Masakra w Napalpi – Wiek Niesprawiedliwości

19 kwietnia 2022 roku rozpoczął się bezprecedensowy proces sądowy w Argentynie, który miał ostatecznie ustalić, potwierdzić i zaklasyfikować przebieg, intencje i skutki jednej z największych pojedynczych masakr rdzennej ludności w Argentynie i w całej Ameryce Łacińskiej przeprowadzonych w XX wieku. 19 lipca 1924 roku argentyńscy urzędnicy, policjanci i osadnicy zamordowali kilkuset Indian w argentyńskim regionie Chaco, po tym jak ci odmówili półniewolniczej pracy na plantacjach bawełny wykonywanej w zamian za talony na żywność i odzież. Dokonana zbrodnia była tuszowana i na przestrzeni kolejnych 50 lat znajdowała się poza ramami oficjalnej historii Argentyny.

W tej mrocznej historii przetaczają się postacie gubernatora Chaco, niemieckiego badacza zasłużonego dla argentyńskiej antropologii, dziennikarzy podsycających histeryczne nastroje wobec rdzennej ludności z ludów Toba (Toba Qom/Qom) i Mocovi (Moqoit), bezwzględnie zamordowanych przy użyciu broni palnej i maczet oraz nielicznych ocalałych, których wspomnienia znajdują się wśród kluczowych zeznań pozwalających odtworzyć przebieg wydarzeń. Sprawcy dokonanej zbrodni nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności, a w związku z tym, że zbliża się 100-lecie wydarzeń w Napalpi jest to już fizycznie i literalnie nie możliwe. „Celem rozprawy jest to, aby ofiary miały prawo do prawdy, zgodnie z wytycznymi Międzyamerykańskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczących zbrodni przeciwko ludzkości. To także przyczynek do tego, aby takie praktyki się nie powtórzyły oraz wyroku, który nałoży symboliczne środki zadośćuczynienia” – precyzował prokurator Diego Vigay.

PACYFIKACJA RDZENNYCH MIESZKAŃCÓW ARGENTYNY

Lata 1870-1880 w historii Argentyny stały się okresem zapamiętałej kampanii wymierzonej w rdzennych mieszkańców tego kraju. Młode państwo argentyńskie przesiąknięte było klimatem intelektualnym i falą wznoszącą promieniującego na cały świat darwinizmu społecznego. Dążyło do poszerzenia kontroli nad terytoriami przygranicznymi na północy oraz przejęcia rzeczywistej kontroli nad rozległymi równinami południa kraju. Jednocześnie zainteresowane rozwojem rolniczym i produkcyjnym poszukiwało taniej siły roboczej. Na drodze do realizacji tych planów stała niepodległość i niezależność ludów Chaco na północy oraz Pampasów i Równin na południu. Niektóre rdzenne ludy Argentyny, po udomowieniu konia, stawiały równie wytrwały i mobilny opór jak rdzenni mieszkańcy północnoamerykańskich Prerii i Wielkich Równin.

Przyjmując program podbicia i zdominowania Pierwszych Mieszkańców Argentyny wdrożono bezwzględną strategię, której personalnym ucieleśnieniem stanie się osoba Julio Roca. Z jednej strony posuwano się do napadów na obozowiska i wsie Indian oraz mordowania ich w tradycyjnych obejściach. Z drugiej, wraz z powolnym wypieraniem i zajmowaniem nowych terenów budowano forty i wojskowe posterunki kontrolne w cieniu których dokonywała się akcja kolonizacyjna. Decydenci argentyńscy przewidywali dwie oględne drogi osiągnięcia własnych celów: eksterminacja lub podporządkowanie, ukazywane jako humanitarna alternatywa wobec dramatycznego końca. Wiele pierwszoplanowych postaci zasłużonych dla świtu niepodległej Argentyny, takich jak Juan Manuel de Rosas i Martin Rodriguez Arévalo zapisało się w tym przedsięwzięciu krwawą zgłoską. Czwarty prezydent Republiki Argentyny, Domingo Faustino Sarmiento, opisywał dokonujący się proces w kategoriach pozytywnej zmiany jakościowej. Eliminacja i podbijanie ludów posiadających cenną ziemię mogą wydawać się niesprawiedliwe – przyznawał – ale dzięki takiej „niesprawiedliwości, Ameryka jest obecnie zamieszkana przez rasę kaukaską, najdoskonalszą, najbardziej inteligentną, najpiękniejszą i najbardziej zaawansowaną”. Zdaniem jego to zdecydowanie lepsze aniżeli pozostawienie tej ziemi w rękach „niekompetentnych dzikusów” [1].

Krucjata prowadzona z Buenos Aires doprowadziła do wyniszczenia dumnych mieszkańców południu kraju: Puelczy i Tehuelczy. Jednocześnie kampania znana jako „Podbój Chaco” prowadzona na północ od stolicy dążyła do podporządkowania i okiełznania grup etnicznych zamieszkujących prowincje Chaco i Formosa.

REDUKCJA. PRZETRWANIE, MODERNIZACJA, WYZYSK

Podbój argentyńskiej części Gran Chaco obejmował najazdy armii mające na celu „zdyscyplinowanie rdzennych mieszkańców i ich konsekwentne przekształcenie w tanią siłę roboczą, mającą zaspokoić zapotrzebowanie ze strony cukrowni, młynów i pól bawełny”. Równolegle do prowadzonej kampanii wojskowej w 1872 roku powołano do życia rząd i administrację Terytorium Narodowego Chaco, obejmującego prowincję Chaco i Formosa, część prowincji Santa Fe i Santiago del Estero, a także niewielką część południowego Paragwaju. W 1876 roku uchwalono ustawę o imigracji i kolonizacji, w nadziei na przyciągnięcie europejskich imigrantów. W ten sposób na kontrolowane terytorium Chaco przybywali osadnicy wypierający rdzenną ludność z jej rodzimych terytoriów. Kolejnym etapem podporządkowania miejscowych Indian był program koncentracji i kontroli pacyfikowanych społeczności. W tym celu powołano program tworzenia redukcji i misji, do których przesiedlano i poddawano przymusowej sedenteryzacji pierwszych mieszkańców Chaco.

Pierwsze misje franciszkańskie w Chaco i Formosa powstają na początku XX wieku: San Francisco de Laishi (1900), Nowe Pompeje (1900) i San Francisco Solano de Tacaaglé (1901). Misja Salezjańska w tym samym czasie została ustanowiono na przeciwległym krańcu Argentyny – na Ziemi Ognistej, przyczyniając się do osiedlenia i pacyfikacji ludu Ona. Były to placówki misyjne. W przeciwieństwie do nich redukcja Napalpi – jak podkreśla Lena Davila – stanie się prototypową placówką nadzorowaną przez państwo argentyńskie.

Ludzie włączający się w program tworzenia redukcji, bardzo często występowali z pozycji humanitarnych potępiając pacyfikacje ludności tubylczej za pośrednictwem przemocy. Postrzegając siebie samych jako rzeczników oświecenia i pozytywizmu opowiadali się za powolną acz systematyczną integracją autochtonów z głównym nurtem społeczeństwa argentyńskiego. Przykładem takiej postawy jest sylwetka Enrique Lyncha Arribálzagi, który zostanie pierwszym dyrektorem redukcji Napalpi.

Urodzony w 1856 roku w Buenos Aires Arribálzaga po zakończeniu studiów dał się poznać jako czołowy entomolog i przyrodnik Argentyny. Odbył wiele podróży, także do Chaco i Formosy. Wraz ze swoim przyjacielem, Eduardo L. Holmbergiem założył magazyn „El Naturalista Argentino”. Stając się osobą znaną i ustosunkowaną, należącą do najważniejszych kręgów stolicy, Enrique Lynch Arribálzaga w 1887 roku mianowany został podsekretarzem w ministerstwie rolnictwa, a później delegatem tego resortu do redukcji indiańskich. W 1903 roku na stałe przeniósł się do Chaco, gdzie cztery lata później wystąpił z projektem utworzenia „Sociedad Protectora de los Indios”. Zadaniem tej instytucji miało być tworzenie aktywnych redukcji zapewniających Indianom dostęp do pracy i edukacji, chroniących ich przed nadużyciami, z założeniem, że kiedyś argentyńskie państwo rzeczywiście przyzna im ziemię.

Inicjatywa nie powiodła się, ale w 1910 roku pod przewodnictwem Ignacio Y. Albarracina narodził się bliźniaczy projekt: „Sociedad Protectora y Defensora de los Indios”. Lynch Arribálzaga skontaktował się z Albarraciną przedstawiając plan założenia pierwszej rdzennej redukcji w Chaco. Po licznych trudnościach wizja przyrodnika z Buenos Aires materializuje się. W 1911 roku na Terytorium Narodowym Chaco zostaje założona rdzenna redukcja Napalpi, dziś znana jako Kolonia Aborygenów Chaco, a Arribálzaga zostaje jej pierwszym dyrektorem. Na terenie redukcji argentyński rząd osiedla setki Indian z ludów Toba, Mocovi, Pilagá i Abipón w celu zaadoptowania ich do osiadłego trybu życia właściwego rolnikom. Do 1915 roku rdzenna populacja redukcji zwiększa się do 1300 rdzennych mieszkańców. Dyrektor Enrique Lynch Arribálzaga z dumą ogłasza, że jest to pierwsza redukcja zaprojektowana według racjonalnego planu: stałej pracy, przyjaznego traktowania i kształcenia Indian w celu włączenia ich do jednorodnej masy ludowej.

Arribálzaga opowiadał się za stopniową modernizacją kultury i wartości autochtonów. Zalecał i popierał gruntowne badania antropologiczne, socjologiczne i kulturowe rdzennej ludności, w celu rozpoznania kodów kulturowych każdego ludu indiańskiego z osobna. Dopiero po prześwietleniu kodu kulturowego danej grupy można było wdrażać jej członków do odpowiedniego programu akulturacji. Zdobyta w ten sposób wiedza miała służyć stopniowej „modyfikacji” poszczególnych ludów w celu przekształcenia tworzących ich jednostek w „użytecznych obywateli” i wreszcie włączenie tychże w główny nurt narodowy. Lynch Arribálzaga odrzucał tendencję do kryminalizacji Indian poprzez opisywanie ich jako „sprawców i źródło przemocy”, czy też wyklęty lud „stanowiący bezustanne niebezpieczeństwo dla reszty społeczeństwa”. Zaoferowanie Indianom dobrego traktowania i uczciwej płacy, jego zdaniem, mogło dobrowolnie „przyciągać Indian do redukcji” bez konieczności zmuszania ich do osiedlania się na wyznaczonych terenach.

Pierwszy dyrektor redukcji Napalpi łączył systematyczność i organizację. podbudowane naukowymi ambicjami. ze sporą dawką naiwności. Nie różnił się w tym względzie od innych pozytywistów i integracjonistów w Argentynie czy Brazylii, pragnących zmodernizować rdzenne społeczności. Ludzie tego typu pragnący szczerze uchronić rdzennych mieszkańców przed alternatywą przemocy ze strony osadników i administracji państwowej nie potrafili wyzbyć się protekcjonistycznego podejścia do swych wychowanków. Lynch Arribálzaga był przekonany, że zrozumiał osobowość i naturę rdzennych mieszkańców Chaco. Charakteryzował ich jako „dusze proste, poważne i uczciwe, inteligencje dobrze nastawione do nauki”. Wobec tych niewątpliwych zalet, wystarczyło ich po prostu traktować z uczuciem. Kierownictwo misji winno wcielić w rolę ojca, zaspakajającego ich pragnienia, chroniącego przed przemocą i oszustwami ze strony ludzi o złych intencjach. Codziennym stosunkom powinno towarzyszyć okazywanie szczerego zainteresowania tubylczym dzieciom. Jeśli tylko opisane miary zostaną dochowane, w odpowiedzi na te przyjaźń i usługi Indianin poczuje zobowiązanie wobec własnego pracodawcy, postrzegając go jako opiekuna, którego pomocy potrzebuje. Korzyści miały być zresztą obustronne. Zdaniem Lyncha Arribálzaga wyposażenie fizyczne rdzennej ludności czyniło ich potencjalnie dobrymi pracownikami. Silni, zdrowi i biegli w posługiwaniu się narzędziami sprawdzą się jako pracownicy w cukrowniach, młynach i na polach bawełny.

PRZYCZYNY MASAKRY W NAPALPI

W 1924 roku nad humanitarnym projektem redukcji w Napalpi zebrały się ciemne chmury. Rdzenni mieszkańcy wykorzystywani w okolicy jako tania siła robocza odrzucili warunki zatrudnienia. Bezpośrednią przyczyną napięcia stały się nowe rozporządzenia i dekrety pogarszające położenie najemnych pracowników z rdzennych społeczności. Administracja kolonii wprowadziła podatek 15% wartości upraw bawełny jako formę zapłaty za wartość narzędzi rolniczych, służącą także pokryciu kosztów funkcjonowania szkół i edukacji. Zarządzeniu towarzyszyło uchwalenie lokalnego dekretu o zakazie zatrudniania pracowników wywodzących się z rdzennych społeczności poza terytorium na którym byli osiedleni. Motywy stojące za dekretem były przejrzyste. Przed jego uchwaleniem rdzenna ludność korzystała z pewnej swobody wyboru miejsca pracy. Mogła pracować na polach bawełny lub migrować do cukrowni Saltojujeño. W obu przypadkach warunki zatrudnienia i płace prowadziły do eksploatacji i wyzysku Indian, ale po obłożeniu pracy na polach bawełny dodatkową daniną, cukrownie wydawały się relatywnie lepszą alternatywą. Po wprowadzeniu dekretu rdzenna ludność z Napalpi nie mogła opuszczać strefy swojego osiedlenia by szukać pracy w cukrowniach. Była zatem skazana na pracę na plantacjach bawełny.

Na początku 1924 roku Indianie Toba i Mocovi skoncentrowali się w pobliżu redukcji Napalpi na obszarze znanym jako El Aguara. Po rozbiciu obozu do miejsca protestu zaczęli przybywać Indianie z Napalpi oraz z kilku innych redukcji w regionie. Koncentracja rdzennej ludności bynajmniej nie miała na celu zaatakowania osadników i właścicieli plantacji. Obóz El Aguara służył bardziej jako forma zabezpieczenia się przed możliwym odwetem białej ludności, niezadowolonej biernym oporem ze strony podporządkowanej ludności. Pomimo braku wrogich działań w regionie szybko nastąpiła polaryzacja. Prasa i urzędnicy publiczni odmalowywali tubylczy ruch jako brutalny i niebezpieczny, wzbudzając wśród osadników poprzez te obrazy lęk przed rychłą napaścią Indian. Argentyńska historyczka Mariana Giordano twierdzi, że w tamtym czasie “hegemoniczna prasa ukrywała wyzysk rdzennych mieszkańców i kreolów dokonywany przez dominujące sektory na polach żniwnych”. Kiepskie warunki higieniczne i żywieniowe połączone z pracą przymusową w zamian za talony na odzież i żywność, nie stanowiły zasadniczego problemu społecznego poruszanego na jej łamach. Niektórzy argentyńscy dziennikarze podsycali grozę opisując odmowę pracy ze strony Indian jako “powstanie z Napalpi”.

Więcej trzeźwego osądu miał gubernator Chaco, Fernando E. Centeno, który problem rozpatrywał nie w kategoriach buntu, lecz prostej sprawy dotyczącej pracy wyrażającej się w postaci “strajku rdzennych osadników”. Zdawał on sobie sprawę z tego, że pracownicy pochodzący z rdzennych społeczności nie cieszyli się wolnością pracy i byli zmuszeni pozostawać w przypisanych sobie lokalizacjach. Strajk uznawał niemniej za zagrożenie dla rozwoju regionu oraz ekspansji przemysłu bawełnianego. Jego chłodny i kalkulujący umysł uzna to za niesubordynację, którą będzie trzeba stłumić za wszelką cenę.

19 maja podjęto rokowania ze strajkującymi. Delegacja urzędników z regionu Chaco przeprowadziła w Napalpi rozmowy z rdzennymi przywódcami: Dionisio Gómezem, Pedro Gómezem, José Machado i Pedro Maidanem. Doszło do porozumienia. Urzędnicy obiecali wycofanie 15-procentowego podatku od bawełny w zamian za powrót Indian na ziemie w redukcjach i przystąpienie do pracy. Po miesiącu od złożonej obietnicy pozostawała ona jednak martwa. Pojawiały się natomiast incydenty budujące napięcie. W czerwcu z rąk policji zginął szaman Sorai; prawdopodobnie w akcie zemsty zabito francuskiego osadnika. Donoszono o atakach na bydło należące do osadników.

19 LIPCA 2024 ROKU. PRZEBIEG MASAKRY W NAPALPI

17 lipca, przy poparciu dużej części białej ludności, gubernator Centeno nakazał około 130 mężczyznom wstawienie się na zbiórkę w redukcji. Wśród uzbrojonych ludzi przybyłych na wezwanie znaleźli się żandarmi, policjanci, osadnicy i nieliczni lojaliści z kręgów kreolsko-indiańskich. Na wyposażeniu ekspedycji karnej znalazł się samolot wypożyczony przez Aeroklub. Wykonał on lot nad okolicą, aby określić dokładne położenie obozu El Aguara, w którym przebywała rdzenna ludność. Ustaliwszy lokalizację obozu ludzie zgromadzeni pod „gubernatorską flagą” przygotowali okrutną zasadzkę.

19 lipca 1924 roku nad okolicą ponownie przeleciał dwupłatowiec Curtiss JN-90 z pokładu, którego zrzucono jedzenie i słodycze. Rdzenni mieszkańcy odczytawszy tę niespodziankę jako gest pomocowy, wyszli z obozu, aby pozbierać zrzucony towar. Wtedy ponad stu policjantów z Chaco i wspierający ich ziemianie rozpoczęli ostrzał całych indiańskich rodzin, każąc ich za odmowę pracy na polach bawełny w zamian za ubrania i żywność. Członkowie ekspedycji karnej wystrzelili łącznie 5000 pocisków, mordując mężczyzn kobiety i dzieci. Jednocześnie wyposażeni w maczety przystąpili do fizycznej rozprawy z niedobitkami i rannymi. Teren zasiały ciała kilkuset ofiar. Łączna liczba ofiar śmiertelnych masakry wyniosła od 400 do 700 ludzi. Bardziej konserwatywne rachuby mówią o śmierci 200-300 osób. Ci, którzy zbiegli byli ścigani przez góry. Napastnicy prawdopodobnie nie chcieli pozostawić nikogo przy życiu, tak aby nikt nie mógł świadczyć przeciw nim. Zmasakrowane ciała Indian z Napalpi oraz kilku rolników lojalnych wobec sprawy indiańskiej pogrzebano w masowych grobach. Niektóre spalono. Sprawcy masakry bezcześcili ciała swych ofiar odcinając uszy, jądra i penisy zamordowanych. Na przestrzeni kolejnych tygodni po masakrze wielu Indian zaangażowanych w ruch z El Aguara zostało wydalonych z redukcji Napalpi. Administracja zachowała swoje plony i wyznaczyła “przyjaznego Indianina na kacyka”.

Wkrótce po krwawej zbrodni urzędnicy oraz lokalna i ogólnokrajowa prasa zaangażowali się w tuszowanie rozmiarów popełnionych zbrodni i nadużyć. Za pośrednictwem rzekomych relacji i grafik sugerowano, że uzbrojeni rdzenni mieszkańcy weszli w konfrontację ze służbami. Gazeta „La Nación” minimalizowała rozmiar dokonanej zbrodni. Jej zespół redakcyjny otwarcie sugerował, że policjanci ograniczyli się do podpalenia namiotu i zabicia kilku opornych Indian. Dążąc do wygumkowania odpowiedzialności, zarówno rządowa gazeta „La Voz del Chaco”, jak i „La Nación” próbowały następnie ukazać śmierć przywódców ruchu (D. Gómez, P. Gómez, J. Machado i P. Maidan) jako wynik wrogości między ludami Toba i Mocovi. La Nación starało się upowszechnić tę wizję wydarzeń publikując treść telegramu gubernatora Centeno skierowanego do ministra spraw wewnętrznych Vincente C. Gallo:

„Nie byłoby możliwe pociągnięcie do odpowiedzialności policji za śmierć wspomnianych napastników (czterej rdzenni przywódcy), która może być efektem zemsty dokonanej przez Indian Toba uwięzionych od jakiegoś czasu przez Mocovich jako zakładnicy”. Fernando E. Centeno świadomie okłamał ministra wmawiając mu, że w trakcie nalotu policyjnego zginęły tylko cztery osoby, a do tego zniesławił Pedro Maidana, jednego z pierwszych pracowników redukcji Napalpi, klasyfikując go jako “nierdzennego bandytę”.

29 sierpnia 1924 roku, czterdzieści dni po masakrze, były dyrektor redukcji Napalpi, Enrique Lynch Arribálzaga napisał list, który został odczytany w Kongresie Narodowym Argentyny: “Masakra ludności tubylczej przez policję Chaco trwa w Napalpi i w okolicach. Wydaje się, że chcą wyeliminować wszystkich potencjalnych świadków rzezi z 19 lipca, aby nie mogli zeznawać przed komisją śledczą”. Pewna odwaga cywilna takich osób jak Arribálzaga – który poniósł osobistą klęskę będąc świadkiem krwawej rozprawy ze swym pokojowym projektem w Napalpi – sprawiła, że relacji o zbrodni nie udało się w pełni zasypać pod zwałami ziemi, którą przysypywano ciała. Jeszcze we wrześniu 1924 roku sprawa masakry w Napalpi trafiła do Izby Poselskiej. Dyskusja trwała miesiąc. Największą żarliwością dla upublicznienia zbrodni i pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców wykazywał socjalistyczny poseł Francisco Pérez Leirós. Rekonstruując przebieg zbrodni stwierdził on, nieomal cytując Arribálzagę, że polowanie na rdzenną ludność trwało kilka dni, ponieważ przestępcy najwyraźniej zamierzali “wyeliminować wszystkich obecnych na miejscu rzezi, aby nie mogli zostać świadkami”. Pérez Leirós domagał się głosowania na rzecz powołania Komisji Specjalnej, która otrzymałaby zadanie zbadania wydarzeń na miejscu, w redukcji Napalpi. Skarga i wniosek w tej sprawie zostały jednak odrzucone.

ROBERT LEHMANN-NITSCHE – ŚWIADEK MASAKRY, KTÓRY CHCIAŁ POZOSTAĆ W CIENIU

Na przełomie XIX i XX wieku wielu antropologów i muzealników obejmujących kluczowe katedry i funkcje kierownicze w instytucjach krajów Ameryki Łacińskiej wywodziło się z Niemiec. Antropologia i etnologia niemiecka, zapisała w dziele poznania i klasyfikowania rdzennych kultur Ameryki Południowej zarówno strony ciemne i jasne. O stosunku niemieckich antropologów i muzealników do kolonizacji ziem w Południowej Brazylii wspominałem w innym piśmie przywoływanym w przypisie do tego artykułu.

W kontekście Argentyny i tragicznego roku 1924, przyjdzie nam przypatrzyć się szczególnie osobie Roberta Lehmanna-Nitsche, który przez trzydzieści lat pracował i przebywał w Argentynie honorowo kończąc własną ścieżkę naukową na macierzystym Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w Berlinie. W Argentynie wsławił się jako profesor Uniwersytetu w Buenos Aires oraz dyrektor Sekcji Antropologicznej Muzeum La Plata.

Robert Lehmann-Nitsche przyszedł na świat w 1872 roku, w ówczesnym Radomitz, w dzisiejszym mieście Radomierz położonym na terenie województwa Wielkopolskiego. W Niemczech obronił doktorat z medycyny i filozofii. Polecony przez swego niderlandzkiego poprzednika przystąpił do badań osteologicznych rdzennej ludności Argentyny. Rozpoczął z perspektywy czasu, niechlubnie i na skróty, w latach 1898-1900 badając rdzennych mieszkańców z Ziemi Ognistej (Selk’nam), uprowadzonych wcześniej ze swej ojczyzny, w stanie praktycznie niewolniczym i następnie wystawianych w cyrkach. Wkrótce doszedł jednak do wniosku, że prawdziwe dane i wiedzę można zyskać w terenie, przebywając wśród rdzennych mieszkańców, w ich środowisku i otoczeniu kulturowym. W latach 1902-1925 zorganizował sześć wypraw do różnych regionów Argentyny, przywożąc stamtąd bogaty materiał w postaci artefaktów i nagrań muzycznych.

Lehmann-Nitsche zainteresowany był żywo badaniem języków i wierzeń rdzennej ludności. Ta ostatnia inspiracja przywiodła go do tego aby latem 1924 roku odbyć podróż do wschodniego Chaco. W lipcu spędził dwa tygodnie w Napalpi, niedaleko miasta Quitilipi, około 135 kilometrów na zachód od Resistencia. Na przełomie lat 1924/1925 Lehmann-Nitsche opublikował drugi tom „Astronomii Toba”, poświęconej m.in. badaniom astronomicznych idei oraz mitów wschodnich Toba. Dane i informacje zawarte w publikacji pochodziły między innymi z odbytej wówczas eskapady.

W tamtym okresie wsparcie na jakie mogli liczyć badacze od swych patronackich uniwersytetów i muzeów, było dalece za małe, aby pokryć wszystkie koszty podróży i pobytu. Dlatego pierwsze pokolenia antropologów i etnologów było zmuszone tkać lokalną sieć kontaktów, utrzymując dobre relacje z lokalnymi dygnitarzami, plantatorami, urzędnikami i dowódcami wojskowymi. Lehmann-Nitsche miał doskonale przygotowany grunt pod swą wizytę w Chaco. Lynch Arribálzaga i Lehmann-Nitsche korespondowali ze sobą i wymieniali się owocami swej pracy przynajmniej od 1912 roku. Przyjazny sposób w jaki się do siebie zwracali sugeruje, że ich kontakt wykraczał poza profesjonalne kontakty zawodowe – uważa Davila.

W liście datowanym na 21 maja 1924 roku Lynch Arribálzaga wita z entuzjazmem wizję współpracy na miejscu z Lehmannem-Nitsche zapewniając go, że „wszystko, co może mu się przydać będzie do jego dyspozycji”. Pierwszy dyrektor redukcji Napalpi przestrzega młodszego kolegę, że w Napalpi nie wiele jest do zobaczenia, ale „oprócz Indian Toba i być może także Mocovi, spotka także kilku Vilela, w tamtym czasie prawie już wymarłych”. Telegram pochodzący z lipca tamtego roku potwierdza, że Lynch Arribálzaga czekał na przybycie niemieckiego uczonego. Lehmann-Nitsche w opublikowanej później pracy podziękował zresztą zarówno Lynchowi Arribálzadze, jak i lokalnemu kupcowi Eufemio Galvánowi Brusque. „Dzięki współpracy obu panów niniejsza monografia została wzbogacona o unikatowe i nowatorskie dokumenty” – napisał.

Robert Lehmann-Nitsche w publicznych wypowiedziach, poza uwagami o astronomii ludu Toba nie wspomniał nic o masakrze, która dokonała się w miesiącu w którym przebywał w Napalpi. „Taka cisza ma związek z ahistorycznością jego dzieła i współudziale we władzy” – stwierdzili Alejandro Martinez i Liliana Tamagno w swej pracy z 2006 roku. Lena Davila interpretuje milczenie niemieckiego antropologa „jako oznakę słabości i strach przed ewentualnymi represjami”, antropologa, który nie chciał narazić zarówno „bezstronnej opinii akademickiej” jak i skłonnemu do odwetu argentyńskiemu państwu. Przynajmniej od lat 1970. kiedy temat masakry w Napalpi zaczął przejawiać się w przewodzie akademickim badacze zastanawiali się nad tym na ile Lehmann-Nitsche wiedział o masakrze.

Odpowiedź na te pytanie skrywa się w archiwach Instytutu Iberoamerykańskiego (LAI) w Berlinie (LAI). Mariana Giordano i Lena Davila, które niezależnie oglądały czternaście zdjęć przechowywanych w Berlinie, wykonanych przez Lehmanna-Nitschego w trakcie podróży, nie mają wątpliwości, że niemiecki antropolog był całkowicie świadomy trwającej synchronicznie z jego wizytą akcji wymierzonej w Indian. Niektóre zdjęcia pozornie obrazują spokojną egzystencję w redukcji. Uwieczniono na nich kobiety i mężczyzn noszących białe bransoletki. Dopiero wspomnienie ocalałych czym była „biała bransoletka” pozwala zrozumieć milczące dziedzictwo lipcowej pacyfikacji. Białe bransoletki to znak przyjęty przez ówczesną administrację redukcji do oznaczania tak zwanych „dobrych tubylców”, którzy nie byli „zbuntowani”. Giordano wyjaśnia, że te oznaczenie było stosowane zarówno przed, jak i po masakrze.

Davila i Giordano znalazły szereg niepublikowanych zdjęć, potwierdzających, że Lehmann-Nitsche posiadał absolutną wiedzę na temat tego, co działo się wokół Napalpi. Najbardziej wymowną fotografią, zdaniem Leny Davilii, pozostaje ta obrazująca samolot, który został użyty do lokalizacji obozu Indian. Na zdjęciu na tle dwupłatowca obecny jest sam Lehmann-Nitsche wraz z sierżantem Emilio Esquivelem i cywilem Juanem Browisem. Zdjęcie stanowi kluczowy dowód nie tylko ze względu, na to co na nim uwieczniono, ale i adnotację znajdującą się na jego odwrocie. Opis w języku niemieckim, sporządzony przez Lehmanna-Nitschego brzmi: „samolot przeciw rdzennemu powstaniu w Napalpi” („Flugzeug gegen den Indianer Aufstand in Napalpi”). Lehmann-Nitsche był więc świadomy trwającej operacji przeciwko Toba i Mocovi, dodatkowo przyjmując „narrację o powstaniu” propagowaną przez prasę i urzędników.

Rolę tej jednostki w operacji zbadał lotnik Alejandro Covello, autor książki „“Batallas aéreas. Aviación, política y violencia / Argentina 1910-1955”. Covello, który w swoich dociekaniach skoncentrował się na sprawie zamachów bombowych na Plaza de Mayo we wrześniu 1955 roku, zapewnia, że w Argentynie po raz pierwszy użyto samolotu jako broni wojennej podczas masakry w Napalpi w 1924 roku. Rozwiązanie te zostało zapożyczone od krajów europejskich, które posługiwały się lotnictwem do siania terroru w swych koloniach w Afryce. Covello studiując zdjęcie samolotu biorącego w operacji, wskazał na nieprzypadkową obecność i rolę Juana Browisa, amerykańskiego obywatela, który miał interesy w zbiorach bawełny w regionie.

Lynch Arribálzaga i Lehmann-Nitsche utrzymywali żywą korespondencję we wrześniu, październiku i listopadzie 1924 roku. Wybrzmiewa w niej wzajemna troska o to, aby żaden z nich nie został wciągnięty w konflikt i nie poniósł rykoszetem konsekwencji trwającej wendetty wobec Indian. Chociaż Lynch Arribálzaga sam ujawnił proceder ścigania ocalałych z masakry na terenie Chaco w liście z 18 września wyrażał ulgę, że Lehmann-Nitsche jest już poza regionem i nie będzie zmuszany do składania świadectwa. „Na szczęście znajdujesz się poza zasięgiem policyjnej maczety Chaco” – pisał do antropologa zaklinając go aby „starał unikać się podawania nazwiska któregokolwiek mieszkańca terytorium, który współpracował w śledztwie, aby nie narazić go na prześladowania”.

Fernando Centeno, gubernator Chaco, współodpowiedzialny za zbrodnie z Napalpi, wysłał do Lehmanna-Nitsche szereg pytań, starając się najwyraźniej rozeznać, na ile niemiecki antropolog może okazać się niewygodny w trakcie śledztwa, którego domagał się poseł Francisco Pérez Leirós. Lehmann-Nitsche, jak się wydaje, udzielił odpowiedzi uśmierzającej ewentualne obawy Centeno: „Odpowiadając na pytania Pana Gubernatora dotyczące tego, czy byłem świadkiem spotkania rdzennej ludności z policją podczas mojego pobytu w Napalpi w lipcu bieżącego roku, jak również czy posiadam dane lub dowody ujawniające ekscesy popełniane przez policję wobec ludności tubylczej, z przyjemnością stwierdzam, że nie byłem świadkiem tych wydarzeń…”

WIEK NIESPRAWIEDLIWOŚCI. ZBRODNIA PRZECIWKO LUDZKOŚCI W NAPALPI

Do masakry kilkuset Indian w Napalpi doszło za czasów kadencji prezydenckiej Marcelo Torcuato de Alveara. Gubernator Chaco, Fernando Centeno dążący do złamania strajku rdzennej ludności zdecydował się na użycie brutalnej siły. Dziennik „Heraldo del Norte”, tłumiony przez argentyński rząd, kilka lat później wspominał: „Około godziny 9.00, bez oddania strzału przez niewinnych tubylców policja oddała wielokrotne strzały z bliskiej odległości” dopuszczając się „najbardziej tchórzliwej i okrutnej rzezi oraz zabójstw rannych bez szacunku dla płci i wieku”.

Zbrodnia z Napalpi została wyciszona i wyłączona z oficjalnej historii Argentyny na kolejne 50 lat. W 1971 roku stała się przedmiotem dyskusji na polu akademickim po ukazaniu się publikacji „De la algarroba al algodón” autorstwa Edgardo Jorge Cordeu i Alejandry Siffredi. Praca okazała się zalążkiem przesiąkania do opinii publicznej wiedzy o wydarzeniach z 1924 roku. Historycy i antropolodzy zastanawiali się między innymi nad tym, czy Lehmann-Nitsche był świadkiem wydarzeń na temat których milczał.

W 2007 roku Juan Chico, historyk pochodzący z ludu Toba Qom postanowił zgłębić wiedzę na temat przebiegu masakry poszukując informacji u źródeł. Powołał do życia Fundację Napalpi, odwiedził dziesiątki urzędów i podróżował po górach. Wiedział, że masakrę przeżyło około 40 osób, udało mu się odnaleźć 5 wciąż żyjących ocalałych z masakry. Wśród nich był Pedro Valquinta, który zmarł w 2015 roku w wieku 108 lat. Juan Chico wytrwale archiwizował świadectwa nestorów. W nagraniu filmowym utrwalonym w 2012 roku żyjący wtedy jeszcze Pedro Valquinta mówił: „Mam 105 lat. Nie pamiętam, który to był rok, miałem 12 lub 10 lat. Było wielu, nowych bogatych ludzi, którzy wycinali las. Mocovi zostali zabici. Zostali tam rozstrzelani. Mocovi przyszli do pracy i zostali tam zabici, przez policjantów”.

Juan Chico odnalazł również Rosę Grillo, obecnie kobietę 114-letnią (ur. 1908 r.), która 95 lat po masakrze opowiedziała o tym co wydarzyło się tamtego dnia. Rosa Grillo przeżyła, ale widziała śmierć własnego ojca. Nie wie dokładnie ile miała lat, ale pamięta, że 19 lipca 1924 roku była dziewczynką. Pamięta również odgłos przelatującego nisko samolotu wyrzucającego cukierki z powietrza w kierunku zarośniętej góry. Kiedy Indianie pobiegli w tamtym kierunku zostali ostrzelani z karabinu maszynowego. „Myśleli, że to towar”, lecz przy Rosie był jej dziadek który przestrzegł ją: „Nie odchodź, bo on niesie bombę, uciekajmy. Ludzie pójdą szukać towaru, a kiedy wszyscy będą tam razem zrzucą bombę”. Ostrzeżenie dziadka uratowało Rosę Grillo.

Począwszy od 2014 roku Wydział Praw Człowieka Prokuratury Federalnej Chaco, pod przewodnictwem prokuratora Diego Vigaya, prowadził śledztwo w sprawie masakry pod kątem popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości. „Napalpi zawsze było tematem tabu dla rodzin, a świadkowie milczeli” – komentuje Vigay.

Miejsce masakry nazywa się dziś Kolonią Aborygenów. Wszyscy wiedzą, że znajduje się tam masowa mogiła do której wrzucono ciała zamordowanych w 1924 roku. Argentyński Zespół Antropologii Sądowej (EAAS) pracował w okolicy przez miesiąc, ale nie udało mu się odnaleźć miejsca pochówku. Odnaleziono tylko szczątki około 40-letniego mężczyzny z uszkodzoną stopą. „To był jeden z tych, którzy próbowali uciec i zginęli w pobliżu miejsca masakry” – tłumaczy prokurator Vigay – „Pochowano go bardzo płytko, mniej niż 30 centymetrów pod ziemią”.

Juan Chico, który odnalazł świadków masakry nie doczekał kulminacyjnego dnia i zmarł niedawno. Jego współpracownicy z Fundacji Napalpi i prokuratura zrobili wszystko, aby wszcząć proces sądowy. Nie żyje już żaden policjant, właściciel ziemski i polityk odpowiedzialny za masakrę z Napalpi. Nikt więc nie poniesie osobistej odpowiedzialności. Proces przysłużył się niemniej do sprostowania wciąż obowiązującej narracji historycznej sugerującej, że zmarli z Napalpi ponieśli śmierć w rezultacie starcia między plemionami. „Chcemy procesu opartego na prawdzie, chociaż nie ma żywych sprawców, państwo musi zadośćuczynić za zbrodnię przeciwko ludzkości, którą była masakra w Napalpi” – oświadczył Diego Vigay.

Rozprawa otwierająca proces odbyła się 19 kwietnia 2022 roku w Domu Kultury (Casa de las Culturas) w mieście Resistencia w prowincji Chaco. W pierwszej części rozprawy powodowie – pozostali przy życiu i krewni – oraz prokuratorzy wygłosili wstępne argumenty przedstawiając podstawy oskarżenia oraz dowody je wspierające. Następnie odtworzono serię krótkich materiałów audiowizualnych z nagraniami wywiadów z ocalałymi z masakry: Pedro Valquintą i Rosą Grillo. W trakcie posiedzeń sądu swe oświadczenia i ekspertyzy składali historycy, antropolodzy, socjologowie i prawnicy, którzy podkreślali, że skutki masakry trwają do dziś.

19 maja 2022 roku po miesiącu przesłuchań prowadzonych w Chaco i Buenos Aires, sędzia federalna Zunilda Niremperger odczytała wyrok – przetłumaczony symultanicznie na języki Qom i Moqoit. „Państwo zaatakowało społeczności zgodnie z wcześniej zorganizowanym planem [dopuszczając się zbrodni przeciwko ludzkości]. […] To była zorganizowana eksterminacja” – ogłosiła. Masakra w Napalpi jest drugą, rozpoznaną i uznaną przez Buenos Aires wielką zbrodnią argentyńskiego państwa popełnioną wobec rdzennych mieszkańców Argentyny w XX wieku. W latach 2019-2020 argentyński sąd uznał za ludobójstwo „Masakrę Rincon Bomba” popełnioną na Indianach Pilagá między 10 a 30 października 1947 roku. Wówczas za rządów Juana Domingo Perona w Formosie niedaleko miasteczka Las Lomitas argentyńska żandarmeria narodowa zamordowała około 750 rdzennych mieszkańców.

Autor: Damian Żuchowski
Artykuł ukazał się także na: WolneMedia.net

PRZYPIS[1] Zobacz: Damian Żuchowski, „Wojna polsko-indiańska? Wypisy z kolonizacji Brazylii Południowej”, https://amazonicas.wordpress.com/2014/08/20/wojna-polsko-indianska-wypisy-z-kolonizacji-brazylii-poludniowej/; „Wojna polsko-indiańska? – część 3″, https://wolnemedia.net/wojna-polsko-indianska-3/

WYBRANA ŹRÓDŁOGRAFIA

1. Lena Dávila, „Robert Lehmann-Nitsche. Pruebas contundentes sobre su presencia en Napalpí en tiempos de la masacre”, https://journals.openedition.org/nuevomundo/68052

2. Federico Rivas Molina, „Argentina se sumerge en la muerte de 500 indígenas en la masacre de Napalpí”, https://elpais.com/internacional/2022-04-19/argentina-se-sumerge-en-la-memoria-de-la-muerte-de-500-indigenas-en-la-masacre-de-napalpi.html

3. „Masacre de Napalpí: nuevo testimonio revela formas de sometimiento y violencia del Estado” https://nordeste.conicet.gov.ar/masacre-de-napalpi-nuevo-testimonio-revela-las-formas-de-sometimiento-y-violencia-ejercidos-por-el-estado/

4. „Masacre de Napalpí, Argentina”, https://www.cndh.org.mx/noticia/masacre-de-napalpi-argentina

5. Gonzalo Torres, „Masacre de Napalpí: comenzó un histórico juicio por crímenes de lesa humanidad”, https://www.telam.com.ar/notas/202204/589818-comienza-chaco-juicio-masacre-napalpi-siglo-despues-matanza.html

6. Maricel Drazer, „Masacre de Napalpí: casi un siglo después el Estado argentino juzga matanza indígena”, https://www.dw.com/es/masacre-de-napalp%C3%AD-casi-un-siglo-despu%C3%A9s-el-estado-argentino-juzga-matanza-ind%C3%ADgena/a-61839453

7. Mempo Giardinelli, „El juicio por la Masacre de Napalpí: Todo está guardado en la Memoria”, https://www.pagina12.com.ar/423250-el-juicio-por-la-masacre-de-napalpi-todo-esta-guardado-en-la

8. Bárbara Komarovsky, „Napalpí, la sentencia”, https://revistaharoldo.com.ar/nota.php?id=732

9. „Argentine State responsible for 1924 Napalpí Massacre of 500 indigenous people: Federal court”, https://latinamericareports.com/argentine-state-responsible-for-1924-napalpi-massacre-of-500-indigenous-people-federal-court/6562/

10. „Argentine Court rules Napalpí Massacre a crime against humanity”, https://en.mercopress.com/2022/05/20/argentine-court-rules-napalpi-massacre-a-crime-against-humanity

11. „Juicio por la verdad de la Masacre de Napalpí”, https://www.argentina.gob.ar/noticias/juicio-por-la-verdad-de-la-masacre-de-napalpi

12. „The ruling on the Napalpí Massacre in Argentina: justice for the past and inspiration for the present”, https://www.iwgia.org/en/news/4852-the-ruling-on-the-napalp%C3%AD-massacre-in-argentina-justice-for-the-past-and-inspiration-for-the-present.html

13. Lucía Cholakian Herrera, „After Nearly 100 Years, Argentina Acknowledges State Massacre of Indigenous Communities”, https://nacla.org/after-100-years-argentina-acknowledges-napalpi-state-massacre-indigenous

Opublikowano Artykuły | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ryzyko immunologiczne, które nie wzbudziło sprzeciwu

Przyglądając się zawirowaniom i niepokojom związanym z dwuletnim stanem pandemicznym w Polsce i Europie, związanym z wirusem SarsCov-2 i chorobą Covid-19, moje myśli kierują się nieuchronnie dekadę wstecz, do lat 2009-2012, kiedy w poczuciu najwyższego obowiązku starałem się nagłośnić i uzyskać przynajmniej jednoznaczne oświadczenia, dotyczące poważnego zagrożenia immunologicznego i przetrwania stosunkowo nielicznej populacyjnie grupy ludnościowej. I mimo tego, że przejechałem wtedy pociągiem pół Polski, pukałem i dzwoniłem do biur samorządowych, ministerialnych, prasowych i tych należących do organizacji pozarządowych, spotkałem się przede wszystkim ze zdystansowaniem i milczeniem.

Jakkolwiek nieoficjalny stan wyjątkowy dotyczący zagrożenia pandemicznego jaki przetoczył się przez Europę i Polskę w latach 2020-2022, w zależności od statystyk zagrażał bezpośrednio życiu od 0,22% do 1,2% narażonych osób, to zagrożenie, które wówczas starałem się unaocznić mogło doprowadzić do śmierci 20%, 50% a nawet 70% członków wspominanych społeczności. Jednym słowem mogło doprowadzić do ich depopulacji, a w dłuższej perspektywie wymarcia całych odrębnych grup ludności.

Jak to możliwe? Otóż na całym świecie, ze szczególnym uwzględnieniem kilku krajów Ameryki Południowej, żyje około 100 tzw. izolowanych lub nieskontaktowanych społeczności. Szacuje się, że ich łączna populacja nie przekracza znacznie 10 000 – 12 000 osób. Grupy te z różnych przyczyn uniknęły dostania się w orbitę porządku i organizacji państw narodowych w okresie nowożytnym, po tym jak następujące po sobie epoki kolonialne i imperialne przeorganizowały życie na planecie Ziemia. Jeżeli kiedykolwiek słyszeliście – zabarwione fałszywą nutą – sensacyjne obwieszczenia w mediach głównego nurtu wieszczące „odkrycie, dzikich lub nieznanych plemion” gdzieś w Brazylii, to ktoś rzeczywiście próbował przekierować światło medialnych reflektorów w tamtym kierunku. Poszukując taniej pożywki, swe enuncjacje opierał jednak na całkowicie mylnym założeniu. Mylnym zważywszy choćby na to, że nierzadko te społeczności (lub ich przodkowie) posiadają zapis kontaktów z przedstawicielami społeczeństw narodowych, nierzadko traumatyczny, tak jak np. w Peru i Brazylii w okresie gorączki kauczukowej lub w czasach infrastrukturalnego i surowcowego podboju interioru w XIX i XX wieku. Doświadczenie tych cierpień – manifestujące się w posiadającym zresztą różne formy „odrzuceniu kontaktów z tzw. światem zewnętrznym z ich strony” – przyczyniło się do zdefiniowania i sklasyfikowania istnienia „ludności znajdującej się dobrowolnie izolowanej” [1].

Ludność nieskontaktowana, którą będziemy zamiennie nazywali tu również ludnością znajdującej się w dobrowolnej izolacji lub po prostu „izolowaną” zachowuje swój status dlatego, że żyje na terenach trudno dostępnych jak np. w Amazonii położonych w górnych biegach rzek. Współczesnymi zagrożeniami dla grup izolowanych pozostają ofensywne próby wkraczania na ich terytoria, motywowane wyrębem lasów, górnictwem, zbieractwem, hodowlą bydła, przejmowaniem gruntów i spekulowaniem nimi. Każda z tych aktywności wiąże się z atakiem na integralność, w tym z zagrożeniem kulturowym, żywnościowym i fizycznym. Największym niebezpieczeństwem towarzyszącym każdej formie kontaktów z ludnością znajdującą się w dobrowolnej izolacji, pozostaje jej brak odporności immunologicznej na choroby zewnętrzne. Nieskontaktowani rdzenni mieszkańcy nie posiadają tarczy ochronnej na zewnętrzne choroby i infekcje, od dawna uznawane za powszechne. Nie będzie przesadą powiedzenie, że stan populacyjny tych społeczności jest równie zagrożony widmem chorobowej depopulacji pod względem procentowego ubytku ludności, jak pozostawały ostatecznie zdziesiątkowane populacje Meksyku, Brazylii, Florydy, Kalifornii czy wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych w XVI czy XVIII wieku.

Ostatnie wyraźne przykłady tej zależności przyniosło kilka doświadczeń z trzech ostatnich dekad XX wieku, kiedy brazylijscy Yanomami, Indianie Yora w Peru czy niektóre grupy Indian Awa Guaja w brazylijskim stanie Maranhao, tracili odpowiednio 20%, 50% do 75% stanu swojej populacji [2]. Po drugiej wojnie światowej ludzie pogranicza (tzw. sartenitas), pracujący dla agencji rządowych – a wśród nich m.in. bracia Villas-Boas i Sydney Possuelo – często starali się pośredniczyć w pokojowych kontaktach z ludnością żyjącej w dobrowolnej izolacji. Świadomi nadchodzącego, nieuchronnego kontaktu z nieskontaktowanymi grupami zderzającymi się z infrastrukturalnym i surowcowym pochodem państwa oraz pojedynczymi interesariuszami, włączali się w ten proces dążąc do realizacji mniejszego zła. Mimo szczerych wysiłków, wiele z tych prób, jak w przypadku wspomnianych Awa Guaja, kończyło się fiaskiem. Doświadczenie te przyczyniło się w latach 1970-1990 do stworzenia i konsolidacji nowego modelu podejścia do grup ludności znajdującej się w dobrowolnej izolacji, polegającego na demarkacji jej terytoriów, monitorowania ich aktywności lecz z unikaniem bezpośredniego kontaktu. Nowy, odpowiedzialny model, będący bardziej „dobrą praktyką” niż oficjalną wykładnią poszczególnych ustrojów politycznych był alternatywą dla powracających koncepcji kolonizacyjnego wkraczania na ziemie izolowanych ludów. A koncepcje te bywały forsowane zarówno przez państwa jak i korzystające z okazji międzynarodowe przedsiębiorstwa i prywatne kartele. Spoglądając w kierunku Azji Południowo-Wschodniej, Peru, Boliwii i Paragwaju widzimy, że do ochrony życia i praw izolowanych społeczności podchodzono z różną determinacją. Od drugiej połowy lat 1990. stosunkowo najlepsze praktyki w tym względzie obserwowaliśmy w Brazylii. Jednak i tam stabilność przyjętych rozwiązań zaczęła sypać się po półtora dekadzie.

PRZYCZYNY MOJEJ PODRÓŻY. O TYM JAK PRZEDSIĘBIORSTWA I PRYWATNY SEKTOR OBECNY RÓWNIEŻ W POLSCE ZAGROZIŁ LUDOM IZOLOWANYM W RONDONII

Latem 2010 roku na kilku portalach informacyjnych oraz istniejących jeszcze wówczas stronach dziennikarstwa obywatelskiego – „Wolne Media” (sierpień 2010), „Eioba”, „Indymedia”, „Ithink” oraz „Centrum Informacji Anarchistycznej” – opublikowałem artykuł „Ostrzeżenie przed ludobójstwem w Rondonii” . W liczącym sobie 15 stron tradycyjnego maszynopisu artykule starałem się zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo kreujące się w bezpośredniej otulinie ziem rdzennej ludności znajdującej się w dobrowolnej izolacji na terenie stanu Rondonia, położonego w środkowo-zachodniej części Brazylii.

W VII. rozdziale wspomnianej publikacji przywołałem dramat jaki rozegrał się tam już w latach 1970. „W latach sześćdziesiątych XX wieku rozpoczęła się konstrukcja autostrady BR-364, która przeszyje Rondonię na linii od południowego wschodu po północny zachód. Projekt autostrady był częścią Programu Polonoroeste; w jego finansowaniu uczestniczył m.in. Bank Światowy. Konstrukcja nowego szlaku komunikacyjnego rozpoczęła prawdziwy wyścig. Na początku lat 1970. autostrada staje się promenadą dużych, rządowych projektów kolonizacji, które sprowadzą do Rondonii tysiące rolników, osadników i spekulantów, zwłaszcza z południa i południowego-wschodu Brazylii. Urzędnicy FUNAI, rządowej organizacji do spraw Indian, mieli świadomość, że ziemie, które stały się przedmiotem pożądania, zamieszkiwane są przez liczne plemiona izolowane, pozostające poza orbitą brazylijskiej władzy. Pomimo tych faktów, zabrakło głosu rozwagi, który powstrzymałyby zaplanowaną falę kolonizacji. Konsekwencje osadniczej uczty miały okazać się tragiczne. Izolowani Indianie musieli uciekać przed buldożerami, szukając chronienia w coraz mniejszych łatach lasu. Nigdy nie dowiemy się ilu autochtonów umarło w rezultacie chorób i przemocy, które przynieśli ze sobą nowi kolonizatorzy” [3].

Pogłoski o masakrach na Indianach izolowanych w regionie Corumbiara położonym w stanie Rondonia przykuły uwagę agencji FUNAI w latach osiemdziesiątych XX wieku. Pomimo gróźb, poszukiwania celowo wyniszczanej ludności prowadził pracownik FUNAI, Marcelo dos Santos. „We wrześniu 1995 roku zostaje skontaktowanych pięciu członków plemienia Kanoe. Dzięki wskazówce napotkanych Indian wiedziano, że w pobliżu żyje jeszcze inna, nieduża grupa. Po wielu wysiłkach, ekipa poszukiwawcza natrafia w październiku tego samego roku na małą, wyraźnie wystraszoną grupkę Indian Akuntsu. Składa się ona z siedmiu osób, w tym dwójki dorosłych mężczyzn oraz trójki kobiet spośród, których żadna nie mogła już mieć dzieci”.

Los Indian Akuntsu i Kanoe z Rondonii stał się podręcznikowym przykładem zagrożeń jakie stoją przed ludnością znajdującą się w dobrowolnej izolacji. Chociaż wyjściowo były to stosunkowo nieliczne populacyjnie społeczności to, jak w przypadku ludu Akuntsu, padły one ofiarą zaplanowanego procesu eksterminacyjnego mieszczącego się w definicji klasycznie rozumianego ludobójstwa. Trzecia lokalizacja noszącą na sobie blizny tamtych wydarzeń to Terra Indigena Tanaru. Mieszka tam samotny mężczyzna, który przebywa na małym obszarze otoczonym zewsząd ranczami oraz uprawami soi. Mężczyzna jest nieufny i unika kontaktu. Przypuszczalnie jest ostatnią osobą ze swojego plemienia, która przeżyła masakry, jakie miały miejsce w latach 1970. I 1980.

W kolejnych rozdziałach „Ostrzeżenia przed ludobójstwem w Rondonii” (rozdziały IX-X) wskazałem, że historyczny zapis depopulacji i zagrożeń nieskontaktowanych społeczności w tym regionie Brazylii nie zakończył się. W odległych obszarach tego stanu, szacunkowo wciąż żyło ok. 12 grup nieskontaktowanych Indian znajdujących się w dobrowolnej izolacji. Z jednej strony byli to Indianie Jururei a także szacowana na 300 osób izolowana populacja z obszaru Terra Indigena Massaco (TI Massaco). Społeczności te były zagrożone projektem asfaltowanie drogi BR-429, który mógł przyczynić się do zwiększenia fali migracyjnej na te tereny. Jak napisałem wówczas: „jeśli budowa dróg gruntowych stanowi trumnę dla rdzennej ludności oraz społeczności utrzymujących się z darów lasu, to ich asfaltowanie bywa ostatecznym gwoździem do niej. Nowymi gładkimi i przejezdnymi dla ruchu samochodowego traktami przyjadą już nie tylko pionierzy, ryzykanci oraz marzyciele, ale całe rzesze nowych osadników i przedsiębiorców”.

W styczniu 2007 roku prezydent Brazylii, Luiz Inacio Lula da Silva, ogłosił program przyśpieszonego rozwoju. Problem energetyczny, w tym rosnący popyt na energię, postanowiono rozwiązać m.in. poprzez konstrukcję dużych elektrowni wodnych. Jeden z takich projektów, budowę kompleksu tam na rzece Madeira, znanych jako San Antonio i Jirau w stanie Rondonia rozpoczęto na samym początku. Jak wówczas ostrzegano „uruchomienie tam oraz przedsięwzięcia im towarzyszące, przyniosą nieuniknione konsekwencje, które uderzą we florę i faunę regionu; rdzenne społeczności, rolników; rybaków oraz mieszkańców miast. Oprócz powstania rozlewisk, śmierci ryb oraz wysuszenia niektórych obszarów uruchomienie tam wiąże się z szeregiem inwestycji towarzyszących, w tym powstaniem kolejnych nici związanych z infrastrukturą. Oceniano, że po stronie brazylijskiej uruchomienie tam zagrozi co najmniej czterem grupom izolowanym.

Wśród tych grup znajdywały się między innymi…

Jacareuba/Katawixi – Indianie Katawixi mają za sobą potwierdzone kontakty w przeszłości lecz w pewnej fazie, z powodu doznanych niegodziwości postanowili wycofać się, zachowując suwerenność i integralność wspólnoty. Izolowani Indianie Katawixi przypuszczalnie mogą liczyć sobie około 50 osób. Ziemie na którym żyje grupa zagrożone są m.in. powodziami spowodowanymi przez uruchomienie tamy San Antonio. Obszar niemal w całości wchodzi w skład Parku Narodowego Mapinguari.

Igarape/Karipuninha – Riel Franciscato, pracujący dla FUNAI, w 1990 roku powiedział, że ludzie zamieszkujący rejon rzeki Karipuninha boją się zapuszczać w jej górny bieg, gdzie znajdywane są liczne ślady izolowanych Indian. Ziemie zamieszkiwane przez izolowaną społeczność są prawnie chronione lecz ich lokalizacja, zaledwie 14 kilometrów na południowy zachód od miejsca konstrukcji tamy Jirau stawia ich przed poważnym niebezpieczeństwem [5]. Liczba izolowanej grupy określanej jako Igarape/Karipuninha lub po prostu Karipuninha szacunkowo określa się na 50 osób.

Ostatecznie plany infrastrukturalno-energetyczne w stanie Rondonia miały oddziaływać na około 500 członków izolowanych plemion o odrębnym pochodzeniu etnicznym. Projekty infrastrukturalne towarzyszące inwestycji na przestrzeni kolejnego dziesięciolecia mogły przyczynić się do otwarcia ich ziem na zewnętrzną migrację. Biorąc pod uwagę, że te małe grupy rdzennych mieszkańców zamieszkiwały miejscowe ziemie od pokoleń, mieliśmy do czynienia z najzwyczajniejszą inwazją i związaną z nią grabieżą, która mogła jednocześnie doprowadzić do depopulacji najeżdżanych społeczności, zarówno z przyczyn związanych z przemocą jak i z czynnikami immunologicznymi.

Na przełomie lat 2009 i 2010 w Brazylii przedłożono apel-petycję: „Índios isolados em Rondônia e no Brasil: alerta de genocídio” („Indianie Izolowani w Rondonii i Brazylii: Ostrzeżenie o ludobójstwie”) [6]. Apel, opublikowany między innymi na nieistniejącej już stronie Amazoe.org.br a także przez Radę Misyjnej CIMI, kierowany między innymi do brazylijskiego prezydenta (Lula da Silva) oraz ministra sprawiedliwości (Tarso Genro), przestrzegał przed tragicznymi konsekwencjami jakie przynieść może realizacja projektów w odległych regionach stanu Rondonia. Autorzy petycji podkreślali, że występują w imieniu narodów żyjących w znacznej odległości od społeczeństwa większościowego, które „żyjąc w warunkach społecznej niewidzialności […] nie posiadają głosu na forach dyskusji publicznych i politycznych”. Zwracali uwagę, że inne nieskontaktowane narody w stanie Rondonia spotkał już ten los w latach 1970. i 1980. kiedy najeźdźcy, którzy przeistoczyli się w dużych posiadaczy ziemskich „przeprowadzili brutalną czystkę terytorialną i etniczną poprzez powtarzające się masakry niezliczonych rdzennych ludów”. „Ku naszemu wstydowi i zdumieniu nie są to odległe fakty, ale wydarzenia historyczne z ostatnich dziesięcioleci, kiedy to Brazylia powinna stać się w pełni tego słowa znaczeniu demokratycznym państwem prawa”! – konstatowano.

W treści petycji przedłożono opisane powyżej problemy: prace infrastrukturalne niedaleko Terra Indigena Massaco (TI Massaco) oraz zagrożenia związane z konstrukcją hydroelektryczną San Antonio i Jirau. Sygnatariusze i autorzy petycji wskazali, że „to niedopuszczalne, aby społeczeństwo i państwo brazylijskie tolerowały rażące zaniedbania, prowadzące do ucisku i ludobójstwo ostatnich wolnych ludów tubylczych na terytorium kraju. Tacy ludzie – bez względu na ich kruchość demograficzną, wynikającej ze stuleci cichej eksterminacji – stanowią kluczową część kulturalnej, społecznej i ludzkiej matrycy narodu brazylijskiego”.

GDF SUEZ I SANTANDER BANK JAKO WSPÓŁTWÓRCY ZAGROŻENIA DLA NIESKONTAKTOWANYCH LUDÓW W STANIE RONDONIA

Przedsięwzięcia i związane z nimi presja na ziemie ludności znajdującej się w dobrowolnej izolacji (a także inne społeczności w regionie) było możliwe dzięki współpracy i kooperacji różnych podmiotów. Jednym z nich był oczywiście centralny brazylijski rząd Luli Da Silvy i Dilmy Rousseff (Partia Pracujących – PT), który reprezentował stronę inicjującą i decyzyjną. Obok nich istotnym pozostawał filar wykonawczy, który wykraczał poza sferę brazylijskiej państwowości.

Na czele konsorcjum „Energia Sustentavel do Brasil” budującego tamę Jirau stało wielkie, francuskie przedsiębiorstwo energetyczne GDF Suez, uczestniczące w projekcie poprzez swój miejscowy oddział GDF Suez International. Prezes GDF Suez, Gérard Mestrallet w drodze do supremacji materialnej swojego przedsiębiorstwa nie widział przeciwwskazań etycznych. Mówił, że „jeśli ktoś wie co jest dobre dla Brazylijczyków, przy zachowaniu miejscowych Indian to właśnie prezydent Brazylii”. „Zarząd przedsiębiorstwa próbuje oczyścić się moralnie, ciężar ewentualnych odprysków inwestycji, delikatnie przesuwając w kierunku rządu brazylijskiego” – pisałem wówczas na bieżąco komentując rozwój wydarzeń. 36% udziałów w GDF Suez posiadał rząd francuski. Współudział rządu francuskiego krytykował dyrektor Survival International France, Jean Patrick Razon: „Rząd francuski wykorzystuje publiczne środki na finansowanie firmy odpowiedzialnej za niszczenie rzeki Madeiry oraz regionu o ogromnym znaczeniu ekologicznym i społeczno-kulturalnym. Ponadto zagraża przetrwaniu nieskontaktowanych grup tubylczych, które są najbardziej narażonymi osobami na świecie”. Fakt ten nazwał wstydliwym i oburzającym. Zdegustowany zachowaniem GDF Suez i jej prezesa, Gérarda Mestralleta był także Gert-Peter Bruch z „PLANETE Amazone”. Krytycznie oceniał on sam fakt, że dyrekcja korporacji kryje się za umowami z brazylijskim rządem, nie chcąc ponosić odpowiedzialności za szkody wyrządzane narażonej jej działaniami ludności.

Spośród filaru wykonawczego przedsięwzięć zagrażających ludności izolowanej można było wyodrębnić podmioty zapewniające finansowanie inwestycji. Od początku budowy drugiej z tam, San Antonio, hiszpańska grupa Santander Bank należała do grona głównych finansistów inwestycji. Wraz z brazylijskim bankiem BNDES, Santander Bank pożyczył ponad 6 miliardów dolarów na rzecz przedsiębiorstw zrzeszonych w konsorcjum wznoszącym zaporę: Odebrecht, Fumas, Andrade Gutierrez, Cemig itd. [7].

Na początku 2011 roku trzech przedstawicieli indiańskich społeczności Juruna, Ashaninka i Surui, udało się do Londynu aby zaprotestować przeciwko budowie elektrowni wodnej San Antonio oraz innych tam w Amazonii zagrażających rdzennej ludności. Almir Surui odnosząc się do zagrożeń dla rdzennych mieszkańców pozostających w izolacji powiedział: „Zastanawiam się, jak czuje się brazylijski rząd, wspierając projekty, które mogą doprowadzić do zagłady ludzi” [8]. Jakie było stanowisko zaangażowanych podmiotów energetycznych, budowlanych i finansowych zapamiętamy jeśli raz jeszcze przytoczymy przeświadczenie prezesa GDF Suez, Gérarda Mestralleta: „„Jeżeli ktoś wie co jest dobre dla brazylijskiego społeczeństwa przy zachowaniu lokalnych Indian to z pewnością prezydent Lula”.

RYZYKO IMMUNOLOGICZNE, KTÓRE NIE BUDZIŁO SPRZECIWU. CZYLI Z JAKIMI REAKCJAMI W POLSCE SPOTKAŁO SIĘ ZAANGAŻOWANIE GDF SUEZ W STANIE RONDONIA

W latach 2010-2012 podjąłem szereg działań informacyjnych i aktywistycznych związanych z zaangażowaniem na terytorium Polski zagranicznych przedsiębiorstw i międzynarodowych korporacji współodpowiedzialnych za przypadki łamania praw człowieka i szereg zagrożeń dla ludności i środowiska w różnych częściach globu ziemskiego [9]. Jako początkujący wtedy publicysta za jedną z głównych misji spoczywających na moich barkach uznałem bycie głosem dla tych, którzy w powszechnym przewodzie publicznym byli niedostatecznie reprezentowani i niesłyszani – i zarazem najbardziej zagrożeni wydziedziczeniem, rozproszeniem, i jak w tym przypadku, wyniszczeniem.

Pierwszą i zrozumiałą konsekwencją tego zobowiązania stało się opracowanie artykułów i wiadomości w języku polskim dotyczących zagrożeń dla ludności i rdzennych mieszkańców w stanie Rondonia, ze szczególnym uwzględnieniem grup znajdujących się w dobrowolnej izolacji. Pisząc o tym wykraczałem poza intencje czysto informacyjne; chodziło mi o poszerzenie stanu świadomości społecznej, która pozwala rozpoznać nam, że przynajmniej pośrednio pozostajemy odpowiedzialni za przywrócenie sprawiedliwości, tam gdzie nie dochowano jej miary. Uprościwszy można powiedzieć, że zmierzałem do punktu, w którym polski odpowiednik treści zawartych w apelu „Índios isolados em Rondônia e no Brasil: alerta de genocídio”, dostosowany do lokalnej specyfiki i sfery oddziaływania, zostałby usłyszany również i w Polsce.

Jedną z odsłon tej aktywności stał się cotygodniowy „Mityng Ludów Tubylczych” w Poznaniu w roku 2009. Wśród udostępnionych do podpisu petycji znalazła się wówczas i ta apelująca do przedstawicieli ówczesnego rządu polskiego o zajęcie stanowiska w sprawie sytuacji rdzennej ludności w dobrowolnej izolacji w Brazylii . Pragnąc przeprowadzić swoistą pracę u podstaw skierowałem jednocześnie wzrok ku „filarowi wykonawczemu” odpowiedzialnemu za wdrażanie inwestycji w stanie Rondonia: GDF Suez i jego aktywom w Polsce.

Wielka elektrownia położona w województwie świętokrzyskim (powiat staszowski), rzucająca swój cień na historyczne miasto Połaniec, znajduje się obecnie pod kontrolą grupy Energa. Przeszło dekadę wcześniej, w czasie gdy trwała budowa elektrowni Jirau na rzece Madeira po drugiej stronie globu, ta ważna elektrownia dla bezpieczeństwa energetycznego południowo-wschodniej Polski była własnością GDF Suez. Jako człowiek nieco ponad 25-letni ująłem wtedy tę koincydencję następującymi słowami: „To zadziwiające, że spółka GDF Suez czynnie uczestnicząca w dziele, które może prowadzić do ludobójstwa, a które z całą pewnością jest policzkiem dla społeczności znad rzeki Madeira, nie spotkało się dotąd z żadnymi pytaniami w Polsce. Wręcz przeciwnie! W lipcu 2010 roku minister gospodarki Waldemar Pawlak spotkał się z prezesem GDF Suez, Gérardem Mestrallet omawiając bieżące i przyszłe relacje gospodarcze. Tematu w Polsce nie ma. Jest nieznany, odległy i niepopularny”.

Dążąc do rozpropagowania tych faktów, a także uzyskania stanowisk różnych stron, na przestrzeni niespełna półtora roku skontaktowałem się z polskim rządem i jego ministerstwami, organizacjami pozarządowymi, samorządowcami różnego szczebla z regionu, w którym działał GDF Suez i wreszcie z polskim oddziałem francuskiego przedsiębiorstwa. Węzłowym wydarzeniem tej kampanii stała się podróż jaką odbyłem w dniach 5-8 października 2010 roku, a której ostatecznym celem był powiat staszowski, położony między Kielcami i Krakowem. Podstawowym celem mojej obecności był zamiar poinformowania lokalnej społeczności, iż koncern GDF Suez, jeden z największych inwestorów obecnych w powiecie, równocześnie prowadzi działania, które zagrażają egzystencji lokalnych społeczności oraz przeżyciu Indian izolowanych w stanie Rondonia w Brazylii. Opis tej podróży opublikowałem w artykule „Nieme przyzwolenie na śmierć również w Polsce” [10].

Autor publikacji w trakcie podróży do Staszowa i Połańca (Kielce, 5 X 2010)

W trakcie tej podróży rozmawiałem z Andrzejem Iskrą, burmistrzem Staszowa, Romualdem Garczewskim, ówczesnym starostą powiatu staszowskiego, a także Jackiem Tarnowskim, burmistrzem miasta i gminy Połaniec. Wszyscy trzej przedstawiciele samorządowi otrzymali ode mnie kartę informacyjną i usłyszeli osobiście, że koncern GDF Suez, jeden z największych inwestorów na terenie powiatu staszowskiego i samego Połańca prowadzi działalność zagrażającą dobrostanowi społecznemu i środowiskowemu w dorzeczu Madeiry. Nasamprzód ukazywałem za każdym razem szczególne zagrożenie dla ludności znajdującej się w dobrowolnej izolacji. Jasno wskazywałem, że obok wszystkich innych konsekwencji inwazji, zagrożenie immunologiczne dla tych społeczności w razie kontaktu jest na tyle poważne, że może zakończyć się ich depopulacją.

Andrzej Iskra uchylił się od osobistego zabierania głosu, obiecując jednak, że skieruje kierunkowe pismo do lokalnej grupy działania. Starosta powiatu staszowskiego, Romuald Garczewski poświęcił na rozmowę najwięcej czasu. Podczas rozmowy wskazywałem Staroście szczególny status tzw. Indian izolowanych – ich historię, tożsamość, odrębność, niezależność oraz suwerenność względem świata zewnętrznego. Garczewski kreśląc niezbyt celne paralele między przypadkiem brazylijskim a wyimkami z konfliktów w powiecie staszowskim, postanowił, iż nie wyda oświadczenia, które wyrażałoby niezgodę na kontynuację budowy tam na rzece Madeira. Powiedział, że nie poczuwa się do tego aby oceniać politykę prowadzoną przez GDF Suez tutaj w Polsce czy w Europie, nie mówiąc już o odległych zakątkach świata takich jak Brazylia.

Trzeci z moich rozmówców, wieloletni burmistrz Połańca, Jacek Tarnowski, jak wynikało z zapowiedzi pracowników miejskiego sekretariatu przyjął mnie w biegu. W trakcie rozmowy z Tarnowskim „przedstawiłem mu fotografie ukazujące inne grupy izolowanych Indian, które doznały depopulacji po bezmyślnym kontakcie lub celowej przemocy w ubiegłych dekadach XX wieku”. Wśród nich znalazło się zdjęcie kilku Indian Akunstu, którzy przetrwali masakrę sprzed 30 lat. Na koniec poprosiłem burmistrza Połańca o wydanie oświadczenia w którym wyraziłby swoje ewentualne zaniepokojenie faktem, iż GDF Suez, przedsiębiorstwo działające na obszarze gminy, równocześnie zaangażowane jest w projekt, który uderza w lokalne społeczności nad rzeką Madeira. Jak na to zareagował mój interlokutor? „W tym samym momencie Jacek Tarnowski nagle wstał z fotela i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Podkreślał, że jest zajęty i musi wyjść mnie samego odsyłając do swoich asystentek. W odpowiedzi zasugerowałem możliwość uzupełniającego spotkania nazajutrz. Pan Tarnowski był jednak wyraźnie nie zainteresowany. Powiedział, że w najbliższym okresie nie ma za bardzo czasu”. Jak wtedy stwierdziłem: „było dla mnie jasnym, że burmistrzowi Połańca zabranie głosu w tej sprawie jest zupełnie nie po drodze” [11].

W trakcie tej podróży rozmawiałem wiele godzin na ulicach z lokalnymi mieszkańcami, starałem się zainteresować tematem także ukazujące się na terenie powiatu staszowskiego redakcje prasowe. Polskie przedstawicielstwo GDF Suez pomimo powielonej prośby, nie tylko uchyliło się od możliwości bezpośredniej wypowiedzi, ale nadesłane przeze mnie pisma pozostawiło bez odpowiedzi.

Problem GDF Suez oraz zagrożenia społecznego, kulturowego i immunologicznego dla rdzennej ludności w stanie Rondonia postanowiłem włączyć do kolejnego etapu prowadzonej wówczas wielowątkowej kampanii informacyjnej. Polski rząd w tamtym czasie rozpoczął bowiem negocjacje lub pośrednią współpracę także z innymi ciałami gospodarczymi, których zarządy i jednostki decyzyjne, odpowiedzialne były za rozległe przypadki naruszeń praw człowieka i degradacji środowiska w różnych regionach świata. W ramach tego etapu nawiązałem korespondencje z ministerstwami odpowiedzialnymi za przydzielanie koncesji lub promocje obecności poszczególnych koncernów na terytorium Polski. W gronie adresatów listów znalazło się Ministerstwo Środowiska, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Gospodarki, a ponadto Rzecznik Praw Obywatelskich. Opis i puentę wynikającą z tych korespondencji zawarłem w piśmie pt. „Co ministerstwa naprawdę sądzą o prawach człowieka”? [12]

Odpowiedzi które otrzymywałem, jak odnosiłem wrażenie, układały się w „kameleonową sonatę”.

Marcin Bobiński z Biura Rzecznika Ministerstwa Spraw Zagranicznych stwierdził, że „MSZ działa w oparciu o przepisy prawa krajowego, Unii Europejskiej i umów międzynarodowych. Współpracuje również z innymi państwami w zakresie przestrzegania i ochrony praw człowieka. Dotychczas żadne inne państwo czy instytucja międzynarodowa nie przekazały nam oficjalnej informacji wskazującej na łamanie międzynarodowych czy krajowych przepisów prawa przez spółki zagraniczne prowadzące działalność inwestycyjną w Polsce”.

Ministerstwo Gospodarki w ogóle uchyliło się od zabierania głosu w tej sprawie przekazując mój list do Ministerstwa Środowiska, według niego organu właściwego do komentowania tego typu kontrowersji. Co na to Ministerstwo Środowiska (MŚ)? Jak stwierdził Rafal Miland, który udzielił odpowiedzi w imieniu MŚ: „zgodnie z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej (art. 91 i 101) minister właściwy do spraw gospodarki może wydać decyzję o zakazie wykonywania działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę zagranicznego w przypadku, gdy rażąco narusza on prawo polskie albo gdy jego działalność zagraża bezpieczeństwu i obronności państwa, ochronie tajemnicy państwowej lub innemu ważnemu interesowi publicznemu”. W żadnym z opisanych przypadków nie stwierdzono tego faktu.

Kwestia zagrożenia dla rdzennej ludności znajdującej się w dobrowolnej izolacji w stanie Rondonia znalazła się również wśród problemów, które zdecydowałem się przedłożyć polskim oddziałom dużych organizacji pozarządowych: Amnesty International Polska, Greenpeace Polska i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (HFPC). Po tym jak pisemne pytania o skomentowanie w kontekście praw człowieka, prawa i etyki przedłożonych spraw spotkały się z ich milczeniem skontaktowałem się telefonicznie z biurami organizacji. W trakcie rozmowy zapewniono mnie, że wkrótce odezwą się do mnie właściwe osoby reprezentujące Amnesty International i Greenpeace. Nigdy jednak to nie nastąpiło [13]. Szczególnie zapadł mi w pamięci telefon do biura Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Osoba z sekretariatu mówiła wyraźnie przyciszonym głosem, podkreślając, że „właśnie trwa narada dyrektorów”. Jednym z nich, patrząc na ówczesny skład Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka był późniejszy Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, wtedy wiceprezes HFPC. Także i tam padło zapewnienie o nachyleniu się nad problemami, które zgłosiłem, co jak w poprzednich przypadkach, nie doszło do skutku.

Jak możemy spostrzec na podstawie analizy wyimków z mojej podróży i działań publicystyczno-informacyjnych reakcje ze strony centralnego rządu w Polsce, samorządowców, organizacji pozarządowych a także prasy na przedstawiony problem były zdawkowe lub przeciwnie: nie było ich wcale. Problemem tym był między innymi udział francuskiej grupy GDF Suez w przedsięwzięciu, który mógł otworzyć ziemie rdzennej ludności znajdującej się w dobrowolnej izolacji w stanie Rondonia na działania inwazyjne mogące prowadzić do jej depopulacji. Podkreślmy – nie po raz pierwszy w tym artykule – że ludność nieskontaktowana narażona była nie tylko na grabież, przemoc i wywłaszczenie, ale jako, że nie posiada odporności immunologicznej na choroby zewnętrzne, mogła stracić w rezultacie tego procesu nawet połowę swojej populacji.

Adresaci mojego apelu byli proszeni na początek o zajęcie chociażby stanowiska minimalistycznego. W przypadku prasy zabiegałem o same poruszenie tego problemu na łamach gazet. W przypadku ministerstw rządowych i samorządowców sugerowałem na dobry początek zajęcie publicznego stanowiska w którym „wyraziliby zaniepokojenie tym, że przedsiębiorstwo obecne w ich regonie [na terenie kraju] bierze udział w inicjatywie mogącej naruszyć dobrostan społeczności znad rzeki Madeira”. W żadnym z omówionych przypadków moi interlokutorzy nie zdecydowali się zobligowani do podjęcia jakichkolwiek ruchów mogących ulokować ich w przekazie publicznym na pozycji sceptycznej wobec działalności GDF Suez. Zagrożenie egyzystencjalne dla małych społeczności w Ameryce Południowej, mogące kosztować życie 20%, 50% a nawet 75% stanu ich populacji nie znalazło sobie jak widzimy właściwej uwagi.

POSŁOWIE. CO DZIAŁO SIĘ DALEJ?

Elektrownie wodne Jirau i San Antonio, jeszcze zanim brazylijski program budowy wielkich hydroelektrowni został wstrzymany, zostały wybudowane. GDF Suez i Santander Bank nie wycofały się z udziału w tym przedsięwzięciu. W najbliższych latach członkowie konsorcjum hydroelektrycznego współpracujący z GDF Suez i Santander Bank, zostali wskazani jako podmioty zamieszane w potężną aferę korupcyjną w Brazylii, aferę która pogrążyła wizerunkowo i politycznie tandem Lula da Silva-Rousseff [14].

Wraz z postępem inwestycji oraz w kolejnych latach po jej zakończeniu narastała presja na ziemie rdzennej ludności w stanie Rondonia. W lipcu 2011 roku duży odcinek amazońskiego lasu w regionie, w którym żyją izolowani Indianie Jacareuba/Katawixi, został zniszczony przez chemiczne defolianty, nielegalnie rozpylane z samolotu. Brazylijska agencja ds. środowiska i zasobów naturalnych IBAMA, odkryła 178 hektarowy obszar martwych drzew, podczas przelotu w zachodniej części brazylijskiej Amazonii, na pograniczu stanów Amazonas i Rondonia [15]. Przywódcy Indian Karitiana ze stanu Rondonia w drugiej połowie grudnia 2012 roku potępili wyrąb lasów w sąsiedztwie własnych ziem. Apel wystosowano po tym gdy trzech członków plemienia Karitiana podczas zbierania kasztanów w pobliżu wioski, natknęło się na członków izolowanej grupy indiańskiej [16].Koordynacja Tubylczych Organizacji Brazylijskiej Amazonii (COIAB) i Stowarzyszenie Rdzennej Ludności Brazylii (APIB) w drugiej połowie kwietnia 2014 roku wystosowały list do francuskiego koncernu energetycznego GDF Suez, w którym oskarżyły firmę o udział w łamaniu praw człowieka oraz wezwały ją do wzięcia odpowiedzialności za dotychczasowe naruszenia i zobowiązania. GDF Suez swoim zaangażowaniem w budowę tam na rzekach w Brazylii naraża życie i gospodarkę brazylijskich Indian, zagrażając zarazem bezpośrednio przetrwaniu społeczności nie utrzymujących kontaktów ze społeczeństwem narodowym (Indianie izolowani) [17]. „Sygnatariusze pisma podkreślili, że rdzenne społeczności utrzymują szczególne stosunki z amazońskimi lasami, korzystając z nich przy zachowaniu biologicznej różnorodności. Gdzie tylko żyją indiańskie społeczności, tak jak w stanie Rondonia, tam najczęściej stają się naturalną przeszkodą dla deforestacji. Tymczasem od kiedy rozpoczęła się budowa Jirau współczynnik wylesienia w obszarach na które oddziałuje projekt wzrósł o 600% w porównaniu ze stanem wcześniejszym”.

Od początku 2019 roku nielegalne kompanie drwali wykazały się w swych działaniach szczególną drapieżnością na dwóch obszarach tubylczych w stanie Rondonia, wkroczywszy na ziemie Indian Uru-Eu-Wau-Wau oraz Karipuna. ). Najeźdźcy zbudowali drogi i wycięli dużo lasu, ignorowali żądania Indian aby opuścili ich ziemie. W zamian za to grozili „atakiem na wioskę Karipuna, spaleniem domów Indian, zabiciem kur jakie hodują i wreszcie zamordowaniem trzech głównych przywódców ludu Karipuna. Do czerwca 2019 roku zniszczono ponad 11000 hektarów lasu, co przełożyło się na największy wzrost wylesienia wśród obszarów chronionych w stanie Rondonia [18]. Inne dane sugerują, że w latach 2017-2020 zdewastowano 3646 hektarów rdzennego terytorium Karipuna (TI Karipuna), co sprawiało, że zajmowało ono 9 miejsce na liście najbardziej wylesionych rdzennych terytoriów w Amazonii. Z równie poważnymi problemami zmagają się Indianie Uru-Eu-Wau-Wau. Biuletyn Sirad-Isolados wydawany przez Instytut Socioambiental wskazał na ziemie plemienia jako jedne z najbardziej wylesianych tubylczych domen objętych prowadzonych monitoringiem. W samym tylko maju 2021 roku wylesienie w tym obszarze wzrosło o 133%. We wnętrzu rdzennych terytoriów Uru-Eu-Wau-Wau wycięto las na obszarze 27,3 hektarów. Postęp deforestacji w regionie wskazuje na stosowanie ciężkich technik wylesiania, jak np. łańcuchy przymocowane do ciągnika w celu szybkiego usuwania pokrywy leśnej [19].

W 2021 roku reporterzy brazylijskiego oddziału telewizji BBC odkryli, że część brazylijskiego lasu deszczowego Amazonii jest nielegalnie sprzedawana na portalu społecznościowym Facebook. Wiele reklam na Facebook Marketplace dotyczyło stanu Rondônia – „najbardziej wylesionego stanu w brazylijskiej Amazonii” – a także terenów bezpośrednio przyległych do ziem na których mieszka rdzenna ludność w dobrowolnej izolacji [20]. Kolejne przypadki wylesiania ziem ludu Karipuna zostały ujawnione w grudniu 2021 roku [21].

Konstrukcja elektrowni wodnych na rzece Madeira w wymiarze długoterminowym stała się jedną z kilku przyczyn zwiększonej ekspozycji odległych terytoriów w stanie Rondonia na postępującą inwazję świata zewnętrznego. Proces ten stanowi dla rdzennej ludności znajdującej się w dobrowolnej izolacji bezustanne zagrożenie, którego dotychczasowych skutków nie da się w pełni oszacować. Tragiczne wydarzenia na pograniczu brazylijsko-peruwiańskim, dotyczące innej grupy izolowanej, do których doszło w 2014 roku uzmysławia nam jednak realność tego zagrożenia [22].

GDF Suez nie poniósł nigdy w Polsce głębszego wizerunkowego uszczerbku, uszczuplając swe aktywa nad Wisłą z zupełnie innego powodu: po nieudanych rozmowach w zaangażowanie w rozwój polskiego programu atomowego. Santander Bank umocnił swoją obecność w Polsce, stając się najpierw posiadaczem banku BZ WBK, by następnie oficjalnie zmienić stary polski szyld na hiszpański „Santander”. Proces rebrandingu podmiotu z BZ WBK na Santander Bank w 2014 roku nadzorował osobiście ówczesny prezes polskiego oddziału banku, Mateusz Morawiecki, późniejszy Premier RP.

Niemalże całe dziesięciolecie po tym jak próbowałem nagłośnić w Polsce poważne ryzyko przed którym stoi ludność w dobrowolnej izolacji w Ameryce Południowej, Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła oficjalnie wybuch „Pandemii Covid-19”. Zagrożenie chorobowe łączone z nowym patogenem doprowadziło do wdrożenia bezprecedensowych środków i obostrzeń na całym świecie, również w Polsce. Zacytuje tu wiernie drugi akapit tego co napisałem na początku: „Jakkolwiek nieoficjalny stan wyjątkowy dotyczący zagrożenia pandemicznego jaki przetoczył się przez Europę i Polskę w latach 2020-2022, w zależności od statystyk zagrażał bezpośrednio życiu od 0,22% do 1,2% narażonych osób, to zagrożenie, które wówczas starałem się unaocznić mogło doprowadzić do śmierci 20%, 50% a nawet 70% członków wspominanych społeczności. Jednym słowem mogło doprowadzić do ich depopulacji, a w dłuższej perspektywie wymarcia całych odrębnych grup ludności” [23]. Pomimo tego te ostatnie zagrożenie immunologiczne nie wzbudziło sprzeciwu.

Autorstwo: Damian Żuchowski
Źródło: WolneMedia.net

PRZYPISY:

[1] Fenomen ludności znajdującej się w dobrowolnej izolacji został kompleksowo w:
Magdalena Krysińska-Kałużna „Yamashta, czyli Ten Który Prawie Umarł”, Oficyna Naukowa, Warszawa 2012.

Zobacz także dział „Indianie Izolowani” na stronie Serwisu Solidarnościowego „Borduna” https://amazonicas.wordpress.com/category/indianie-izolowani/

[2] Damian Żuchowski, „Żądza zysku a Indianie izolowani” https://wolnemedia.net/zadza-zysku-a-indianie-izolowani/

[3] Damian Żuchowski, „Ostrzeżenie przed ludobójstwem w Rondonii: Tamy na rzece Madeira, Indianie izolowani i GDF Suez” https://wolnemedia.net/ostrzezenie-przed-ludobojstwem-w-rondonii/
https://cia.media.pl/ostrzezenie_przed_ludobojstwem_w_rondonii_tamy_na_rzece_madeira_indianie_izolowani_i_gdf_suez_0

[4] Damian Żuchowski, „Budowa tam na rzece Madeira w Brazylii – zarys zagrożeń”
https://wolnemedia.net/budowa-tam-na-rzece-madeira-w-brazylii-zarys-zagrozen/

[5] Wspomniany Riel Franciscato, wierny etosowi sertanistów pracując na rzecz ochrony rdzennej ludności w dobrowolnej izolacji w 2020 roku zapłacił cenę najwyższą. Zob. „Czołowy brazylijski sertanista nie żyje” https://amazonicas.wordpress.com/2020/10/31/czolowy-brazylijski-sertanista-nie-zyje/

[6] Índios isolados em Rondônia e no Brasil: alerta de genocídio
https://terrasindigenas.org.br/es/noticia/77325
https://cimi.org.br/2010/01/29718/

[7] „Santander Bank zawiesza finansowanie tamy na rzece Madeira”, https://amazonicas.wordpress.com/2011/05/21/santander-bank-zawiesza-finansowanie-tamy-na-rzece-madeira/

[8] „Santander Bank będzie nadal finansować budowę elektrowni wodnej w Brazylii”, https://amazonicas.wordpress.com/2011/07/20/santander-bank-bedzie-nadal-finansowac-budowe-elektrowni-wodnej-w-brazylii/

[9] Aby zdać sobie sprawę z rozległości podnoszonych problemów, wykraczających poza tematykę tego artykułu, należy zapoznać się z poniższymi materiałami:

„Gaz Łupkowy w Polsce: Talisman Energy, Achuarowie i Sudan”
http://wolnemedia.net/gospodarka/gaz-lupkowy-w-polsce-talisman-energy-achuarowie-i-sudan/
„Gaz Łupkowy a Chevron”
http://wolnemedia.net/ekologia/gaz-lupkowy-a-chevron/
„Areva, Niger i Tuaregowie: Krwawy uran w Polsce?”
http://wolnemedia.net/ekologia/areva-niger-i-tuaregowie-krwawy-uran-w-polsce/
„Przywrócono pozew przeciwko Exxon Mobil”
Przywrócono pozew przeciwko Exxon Mobil
„Czy San Leon uszanuje prawa Saharyjczyków?”
http://afryka.org/afryka/czy-san-leon-uszanuje-prawa-saharyjczykow-,news/
„Talisman Energy łamie prawo i dzieli Achuarów”
Talisman Energy łamie prawo i dzieli Achuarów
„Birmańska armia spaliła 50 domów w Kachin”
http://wolnemedia.net/wiadomosci-ze-swiata/birmanska-armia-spalila-50-domow-w-kachin/
„Ataki birmańskiej armii na Karenów”
http://wolnemedia.net/polityka/ataki-armii-birmanskiej-na-karenow-2010-2011/
„Areva próbuje zablokować poszerzenie Parku Narodowego Kakadu”
http://wolnemedia.net/wiadomosci-ze-swiata/areva-probuje-zablokowac-poszerzenie-parku-narodowego-kakadu/
„Energy Insecurity: Chevron, Total…”
http://www.earthrights.org/sites/default/files/documents/energy-insecurity.pdf
“The Lasting Stain of Oil”
http://chevrontoxico.com/news-and-multimedia/2010/0628-the-lasting-stain-of-oil.html

[10] Damian Żuchowski, „Nieme przyzwolenie na śmierć także Polsce?
https://wolnemedia.net/nieme-przyzwolenie-na-smierc-takze-polsce/

[11] Jacek Tarnowski ze wszystkich moich rozmówców zajmował swój urząd najdłużej, aż do listopada 2021 roku, kiedy nagle niespodziewanie zmarł w wieku 54 lat. Prezentowany artykuł powstał w ostatnim kwartale ubiegłego roku, ale ta koincydencja sprawiła, że postanowiłem odłożyć nieco w czasie jego premierową publikację.

[12] Damian Żuchowski, „Co ministerstwa naprawdę sądzą o prawach człowieka”?
https://wolnemedia.net/co-polskie-ministerstwa-naprawde-sadza-o-prawach-czlowieka/

[13] Wtedy działając z pobudek idealistycznych oczekiwałem, że organizacje o tym profilu z założenia powinny odnieść się do tak istotnych problemów. Dopiero z czasem analizując ich działalność zrozumiałem, że jako „zorganizowane podmioty” posiadają one swój odgórny program działań na terenie każdego kraju i zarazem pozostają reaktywne raczej na oddziaływania podmiotów partnerskich (media, inne organizacje, uniwersytety itd.) niż na kontakt z pojedynczymi interesariuszami. Doceniając zakres ich aktywności w niektórych obszarach przytaczam ich milczenie w opisywanym problemie jako wierne odtworzenie ówczesnych wydarzeń.

[14] „Executivos da Odebrecht e Andrade Gutierrez sao presos na Lava Jato”
https://g1.globo.com/jornal-hoje/noticia/2015/06/executivos-da-odebrecht-e-andrade-gutierrez-sao-presos-na-lava-jato.html
„Brazil’s Andrade Gutierrez to pay $381 million fine to settle graft charges”
https://www.reuters.com/article/us-brazil-corruption-andrade-idUSKBN1OH22U
„Camargo Correa fecha acordo de leniencia de R$ 1,4 bi com governo”
https://www1.folha.uol.com.br/mercado/2019/07/camargo-correa-fecha-acordo-de-leniencia-de-r-14-bi-com-governo.shtml

[15] „Defolianty mogą zagrozić bezpieczeństwu Indian”
https://wolnemedia.net/defolianty-moga-zagrozic-bezpieczenstwu-jacareubakatawixi/

[16] „Izolowani Indianie w obszarze Karitiana i Doliny Javari w niebezpieczeństwie”
https://amazonicas.wordpress.com/2013/01/19/izolowani-indianie-w-obszarze-karitiana-i-doliny-javari-w-niebezpieczenstwie/

[17] Damian Żuchowski, „Indianie demaskują kodeks etyczny GDF Suez”
https://wolnemedia.net/brazylijscy-indianie-demaskuja-kodeks-etyczny-gdf-suez/

[18] Damian Żuchowski, „Atmosfera przyzwolenia w Brazylii wzmacnia konflikty i inwazję na ziemie Indian,
https://wolnemedia.net/atmosfera-przyzwolenia-w-brazylii-wzmacnia-konflikty-i-inwazje-na-ziemie-indian/

[19] Damian Żuchowski, „Wylesianie i Najazdy na Rdzenne Terytoria w Stanie Rondonia”
https://amazonicas.wordpress.com/2021/10/10/wylesianie-i-najazdy-na-rdzenne-terytoria-w-stanie-rondonia/

[20] Joao Fellet & Charlotte Pamment, „Amazon rainforest plots sold via Facebook Marketplace ads”
https://www.bbc.com/news/technology-56168844

[21] „Indígenas denunciam novos casos de roubo de madeira e grilagem de terra na TI Karipuna, em Rondônia”
https://cimi.org.br/2021/12/indigenas-denunciam-novos-casos-de-roubo-de-madeira-e-grilagem-de-terra-na-ti-karipuna-em-rondonia/

[22] Damian Żuchowski, „Ostrzeżenie znad rzeki Envira. Nowe nagranie FUNAI”
https://amazonicas.wordpress.com/2014/08/07/ostrzezenie-znad-rzeki-envira-nowe-nagranie-funai/

[23] Dane w tym zakresie są niejednorodne, w zależności od źródła i przyjętej metodologii.

Opublikowano Artykuły, Brazylia, Epidemie, Indianie Izolowani, Korporacje i Instytucje, Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wzrost Popytu na Mangan w Chinach Zagraża Ziemiom Ludu Kayapo w Pará

Przemysłowe, kapitałowe lub przetwórcze zapotrzebowanie na metale i kopaliny: złoto, srebro, miedź, boksyt, kobalt czy tantal, stawało się w przeszłości – bliższej i dalszej – motorem nie tylko dewastacji środowiska, ale przyczyną wojen i wyzysku całych narodów i ludów. Zwiększony popyt na dany surowiec, zawsze przyciąga śmiałków i wyrachowane grupy, gotowych na przekroczenie granicy prawa i fundamentalnych zasad.

Członkowie ludu Kayapo zamieszkujący rdzenne terytoria w południowo-wschodniej części stanu Pará w Brazylii, odczuwają aktualnie skutki wysokiego zapotrzebowania Chin na mangan, metal wykorzystywany także przy produkcji stali, niezbędnej w różnych gałęziach gospodarki i inwestycji, finansowanych przez Państwo Środka. Rosnący popyt na mangan spowodował gwałtowny wzrost cen na arenie międzynarodowej, a w samej Brazylii przyniósł konsekwencje w postaci nielegalnych inicjatyw jego pozyskania. Według Narodowej Agencji Górniczej (ANM) brazylijska policja federalna prawie co tydzień zajmuje ciężarówki z manganem pozyskiwanym w granicach stanu Pará. Prawdopodobne pochodzenie nielegalnego manganu to południowy wschód stanu Pará, w którym żyją Indianie Kayapo. Jest to region w pobliżu prowincji mineralnej Carajás, gdzie występują jedne z najlepszych jakościowo złóż na świecie, nie tylko manganu ale również złota, miedzi i żelaza.

Konstytucja Brazylii z 1988 roku, zabezpieczyła terytoria rdzennych mieszkańców przed eksploatacją surowcową, wielopokoleniową praktyką skutkującą inwazjami, rugowaniem, wyzyskiem i przemocą. Na rdzennych terytoriach obowiązuje zakaz wydobycia surowców i prawne zabezpieczenia są na tyle mocne, że drużynie prezydenta Jaira Bolsonaro wciąż nie udaje się ich oficjalnie znieść.

Projekt Amazônia Minada firmy InfoAmazonia, monitorujący aktywność górniczą na rdzennych terytoriach – zamkniętych dla górnictwa – na przestrzeni 2020 roku odnotował niezwykły wzrost wniosków koncesyjnych na wydobycie manganu. Podczas gdy ruda manganu historycznie stanowiła nieco ponad 1% ogółu surowców poszukiwanych na rdzennych terytoriach, to w 2020 roku było to już 15%. Oznacza to, że prawie co szósta prośba o pozwolenie eksploatacyjne dotyczyła manganu, z czego zdecydowana większość była skoncentrowana w rejonie życia Kayapo.

Mimo, że tego typu wnioski pozwalają określić jedynie zainteresowanie tym minerałem, roszczenia dotyczące rdzennych terytoriów, mogą utorować drogę do nielegalnego wydobycia. Na terenie rdzennej rezerwy Terra Indigena Kayapo (TI Kayapo), obszarze najbardziej pożądanym jeśli chodzi o poszukiwanie i wydobycie manganu, mieszkańcy odnotowują już nielegalną działalność.

Narodowa Agencja Górnicza (ANM) twierdzi, że nielegalne wydobycie manganu nie jest zjawiskiem nowym, ale proceder ten nasila się wobec wzrostu zapotrzebowania na rynkach azjatyckich i szeregu innych zjawisk. „Wzrost obserwowany w 2020 roku jest spowodowany problemami dotyczącymi rynku przemysłu stalowego, żelaznego, stopowego i akumulaturowego, dewaluacją kursu walut, a także poczuciem bezkarności wynikającym z trudności w kontrolowaniu terytorium, nasilonych jeszcze przez sytuację pandemiczną” – twierdzi ANM.

Liczba wniosków na wydobycie manganu na rdzennych terytoriach jest tak wysoka, że prawie równa się skumulowanemu zainteresowaniu w latach 1980-2019. Od 2020 roku do czerwca 2021 roku ANM otrzymało 38 wniosków w sprawie wydobycia manganu. Między wrześniem 2020 r. a czerwcem 2021 r. 17 z tych wniosków zostało jednak odrzuconych, ponieważ pokrywały się lub oddziaływały na terytoria indiańskie. Dwa inne wnioski zostały niedawno poprawione i po korekcie udzielone koncesje sąsiadują z ziemiami rdzennej ludności.

16 z 17 wniosków złożonych w 2020 roku, odrzuconych przez ANM, było dziełem tej samej firmy: Patium Beneficiamento de Minério i dotyczyło TI Kayapo. Patium jest nadal aktywne w kolejnych 17 wnioskach o pozwolenie na eksploatację manganu. Pokrywają się one z TI Kayapo (11 wniosków), Badjonkore (3) i Las Casas (3) – wszystkie  wymienione terytoria należą do ludu Kayapo.

Patium było w przeszłości częścią konglomeratu 12 CNPJ, związanego z wydobywczymi interesami Samuela Borgesa, którego główną marką pozostaje Recursos Minerais do Brasil (RMB S.A.). RMB S.A. pozostaje jedną z niewielu firm uprawnionych do eksploracji manganu w prowincji mineralnej Carajás. Patium zostało sprzedane na początku 2021 roku, ale trzy inne firmy Borgesa również składały wnioski na wydobywanie rud na rodzimych terytoriach. W 2020 roku policja federalna i ANM znalazły 81100 ton manganu „z oznakami nielegalności” w magazynach firmy Borgesa w porcie Barcarena oraz w siedzibie firmy w Curionópolis. Była to druga co do wielkości ilość skonfiskowanego manganu w zeszłym roku i prawie jedna trzecia ogółu konfiskat zgłoszonych w raporcie.

Pomimo, że prawnie nie mają szansy realizacji wnioski na wydobycie na rdzennych terytoriach oczekują na swą moc sprawczą. Obrazowo tę zależność wyjaśnia Marcio Santilli, założyciel Instytutu Socioambiental: „W czasie obrad Konstytuanty minister górnictwa i energetyki, Aureliano Chaves, ustanowił nietypową procedurę dla wniosków na ziemiach tubylczych, która obowiązuje do dziś. Jeśli pojawiają się one w systemie rządowym, nie zostają odrzucone lub zaakceptowane. Są jak Królewna Śnieżka czekająca na przebudzenie księcia. Ten pocałunek może nadejść ze strony prawa regulującego”. W lutym 2020 roku prezydent Jair Bolsonaro przedstawił ustawę regulującą taką działalność i może ona stać się „pocałunkiem księcia”, na który czekają górnicy. „Podejmowano już wiele prób, ale ta jest najgorsza jakie widziałem, ponieważ nie przestrzega konstytucyjnych zasad eksploatacji na obszarach chronionych” – komentuje te zakusy Santilli.

Największymi beneficjentami takiego „pocałunku księcia” nie staną się jednakowoż mali górnicy czy spółdzielnie górnicze, ale potentaci w branży wydobywczej tacy jak firma Vale SA, która bezpośrednio lub poprzez spółki zależne odpowiada za 75-137 wnioski na wydobycie pokrywające się z rdzennymi terytoriami.. Firma od 30 lat znajduje się w konflikcie z rdzenną ludnością Xikrin, jedną z podgrup ludu Kayapo. Xikrin domagają się sprawiedliwości w sprawie trzech projektów za jakie odpowiedzialne jest Vale. Najbardziej znanym przypadkiem jest operacja Onça Puma, zlokalizowana sześć kilometrów na zachód od rdzennego terytorium. Według raportu Uniwersytetu Federalnego Pará (UFPA), Onça Puma zanieczyszcza dno rzeki Cateté metalami ciężkimi, co stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i stylu życia rdzennych mieszkańców. Ekspandująca eksploracja złóż manganu w regionie może pogorszyć stan zdrowia rdzennych mieszkańców. Według uniwersyteckiego badacza Reginaldo Sabóia, który zmierzył obecność metali ciężkich w próbkach włosów Indian, plemię jest w niebezpieczeństwie. W raporcie opublikowanym w lutym 2020 roku napisał: „Ci Indianie mieli wskaźnik skażenia manganem, który zaimponuje każdemu profesjonaliście”. Większość testów wykazało wskaźnik obecności manganu o 500% powyżej odsetka uważanego za bezpieczny dla ludzi. Ale dwóch członków starszyzny, Kokono Xikrin i Painho Xikrin, zgromadziło już o 2000% powyżej tolerowanego limitu manganu w organizmie. Sabóia ostrzega, że jeżeli stan ten nie zostanie złagodzony, to spowoduje katastrofalne i nieodwracalne szkody zdrowotne. Oddziaływanie manganu ujawnia się w płucach i ośrodkowym układzie nerwowym prowadząc do objawów klinicznych, głównie neurologicznych i stanów zapalnych górnych dróg oddechowych.

Przygotował: Damian Żuchowski

Zobacz:

Internacional por manganês ameaça indígenas Kayapó no Pará

http://www.ihu.unisinos.br/78-noticias/610094-demanda-internacional-por-manganes-ameaca-indigenas-kayapo-no-para

Opublikowano Artykuły, Brazylia, Korporacje i Instytucje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Las Deszczowy Amazonii Sprzedawany za Pośrednictwem Facebook Marketplace

Reporterzy brazylijskiego oddziału telewizji BBC odkryli, że część brazylijskiego lasu deszczowego Amazonii jest nielegalnie sprzedawana na portalu społecznościowym Facebook. Obszary chronione obejmują lasy państwowe i terytoria zamieszkane przez rdzennych mieszkańców Brazylii. Niektóre działki lasu sprzedawane w serwisie ogłoszeniowym Facebooka mają rozmiar 1000 boisk piłkarskich – piszą Joao Felle i Charlotte Pamment w artykule „Amazon rainforest plots sold via Facebook Marketplace ads”

Facebook poinformował, że jest „gotowy do współpracy z lokalnymi władzami”, zaznaczając jednocześnie, że nie podejmie żadnych samodzielnych i niezależnych działań służących powstrzymaniu tego procederu. „Nasza zasady handlowe wymagają od kupujących i sprzedających przestrzegania przepisów i prawa” – zaklina się firma z siedzibą w Kalifornii. Z perspektywy Facebooka „nie wydaje się, aby problem był na tyle poważny, aby uzasadniał wstrzymanie sprzedaży gruntów dotyczących całej Amazonii na platformie Facebook Marketplace”.

Zdaniem lokalnych organizacji pozarządowych i rdzennych mieszkańców, rząd Brazylii nie jest zainteresowany wstrzymaniem sprzedaży. „Grabieżcy ziemi czują się bezkarni do tego stopnia, że nie wstydzą się wchodzić na Facebook w celu zawierania nielegalnych transakcji sprzedaży gruntu” – ocenia Ivaneide Bandeira z organizacji pozarządowej Kanindé.

Transakcje sprzedaży lasu deszczowego na Facebooku nie są szczególnie zaszyfrowane. „Każdy może znaleźć nielegalne działki wpisując portugalskie odpowiedniki haseł takich jak las czy drewno w wyszukiwarce Facebook Marketplace” i to poprzez wskazanie konkretnej lokalizacji w jednym z brazylijskich stanów położonych w Amazonii. Niektóre oferty zaopatrzone są w zdjęcia satelitarne i współrzędne GPS. Wielu sprzedawców otwarcie przyznaje, że nie posiada tytułu prawnego do ziemi, zgodnie z brazylijskim prawem jedynego dokumentu potwierdzającego własność ziemi.

Jako jednego z kontrahentów Felle i Pamment przedstawiają Fabricio Guimarãesa, sfilmowanego za pośrednictwem ukrytej kamery. Człowiek ten z nie małą kindersztubą przechadza się przez skrawek lasu deszczowego, uprzednio wypalonego, uspakajając, że „nie ma tu ryzyka inspekcji przez agentów federalnych”.  Dzięki wylesieniu skrawka lasu i przygotowania go pod uprawę, udało mu się potroić początkową cenę wywoławczą do kwoty 35000 dolarów USD. Fabricio nie jest rolnikiem. Ma stałą pracę w mieście, ale lasy deszczowe postrzega jako okazję do „inwestycji”.

Wiele reklam na Facebook Marketplace dotyczyło stanu Rondônia, najbardziej wylesionego stanu w brazylijskiej Amazonii. BBC posuwając się do prowokacji zorganizowało spotkanie czterech sprzedawców z tego stanu oraz „tajnego agenta” planowo udającego prawnika reprezentującego „zamożnych inwestorów”. Jeden z uczestników spotkania, Alvim Souza Alves, próbował sprzedać działkę wewnątrz rezerwatu Indian Uru Eu Wau Wau za kwotę ok. 22 700 funtów brytyjskich. Ziemie, które próbował bezceremonialnie upłynnić są domem dla 200 członków ludu Uru Eu Wau Wau. W szerszym promieniu terytorium o którym piszemy, żyje co najmniej pięć grup Indian nie utrzymujących kontaktów ze społeczeństwem narodowym. Na spotkaniu Pan Alves zarzekał się jednak: „Tam nie ma Indian. Z miejsca, w którym jest położona moja ziemia, żyją oni 50 km dalej. Nie zamierzam Wam mówić, że od czasu do czasu nie chodzą dookoła”.

Bitaté Uru Eu Wau Wau, jeden z przywódców lokalnych Indian skonfrontowany przez BBC z tymi rewelacjami powiedział, że wspomniana działka znajdowała się w obszarze używanym przez jego społeczność do polowania, łowienia ryb i zbierania owoców. „To brak szacunku. Nie znam tych ludzi. Myślę, że ich celem jest wylesianie rdzennej ziemi, tego co jeszcze stoi. Można powiedzieć, że to wylesianie naszego życia” – mówił Bitaté wzywając brazylijskie władze do interwencji, a Facebook do podjęcia własnych działań.

Jednym z czynników napędzającym w ostatnich latach proceder zawłaszczania ziemi i nielegalnego rynku ziemi w Brazylii jest oczekiwanie na amnestię. Alves ujawnił, że współpracuje z innymi takimi jak on „inwestorami” w akcji afirmatywnej na rzecz legalizacji skradzionej ziemi. Lobbują w tym celu u polityków skłonnych poprzeć taki scenariusz. Nie ma on wątpliwości, że jedyna szansa na domknięcie tego postulatu pojawiła się wraz z prezydenturą Jaira Bolsonaro. Alves zaprezentował się jako człowiek powiązany ze Stowarzyszeniem Curupira, znanym brazylijskiej policji federalnej jako „grupa prowadząca nielegalną operację przejmowania ziemi, skupiającej się na inwazji na terytorium rdzennych mieszkańców”. Alves zaufał na tyle „tajnemu agentowi BBC”, że zabrał go na spotkanie z rzekomym przywódcą Stowarzyszenia Curupira. Wraz z nim zapewniał, że „wybitni politycy” pomagają organizować spotkania z agencjami rządowymi w stolicy Brazylii. Jako głównego sojusznika w tym dziele zaprezentowali brazylijskiego kongresmana, pułkownika Chrisóstomo, członka Partii Socjalno-Liberalnej, której Bolsonaro był członkiem, dopóki nie założył własnej w 2019 roku. W rozmowie z BBC Chrisóstomo przyznał, że pomógł zorganizować spotkanie, ale nie wiedział, że dotyczy ono grabieży ziemi.

Opracowanie: Damian Żuchowski

ZRÓDŁA:

Joao Fellet & Charlotte Pamment Amazon rainforest plots sold via Facebook Marketplace ads https://www.bbc.com/news/technology-56168844

Plots of Amazon Rainforest Illegally Sold on Facebook https://insightcrime.org/news/plots-brazil-amazon-rainforest-illegally-facebook/

Po raz pierwszy wnioski ze śledztwa przedstawiono w lutym 2021 roku. Teraz w październiku, jak publikują także polskie portale internetowe Facebook zapowiada walkę z tym procederem

Facebook nie będzie już sprzedawał puszczy amazońskiej na części https://spidersweb.pl/2021/10/facebook-marketplace-kupno-lasy-deszczowe.html

Dziennikarskie śledztwo. Grunty w Amazonii sprzedawane przez Facebooka https://cyfrowa.rp.pl/globalne-interesy/art19002961-dziennikarskie-sledztwo-grunty-w-amazonii-sprzedawane-przez-facebooka

Opublikowano Brazylia, Deforestacja, Indianie Izolowani, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Agrobiznes Zaciska Pętlę wokół Parku Narodowego Xingu

Watatakalu z ludu Yawalapiti urodziła się, w otoczonej dużym rezerwuarem leśnym, wsi Amakapuku w sercu brazylijskiej Amazonii. Ta czterdziestolatka dużą część dzieciństwa spędziła na białych piaskach i w krystalicznie czystej wodzie rzeki Tuatuari. Słuchała opowieści swojego dziadka o tym jak biały człowiek wymyślił ogromy liść i ścinał drzewa. Wtedy, jeszcze w latach 1980. jak wspomina, wszyscy się śmiali, ponieważ „sądzili, że to nie prawda” – pisze Flávia Milhorance w artykule „La agroindustria rodea el territorio indígena Xingu en Brasil”.

Watatakalu, obecnie lokalna przywódczyni Yawalapiti, dorastała w granicach rdzennej rezerwy Terra Indigena Xingu (TIX), w granicach Parku Narodowego Xingu, między stanami Mato Grosso i Pará w Brazylii. Założony 60 lat temu TIX w celu zachowania różnorodności biologicznej i szesnastu zamieszkujących go grup etnicznych, był pierwszym rezerwatem rdzennych mieszkańców utworzonym przez brazylijski rząd.

Pomimo początkowo dużej strefy ochronnej wokół terytorium TIX i ziem ludu Yawalapiti z biegiem kolejnych dekad krajobraz wokół zaczął się zmieniać. Za każdym razem gdy Watatakalu odbywała podróż 290 kilometrów ze wsi do najbliższego miasta Canarana las się kurczył. Zastępowały go pola. Bajka jej pradziadka zaczęła nabierać realistycznego charakteru. Na przestrzeni ostatnich 20 lat region otaczający ziemie Yawalapiti przekształcił się w centrum produkcji soi, kukurydzy, bawełny i mięsa. Obecnie obszar Xingu wytwarza 10% brazylijskiego eksportu soi.

Według danych dotyczących handlu zagranicznego (Comex) 13 gmin wokół Xingu, w tym Canarana, wyeksportowało 8,7 mln ton soi w 2020 roku, z czego ponad połowa trafiła do Chin. Te same gminy wyeksportowały również 8,5 mln ton kukurydzy przeplatanej soją, co stanowi jedną czwartą zeszłorocznych dostaw. „Po wschodniej stronie gdzie leży Querência, a na południu, Canarana, następuje zaawansowana konsolidacja agrobiznesu, z udziałem intensywnie inwestujących międzynarodowych grup i ich wielkich silosów” – wyjaśnia Ivã Bocchini z programu Xingu Instytutu Socioambiental. Międzynarodowe firmy, takie jak amerykańskie Bunge i Cargill, chińskie Cofco czy brazylijska Amaggi, prowadzą ważne operacje w regionie.

Świat między rezerwatami a wielkimi monokulturowymi plantacjami skurczył się. Farmy i rezerwaty przyrody i rdzennych mieszkańców znajdują się blisko siebie. W konsekwencji obszary gdzie prowadzona jest wycinka i powstają monokultury przecinają się ze sobą. Rdzenni Mieszkańcy z rdzennego terytorium Xingu zauważają wielkie zmiany środowiskowe i klimatyczne w swoim regionie. „Słońce zrobiło się cieplejsze, pora sucha dłuższa, rzeka jest płytsza i bardziej błotnista. Ryby występują coraz rzadziej […] Nie pijemy już rzecznej wody, bo nie jest czysta” – mówi Watatakalu Yawalapiti.

W regionie wzrosła populacja dzikich świń, które żywią się kukurydzą i soją z plantacji, atakując pola drobnych rolników i Indian. Badania potwierdzają obserwacje rdzennych mieszkańców. Opady deszczu w gminach otaczających terytorium Xingu są rzadsze, a wylesianie wzrasta. Przy mniejszej ilości opadów susza jest intensywniejsza, a pożary lasów zdarzają się częściej. Budowa wielu tam i zbiorników dla bydła, rolnictwa i wytwarzania energii elektrycznej zmienia przepływ dróg wodnych w dorzeczu Xingu. Zapora wodna Belo Monte niedaleko Wielkiego Zakrętu Xingu, zagraża przetrwaniu rzeki.

Bocchini wskazuje na pestycydy jako największe i ciche zagrożenie, ponieważ spłukiwane są one do rzek, które przepływają przez TIX. W ciągu dekady obszar uprawy zbóż wokół terytorium Xingu wzrósł o 135%, a zużycie pestycydów o 130%. Stosunkowo niedawno w regionie pojawiła się na dobre bawełna, główny konsument pestycydów. Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad Xingu ponad dwukrotnie zwiększyło eksport bawełny. W tym przypadku głównym importerem również są Chiny. Rzecz ma się podobnie w sprawie wołowiny. W 2020 roku z regionu wyeksportowano 14 800 tys. ton wołowiny, z czego 40% trafiło do Chin.

Krajobraz w dorzeczu Xingu zaczął się zmieniać po zbadaniu wnętrza Brazylii za czasów rządów Getúlio Vargasa (1937-1945). W 1943 roku wyprawa Roncador-Xingu opuściła Leopolidnę w stanie Minas Gerais i skierowała się na północnych zachód. Wyprawa oczyściła teren pod 1500 km dróg, zbudowała lotniska i bazy wojskowe. Wzdłuż drogi powstawały nowe wioski. Wyprawa służyła nie tylko mapowaniu Brazylii. Z powodu braku finansowania utknęła w górnym Xingu, w stanie Mato Grosso, gdzie bracia Villas Bôas, nawiązali kontakt z rdzenną ludnością. „Cel naszej wyprawy nie miał nic wspólnego z Indianami, to był przypadek” – wspominał Orlando Villas Bôas. Zagrożenie kulturowe i gospodarcze dla lokalnych Indian było już wtedy dostrzegalne. Dlatego bracia Villas Bôas nawiązali współpracę z lokalnymi przywódcami, w tym paroma Yawalapiti, a wśród nich z dziadkiem Watatakalu, w trwającej prawie dekadę kampanii mającej na celu utworzenie rezerwatu. Obszar chroniony powstał ostatecznie w 1961 roku. Dwóch spośród braci Villas Bôas za swoje wysiłki otrzymało nominacje do Pokojowej Nagrody Nobla.

Opracowanie: Damian Żuchowski

Zobacz:

Flávia Milhorance, La agroindustria rodea el territorio indígena xingu en Brasil https://ipsnoticias.net/2021/04/la-agroindustria-rodea-territorio-indigena-xingu-brasil/

Opublikowano Artykuły, Brazylia, Deforestacja, Korporacje i Instytucje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wylesianie i Najazdy na Rdzenne Terytoria w Stanie Rondonia

Gdy w pierwszej dekadzie XXI wieku rząd kolejnych brazylijskich prezydentów, Inacio Lula da Silvy i Dilmy Rousseff i ich platformy politycznej (Partia Pracujących – PT), przedstawił wielki projekt budowy dziesiątek elektrowni wodnych na rzekach brazylijskiej Amazonii, kolejne osoby i instytucje zaufania publicznego (antropolodzy, ludzie kościoła zrzeszeni w Radzie Misyjnej CIMI organizacje pozarządowe i Rdzenni Mieszkańcy) ostrzegali przed wielkimi konsekwencjami jakie przyniesie konstrukcja elektrowni wodnych San Antonio i Jirau na rzece Madeira. Skutkiem ubocznym zrealizowanego ostatecznie projektu hydroelektrycznego z inwestycjami towarzyszącymi włącznie – jak ostrzegano – miała stać się eksploatacja odległych ziem w stanie Rondonia przez osadników, poszukiwaczy przygód, drwali i hodowców bydła. Jako terytoria zagrożone wskazano wówczas ziemie między innymi Indian Karipuna i Uru-Eu-Wau-Wau, a kilka grup izolowanych Indian nie utrzymujących kontaktów ze społeczeństwem narodowym (np. Jacareubu/Katawixi) mogły zostać narażone na wymarcie. Od tamtego czasu liczba incydentów na rdzennych ziemiach w regionie wzrosła, a niektóre rdzenne terytoria w stanie Rondonia na przestrzeni ostatnich lat stały się punktem docelowym jednej z największych inwazji w skali całej Brazylii.

4 maja 2021 roku lud Karipuna złożył pozew w Sądzie Federalnym w stanie Rondonia, celem zagwarantowania ochrony Rdzennego Terytorium Karipuna (TI Karipuna), bezustannie nękanego przez drwali i grabieżców ziemi (grileiros). Indianie Karipuna w latach 1970. w trakcie ostatniej fali kontaktów ze społeczeństwem narodowym, znaleźli się na krawędzi wymarcia. Obecnie społeczność Karipuna liczy sobie 60 osób i jak stwierdziła brazylijska prokuratura federalna (Ministério Público Federal – MPF)), jest ona poddawana procesowi, który może doprowadzić do „nieuchronnego ludobójstwa”.

W ostatnich latach Rdzenne Terytorium Karipuna (TI Karipuna) stało się celem systematycznych działań najeźdźców, trudniących się kradzieżą drewna. Co więcej, oficjalnie uznawane ziemie Karipunów zaczęły być parcelowane przez interesariuszy. Działający z dezynwolturą spekulanci i grabieżcy ziemi sprzedawali osadnikom działki leżące w granicach rdzennej rezerwy i wylesiali obszar z zamiarem postawienia nieruchomości. Stan permanentnej inwazji potępiony został zarówno w Brazylii, jak i za granicą. Brazylijskie państwo zostało zmuszone do aresztowania osób podejrzanych o udział w handlu ziemią i wylesianie. Mimo tamtej operacji, najeźdźcy kontynuują niszczenie terytorium Karipuna. W latach 2017-2020 zdewastowano 3646 hektarów TI Karipuna, co sprawia, że zajmuje ona 9 miejsce na liście najbardziej wylesionych rdzennych terytoriów w Amazonii.

Wnioski ludu Karipuna składane do wymiaru sprawiedliwości, centralnego rządu i Narodowej Fundacji ds. Indian (FUNAI) zawierają apele o usunięcie najeźdźców i przeprowadzenie inspekcji zniszczeń jakich dokonano na ich ziemiach do tej pory, w tym powstałych pastwisk, ogrodzeń, studni i dróg. Rdzenni mieszkańcy domagają się zaprzestania praktyki wydzierżawiania ich terytoriów zewnętrznym podmiotom i osobom, a także anulowania ze wszystkich baz danych, jakichkolwiek istniejących już pozwoleń, pokrywającymi się z tradycyjnymi terytoriami. Karipuna chcą także aby centralne władze, FUNAI i stan Rondonia poniosły koszty odszkodowania za straty materialne i środowiskowe, w oparciu o oszacowaną przez MPF wartość szkód wyrządzonych na TI Karipuna – opiewających na sumę 22 mln reali brazylijskich – a także za szkody moralne w kwocie, którą określi sąd.

„Od lat walczyliśmy z niszczeniem naszej ziemi. Teraz nastał czas, aby sąd obarczył państwo odpowiedzialnością za niestosowanie się do postanowień Konstytucji, a także za nie zagwarantowanie ochrony naszego domu i naszego ludu, tak abyśmy mogli żyć w pokoju, zgodnie z naszymi zwyczajami i tradycjami” – tłumaczy prawne posunięcia przywódca Adriano Karipuna.

Z równie poważnymi problemami zmagają się Indianie Uru-Eu-Wau-Wau. Biuletyn Sirad-Isolados wydawany przez Instytut Socioambiental wskazuje na ziemie plemienia jako jedne z najbardziej wylesianych tubylczych domen objętych prowadzonych monitoringiem. W samym tylko maju 2021 roku wylesienie w tym obszarze wzrosło o 133%. We wnętrzu rdzennych terytoriów Uru-Eu-Wau-Wau wycięto las na obszarze 27,3 hektarów. Postęp deforestacji w regionie wskazuje na stosowanie ciężkich technik wylesiania, jak np. łańcuchy przymocowane do ciągnika w celu szybkiego usuwania pokrywy leśnej. W kwietniu 2021 roku rdzenni mieszkańcy ze stanu Rondonia zorganizowali protest domagając się przeprowadzenia rzetelnego śledztwa w sprawie śmierci Ari Uru-Eu-Wau-Wau, którego ciało znaleziono w zeszłym roku na rzece Jamari. Ari był członkiem zespołu chroniącego granice terytorium i monitorującego postępy najeźdźców. Na ciele 33-letniego mężczyzny stwierdzono ślady pobicia. Podczas protestu zorganizowanego przed Okręgowym Sądem Federalnym w Porto Velho, stolicy stanu Rondonia, Txai Surui, pełniący funkcję koordynatora Ruchu Rdzennej Młodzieży Rondonii powiedział: „Żądamy informacji kto zabił Ariego i kto rozkazał go zabić. Wiemy, że stoi za tym wiele ważnych osób, które zachęcają do inwazji na ziemie […] Sam rząd federalny powinien być oskarżony, ponieważ jest współwinny tego, co się dzieje. To więcej niż przebiegłość. On zachęca do inwazji na nasze terytoria”.

Po tym jak brazylijski sąd ukrócił działalność federalnych organów kontrolnych, zespół nadzoru sformowany przez Indian, w którym działał Ari, stał się kluczowym organem gwarantującym integralność Terra Indigena Uru-Eu-Wau-Wau. Rezerwat o powierzchni 1,8 mln hektarów jest największym zachowanym kompleksem lasów deszczowych w stanie Rondonia. Oprócz Uru-Eu-Wau-Wau jest domem dla ludów Amondawa, Oro Win i Juma, a także ludności znajdującej się w dobrowolnej izolacji. Lokalne zasoby znajdujące się w ziemi i wodzie znalazły się na radarze grabieżców ziemi i drwali już w 2019 roku.

„Wiemy, że nastąpił wzrost inwazji na ziemie tubylcze o 600%, a w trakcie pandemii [w dobie wyciszenia nadzoru państwowego) najeźdźcy nie podlegają kwarantannie” – komentuje aktualną sytuację Txai Surui, oddając hołd zamordowanemu koledze: „Ari był obrońcą rdzennego terytorium. Monitorował obszar za pośrednictwem technologii, używał do tego celu drony. Był wojownikiem, przywódcą, ważną osobą dla własnego ludu. Był też moim wielkim przyjacielem”.\

Opracowanie: Damian Żuchowski

Artykuł ukazał się także na Wolnemedia.net

ŹRÓDŁA:

Ostrzeżenie przed ludobójstwem w Rondonii https://wolnemedia.net/ostrzezenie-przed-ludobojstwem-w-rondonii/

Povo Karipuna entra com ação na Justiça para que Funai, União e Governo de RO protejam terra indygena https://g1.globo.com/ro/rondonia/noticia/2021/05/05/povo-karipuna-recorre-a-justica-para-funai-uniao-e-governo-de-rondonia-protegerem-terra-indigena.ghtml

Desmatamento em terras com indígenas isolados cresce mais de 200% em julho https://www.socioambiental.org/pt-br/noticias-socioambientais/desmatamento-em-terras-com-indigenas-isolados-cresce-mais-de-200-em-julho

Desmatamento na Terra Uru-Eu-Wau-Wau cresce 133% e coloca indígenas isolados em risco https://www.socioambiental.org/pt-br/noticias-socioambientais/desmatamento-na-terra-uru-eu-wau-wau-cresce-133-e-coloca-indigenas-isolados-em-risco

Atmosfera przyzwolenia w Brazylii wzmacnia konflikty i inwazję na ziemie Indian https://wolnemedia.net/atmosfera-przyzwolenia-w-brazylii-wzmacnia-konflikty-i-inwazje-na-ziemie-indian/

Murilo Pajolla, Quem matou Ari Uru-Eu-Wau-Wau? Morte de guardião de território em RO completa um ano https://www.brasildefato.com.br/2021/04/19/quem-matou-ari-uru-eu-wau-wau-morte-de-guardiao-de-territorio-em-ro-completa-um-ano

Opublikowano Brazylia, Deforestacja, Epidemie, Indianie Izolowani, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

List Indianina Guajajara do całego świata: „Jeśli nasza ziemia i nasz las znikną, co się stanie z moim ludem?”

Nazywam się Tainaky Tenetehar i pochodzę z Terra Indigena Arariboia, rezerwy położonej w brazylijskim stanie Maranhão. Jestem jednym ze „Strażników Lasu” i dziś przesyłam Wam te słowa, ponieważ potrzebujemy pilnego wsparcia.

Na naszym terytorium żyje około 5000 rdzennych mieszkańców Tenetehar, znanych również jako Guajajara. Oprócz nas, Arariboia jest również domem dla naszych nieskontaktowanych krewniaków, ludu Awá  (Awa Guaja). W sercu naszej ziemi mieszkają dziesiątki rdzennych mieszkańców, izolowanych Indian, którzy są najbardziej bezbronnymi ludźmi na naszej planecie. Bez lasu Awa Guaja zostaną zniszczeni.

Prowadząc operacje i patrole jako „Strażnicy Lasu” całymi dniami wędrujemy po lesie w poszukiwaniu nielegalnych drwali, którzy od dziesięcioleci napadają na chronione przez nas ziemie w poszukiwaniu drzew takich gatunków jak ipê, jatobá, copaíba, coumaru. Identyfikujemy najeźdźców, niszczymy ich obozy, wypędzamy ich z naszej ziemi. Drwale są jednak uzbrojeni. Ciągle otrzymujemy groźby śmierci od potężnej mafii drwali. Pięciu z nas zostało już zamordowanych. W 2019 roku zamordowali mojego kuzyna, Paulo Paulinho Guajajarę, próbowano także zabić mnie. Nadal mam kulę w plecach.

Nasza ziemia jest atakowana. Zdajemy sobie sprawę, że nasza kultura stopniowo zanika. Martwimy się o przyszłość naszych dzieci. Za 10, 15 lat, nasze dzieci i wnuki: co się stanie z tymi dziećmi, jeśli inwazja i niszczenie naszej ziemi będzie trwało nadal? Jeśli nasza ziemia I nasz las znikną, co stanie się z moim ludem i naszą kulturą? Jeśli nie będziemy mieli naszego lasu, nasi wojownicy odejdą. Skończy się wszystko, skończy się deszcz, skończy się czyste powietrze i zdrowie, bo nasza medycyna jest w lesie – w drzewach i owocach. Stąd czerpiemy zdrowie. Dla nas nasza ziemia jest święta. Dla nich nasz las jest brzydki, nic nie daje. „Indianin nie produkuje. Indianin jest leniwy. Indianin się nie rozwija” – mówią. Po co mamy się rozwijać, jeśli jesteśmy już rozwinięci na swój własny sposób?

Biali ludzie często mówią, że społeczeństwo brazylijskie musi się rozwijać, aby się doskonalić. Jak może stać się lepsze, skoro do dnia dzisiejszego nie zmieniło się? Rząd nie dba nawet o swoich bliskich. Jeden kraj bombarduje inny, innym krewnym pozwala umierać z głodu, umierać z pragnienia. Pozostawia własnych krewnych na ulicy, wyrzuca ich z domu, przez co jedzą śmieci i mieszkają pod mostami. Umierające dzieci bez jedzenia. Co to za rząd, który nie patrzy nawet na własnych krewnych?

I teraz chcą umieścić swój styl życia pośród nas. Nie akceptujemy tego. Każdy podąża drogą własnego narodu, swojego ludu. Nie będziemy zmuszać ich do zmiany ich własnej kultury. Dlaczego nie pozostawią nas samych, byśmy mogli żyć po swojemu? Tego właśnie chcemy, po prostu żyć w pokoju, bez wojny z nimi. Pragnę prosić czytających, cały świat, aby poruszyli kwestię naszego sposobu życia, bo jest to nasz sposób polowania, śpiewania, nasza kultura i nasz własny język. Mamy prawo do spokojnego życia, wolności i naszego lasu. Bez tego nie przetrwamy.

Nasza ziemia ma życie, dużo życia. Prosta mrówka, która chodzi po tej ziemi, wąż, jaszczurka, to jest nasze życie, wyrażają one równowagę naszego lasu. Każdy owad krzewowy spełnia własną funkcję, pełni rolę na tej ziemi.

Na naszej ziemi żyją również izolowani krewniacy, Awa Guaja. Nie chcą kontaktu z „nieindiańskim” Karaiwami, ani z nami. Kontakt przynosi im chorobę. Zwykła grypa, lekkie przeziębienie dla nich to bardzo poważna choroba, na której nie posiadają odporności [i która może ich wyniszczyć]. Nie chcemy, aby tak się stało.

Z uwagi na troskę, w imieniu obrony naszej ziemi, zaczęliśmy się zastanawiać, co możemy zrobić aby zmniejszyć oddziaływanie na nasze ziemie. Wtedy wodzowie zdecydowali się na utworzenie organizacji Strażników. Byliśmy już zmęczeniu czekaniem na brazylijski rząd, który od tak dawna nie wypełnia obowiązku ochrony i inspekcji ziemi i środowiska.

Rządy często myślą, że używamy naszej ziemi tylko dla siebie. Tak nie jest. Tak naprawdę to płuca świata, nie tylko Brazylii. To płuco jest tutaj poplamione, już boli, na płucu jest już ślad rany. Nie chcemy, aby ta choroba postępowała. Dla nas to rak niszczący las. Martwimy się, że inwazja będzie się nasilała, że nadejdzie bydło i soja. Rząd mówi tylko o agrobiznesie. Agro to, agro tamto. Agro to rozwój, agro to dla nich wszystko. Ale nie dla nas. Dla nas „nasza farma” to nasza zwierzyna, nasz las. Zawsze mówię, że nasze bogactwo jest tutaj na ziemi. To jest „nasza farma”. Nasze świeże powietrze, nasz deszcz. Bez tego jesteśmy biedni. Biedniejsi niż wszyscy.

Dla rządu bogactwem jest soja, trzcina cukrowa i bydło. Biali tak myślą, ale my nie. Według nas pieniądze nie kupią niczyjego życia. Nie kupią życia krewnego, nie kupią życia dziecka. Nasze ziemie otaczają gminy Karaiwów (białych). Są burmistrzowie, jest policja, są liderzy osadników, są radni. Myślę jednak, że nawet wraz ze wszystkimi tymi politykami nie zdają sobie oni sprawy, że istniejemy, że jesteśmy ludźmi, że mamy własne życie. Dlatego tak ważna jest praca „Strażników Lasu”. Monitorujemy, kontrolujemy, rozmawiamy z najeźdźcami, aby nie wkraczali na naszą ziemię. Oni jednak nas nie szanują. Ta ziemia jest nasza, ta ziemia ma właściciela.

Kiedy Rdzenny Mieszkaniec wypędza drwala, myśliwego lub najeźdźcę, który sadzi plony na naszej ziemi, ten następnie potępi to w mieście, a sąd przyjmie ich prośbę i wyśle nakaz aresztowania Indianina. Bronimy tego, co nasze, wewnątrz naszego domu, a jesteśmy postrzegani jak bandyci i przestępcy. Bronimy naszego życia oraz życia naszych krewnych. Jesteśmy już zmęczeni czekaniem na sprawiedliwość. Nasi krewni umierają. Nasi krewni są zabijani. Zabili już kilku wojowników. Zabijają nas po cichu, potajemnie. Dla nas to zimna wojna.

Dlatego prosimy wszystkich o pomoc w wywarciu presji na rząd brazylijski, aby wypełnił swój obowiązek inspekcji i ochrony naszej ziemi. Nasze ziemie są już uznane i poddane demarkacji, ale mimo to, biali tego nie szanują. Jest mi bardzo smutno, choć muszę zachować energię, nie dając po sobie znać jak jest mi smutno. Nie mogę pokazać tego jak boli mnie serce, choć w środku płaczę. Niosąc trudne doświadczenie inwazji, smutku i choroby, którą Karaiwowie przynoszą naszym bliskim, będziemy nadal stawiali opór, aż do ostatniego wojownika. Dopóki mamy własnych wojowników w lesie, nie zamierzamy się poddawać. Będziemy nadal walczyli, nawet bez wsparcia rządu. Będziemy walczyli do końca. Do końca. Dopóki jest małe dziecko, którego możemy bronić, będziemy tam”.

Autor: Tainaky Tenetehar

Tainaky Tenetehar, Se a nossa terra, a nossa floresta sumir, o que vai ser do meu povo? https://brasil.elpais.com/brasil/2021-03-04/se-a-nossa-terra-a-nossa-floresta-sumir-o-que-vai-ser-do-meu-povo.html

Redakcja w J. Polskim: Damian Zuchowski

Opublikowano Artykuły, Brazylia, Deforestacja, Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

W jaki sposób przemysł wiatrowy zagraża Amazonii?

Koncepcji powolnej rezygnacji z paliw kopalnych i walki ze zmianami klimatycznymi wdrażanej przez kolejne podmioty, prywatne i państwowe, towarzyszy kampania korzystania z energii odnawialnej i niskoemisyjnych źródeł energii. W tej kampanii hasło „odnawialny” lub „nowoczesny” traktowany jest często jako synonim odpowiedzialności i „bycia przyjaznym” dla środowiska. Promotorzy innowacji wskazują je jako korzystną alternatywę dla dotychczasowych rozwiązań obciążonych „dużym ładunkiem ryzyka i skutków ubocznych”. Rzadziej mówią o kosztach alternatywnych towarzyszących wyborowi promowanych przez nich rozwiązań. Przykładem jest energetyka atomowa przedstawiana jako „czysta”, której kosztem alternatywnym bywają środowiskowe, społeczne i polityczne skutki wydobycia uranu.

Przykład chińskiego programu konwersji na energię odnawialną pokazuje, że również budowa farm wiatrowych wiąże się z poważnymi kosztami alternatywnymi, wykraczającymi poza dobrze znane i udokumentowane do tej pory skutki towarzyszące. „Rząd Chin na przestrzeni 2020 roku zwiększył moc własnych farm wiatrowych bardziej niż reszta świata razem wzięta. Wzrost popytu wymaga pozyskania surowców do budowy wiatraków, a drewno balsa stało się jednym z najlepszych materiałów do budowy wydajnych, lekkich turbin, które do produkcji energii potrzebują wiatru o stosunkowo niewielkiej prędkości” – pisze Ricardo Perez w artykule „The Wind Industry Threatens the Amazon and Its Next Generation of Earth Defenders: Indigenous Girls”.

Rozwój energetyki wiatrowej wielu osobom kojarzy się pozytywnie, lecz zapotrzebowanie na „czystą energię” wywołuje wielką presję na ziemie, terytoria i społeczności w regionach, w których rosną drzewa balsa (Ogorzałka Wełnista). Terytoria przodków ludów Wampi, Awajún i Shuar Arutam rozciągają się na terenach granicznych peruwiańskiej i ekwadorskiej Amazonii. Jest to miejsce gdzie drzewa balsa rosną zupełnie naturalnie i obficie wzdłuż brzegów rzek. Rosnący popyt wygenerował ekspansję czarnego rynku i aktywności nielegalnych sieci dążących do pozyskania drewna.

Między styczniem i listopadem 2020 roku eksport związany z przemysłem leśnym w Ekwadorze wyniósł 784 mln dolarów USD. W relacji do roku 2019 mówimy o 53-procentowym wzroście eksportu. Chociaż część tego boomu można przypisać rosnącemu popytowi na produkty z drewna balsa służące wyposażaniu i remontowi domów i biur, to farmy wiatrowe w Chinach wciąż odpowiadają na zasadniczą część obserwowanego wzrostu zainteresowania. Groźba zniszczenia na tle poszukiwania cennego drewna rozciąga się poza Ekwador i Peru. W poszukiwaniu nowych miejsc z których można by pozyskać drewno balsa nielegalnie działający drwale z Ekwadoru, Peru, Kolumbii i Wenezueli wkraczają na terytoria ludów Wampi, Awajún i Shuar Arutam.

W listopadzie 2020 roku przywódcy rdzennych organizacji z regionu spotkali się, aby opracować wspólne strategie regulujące wycinkę drzew balsa na ich terytoriach. Wystosowali ultimatum do nielegalnie operujących drwali, w którym nakazali im opuszczenie ziem rdzennych społeczności w ciągu kolejnych 10 dni. Ogłosili również wysłanie w teren kilkudziesięciu strażników, których zadaniem stało się monitorowanie  lasu i kontrolowanie aktywności najeźdźców. Po spotkaniu i wystosowaniu ultimatum, były przewodniczący (Pamuk) Rządu Ludu Wampi, Wrays Perez i jego rodzina otrzymali telefony z pogróżkami.

Pomimo skoordynowanych wysiłków ludów Shuar i Wampi, nielegalne pozyskanie drewna nie ustało. Szybkie zyski z pozyskania drewna balsa stanowią nieustanną pokusę dla wszystkich ludzi i rodzin mieszkających w pobliżu granicy. Napięcie rośnie. Jego elementem stało się porwanie 6-letniej dziewczynki z ludu Wampi. Jest to kolejne z serii porwań rdzennych dzieci na pograniczu. Handel nieletnimi jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych problemów towarzyszących nielegalnej działalności gospodarczej w Amazonii. W południowych dżunglach Peru wzrost nielegalnej działalności górniczej miał ten sam efekt. Dziewczęta z rdzennych społeczności były zwabiane, a następnie porywane, by później być zmuszane do pracy lub prostytuowania się w tajnych barach powstających wokół obozów górniczych.

Sytuacja pogorszyła się na tyle, że ludy Wampi i Shuar Arutam postanowiły zorganizować nowy szczyt i są zdeterminowani, aby ponownie zamknąć granicę. Zwrócili się o wsparcie do organizacji Amazon Watch oraz innych sojuszników, aby wspólnie utrzymać długotrwałą kontrolę terytorialną rdzennych ziem. Amazon Watch zobowiązał się również do przeprowadzenia kampanii nacisku na rządy Peru i Ekwadoru, aby te wysłuchały próśb o współpracę płynących ze strony rdzennych społeczności, które posiadają konkretne propozycje dotyczące regulacji wyrębu drzew balsa.

Rząd Chin posiada obowiązek zwracania uwagi na skutki uboczne wdrażania własnych projektów energii odnawialnej. Jego polityka w zakresie odpowiedzialności środowiskowej jest na tyle niepewna, że jednocześnie naciska na rząd Ekwadoru, aby ten spłacał pożyczkę za pośrednictwem inwestycji w wydobywanie ropy naftowej w Amazonii i wykonywanie nowych odwiertów w tej dziedzinie. Trudno również polegać na twierdzeniu ekwadorskich władz portowych, że drewno ładowane na statki płynące do Pekinu jest pozyskiwane legalne jeżeli istnieją bezpośrednie zeznania rdzennych społeczności, iż drewno skradzione zostało z ich ziem.

Opracowanie: Damian Żuchowski

Zobacz:

Ricardo Perez, The Wind Industry Threatens the Amazon and Its Next Generation of Earth Defenders: Indigenous Girls https://amazonwatch.org/news/2021/0706-the-wind-industry-threatens-the-amazon-and-its-next-generation-of-earth-defenders

Diego Cazar Baquero,  Indigenous Amazonian communities bear the burden of Ecuador’s balsa boom https://news.mongabay.com/2021/08/indigenous-amazonian-communities-bear-the-burden-of-ecuadors-balsa-boom/

Opublikowano Deforestacja, Ekwador, Peru, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Protesty Przeciw Ustawie PL 490 i Tajemniczy Pożar

Czerwiec 2021 roku stał się miesiącem kolejnej ofensywy bolsonarystów i wpływowego lobby związanego z górnictwem, wyrębem lasów i hodowlą bydła, zmierzających do osłabienia konstytucyjnej ochrony ziem rdzennych mieszkańców Brazylii. Już podczas kampanii wyborczej, prezydent Brazylii Jair Bolsonaro zapowiadał, że gospodarcze otwarcie ziem rdzennych mieszkańców kraju na eksploatację, przy jednoczesnym wstrzymaniu repatriacji odebranych im historycznie gruntów, będzie stanowiło jedno z głównych wyzwań jego urzędowania. Cel ten stara się systematycznie realizować np. poprzez ciche przyzwolenie na nielegalne wkraczanie na rdzenne terytoria, aczkolwiek legalizacja jego programu napotyka na pewne zapory. Z jednej strony jest to fragmentaryzacja frakcyjna w brazylijskim parlamencie nie pozwalająca na łatwe uzyskanie bezwzględnej większości, z drugiej strony jest to stabilny wciąż w Brazylii trójpodział władzy, w ramach którego prokuratura zaskarża, a brazylijskie sądy blokują apodyktyczne zapędy wykraczające poza pogranicze prawa.

Szeroki pakiet ustaw i poprawek do Konstytucji, znajdujących się w teczkach brazylijskiego rządu dotyczący zmian na linii Państwo – Rdzenni Mieszkańcy przypomina niemniej liczne włócznie za pośrednictwem, których poszukuje się od kilku lat miękkich i nie osłoniętych prawnie zamków, umożliwiających wsunięcie wytrychu otwierającego zamknięte do tej pory drzwi. Jednym z takich środków prawnych jest Ustawa 490, istotna dla lobby agrobiznesowego, postrzegana jako flagowa inicjatywa bolsonarystów. Ustawa, która w czerwcu przechodziła przez komisje parlamentarne jeśli wejdzie w życie uczyni niewykonalną demarkację niechronionych i nie wytyczonych dotąd ziem indiańskich, stając się podstawą dla podważania roszczeń pierwszych mieszkańców kraju, a według dalszych scenariuszy otworzy ich ziemie na intensywne przedsięwzięcia związane z górnictwem, budową dróg oraz konstrukcją dużych elektrowni wodnych. Rdzenni mieszkańcy Brazylii i współpracujący z nimi prawnicy zwracają uwagę na niekonstytucyjność Ustawy 490. W czerwcu przeprowadzili rozliczne protesty w Brasilii i na prowincji.

W tym samym tygodniu, gdy rdzenna ludność mobilizowała się w całej Brazylii przeciwko Ustawie 490/2007 wieś Barreiro Preto zamieszkana przez Indian Xakriabá, w gminie São João das Missões (stan Minas Gerais), dotknięta została pożarem. Ogień zniszczył część szkoły, bibliotekę, tradycyjny punkt medyczny, a także inne pomieszczenia. Pożar wybuchł wczesnym rankiem 24 czerwca 2021 roku.

Indianie Xakriabá podejrzewają, że podpalenie jest formą odwetu za zorganizowanie demonstracji przeciwko Ustawie 490. „Szkoła została zbrodniczo podpalona, a wszystkie akta historii naszej szkoły spalono. Oprócz akt sekretariatu zniszczeniu uległy wszystkie komputery i nasz punkt medyczny, który jest jednym z głównych domów medycyny naturalnej, o której zachowanie walczymy” – mówi lokalny przywódca Domingo Nunes. „Nasz lud ponownie został zaatakowany przez gniewną nienawiść […] To nie pierwszy raz, kiedy lud Xakriabá stanął w obliczu działań tej rangi. Spalono budynki, ale nigdy nie spalą historii, ani nie wymażą walki i oporu naszego ludu” – oświadczyła dyrekcja rdzennej szkoły Xukurank.

W przeddzień pożaru, członkowie ludu Xakriabá demonstrowali przeciwko Ustawie 490/2007, która stała się właśnie przedmiotem głosowań Komisji Konstytucji i Sprawiedliwości Izby Deputowanych. Antyindiański projekt, uniemożliwiający demarkację rdzennych terytoriów, został wówczas przyjęty stosunkiem głosów 41 za – 20 przeciw, uzyskując przepustkę do głosowania na plenarnym posiedzeniu Izby.

Podczas protestu na północy stanu Minas Gerais rdzenni mieszkańcy zablokowali federalną autostradę BR-135 w proteście przed ryzykiem otwarcia ich terytoriów na „eksploatację przez agrobiznes i górnictwo”. Jednocześnie delegacja młodych przywódców Xakriabá dołączyła do rdzennego obozu w stolicy kraju Brasili, który zgromadził około 1500 Indian z ponad 50 rdzennych ludów z całego kraju. Powiązanie między zaangażowaniem Xakriabá w demonstrację a podpaleniem ich budynków tropią organizacje rdzennych mieszkańców. Artykulacja Rdzennej Ludności Brazylii (Apib) oraz Artykulacja Rdzennych Społeczności i Organizacji Północnego-Wschodu, Minas Gerais i Espirito Santo (Apoinme) w sporządzonej notce działanie te uznają za atak na lud Xakriabá: „Wydarzyło się to w czasie, gdy rząd federalny zachęca do wdrażania polityki, która jest sprzeczna z dobrostanem rdzennej ludności Brazylii i prowadzi wprost do zawłaszczania i wydzierżawiania rdzennej  ziemi na rzecz eksploatacji i wyrębu”.

Mobilizacja rdzennych mieszkańców Brazylii, którzy wysłali własne delegacje do stolicy kraju, trwała całe lato 2021 roku. Stworzyli oni stały obóz z którego monitorowali proces legislacyjny wokół Ustawy 490. i zawiązywali kolejne demonstracje. W piątek 27 sierpnia przeprowadzili marsz podczas, którego minęli budynki Ministerstwa Sprawiedliwości, Pałacu Planalto i Kongresu Narodowego, gdzie w symbolicznym geście spalili dziesięciometrową trumnę.

Opracowanie: Damian Żuchowski

ŹRÓDŁA:

“Queimaram nossas histórias de vida na luta, mas não queimaram nossas lutas na história”, afirmam lideranças Xakriabá após incêndio https://cimi.org.br/2021/07/queimaram-historias-vida-nao-queimaram-lutas-xakriaba-incendio/

Reconstrução da Escola Xukurank e casa Medicina Xakriabá https://www.vakinha.com.br/vaquinha/apoio-reconstrucao-da-escola-estadual-indigena-xukurank-xakriaba

Indígenas queimam “caixão” em frente ao Congresso Nacional https://amazonia.org.br/acampamento-pela-vida-indigenas-queimam-caixao-em-frente-ao-congresso-nacional/

Nota CEPITI sobre as mobilizações indígenas Brasília-Bahia https://indiosnonordeste.com.br/2021/06/17/nota-cepiti-sobre-as-mobilizacoes-indigenas-brasilia-bahia/

Opublikowano Brazylia, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Dla ludu Awá w Kolumbii wojna domowa się nie skończyła

Pomimo podpisania porozumienia pokojowego w Kolumbii w 2016 roku i oficjalnego zakończenia wojny domowej w tym kraju, przemoc nie zniknęła z jego krajobrazu.

Indianie Awá z Kolumbii i rdzenne terytorium tego ludu, znajdują się w środku konfliktu zbrojnego i społeczno-środowiskowego. W poniedziałek 7 czerwca 2021 roku trzej kolejni członkowie rdzennej społeczności zginęli z rąk zbrojnej grupy działającej w regionie.  Sąd Konstytucyjny Kolumbii i Specjalna Jurysdykcja dla Pokoju (JEP), podmiot odpowiedzialny za przywrócenie sprawiedliwości w okresie przejściowym po wojnie domowej  uznały wcześniej, że lud Awá oraz jego ziemie – znane jako Katsa Su (Wielkie Terytorium) – są ofiarami konfliktu jaki rozdzierał kraj przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Członkowie ludu Awá w jego toku zostali wysiedleni i poszukują sposobów na przetrwanie.

Lud Awá jest jednym z około 115 rdzennych ludów Kolumbii. Jego ziemie (około 610 tys. hektarów) położone są w południowo-zachodniej części kolumbijskiego departamentu Nariño, a także w północno-zachodniej części Ekwadoru. Populacja Awá liczy sobie około 29 tysięcy osób spośród, których większość mieszka w Kolumbii. Od stycznia do kwietnia 2021 roku podczas starć między grupami zbrojnymi zamordowano 41 członków ludu Awá. Dokładna liczba masakr jakie dotknęły lud Awá są nieznane.

Obecnie Indianie Awá padają ofiarą nie tylko przymusowego wysiedlenia i wywłaszczenia z ziemi w rezultacie ekspansji osadniczej, ale także aktywności „uzbrojonych aktorów”, którzy kwestionują rdzenną kontrolę nad terytorium, stawiając sobie za cel jej wykorzystanie na rzecz upraw koki, wyrębu lasu, górnictwa czy tworzenia monokultur np. palmy oleistej. Rdzenna społeczność jest również zagrożona widmem wznowienia kampanii lotniczych połączonych z rozpylaniem glifosatu, herbicydu używanego do tępienia upraw koki, który może mieć negatywny wpływ na zdrowie, w tym powodować raka.

W tym roku lud Awá w kilku opublikowanych oświadczeniach ujawnił brutalne działania legalnych i nielegalnych grup zbrojnych, których aktywność nie słabnie. W ich rezultacie członkowie rdzennych społeczności padali ofiarą przymusowych wysiedleń, zabójstw, arbitralnych zatrzymań, min przeciwpiechotnych, przymusowego werbunku, ograniczeniom w swobodzie podróżowania, nękań i masakr.

Miny przeciwpiechotne wciąż zabierają życie rdzennych mieszkańców w całej Kolumbii. W czerwcu Organizacja Rdzennych Mieszkańców Antioquia (OIA) poinformowała o śmierci kobiety ze społeczności Indian Embera Eyábida, a także jej nowonarodzonej córki, po tym jak weszły na pole minowe na terenie wspólnoty Bachidubi w gminie Murindó.

Lud Awá uważa, że wszelkie akty przemocy przeciwko ich terytorium – Katsa Su – są również przemocą wobec nich. „Będąc częścią rodzin Awá, wierzę, że każda sytuacja, która wpływa na terytorium: społeczną, kulturową i duchową tkankę naszego ludu i naszych rodzin Awá, czyni nas bezpośrednią ofiarą” – wyjaśnia członkini ludu Awá, Leidy Pa, która twierdzi, że „Katsa Su i lud Awá to jedno”. W Pasto, stolicy departamentu Nariño, gdzie przybywają przesiedleńcy, tęsknią oni za opieką nad zwierzętami, uprawą ziemi i gotowaniem na piecu, czyli czynnościami, których nie mogą wykonywać w mieście.

Pomimo doświadczanej przemocy i wysiedlenia, członkowie ludu Awá robią wiele, aby wyjść poza narzucany im schemat „przestępca-ofiara”. W „Planie Ochrony Etnicznej ludu Awá” podkreślono, że bezustanne działania prowadzone przeciwko nim doprowadziły do zorganizowania się poprzez utworzenie UNIPA, Głównej Rady Awá de Ricaurte (Camawari) a także Stowarzyszenia Rdzennych Rad ludu Awá z Putumayo (ACIPAP). Silvio Fernández, członek ludu Awá z rezerwatu Magüí tłumaczy: „Alternatywą oporu nie jest popełnianie błędu polegającego na przenoszeniu się z jednego miejsca do drugiego, ale wdrożenie programu rdzennych strażników jako funkcjonariuszy kontroli społecznej i terytorialnej oraz odpowiednie ich przeszkolenie. W Ricaurte mamy miejsca spotkań w placówkach oświatowych, które nadają się do zakwaterowania ludzi. Zachęcamy ich do przynoszenia własnego jedzenia, tak aby stali się bardziej niezależnymi, ponieważ w przypadku bombardowania i walk nie mogą wyjść po zapasy”

„Lud Awá znalazł się w środku konfliktu, którego nie jest stroną, a który wpływa na ich zdrowie fizyczne, kulturę, zwyczaje i praktyki duchowe. W obliczu doświadczanej destrukcji nadal sądzą, że mogą bronić własnej suwerenności żywieniowej i odzyskać tradycyjną medycynę, tak długo aż nadejdzie sprawiedliwość i gwarancja, że już nigdy to się więcej nie powtórzy” – pisze J. Fernanda Sánchez Jaramillo, która naświetliła aktualną sytuację ludu Awá w artykule „The Awá people in Colombia threatened by foreign armed and socio-environmental conflict”.

Opracowanie: Damian Żuchowski

Zobacz też:

J. Fernanda Sánchez Jaramillo The Awá people in Colombia threatened by foreign armed and socio-environmental conflict https://globalvoices.org/2021/07/14/the-awa-people-in-colombia-threatened-by-foreign-armed-and-socio-environmental-conflict/

Madre e hija del Pueblo Embera Eyábida pierden la vida en campo minado en Murindó https://www.onic.org.co/comunicados-regionales/4309-madre-e-hija-del-pueblo-embera-eyabida-pierden-la-vida-en-campo-minado-en-murindo

Opublikowano Kolumbia, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz