca 2009 roku, jak na ironię w międzynarodowy dzień ochrony środowiska, rząd postanowił zerwać blokadę na Zakręcie Diabła, wysyłając przeciwko demonstrującym Awajun, Wampi i Metysom specjalne oddziały policji pod dowództwem Luisa Muguruza Delgado. Nie udało się do tej pory przekonująco ustalić, kto dopuścił się pierwszego aktu przemocy. Nie ulega wątpliwości niemniej, że Indianie byli uzbrojeni co najwyżej w kije i włócznie, podczas gdy policjanci dysponowali automatycznymi karabinami, helikopterami i gazem łzawiącym. Zdaniem niektórych Indian pierwsze strzały jakie dosięgły demonstrantów miały paść właśnie z przelatującego helikoptera. Rozkaz dokonania eksmisji zgromadzonych, zdeterminowanych, aby utrzymać protest, nie mógł zresztą zakończyć się bez konfrontacji. Wbrew przyjętemu scenariuszowi zderzenie policjantów z jednej strony, a Indian i Metysów z drugiej zakończyło się brutalną fizyczną konfrontacją i regularną bitwą, która była potem kontynuowana na ulicach pobliskich miejscowości.

Rząd Peru w dobie mediów społecznościowych i telefonów komórkowych z opcją rejestrowania obrazu nie mógł jak przed kilkudziesięciu laty ukazać rozlewu krwi jako typowych zamieszek w odległych rejonach kraju. Na wielu nagraniach zarejestrowano brutalność policjantów, w tym ciężko okaleczone ciała. Belgijscy wolontariusze pracujący w Bagua rozpowszechnili szokujące zdjęcia martwych cywilów, które zaprzeczyły narracji szybko przyjętej przez rząd, że tylko policjanci ponieśli straty. Zasadniczo opis konfrontacji dostarczany przez niezależnych dziennikarzy, blogerów i organizacje międzynarodowe mówił o „masakrze, a nawet ludobójstwie Indian”. Organizacja Survival International zajmująca się ochroną praw rdzennych społeczności, nawiązując do 20-tej rocznicy brutalnej masakry w Chinach, nazwała to co wydarzyło się pod Bagua mianem „Placu Tiananmen w Peru”. Takiej klasyfikacji sprzyjały początkowe, niedokładne dane napływające z miejsca wydarzeń mówiące na przemiennie o 10, 34, 50, a nawet 100 zabitych Indian. Grozy tym relacjom, nadawały nigdy nie potwierdzone pogłoski o tym, że siły policyjne zbierały ciała zabitych Indian, paliły je i wrzucały do rzeki, tak aby zaniżyć liczbę zabitych autochtonów. W odpowiedzi na te doniesienia, ku jego irytacji dystrybuowane w mediach zagranicznych, prezydent Alan Garcia, propagował wersję wydarzeń mówiącą o „ludobójstwie policjantów”.

CABANILLAS yEHUDE sIMON

W rzeczywistości podczas starcia na „Zakręcie Diabła” zginęło ostatecznie 10 Indian i Metysów z jednej strony oraz 11 policjantów z drugiej. Rannych zostało 205 osób, w tym 172 Indian i Metysów, (spośród których 50 miało rany po kulach) a po drugiej stronie 33 policjantów). Aresztowano ponad 100 osób.

Alberto Pizango komentując napływające informacje spod Bagua oświadczył, że „jest wstydem dla demokratycznego rządu zabijanie innych Peruwiańczyków, jak i zmuszanie ich aby zabijali się nawzajem”. Przedstawiciele rządu poszukiwali słów, które mogłyby uwiarygodnić i uprawomocnić wydarzenia ostatnich godzin, które pod względem proporcji wymknęły się im spod kontroli. Premier Yehude Simon oświadczył niezgrabnie: „Ostatecznie ustanowiliśmy porządek i dyscyplinę w naszym kraju”. Zdecydowanie dalej posunęła się szefowa MSZ, Mercedes Cabanillas, która rozpoczęła poszukiwanie i rozliczanie winnych. A znalazła ich na czele tubylczych oponentów, jak i za granicą. Jej słowa zasługują na szersze przytoczenie:

„Rzeczy takie jak te nie dzieją się z łaski bożej. To wydarzyło się, ponieważ była konspiracja i prowokator. Pan Pizango jest wyraźnie odpowiedzialny. Może nie fizycznie odpowiedzialny, ale zdecydowanie odpowiedzialny intelektualnie. Agitował, oszukiwał, kłamał i manipulował rdzennymi mieszkańcami, mówiąc im, że ich ziemie zostały już sprzedane, a ich woda sprywatyzowana i że powinni walczyć aż do śmierci. System prawny powinien go natychmiast aresztować za jego kryminalne czyny. Pizango stanie przed obliczem prawa”. Wobec takiego wskazania współpracownicy Alberto Pizango uznali, że nie powinien on czekać i być wystawiony na „rządzę zemsty” organów siłowych. Zbiegł on do Ambasady Nikaragui w Limie i poprosił o azyl. Kolejny rok spędził w Nikaragui, powrócił on do Peru po roku aby skonfrontować się z zarzutami stawianymi jego osobie.

Tym co początkowo stało się nieodróżnialne, zwłaszcza w przekazie mediów zagranicznych, to rozgraniczenie aktów przemocy i idących za nimi ofiar do jakich doszło w dwóch osobnych miejscach. Mianowicie starcia, które przeszło do historii jako „El Baguaza” i w którym zginęło co najmniej 21 osób po obu stronach, a brutalnego aktu wendetty do jakiego doszło w pobliżu stacji nr 6. PetroPeru. Otóż w drugiej spośród wymienionych lokalizacji utrzymywało się względnie pokojowe status quo, tak długo, dopóki nie dotarły informacje o wynikach konfrontacji na „Zakręcie Diabła”. Jak powiedział zespołowi dokumentalistów meksykańsko-niemieckich Fernando Uzana, inżynier pracujący na tym odcinku: „Radio doniosło, że to co wydarzyło się na Curva el Diablo, było ludobójstwem. Było to przesadą. Ale ta wiadomość [i zawyżone bilanse ofiar] rozwścieczyły Indian [protestujących w tym regionie Loreto]”. Wściekłość ta skumulowała się i skierowała przeciwko małemu oddziałowi policjantów pod dowództwem Miguela Montenegro. Simon Huipio, jako jeden z liderów miejscowej blokady zwrócił się do Indian: „Bracia, nie doprowadzajcie do większej ilości cierpień, ale oni zupełnie ignorowali przywódców. Wszystko było poza kontrolą”.

Grupa tutejszych Indian i Metysów sformułowała szpaler i udała się po policjantów. Miguel Montenegro był przekonany, że uda mu się uspokoić sytuację, ale jak relacjonuje anonimowy policjant, który przeżył te wydarzenia, został zakrzyczany kalumniami a także wymierzanymi mu razami, także przy użyciu kijów. Wobec zagęszczającej się atmosfery radykalna grupa protestujących zabrała ze sobą kilkunastu policjantów i udała się z nimi na wzgórze. Początkowo zażądali natychmiastowego wypełnienia ich żądań przez ministerstwo spraw wewnętrznych włącznie ze zniesieniem stanu wyjątkowego, w przeciwnym razie grozili egzekucją zabranych policjantów. W rzeczywistości do brutalnej egzekucji faktycznie doszło. Zginęło 12 policjantów, a wśród nich dowódca Miguel Montenegro. Jednego z policjantów nigdy nie odnaleziono, jego ojciec, Felipe Bazan przez lata poszukiwał wiadomości o synu, ufając, że nadal może on żyć.

Podczas pogrzebu swojego męża, Flor de Maria Vasquez Montenegro, wdowa po Miguelu Montenegro, wygłosiła przejmującą mowę żałobną: „Trzymam te kwiaty jako symbol pokoju dla wszystkich, także dla rdzennych braci”. Była całkowicie przekonana, że jej mąż by ich nie skrzywdził, chroniłby ich, tak jak każdego, „ponieważ był wspaniałym człowiekiem”. Podczas specjalnej ceremonii na cześć policjantów, którzy zginęli na Zakręcie Diabła i Stacji nr 6, w zupełnie inne tony uderzył prezydent Alan Garcia: ”Oddaje hołd zamordowanym policjantom, zamordowanym przez dzikość, barbarzyństwo i brutalność. Nasz kraj padł ofiarą konspiracji pragnącej cofnąć nas wstecz. Absurdem jest wiara w poprowadzenie nas prosto do XIX wieku. Oni zgromadzili swoje armie w otchłani lasu deszczowego, w najbardziej zacofanej części naszego narodu”.

Bagua 1

Sugestie powtarzane przez Mercedes Cabanillas i Alana Garcię były znamienne. Oboje nie byli gotowi przyznać, że przyjęta przez nich strategia konfrontacji wymknęła się im spod kontroli; nie docenili również determinacji Indian w wysiłku ochrony swoich praw jak również tego, że bezceremonialna licytacja ziem ich przodków okaże się dla pierwszych mieszkańców Peru rubikonem nie do przekroczenia. Nie będąc gotowymi przyznać, że popełnili fundamentalny błąd, czując jednocześnie, że przejęli inicjatywę i mają teraz na podorędziu zarzuty kryminalne wobec swoich oponentów, dygnitarze musieli na prędce sklecić wersję tłumaczącą to co „niedopuszczalne w sytuacji zwyczajnej”. Dlatego protesty rdzennych mieszkańców peruwiańskiej Amazonii – dziesiątki ofiar śmiertelnych i setki rannych – musiały zostać ukazane jako konsekwencja sytuacji ekstraordynaryjnej. Wynaleźli więc agitatora i prowokatora (Pizango), ciemne i niezorientowane siły kryjące się w dżungli (Indianie uzbrojeni w kije i włócznie) oraz rzeczywistych inspiratorów usadowionych w wygodnych apartamentowcach za granicą, którzy kierowali nimi niczym własnymi marionetkami. Przeinaczenie biegu wydarzeń ostatnich tygodni miało za zadanie zgromadzić opinię publiczną wokół rządu, celem obrony Peru przed zewnętrznymi knowaniami. W polskojęzycznych mediach na łamach Rzeczpospolitej interpretację uderzającą w podobne tony pt. „Kto podburza Indian” opublikowała Małgorzata Tryc-Ostrowska. W jej artykule będącym swoistym komentarzem do protestów Indian czytamy, że „lewicowych przywódców regionu kłują w oczy także dobre stosunki prezydenta Garcii z Waszyngtonem. Destabilizacja Peru wskutek blokowania przez Indian dróg i instalacji naftowych byłaby im na rękę”. Tak więc za wydarzeniami peruwiańskimi stali Hugo Chavez, Evo Morales, bracia Castro, a może nawet Rafael Correa [5].

Ustabilizowanie takiej opinii byłoby na rękę zarówno Alanowi Garcii, jak i Pani Cabanillas. Ich problem polegał na tym, że nie uwierzono w to nawet w samym Peru. Uznawane za apatyczne społeczeństwo peruwiańskie Peru zmobilizowało się i już 11 czerwca 2009 roku pokazało rządowi co sądzi o brutalnych rozwiązaniach i ignorowaniu postulatów rdzennych społeczności. Strajk generalny jaki zawiązano tego dnia zgromadził 20 tysięcy osób pod Kongresem w Limie, w miastach na prowincji ludzie gromadzili się również tysiącami. Obserwatorzy zauważyli, że w protestach tych nie brała udziału jedynie koncesjonowana lewicowa opozycja, ale ludzie unikający na co dzień udziału w politycznych manifestacjach: kobiety sprzedające warzywa i owoce na lokalnych rynkach, taksówkarze, nauczyciele i artyści [6]. Krytyka nadchodziła również ze sprzyjających rządowi Garcii środowisk za granicą. The Globe and Mail, kanadyjska gazeta raczej o konserwatywnych afiliacjach opublikowała artykuł wstępny krytykujący prezydenta Garcię. Potępiono w nim etykietowanie amazońskich Indian jako terrorystów i zasugerowano, że dekrety niezgody powinny zostać uchylone.

Wrzało również na sali peruwiańskiego Kongresu. Premierowi Yehude Simonowi wobec jego oburzenia zasugerowano, że ma ręce umoczone we krwi. Ostatecznie 13 dni po wydarzeniach pod Bagua, prezydent Alan Garcia oznajmił, że „nauczył się, że zbyt szybka modernizacja naszego kraju tworzy konflikty’. Dwa tygodnie po konfrontacji peruwiański kongres przytłaczającą ilością głosów oddalił ostatnie dwa dekrety które podtrzymywały opór rdzennych społeczności.

Chociaż w kolejnych latach, także specjalni wysłannicy ds. ludów tubylczych ONZ odnotowywali poprawę standardów odnośnie respektowania praw rdzennych mieszkańców Peru, a niektórzy działacze indiańscy przyznają, że po Bagua łatwiej dochodzić im swoich praw, wielka konfrontacja tamtych dni nie zamknęła problemów stojących przed poszczególnymi ludami Amazonii. Co jakiś czas do peruwiańskich ciał ustawodawczych powracają prawa liberalizujące podejście do wspólnotowych praw rdzennych mieszkańców i wyciągania z ich ziem zasobów naturalnych. Indianie Achuar, którzy oddalili po długiej kampanii roszczenia Talisman Energy, będące następstwem polityki Alana Garcii, zmagają się z nowymi roszczeniami do ich ziem i zasobów [7]. Grupy przemytnicze i kompanie drwalskie zagrażają ludom pozostającym w dobrowolnej izolacji [8]. Zmagania i problemy rysujące się przed rdzennymi mieszkańcami Amazonii możemy na bieżąco śledzić monitorując publikacje AIDESEP, czy choćby organizacji regionalnych takich jak np. FECONACO i ORPIAN.

Również spuścizna krwawej i brutalnej wiosny 2009 roku nie została należycie rozliczona. Alberto Pizango powrócił do Peru i stanął przed oskarżeniami o rebelię, morderstwo, akcję wywrotową i spisek przeciw państwu peruwiańskiemu. Wraz z nim na ławie oskarżonych za te same wydarzenia usiadło 52 innych osób, którym groziła kara od 35 lat do nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Trwające niemal 2,5 roku rozprawy sądowe zakończyły się historycznym uniewinnieniem w dniu 22 września 2016 roku. Tylko jedna strona tamtych wydarzeń, rdzenni mieszkańcy peruwiańskiej Amazonii, zasiedli na ławie oskarżonych po Bagua. Wytypowano również domniemanych 6 winnych policjantów, ale ich procesy sądowe na dobre nie ruszyły [9].

Bagua 2

Na ławie oskarżonych nigdy natomiast nie zasiedli główni decydenci rządowi tamtych wydarzeń. Mercedes Aráoz, pełniła w rządzie Alana Garcii funkcję ministra handlu zagranicznego i turystyki. Była bezpośrednio odpowiedzialna za kształt FTA i standardów prawnych ukształtowanych w toku jej przyjęcia. Nigdy nie stała na czele resortów siłowych w tamtym czasie, ale jej legislacyjna ręka wyrzeźbiła prawne kanony, które legły u podstaw konfrontacji czerwcowej. Mercedes Aráoz podała się wówczas do dymisji miesiąc po krwawej łaźni, ale kilka lat później objęła jeszcze wyższy urząd: otrzymała tekę premiera od prezydenta Pedro Pablo Kuczynskiego w 2017 roku. Wdowa po dowódcy Miguelu Montenegro poczuła się osobiście dotknięta tą nominacją. Jej zdaniem Aráoz miała wiele wspólnego z kwestią Baguazo, a mimo to nigdy nie poczuła się współwinna, nie przeprosiła. „Czego możemy oczekiwać od takiego premiera?” – pytała retorycznie. Z kolei Nancy Salcedo Meza, siostra nieżyjącego podoficera policji, próbowała pociągnąć do odpowiedzialności Mercedes Cabanillas. Była minister spraw zagranicznych nie tylko twierdzi, że ma czyste ręce, ale zagroziła siostrze nieżyjącego policjanta procesem karnym jeżeli będzie używała jej imienia w kontekście osób odpowiedzialnych za „Baguazo” [10].

Do 10. rocznicy Baguazo nie dożył z kolei trzeci rządowy decydent, który potencjalnie mógłby odpowiedzieć za doprowadzenie do konfrontacji między policjantami a Indianami. Alan Garcia, który do niedawna myślał jeszcze o trzeciej kadencji prezydenckiej, w kwietniu 2019 roku popełnił samobójstwo na krótko przed zamiarem jego zatrzymania i postawieniem przed sądem. Tym, co miałoby zgubić dwukrotnego prezydenta Peru, to skłonność do wchodzenia w bliskie kontakty z zagranicznymi potentatami biznesowymi. Tym razem Alan Garcia nie miał jednak wydać budzącej konflikty społeczne koncesji na wydobycie surowców, ale przyjąć prezent opiewający na sumę 100 tysięcy dolarów USD od brazylijskiego przedsiębiorstwa budowlanego Odebrecht [11]. Sędzia Juan Sanchez Balbuena zarzucił Garcii pełnienie funkcji szefa kryminalnej organizacji piorącej brudne pieniądze. Alan Garcia strzelił sobie w głowę w momencie kiedy policjanci zamierzali dokonać jego aresztowania. Dwukrotny prezydent Peru zmarł w szpitalu.

20. czerwca 2009 r. pod ambasadą Peru w Warszawie, odbył się happening popierający walkę Indian amazońskiej dżungli do samostanowienia i prawa do własnej ziemi. Protestowano także przeciwko gwałtownym represjom skierowanym wobec Indian w okolicach miejscowości Bagua [12].

Autor: Damian Żuchowski
Źródło: Wolnemedia.net

Przypisy

[1] Porównaj z retoryką bolsonarystów w artykule „Apologia dyktatury i wizja zniszczenia indiańskiej Brazylii”, https://wolnemedia.net/apologia-dyktatury-i-wizja-zniszczenia-indianskiej-brazylii/

[2] Mowa tu o filmie Heidi Brandenburg i Mathew Orzela „Cuando dos mundos colisionan”, http://www.miradoriu.org/spip.php?article592

[3] „Perenco to invest over US$2 billion in Peru oil fields”, https://andina.pe/Ingles/noticia-perenco-to-invest-over-2-billion-in-peru-oil-fields-229571.aspx

[4] Alan Garcia, „Indigenas: Ciudadanos de Segunda Clase”, https://www.youtube.com/watch?v=nQzFEJ14L7M

[5] Małgorzata Tryc-Ostrowska, „Kto podburza Indian”, https://www.rp.pl/artykul/317099-Kto-podburza-Indian.html

[6] Stephanie Boyd, „Brutality in Bagua,” https://newint.org/blog/editors/2009/06/17/brutality-in-bagua

[7] Damian Żuchowski, „Talisman Energy wycofuje się z Peru”, https://wolnemedia.net/talisman-energy-wycofuje-sie-z-peru/

[8] Damian Żuchowski, „Ostrzeżenie znad rzeki Envira. Nowe nagranie FUNAI”, https://wolnemedia.net/nowe-nagranie-funai-ostrzezenie-znad-rzeki-envira/

[9] Juan José Quispe Capacyachi, „A casi 10 años del mal llamado „Baguazo”, poco o nada ha cambiado”, https://www.servindi.org/actualidad-opinion/30/05/2019/casi-10-anos-del-mal-llamado-baguazo-poco-o-nada-ha-cambiado

[10] „Líderes indígenas piden que Mercedes Aráoz sea juzgada por ‚Baguazo” https://diariocorreo.pe/politica/lideres-indigenas-piden-que-mercedes-araoz-sea-juzgada-por-baguazo-774283/

[11] Skandal z Odebrechtem ma związek z budową metra w Limie, ale nie można zapominać, że dzięki Alanowi Garcia Odebrecht miał osiągnąć znaczne korzyści, także za pośrednictwem projektu budowy tam na rzekach w Peru. Znamiennym pozostaje tu przykład próby konstrukcji tam na ziemiach Indian Ashaninka. Zobacz: Damian Żuchowski, „Pakitzapango: Koszmaru Ashaninka ciąg dalszy…”, https://wolnemedia.net/pakitzapango-koszmaru-ashaninka-ciag-dalszy/

[12] Demonstracja pod Ambasadą Peru, https://amazonicas.wordpress.com/2011/01/16/demonstracja-pod-ambasada-peru-20-09-2009/

Opublikowano Artykuły, Korporacje i Instytucje, Peru, Protesty | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Historyczne zeznania ws. eksterminacji ludu Waimiri Atroari

Najpierw przybyły helikoptery, które zrzuciły chemiczne bomby. Następnie przyszli ludzie w zielonych mundurach, którzy przystąpili do rzezi Indian, aby oczyścić przestrzeń do budowy drogi. To jeden z rozdziałów trwającej przez dziewięć lat wojskowej okupacji terytorium Indian Waimiri Atroari, którzy znaleźli się na celowniku wojskowej dyktatury Brazylii, kiedy w latach 1968-1977 stanęli na drodze konstrukcji drogi BR-74 w głąb Amazonii, mającej połączyć brazylijskie miasta Manaus i Boa Vista. W trakcie tego okresu zginęło prawdopodobnie około 2000 członków plemienia. Przeżyło znacznie mniej niż 500.

Kiedy wojskowa dyktatura Brazylii rozpoczęła wielki infrastrukturalny projekt włączenia Amazonii do wielkiej arterii społeczeństwa narodowego Brazylii, której główną nitką była szosa transamazońska, wysłała robotników, inżynierów budowlanych, a wkrótce uzbrojonych żołnierzy na terytoria rdzennej ludności Brazylii. W tamtym czasie wiele ludów Amazonii nadal nie utrzymywało kontaktów ze społeczeństwem narodowym, a niektóre z nich nawiązały kontakty lub wznowiły je po trwającej pokolenia przerwie. Jednym z największych populacyjnie ludem, który wciąż unikał kontaktów i demonstrował zbrojną niechęć do wkraczania na jego terytorium, pozostawał lud Waimiri Atroari w brazylijskim stanie Roraima, znany również jako Kinja.

Po pierwszych incydentach przy budowie drogi w głąb terytorium Waimiri Atroari, wojskowy rząd Brazylii wysłał na ich terytorium ciężko uzbrojone oddziały żołnierzy, a wkrótce zamknął dostęp do ziem plemienia dla antropologów i misjonarzy. To co działo się na ziemiach Waimiri Atroari przez następne lata w dużej mierze pozostawało tajemnicą. Na jaw zaczęło wychodzić dopiero w latach 1980. Zainaugurowana przy brazylijskim parlamencie kilka lat temu Komisja Prawdy badająca nadużycia z czasów dyktatury ponownie wyniosła na światło dzienne zbrodnie jakich ofiarą padli Waimiri Atroari. W 2014 roku brazylijska komisja prawdy potwierdziła, że ponad 8000 członków rdzennych ludów Brazylii zostało zabitych z rąk autorytarnych reżimów w latach 1946-1988, z czego zdecydowana większość ofiar przypadła na lata dyktatury wojskowej (1964-1985).

W marcu na terenie rezerwatu Indian Waimiri Atroari zwołano specjalne wyjazdowe posiedzenie sądu, podczas którego świadkowie i ofiary złożyli swoje zeznania. Przesłuchanie odbyło się w krytej strzechą chacie w kształcie stożka, w której zwykle Waimiri Atroari organizują spotkania i uroczystości. Na jeden dzień tradycyjna sala spotkań przemianowana została w budynek sądu, podczas sesji którego sześciu świadków opowiadało o latach dyktatury wojskowej (1964-1985) w trakcie których Indianie w tym obszarze byli atakowani przy wykorzystaniu broni palnej, bomb i chemikaliów. Associated Press i jedna lokalna gazeta brazylijska były jedynymi przedstawicielami mediów dopuszczonych do udziału w posiedzeniu sądu, w głębi wielkiego rezerwatu, do którego wstęp zgodnie z brazylijskim prawem jest ograniczony.

W trakcie omawianych wydarzeń senior plemienia Bare Bornaldo Waimiri, opisał przerażającą scenę, w trakcie, której stracił matkę, ojca, siostrę i brata. Do masakry w której stracił najbliższych doszło najprawdopodobniej w 1974 roku, kiedy agresja wojskowa w regionie nasiliła się. Inną akcję przeciwko plemieniu opowiedziała „smukła i cicha” Dawuna Elzo Atroari. „Przed powstaniem tej drogi żyliśmy dobrze i w spokoju, byliśmy zdrowi. Po pojawieniu się drogi ludzie umierali, a my byliśmy zagrożeni” – relacjonowała z trzęsącymi się rękami.

Prokurator Júlio Araújo w rozmowie z „Amazônia Real” stwierdził, że najważniejszym ze wszystkich sześciu zeznań było te złożone przez Bare Bornaldo. Zawierało one świadectwo ataku na wioskę Somudy przy użyciu substancji wywołującej „ciepło w ciele”. W tym samym czasie w każdej wiosce w regionie zginęło średnio 30 rodzin, co samo w sobie stanowi niezwykły epizod. Od dawna zakładano, że brazylijskie wojsko w kampanii które doprowadziło do wyniszczenia Waimiri Atroari posłużyło się napalmem. Opisany przebieg wydarzeń i towarzyszące im doznania, zdają się potwierdzać ten scenariusz.

Przesłuchanie zorganizowano niespełna sto dni po objęciu urzędu prezydenta Brazylii przez Jaira Bolsonaro. Lider Partii Społeczno-Liberalnej (PSL), sam były kapitan brazylijskiej armii, doszedł do władzy na hasłach rehabilitujących dokonania brazylijskiej dyktatury wojskowej, a w ostatnich tygodniach nakazał brazylijskiej armii świętowanie rocznicy krwawego zamachu stanu. Swój gabinet polityczny oparł w dużej mierze na byłych członkach brazylijskiej armii, a innym kontrowersyjnym przesłaniem jego kampanii wyborczej była „integracja Indian z brazylijskim społeczeństwem” poprzez zakaz demarkacji kolejnych ziem indiańskich i zgoda na gospodarczą eksploatację ziem należących prawnie już do rdzennych mieszkańców.

Świadectwa dochodzące z ziem Indian Waimiri Atroari rzucają cień na jego ideologię według, której „demokracja i wolność w Brazylii istnieją dlatego, że armia wyraża na nie zgodę” i zaprzecza rozpościeranej wizji, silnej i sprawiedliwej Brazylii pod wojskową nobilitacją.

Ostatnie przesłuchanie członków plemienia, było pierwszym przypadkiem kiedy prokuratorzy i sędzia pojawili się w kraju Waimiri Atroari, aby wysłuchać świadków opowiadających o atakach jakich doświadczyli przed kilkudziesięcioma laty. Lokalni przywódcy stwierdzili, że ich celem jest uporanie się z przeszłością i uniknięcie widma przyszłych najazdów. „Aby odwrócić tę kartę, wszyscy musimy przeczytać książkę” – oświadczył przywódca plemienny Mario Parwe Atroari. Patrząc w stronę sędziów i obecnych na rozprawie członków personelu wojskowego dodał: „Każdy powinien wiedzieć, co tu się stało, aby nigdy więcej to się nie powtórzyło”. Wiele tego typu nadużyć pozostaje prawnie i historycznie nierozliczonymi. Indianie niechętnie składają własne skargi w miejskich sądach, gdyż nie ufa się tam rdzennej ludności. Niektórzy obawiają się, że może spotkać ich zemsta za demaskowanie działań funkcjonariuszy i podmiotów państwowych oraz misjonarzy.

Wśród świadków przesłuchania znalazł się również mężczyzna ubrany w koszulę z białym kołnierzykiem i dżinsy. Kiedy Indianie zeznawali z dezaprobatą potrząsał  głową. To emerytowany pułkownik brazylijskiej armii Hiram Reis e Silva, który pracował w pobliżu rezerwatu po 1982 roku. Pojawił się na rozprawie aby reprezentować wojsko. „Moja wersja tej historii jest zupełnie inna. Jest pewna przesada. Mamy nadzieję, że prawda zostanie przywrócona” – powiedział. Zaklinał się również, że posiada kilku świadków, którzy byli pionierami przy budowie tej autostrady, lecz gdy poproszono go o udostępnienie kontaktów z którąkolwiek z nich, odmówił.

Zanim zostanie wydane orzeczenie przez sędzię federalną Raffaelę Cassia de Sousę, planowane jest jeszcze przeprowadzenie badań kryminalnych w trakcie których dojdzie do próby określenia jakiego rodzaju substancję chemiczną użyto do bombardowań opisywanych przez świadków.

„Dokumenty z tego okresu pokazują, że dyktatura wojskowa uważała tubylców za przeszkodę w rozwoju, a ich obecność w obszarach znajdujących się w zainteresowaniu rządu nie mogła powstrzymać plac budowlanych” – twierdzi uczestniczący w przesłuchaniu dziennikarz Rubens Valente, który jest autorem książki „Os fuzis e as flechas: História de sangue e resistência indígena na ditadura” traktującej o stosunku autorytarnego reżimu rządzącego w Brazylii do rdzennych mieszkańców. Waimiri Atroari zdaniem Valente padli ofiarą szczególnie gwałtownej przemocy ponieważ bronili swojego terytorium. Valente w swojej książce, na którą powołali się również prokuratorzy określił, że co najmniej 26 osób – w tym robotnicy budowlani, rządowi agenci odpowiedzialni za kontakt z grupami tubylczymi i członkowie misji religijnych – zginęło w trakcie budowy odcinka tej drogi. W zbrojnej pacyfikacji Indian, w wyniku otwartej przemocy i chorób, według prokuratury śmierć poniosło natomiast od 600 do 3000 Waimiri Atroari.

Waimiri Atroari do tej pory niechętni do publicznych zwierzeń na temat przeżytej tragedii, postanowili opowiedzieć o tragedii, aby rozliczyć się z przeszłością i zabezpieczyć się przed ponownym atakiem na ich prawa. Członkowie plemienia domagają się również zadośćuczynienia za doznane cierpienia. Chcą zobligować brazylijskie państwo: 1) do zapłacenia 13 milionów dolarów USD odszkodowania; 2) do oficjalnych przeprosin złożonych podczas ceremonii przeprowadzonej na ziemiach Waimiri Atroari; 3) do budowy muzeum, aby upamiętnić okrucieństwa; a także 4) do umieszczenia w podręcznikach szkolnych wzmianek o złamaniu praw człowieka wobec ich ludu.

Świadectwo te będzie ważne wobec nowych zagrożeń majaczących na horyzoncie. Za element swojej ofensywy gospodarczej i bezpieczeństwa narodowego Bolsonaro uznał budowę linii energetycznej łączącej stan Roraima z resztą Brazylii. Nadanie temu projektowi wyższej rangi, wobec trwającego kryzysu w Wenezueli, może pozwolić mu na uniknięcie przeprowadzenia obowiązku konsultacji z Waimiri Atroari, jak wymaga tego prawo. Jeżeli projekt energetyczny o wartości 600 milionów dolarów wejdzie w fazę realizacji, ziemie Waimiri Atroari zostaną dotknięte nową falą wylesienia w trakcie instalacji na ich terytorium kilkudziesięciu wież.

Opracowanie: Damian Żuchowski
Na podstawie: Jovensindigenas.org.brAmazoniareal.com.brApnews.comClarin.com

Od Autora:

Zachęcam do zapoznaniem się z artykułem na ten temat opublikowanym w 2012 roku “O wyniszczeniu 2000 Indian Waimiri Atroari”, który przeczytacie pod niniejszym linkiem https://amazonicas.wordpress.com/2012/05/28/o-wyniszczeniu-2000-indian-waimiri-atroari/

Opublikowano Artykuły, Brazylia, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Bolsonaro: Apologia dyktatury i wizja zniszczenia indiańskiej Brazylii

bolsonaroJego nazwisko wciąż pada niewyraźną smugą na świadomość przeciętnego mieszkańca naszej planety, ale po I turze wyborów prezydenckich’ 2018 w Brazylii, istnieje poważne zagrożenie, że nie tylko na trwale w niej zamieszka, ale także odciśnie swoje głębokie piętno na znajdującym się w kryzysie moralnym i gospodarczym, największym kraju Ameryki Południowej. Po tym jak Jair Bolsonaro osiągnął nadspodziewany dobry wynik w pierwszej turze (46,7%), pozostawiając dalece w tyle kolejnego kandydata Fernando Haddada (28,37%) widmo jego prezydentury staje się realistyczne. Oddalić je może tylko masowa mobilizacja jego przeciwników oraz zwolenników pluralizmu politycznego i społecznego Brazylii w drugiej turze wyborów. Nie wiele niemniej na to wskazuje. Kandydata szczególnie popularnego w południowych i zachodnich stanach Brazylii, poprze prawdopodobnie blisko 60 % wyborców.

Po tym jak stało się jasne, że swojej kandydatury skutecznie nie zarejestruje uwikłany w afery korupcyjne dwukrotny prezydent Brazylii, Lula da Silva, 63-letni Bolsonaro co prawda przodował w sondażach, ale jeszcze do niedawna niewielu spodziewało się, że już na tym etapie selekcji wyborczej zdobędzie on niemal połowę głosów Brazylijczyków. Brzemienny w skutkach przełom nastąpił wraz z tragicznym dla samego Bolsonaro zamachu na jego życie na ulicach Juiz de Fora. Niesiony na rękach oddanych zwolenników, zwanych bolsonarystami (bolsonarismo), niespodziewanie został zaatakowany i kilkukrotnie ugodzony nożem przez zamachowca. Hospitalizowany w miejscowym szpitalu trafił później do Szpitala Izraelskiego w São Paulo im. Alberta Einsteina [1]. Odtąd dalszą część kampanii, przez długi czas osłabiony, prowadził ze szpitalnego łóżka. Jeden z jego czterech synów, Flavio Bolsonaro, stojąc przed placówką medyczną zapowiedział, że to tylko przybliży zwycięstwo jego ojca. Spoglądając na wyniki I wyborów prezydenckich jego słowa można by uznać za prorocze.

Naiwnym będzie jednak twierdzenie jakoby to na poły męczeńskie doświadczenie Bolsonaro w trakcie kampanii miało otworzyć przed nim drzwi gabinetu prezydenckiego. Ostatecznego wyjaśnienia nie dostarcza również sugestia, że to idąca obecnie przez świat fala szczególnej admiracji dla rządów „silnej ręki”, która wyniosła wcześniej do władzy między innymi Rodrigo Dutertre na Filipinach, przechodzi teraz przez Amerykę Południową i unosi ku górze Jaira Bolsonaro. Dlaczego? Szczególnej specyfiki obecnego momentu nie można oddzielić od niedoskonałości i wypaczeń ustrojowych i politycznych w Brazylii po upadku dyktatury (1964-1985). Brazylię bardzo chętnie, zwłaszcza za czasów 13-lecia rządów duetu Lula-Rousseff przedstawiano  – w kontekście schumpeterowskim –  jako jedną z największych sprawnie działających demokracji przedstawicielskich globu ziemskiego. Przekonaniu temu towarzyszyły głośne sukcesy gospodarcze i społeczne. Jak podkreślają zwolennicy Partii Pracujących (PT) program socjalny Bolsa Familia, który można uznać za ograniczoną formę bezwarunkowego dochodu podstawowego, pomógł wyjść z głębokiego ubóstwa nawet 30 mln Brazylijczyków. Przez długi czas utrzymujące się na wysokim poziomie wskaźniki rozwojowe, w tym sukcesy wielkich firm państwowych takich jak Petrobras, pozwalały niektórym obserwatorom postrzegać Brazylię jako jednego z najbardziej wiarygodnych członków BRICS, nowopowstałego, interkontynentalnego sojuszu gospodarczego.

W ostatnim dwudziestoleciu majestatycznie rysujący się z oddali pień brazylijskiego drzewa, zawierał w sobie, na pierwszy rzut oka niewidoczne, zmurszałe, próchniejące wnętrze. Owszem, programy socjalne Partii Pracujących zmieniły sytuację niektórych grup społecznych, nie niwelując jednocześnie drastycznie wielkich i rosnących różnic majątkowych w społeczeństwie, umacniających poczucie wykluczenia społecznego wielu Brazylijczyków. To o czym, zwłaszcza w Polsce, nie wiele mówiono to wady ustrojowe brazylijskiego państwa i kodeksu wyborczego. Panujący formalnie ustrój demokracji przedstawicielskiej w Brazylii od początku podminowany był oligarchicznym fundamentem napędzającym tłoki działania poszczególnych partii i definiującym to, co działo się w kraju w trakcie i po zakończeniu okresowego plebiscytu wyborczego. Mówimy tu o specyficznych zależnościach spotykanych również wśród innych „demokracji przedstawicielskich wielkich obszarów”, takich jak Stany Zjednoczone. Poszczególni kandydaci i partie otrzymywali dofinansowanie od czynnych podmiotów gospodarczych, prywatnych i państwowych oraz związanych z nimi biznesmenami. Przykładem personalizacji tego zjawiska i jego konsekwencji jest kariera oraz pozycja Blairo Maggiego. Związany rodzinnie z jednym z największych przedsiębiorstw sojowych na przeszedł karierę od gubernatora stanu Mato Grosso po senatora, a tuż po zwycięstwie prezydenckim Dilmy Rousseff spotkał się z  nią na pokładzie śmigłowca, by omawiać polityczne sojusze.

Funkcjonowanie brazylijskiego świata politycznego było ściśle związane ze wsparciem darczyńców. Krążenie elit i żelazne prawo oligarchii ujawniało się w Brazylii ze szczególną ostrością. Styk świata finansowego, gospodarczego i politycznego wywoływał wielkie, jeszcze nie dla wszystkich widoczne zwarcia, które wkrótce zatrzęsły całym życiem politycznym kraju. W międzyczasie Partię Pracujących (PT) zaczął zjadać własny sukces, czego jednym z przejawów było zamiłowanie do gigantomanii. Organizacja w krótkim czasie największych imprez sportowych: Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej (2014) i Igrzysk Olimpijskich (2016), kontrastowała ze spektakularnymi krajobrazami slumsów i pierwszymi przejawami upadku koniunktury gospodarczej. Wspomniana gigantomania przejawiała się również w postaci popierania i forsowania wielkich przedsięwzięć gospodarczych, infrastrukturalnych i hydroelektrycznych, wywołujących kryzysy ekologiczne oraz spory z lokalnymi społecznościami, nie rzadko eksmitowanymi lub kulturalnie i ekonomicznie wydziedziczanymi. Budowa wielkich zapór na rzekach, takich jak Belo Monte na rzecze Xingu czy San Antonio i Jirau na Madeirze realizowano przy wsparciu Brazylijskiego Banku Rozwoju Gospodarczego (BNDES). Z koniunktury budowlanej korzystały wielkie krajowe podmioty takie jak Odebrecht i Andrade Guttierez. Wielkie nakłady finansowe umożliwiały im jednocześnie ekspansję i forsowanie wielu innych kontrowersyjnych inwestycji w Boliwii, Peru czy Gujanie. Obiekcje sądów czy prokuratury, były na bieżąco usuwane przez instytucje prawne wyższych instancji. Gdy Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka (IACHR) zgłaszała kolejne zastrzeżenia koła decyzyjne związane z przedsięwzięciami zaczęły podważać sens brazylijskiego finansowania panamerykańskich organizacji międzypaństwowych.

Gdy wreszcie zasłona opadła, brazylijskiemu społeczeństwu ukazała się rozległa sieć korupcji i niezdrowych relacji między światem biznesu i polityki oplatająca całe ciało brazylijskiego drzewa i zatykająca wszystkie jego zdrowe pory. Wszystko rozpoczęło się od słynnej afery Lava-Jato. Na celowniku znaleźli się dyrektorzy największych przedsiębiorstw i najważniejszych opcji parlamentarnych. Sieć ujawnianych na bieżąco afer korupcyjnych dosięgła brazylijskiej wizytówki naftowej Petrobras, agresywna polityka gospodarcza brazylijskich podmiotów gospodarczych za granicą okazała się mętną siecią samowładzy powiązaną z korumpowaniem decydentów sąsiednich państw. Za pozwolenia i kontrakty brazylijscy politycy otrzymywali pokątne łapówki, prezenty i udziały. Tak zwana kreatywna księgowość była na porządku dziennym. Sojusz na rzecz oczyszczenia Brazylii jaki zawiązał się w brazylijskim senacie i kongresie doprowadził do skutecznego impeachmentu bronionej przez swych zwolenników do samego końca Dilmy Rousseff. Problem polegał na tym, że twarz tego oczyszczenia, jawiący się jako liberał, Michel Temer, jak i jego środowisko, wkrótce okazali się w niewiele mniejszym stopniu powiązani z poszczególnymi aferami. Całe środowisko polityczne głównego nurtu w Brazylii okazało się przesiąknięte do cna niezdrowymi sokami erodującymi i drenującymi państwo od środka.

I wtedy pojawił się on – Jair Bolsonaro. W gruncie rzeczy nie był osobą nową. Zajmując marginalne pozycje w brazylijskim parlamentaryzmie od wielu lat pełnił funkcje poselskie. Oświadczenia wychodzące z jego ust od zawsze były ostre i jednoznaczne. Teraz mógł ukazać siebie jako jedynego spoza układu parlamentarnego, tego którego nie dosięgły korupcyjne macki, jako tego, który od zawsze katońskim tonem wskazywał właściwą drogę, lecz nikt go nie słuchał. Nie słuchano go, jakby powiedział, gdyż brazylijskie społeczeństwo zachłysnęło się niewydolną demokracją, odrzucając, to co było dobre w czasach minionej dyktatury. Radykalne oczyszczenie reprezentowane przez Bolsonaro i wiązankę poglądów zwaną bolsonaryzmem, trafiło na podatny grunt. Jeśli nie dojdzie do nagłego zatrzęsienia, Bolsonaro zostanie kolejnym prezydentem Brazylii.

„Brazylia potrzebuje bogobojnego prezydenta” – nawołuje Bolsonaro, stawiając swoją osobę jako remedium na zepsucie moralne i prawne brazylijskiej sceny politycznej. Bogobojny Bolsonaro to przede wszystkim polityczny ewangelik, który podobnie jak niektórzy polityczni protestanci w Stanach Zjednoczonych wysoko sobie ceni polityczną rolę i sojusz z państwem izraelskim. Na polu poglądów polityczno-gospodarczych podnosi hasła konserwatywne i liberalne. Nie jest celem tego artykułu roztrząsanie każdego z poszczególnych wątków jego poglądów jaki można by podnieść w kontekście Bolsonaro. Niektóre z nich były opisywane już w polskiej prasie i audycjach radiowych na przestrzeni kilku miesięcy kampanii wyborczej. Chcemy teraz przyjrzeć się kilku kwestiom, które mogą położyć głęboki cień na rządy Bolsonaro, w tym na zagrożenie dla podstawowych praw rdzennych mieszkańców Brazylii, którzy na przestrzeni ostatnich dwóch dziesięcioleci korzystali z niepełnej rehabilitacji po stuleciach wydziedziczenia i wyzysku.

Jair Bolsonaro, o czym nie można zapominać, przeszedł do loży politycznej dosyć płynnie z brazylijskiej armii, w której dosłużył się stopnia kapitana. Jako były wojskowy żywi sentymentalną sympatię za hierarchią i organizacją wojskową, którą opuścił pod koniec lat 1980. Zniesmaczony polityczną sytuacją w Brazylii powiedział niegdyś, że „nigdy nie rozwiążemy problemów naszego kraju za pomocą tej nieodpowiedzialnej demokracji”, natomiast w 2016 roku głosując za usunięciem Dilmy Rousseff z urzędu prezydenckiego złożył osobisty hołd generałowi Carlosowi Alberto Brilhante Ustrze, który odpowiadał za torturowanie Rousseff i jej towarzyszy w okresie dyktatury wojskowej. Po wygraniu wyborów Bolsonaro zapowiedział, że do swojego gabinetu zaprosi w dużej mierze wojskowych, a dzieci w brazylijskiej szkole dowiedzą się o prawdziwej, lepszej twarzy rządów dyktatorskich w Brazylii, do tej pory pomijanej. Już wcześniej na przyszłego wiceprezydenta kraju w razie swojego triumfu namaścił generała w stanie spoczynku Antonio Hamiltona Mourão. Także na listach wyborczych swej, niosącej w nazwie sprzeczną fuzję, Partii Socjal-Liberalnej (PSL), obok grupy pastorów i ekscentryków, umieścił członków rezerw i czynnego personelu wojskowego. Trudno określić w jaki konkretny sposób autorytarna dyktatura do której odwołuje się Bolsonaro, w rzeczywistości wpłynie na sposób sprawowania przez niego urzędu. Czy posunie się do lekceważenia, na pograniczu prawa, istniejących instytucji państwa demokratycznego, a także niektórych instytucjonalnych zdobyczy ostatniego trzydziestolecia, czy pójdzie dalej, zastępując formalnie, konstytutywne narzędzia demokracji, obudową prawną systemu dyktatorskiego?

Bez względu czy gabinet Bolsonaro będzie tylko kreatywnie ślizgać się po demokratycznej i częściowo oligarchicznej, jak zauważyliśmy, nadbudowie dzisiejszego państwa brazylijskiego, czy uderzy on w same jądro aktualnego systemu ustrojowego, jego dojście do władzy stanowi poważne zagrożenie dla praw Indian, rdzennych mieszkańców Brazylii, a także Quilombolos, wspólnot potomków byłych niewolników. Zagrożenie te pojawia się dokładnie w trzydziestoleciu uchwalenia obowiązującej Konstytucji Brazylii, która po okresie rządów dyktatury, dostarczyła pierwszych, czytelnych odwołań prawnych gwarantujących zachowanie praw etnicznych, kulturowych i wspólnotowych Pierwszych Mieszkańców Brazylii. Rządy generałów w Brazylii (1964-1985) przyniosły dalszą ekspansję infrastrukturalną i gospodarczą w głąb lądu, przyczyniając się do depopulacji licznych grup Indian, w tym w stanie Rondonia.

Bolsonaro apoteozujący dziś rządy generałów musi pamiętać, że nadal nierozliczona brazylijska generalicja odpowiedzialna była za kampanię ludobójczą wymierzoną w lud Waimiri-Atroari w stanie Roraima. Chcąc uporać się z zachowującymi niezależność Indianami – którzy znajdując się poza społeczeństwem narodowym Brazylii, stali się znani ze starć z grupami budowlanymi podczas konstrukcji szosy transamazońskiej przez ich ziemie – posunęła się do użycia najcięższych środków. Ostrzeliwanie z karabinów maszynowych, bombardowanie i napalm miały wzbudzić postrach wśród Waimiri-Atroari. Wprowadzona strategia przyczyniła się do śmierci nawet 2000 członków tego ludu. Szerzej opisując krajobraz destrukcji, bezpośrednio lub pośrednio, w wyniku działań brazylijskich władz wojskowych, ocalał w najlepszym razie, co czwarty Waimiri-Atroari [2]. Czterdzieści lat po tych wydarzeniach, nikt za to nie odpowiedział, tymczasem Bolsonaro zapowiada nowy rozdział ataku na prawa i spoistość wspólnot indiańskich w Brazylii, przy których poważne, bądź co bądź, nadużycia i zaniechania za czasów rządów Luli, Rousseff i Temera, mogą okazać się wstępem do prawdziwego dreszczowca.

Wgląd do tego, co proponuje Bolsonaro, zwracając się do swoich wyborców złaknionych ziemi na południu i zachodzie Brazylii dostarczają jego zapowiedzi i deklaracje kampanijne. W sobotnie popołudnie 1 września 2018 roku podczas przemówienia w Rio Branco w stanie Acre, Bolsonaro zapowiedział zniesienie zakazu wydobywania kopalin na terytoriach indiańskich oraz sprzedaży tubylczej ziemi, zapisanego w konstytucji. „Indianie nie chcą być posiadaczami ziemi, chcą własnej ziemi i chcą mieć prawo do produkcji, a nawet wydobycia, jeśli tak zdecydują, a jeśli zechcą sprzedać część tego, co posiadają, będą mogli tak zrobić” – zapowiedział kreśląc plany zmian prawa pod jego rządami, które otworzą koncernom możliwość wydobywania na ziemiach Indian z jednej strony, a z drugiej umożliwią parcelacje ziemi ich przodków na rzecz członków społeczeństwa narodowego Brazylii.

Na tym samym wiecu w stanie Acre, Bolsonaro zapowiadał, że rozprawi się z FUNAI, rządową organizacją ds. Indian, doprowadzając do jej likwidacji. FUNAI istnieje od 1967 roku, kiedy zastąpiło swoją niewydolną poprzedniczkę Służbę Ochrony  Indian. Jak na ironię FUNAI powstało za czasów dyktatury wojskowej.  Od 1915 roku, kiedy w ostatniej chwili powstrzymano trwającą finalizację ludobójstwa Indian Xokleng na południu Brazylii, w tym kraju od zawsze istniała służba przeznaczona do ochrony i pośrednictwa w kontaktach z Indianami i ich oficjalnymi przedstawicielami, nawet jeżeli była obsadzona skorumpowanymi sługami rządu. Teraz Bolsonaro mówi o likwidacji FUNAI, utrwalając wrażenie, że pozostawi po nim już tylko instytucjonalną pustynię torującą drogę do samowoli rządowej i korporacyjnej na ziemiach Indian. Nie wyjaśnia przy tym, co w takim razie z programem ochrony izolowanych Indian w ramach FUNAI. Za rządów Temera wykonano pierwszy niebezpieczny krok na tym polu, likwidując niektóre posterunki monitorowania terytoriów na których żyją społeczności nie utrzymujące kontaktu ze społeczeństwem narodowym. Bolsonaro swoim oświadczeniem wygłoszonym w stanie Acre, pozostawia wrażenie, że pragnie zniesienia wszystkich tego typu placówek, a wtedy powtórzenie wariantu rondońskiego z lat 1970. np. na pograniczu peruwiańsko-brazylijskim w stanie Acre gdzie wkraczają drwale, przemytnicy i poszukiwacze minerałów stanie się możliwym scenariuszem na przyszłość.

Jeszcze na tym samym wiecu Bolsonaro zdradził, co jest dla niego źdźbłem w oku jeśli chodzi o działalność FUNAI. Oskarżył pracowników tej organizacji, że wspierali Indian „w inwazji na ziemię, tak jak to było w stanie Mato Grosso do Sul”. Ten stan to jedno z największych koncentracji latyfundiów w Brazylii, nie rzadko dużych połaci ziemi rolnej i hodowlanej, odebranej na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat Indianom. Duże widowiskowe farmy, których właściciele korzystają z własnych basenów sąsiadują tu z małymi obozami Indian np. Guarani Kaiowa, pozbawionych swojej ziemi i koczujących w pobliżu autostrad. Indianie Guarani to grupa społecznościowa o jednym z największych współczynników samobójstw na całym świecie. Od ponad dwóch dekad Indianie z południa i wschodu Brazylii zaczynają się jednak mobilizować i grupy pozbawione wcześniej swych gruntów, jak Guarani, Terena, Tupinamba czy Kaingang zajmują niewielkie połacie tradycyjnych terytoriów by rozpocząć godne życie w granicach ziem swych przodków. W odpowiedzi właściciele ziemscy albo wzywają policję lub wynajmują uzbrojonych bandytów by rozprawili się z Indianami. Narzędziem prawnym rozstrzygającym tego typu spory jest znajdujący się w brazylijskim prawie proces demarkacji tubylczej ziemi. Przewlekłe i długie postępowania, z niewielkim skutkiem, umożliwiły niektórym grupom na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia odzyskanie swoich ziem. Koloniści i osadnicy, czasami wielcy posiadacze ziemscy musieli w tej sytuacji ustępować i oddawać część przywłaszczonych osobiście lub historycznie terytoriów

Zakończenie tego typu praktyk przyświeca programowi Jaira Bolsonaro, który największego wsparcia dla swojej kandydatury upatruje w białej większości z południa Brazylii i wpływowych środowiskach rolniczych i hodowlanych (ruralistas), którzy cieszą się swym licznym lobby w brazylijskim kongresie i senacie. Zwracając się do swoich zwolenników w mieście Dourados w stanie Mato Grosso do Sul obiecał, że jeśli wygra wybory nie będzie już centymetra demarkacji rdzennych terytoriów [4]. Deklarację tę wygłosił w regionie, gdzie dyskryminowani są Indianie Guarani Kaiowa, a kilkudziesięciu spośród nich zostało zabitych za stawianie oporu miejscowym posiadaczom. Dla Bolsonaro problem tkwi w czym innym. To organizacje pozarządowe nagłaśniające łamanie praw człowieka i rząd federalny stymulowały lokalny konflikt. Rządy wcześniejszych prezydentów, Fernando Henrique Cardoso oraz Luli i Rousseff uzbrajały bandytów, tymczasem on, Bolsonaro „ma projekt uzbrojenia dobrych obywateli”, co odpowiada jego programowi upowszechnienia dostępu do broni. Jeśli te hasło w kontekście demarkacji ziem Indian połączymy z uwagą, że nikt nie odbierze już nikomu jego własności, łatwo spostrzeżemy na przyzwolenie strzelania do kogo, mają otrzymać prawo owi „dobrzy obywatele”.

Na wiecu w Dourados Bolsonaro deklamował jednocześnie zupełnie sprzeczne z tą sugestią hasło. „Indianie są naszymi braćmi, chcę ponownie zintegrować ich ze społeczeństwem” – przekonywał. Zapytamy, jak ma to się odbyć? „Indianie mają zbyt dużo ziemi, będziemy traktowali ich jak istoty ludzkie” – oświadcza humanitarnie Bolsonaro ujawniając prawdziwe motywacje kryjące się za tym dobrotliwym hasłem. Odbierzemy im ziemie, zdaje się mówić, ale postaramy się potraktować ich jako członków naszego rodzaju. Daje jasno do zrozumienia, że problemem staje się rdzenny mieszkaniec Brazylii żyjący na swojej ziemi, problemem bytującym w istocie w skansenie, w ludzkim zoo. Tymczasem  – jak sam zapyta w Dourados  – „czy boliwijski prezydent Evo Morales, [również Indianin], chce żyć w zoo” [5]?

Wśród osób inspirujących Jaira Bolsonaro i dostarczających mu argumentów do jego maszyny propagandowej i ideologicznej znalazł się brazylijski dziennikarz Reinaldo Azevedo, wyrażający postulaty wpływowej Narodowej Konfederacji Rolnictwa i Hodowców Zwierząt Brazylii (CNA), czołowej bazy ruralistas. Azevedo w popisowym wpisie na swoim blogu używając języka trafiającego do serca przeciętnego bolsonarysty nazywa indiańskie rezerwaty elementem brazylijskiego surrealizmu [6]. W jego artykule Pierwsi Mieszkańcy Brazylii, zostali odmalowani jako „klasa pasożytnicza Brazylii”, która posiada „telefon komórkowy, telewizor, podstawowy koszyk żywnościowy, Bolsa Familia i 13% terytorium Brazylii … za nic”. Podnosząc z oburzeniem te uwagi oplata je satyną skandalu, pozwalającą poczuć się mieszkańcowi Recife, Belem, Manaus czy Rio de Janeiro okradanym przez autochtonów bezkarnie w biały dzień. Na tym nie poprzestaje. Azevedo straszy: „Brazylijskie rezerwaty rdzennej ludności zajmują 13% terytorium kraju. Jeśli zależałoby to od FUNAI i antropologów, osiągnęłyby 20%”, przy czym jak utrzymuje pytanie nie dotyczy samej liczby, bo gdyby znalazła się wystarczająca liczba Indian chętnie oddali by rdzennym mieszkańcom połowę terytorium kraju. A zatem zagrożonymi postulatami „roszczeniowej, etnicznej mniejszości” mogą poczuć się dziesiątki milionów Brazylijczyków. Gdy Azevedo mówi już o połowie kraju, liczy na to, że wywoła dreszcz emocji nie tylko na prowincji ale nawet na przedmieściach wielkich miast.

W dalszej części artykułu Azevedo rysuje obraz przeciętnego Indianina jako osoby zintegrowanej z praktyką życia miejskiego. Posiada on podstawowe dobra jak telewizor, DVD, lodówkę i telefon komórkowy, ale korzystanie z tych dóbr kontrastuje z ubóstwem. Prawie połowa Indian otrzymuje według niego podstawową zapomogę żywnościową, niczego nie uprawiając i nie polując. Żyją z dobroczynności państwa, w niepewnych warunkach. Konkluzje te oraz wszystkie kolejne Azevedo opiera na 212 rozmowach przeprowadzonych przez Datafolha w 32 tubylczych wioskach na zlecenie Narodowej Konfederacji Rolnictwa i Hodowców Zwierząt (CNA), znajdującej się w otwartym konflikcie z organizacjami indiańskimi w całej Brazylii. Po zaprezentowaniu statystyki uzyskanej tą drogą autor cytowany później przez Bolsonaro, przechodzi do uderzenia. Osią krytyki stają się Indianie z regionu Raposa Serra do Sol, dużego terytorium indiańskiego, zwróconego prawowitym mieszkańcom ze stratą dla wpływowych właścicieli pól ryżowych, którzy odebrali ziemie Indianom podczas fali osadnictwa.

Azevedo pisze: „Czy widzicie jaki model rezerwatów się rozszerza? {…} Horda nieszczęśników z telefonem komórkowym, telewizorem i DVD. Przewiduje się, że ekspansja rdzennych terenów przyniesie jeszcze mniej na większym terytorium. To stało się oczywiste w Raposa Serra do Sol: rolnicy ryżowi musieli opuścić swoje domy, pozostawiając po sobie legion bezrobotnych. Na ziemi pod kontrolą ideologicznych kacyków przebranych za tubylczych bojowników, prawie nic nie powstaje. Wielu Indian żyje teraz w slumsach Boa Vista. Powód jest prosty: bycie tubylcem nie oznacza bycia… Indianinem”. Mieszając bojowniczy język zmiany z deindeginizacją tubylczej Brazylii  w konkluzji swojego wpisu Azevedo odrzuca też koncepcję autochtonicznej kultury jako gwarantującej równowagę życia z przyrodą. „Taka telluryczna integracja z naturą to fantazja” istniejąca w głowie takich ludzi jak minister Ayres Britto – pisze. Gdyby brazylijskich Indian można by liczyć w milionach – utrzymuje Azevedo – Amazonka byłaby już sawanną. Ayres Britto „musi odkryć, że idea zachowania przyrody jest wartością naszej smutnej cywilizacji. Nie ma to nic wspólnego z Indianami, którzy nie czczą środowiska naturalnego i nie żyją z ziemi. Z ziemi, którą mają Indianie mogą produkować żywnośc dla siebie i wielu innych Brazylijczyków”, tymczasem jak podkreśla Azevedo, korzystają z programów pomocowych.

Korzystający umiejętnie z przekazu internetowego Jair Bolsonaro nagrał wpis videoblogowy, w którym powtarza „odkrycia Azevedo”, w tle zaś pobrzmiewa podłożona niepokojąca muzyka obliczona na wywołanie reakcji emocjonalnej i swoistego narodowego przebudzenia w nadziei na reorganizację terytoriów indiańskich bez głosu samych Indian [7]. Kiedy w końcu sam Bolsonaro wyruszył w kraj ze zbliżonym przesłaniem niechybnie odkrył, że nie chodzi mu nawet o głęboką ingerencję w indiańską samoorganizację w ramach hasła „Indianie na traktory”, jak to niegdyś zrobili członkowie ludów Xavante czy Shuar….

Gdy w czwartek 12 kwietnia 2018 roku Bolsonaro dotarł do Boa Vista, stolicy stanu Roraima, obok głośnego potem pomysłu koncentracji 40 tysięcy wenezuelskich uchodźców w zamkniętych obozach, wyróżnił się odsłaniającym nowe wątki, komentarzem do kwestii Indian. W na pierwszy rzut oka mglistej mowie Bolsonaro mówił, że Indianie powinni mieć prawo do wykorzystywania swojej ziemi, a jeśli tego nie zrobią „inne mocarstwa przekształcą te obszary w ich własne ziemie” [8]. O co chodzi? Oddajmy głos Bolsonaro: „Dlaczego w Brazylii nasi Indianie muszą być zamknięci na kawałku ziemi? Czy ktoś chce go zabrać? Nie, ale muszą mieć prawo do wykorzystywania ich ziemi, nawet jeżeli chcą sprzedać jej część, jeśli chcą to zrobić dla własnego dobra, dla dobra własnego pokolenia. Nie możemy zaakceptować tej separatystycznej polityki wśród nas”. I dalej: „ Dzisiaj obszar większy niż region południowo-wschodni, jest wyznaczony jako autochtoniczny […]. Wszystko to prowadzi nas do troski o te wielkie bogate obszary, coraz bardziej izolowane: Indianie są naszymi braćmi, naszymi przodkami, ale prędzej czy później inne mocarstwa mogą przekształcić te obszary”.

Motywując zgromadzonych zwolenników i przedsiębiorców Bolsonaro między wierszami mieszając najszczersze przekonania z mową o więziach i braterstwie z rdzennymi mieszkańcami ujawnił swoje prawdziwe credo. Streścić można je następująco. Brazylia jest narodową wspólnotą wszystkich Brazylijczyków, dążenie rdzennych mieszkańców Brazylii do podtrzymania swojej odrębności gospodarczej, terytorialnej i historycznej stanowi element polityki separatystycznej uderzającej w narodowe interesy Brazylii. Pozwalając Indianom we współpracy z ich sojusznikami z kraju i świata, na rewitalizację swojej kultury na własnych warunkach, z rdzennymi rezerwami jako punktami odniesienia, przyzwala się na budowanie państwa w państwie. Utrzymywanie tego stanu rzeczy prowadzi do zawężenia terytorialnego i gospodarczego państwa brazylijskiego. Kosztem tak rozumianej odrębności brazylijskich Indian jest utrata przez brazylijskie państwo dostępu do bazy surowcowej prawie 15% terytorium kraju. Niemożność gospodarczej, wojskowej i surowcowej kontroli rdzennych rezerw, lub jakakolwiek ich ograniczona forma, czyni je ziemią niczyją, terra nullius, wystawioną na ryzyko aneksji zagranicznych mocarstw pragnących zdominować Brazylię.

Tak brzmi ideologia do której mogłoby odwołać się państwo silnej ręki uosabianej przez Bolsonaro. Uzupełniona o dane CNA propagowane przez Azevedo, w nowej odsłonie mogłaby pójść o krok dalej i  śmiało głosić, że ziemie te w istocie są „separatystycznymi enklawami zamieszkanymi przez wykolejeńców i marionetkowych liderów nie sprawujących kontroli nad własnym losem”. Przyszły wiceprezydent Brazylii w gabinecie Bolsonaro A.H. Mourão o swoim stosunku do czynnika indiańskiego i afrobrazylijskiego w życiu społecznym i politycznym kraju poinformował Brazylijczyków już dzień po tej wyprzedzającej nominacji. Wedlug Mourão bulion kulturowy Brazylii składa się z lenistwa rdzennej ludności i sztuczek czarnych Afrykanów [9]. Odwołując się do natywizmu brazylijskiego, emerytowany generał wezwał do odrzucenia dziedzictwa przywilejów, które jest jego zdaniem, charakterystyczne dla dziedzictwa iberyjskiego. Z tej perspektywy szczególne prawa rdzennych mieszkańców czy Quilombolas, społeczności potomków zbiegłych niewolników to dziedzictwo starego systemu, w którym istniały grupy uprzywilejowane objęte osobnym zborem praw i możliwości.

A co ze zgłaszanym przez Bolsonaro, ryzykiem ingerencji i aneksji ziem brazylijskich Indian przez obce mocarstwa wobec niedostatecznej ich kontroli przez polityczne i gospodarcze czynniki decyzyjne w Brazylii? Pan Jair nie jest w tej alarmistyce oryginalny. W zasadzie taka narracja powinna tylko przysporzyć mu problemów, gdyż podnosząc je na terenie stanu Roraima, odnosi się do ostatniego czarnego programu zainicjowanego przez ustępującą dyktaturę wojskową w Brazylii w roku 1985, zwanego Calha Norte. Plan ten zakładał przeprowadzenie kampanii osadniczej wzdłuż brazylijskiej granicy na północy z 5 krajami wraz z utworzeniem licznych baz wojskowych. Calha Norte w rzeczywistości stało się przedmurzem ekspansji górniczej w tym regionie, otwierając dostęp do złotonośnych obszarów zamieszkanych przez znajdujących się nadal w znacznej izolacji Indian Yanomami. Wielka inwazja górnicza na ziemie brazylijskich Yanomami do 1992 roku doprowadziła do śmierci co piątego członka tego ludu po tej stronie granicy. Na czym polegał zbrodniczy udział brazylijskiego wojska w nieszczęściu Yanomami? Jak pisała Krysińska-Kałużna „wojsko rozprzestrzeniało pogłoski, jakoby Brazylia była ofiarą sekretnych planów mających na celu osłabienie pozycji kraju. Spisek miał na celu utworzenie państwa Yanomami pod przykrywką ratowania Indian przed ludobójstwem. Ekolodzy, antropologowie i misjonarze stali się zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego”. Yanomami i inne indiańskie grupy miały stać się pionkami „ultralewaków”, multinarodowych korporacji, biskupów katolickich, CIA i innych – takie zarzuty przytaczane przez wyżej wymienioną autorkę, formułowano w latach osiemdziesiątych w brazylijskiej prasie przeciwko tym, którzy próbowali ratować Yanomami przed kulminacją inwazji 50 tysięcy poszukiwaczy złota na ich terytorium [10].

Przez kilka lat skorumpowani urzędnicy, pokroju Romero Juca, najpierw przewodniczącego FUNAI, a następnie gubernatora stanu Roraima, utrzymywali politykę podziału ziem Indian Yanomami na kilkanaście pomniejszych enklaw, otoczonych lasem federalnym, na których wydobycie złota było możliwe. Program Jaira Bolsonaro przeobrażenia ziem Indian w parcelowane na sprzedaż obszary, na których będzie możliwa eksploatacja minerałów na szeroką skalę [na rzecz rozwoju i dobrostanu[, bardzo przypomina scenariusz, który dotknął wówczas nie posiadających odporności immunologicznej na choroby z zewnątrz Yanomami. Bardzo pokrewnie pobrzmiewa również przestroga Bolsonaro odnośnie zawahania się Brazylijczyków przed wzięciem w karby terytoriów indiańskich w Brazylii. Jeśli tego nie zrobicie, woła, zagraniczne mocarstwa staną się Panami ziem Waszych autochtonów. Wszystkie te funeralne zawołania, mające wzbudzić poczucie zagrożenia Brazylijczyków, pobrzmiewały już na brazylijskiej ziemi. Nigdy nie przynosiły niczego dobrego. Wręcz przeciwnie. Na spracowane ręce brazylijskiego rolnika, padała krew przelewana przez jego polityków i żołnierzy. Życzmy sobie i całej Brazylii, by kapitan Bolsonaro nie wcielił ponownie w życie owej wagnerowskiej tragedii w tropikalnej aurze. Jeśli postąpi inaczej, nie będzie „tropikalnym Trumpem” jak ochrzciły go niektóre media, a nowym uosobieniem tropikalnego zbrodniarza.

Autor: Damian Żuchowski
Dla WolneMedia.net

PRZYPISY:

[1] Warto zwrócić uwagę na szerokie zjawisko społeczne obserwowane w Brazylii tuż po zamachu na Jaira Bolsonaro. Wielu obserwatorów uznało donosy o ciężkich ranach odniesionych przez Bolsonaro za przesadzone, pojawiły się także zarzuty o zamachu typu „fałszywa flaga”, sfingowanym celowo, by radykalnie zmienić nastroje społeczne na probolsonarystowskie. Wśród często powtarzanych uwag znalazły się brak śladów krwi na ubraniu Bolsonaro tuż po zamachu oraz lekarze obsługujący Bolsonaro w szpitalu, którzy nie nosili rękawiczek medycznych. Jednym z powodów zainteresowania wyniesienia Bolsonaro do władzy według ostatniej z hipotez mogły być interesy wielkiego agrobiznesu, poparcie Bolsonaro dla wielkiej prywatyzacji, proizraleskość Bolsonaro który prowadził swoją kampanię między innymi w Centrum Hebrajskim w Rio de Janeiro, jak również zainteresowanie zagranicznych podmiotów zdobyciem przyczółka w Brazylii, celem otwarcia brazylijskiego rynku zasobów oraz dokonania politycznej zmiany w sąsiedniej Wenezueli.

[2] O wyniszczeniu 2000 Indian Waimiri-Atroari https://wolnemedia.net/o-wyniszczeniu-2000-indian-waimiri-atroari/

[3] Bolsonaro defende que índios possam vender parte de seus territórios https://www.valor.com.br/politica/5794255/bolsonaro-defende-que-indios-possam-vender-parte-de-seus-territorios

[4] Bolsonaro: “Se eu assumir, índio não terá mais 1cm de terra” https://brasilpensador.blogspot.com/2018/08/bolsonaro-se-eu-assumir-indio-nao-tera.html

[5] “Nem um centímetro a mais para terras indígenas”, diz Bolsonaro http://amazonia.org.br/2018/02/nem-um-centimetro-a-mais-para-terras-indigenas-diz-bolsonaro/

[6] Reinaldo Azevedo, „As reservas indígenas e o surrealismo brasileiro: celular, televisão, cesta básica, Bolsa Família e 13% do território brasileiro para… nada! E há gente querendo mais!” https://veja.abril.com.br/blog/reinaldo/as-reservas-indigenas-e-o-surrealismo-brasileiro-celular-televisao-cesta-basica-bolsa-familia-e-13-do-territorio-brasileiro-para-8230-nada-e-ha-gente-querendo-mais/

[7] Jair Bolsonaro fala sobre quilombolas e indígenas https://www.youtube.com/watch?v=_tpo5NWuwQo

[8] Em Roraima, Bolsonaro defende exploração de terras indígenas https://exame.abril.com.br/brasil/em-roraima-bolsonaro-defende-exploracao-de-terras-indigenas/

[9] Mourão, que chamou postura de bolsominions “meio boçal”, diz que Brasil herdou “indolência” do índio https://www.diariodocentrodomundo.com.br/essencial/mourao-que-chamou-postura-de-bolsominions-meio-bocal-diz-que-brasil-herdou-indolencia-do-indio/

[10] Magdalena Krysińska-Kałużna „Yamashta, czyli Ten Który Prawie Umarł”, s. 196-197, Warszawa 2012.

 

Opublikowano Artykuły, Brazylia, Korporacje i Instytucje, Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Odszedł Mirko Fernandez Sanchez (ku pamięci)

18 czerwca 2018 roku odszedł Mirko Fernandez Sanchez – urodzony w Peru, artysta, muzyk, malarz, współtwórca organizacji „Remenau” zajmującej się ochroną medycyny naturalnej z Puszczy Amazońskiej. Od wielu lat mieszkał w Polsce. To bardzo uderzająca strata dla jego rodziny, przyjaciół, towarzyszy podróży oraz środowiska indianistycznego w Polsce.

Mirko opisał swoje doświadczenie z nagłą chorobą w artykule „Nowo-twór – nowotwór” opublikowanym na łamach „Dzikiego Życia”  3/273 2017 MARZEC 2017 http://dzikiezycie.pl/archiwum/2017/marzec-2017/nowo-twor-nowotwor

Na łamach Serwisu Solidarnościowego „Borduna” Mirko Fernandez Sanchez pojawił się po raz pierwszy w 2009 roku, kiedy  wziął udział w Demonstracji pod Ambasadą Peru w Warszawie będącą odpowiedzią na gwałtowne represje skierowane przeciw Indianom z peruwiańskiej Amazonii, którzy stawili opór planom eksploatacyjnym na ich ziemiach, których kulminacją stało się starcie pod miejscowością Bagua. Jak wspominał wówczas Dariusz Kachlak „Całe wydarzenie trwało około 2 godzin i zgromadziło kilkunastoosobową grupę przedstawicieli różnych miast i środowisk, połączonych troską o Matkę Ziemię oraz przeciwstawiających się polityce wielkich korporacji. Pod koniec spotkania za akcje podziękował jeden z Peruwiańczyków mieszkających w Polsce, Mirko Fernandez, który do Warszawy specjalnie na to wydarzenie przyjechał z Łodzi”.

https://amazonicas.wordpress.com/2011/01/16/demonstracja-pod-ambasada-peru-20-09-2009/

Nie mówimy żegnaj, a do zobaczenia.

Więcej o Mirko Fernandezie Sanchezie

http://mirko.org.pl/witam-wszystkich/

https://kochanezdrowie.blogspot.com/2018/04/aguila-mirko-piekna-dusza.html

http://mirklofernandezsanchez.blogspot.com/

 

 

Opublikowano Peru, Polska | Otagowano , , , , , , , , | 2 Komentarze