Bolsonaro: Apologia dyktatury i wizja zniszczenia indiańskiej Brazylii

bolsonaroJego nazwisko wciąż pada niewyraźną smugą na świadomość przeciętnego mieszkańca naszej planety, ale po I turze wyborów prezydenckich’ 2018 w Brazylii, istnieje poważne zagrożenie, że nie tylko na trwale w niej zamieszka, ale także odciśnie swoje głębokie piętno na znajdującym się w kryzysie moralnym i gospodarczym, największym kraju Ameryki Południowej. Po tym jak Jair Bolsonaro osiągnął nadspodziewany dobry wynik w pierwszej turze (46,7%), pozostawiając dalece w tyle kolejnego kandydata Fernando Haddada (28,37%) widmo jego prezydentury staje się realistyczne. Oddalić je może tylko masowa mobilizacja jego przeciwników oraz zwolenników pluralizmu politycznego i społecznego Brazylii w drugiej turze wyborów. Nie wiele niemniej na to wskazuje. Kandydata szczególnie popularnego w południowych i zachodnich stanach Brazylii, poprze prawdopodobnie blisko 60 % wyborców.

Po tym jak stało się jasne, że swojej kandydatury skutecznie nie zarejestruje uwikłany w afery korupcyjne dwukrotny prezydent Brazylii, Lula da Silva, 63-letni Bolsonaro co prawda przodował w sondażach, ale jeszcze do niedawna niewielu spodziewało się, że już na tym etapie selekcji wyborczej zdobędzie on niemal połowę głosów Brazylijczyków. Brzemienny w skutkach przełom nastąpił wraz z tragicznym dla samego Bolsonaro zamachu na jego życie na ulicach Juiz de Fora. Niesiony na rękach oddanych zwolenników, zwanych bolsonarystami (bolsonarismo), niespodziewanie został zaatakowany i kilkukrotnie ugodzony nożem przez zamachowca. Hospitalizowany w miejscowym szpitalu trafił później do Szpitala Izraelskiego w São Paulo im. Alberta Einsteina [1]. Odtąd dalszą część kampanii, przez długi czas osłabiony, prowadził ze szpitalnego łóżka. Jeden z jego czterech synów, Flavio Bolsonaro, stojąc przed placówką medyczną zapowiedział, że to tylko przybliży zwycięstwo jego ojca. Spoglądając na wyniki I wyborów prezydenckich jego słowa można by uznać za prorocze.

Naiwnym będzie jednak twierdzenie jakoby to na poły męczeńskie doświadczenie Bolsonaro w trakcie kampanii miało otworzyć przed nim drzwi gabinetu prezydenckiego. Ostatecznego wyjaśnienia nie dostarcza również sugestia, że to idąca obecnie przez świat fala szczególnej admiracji dla rządów „silnej ręki”, która wyniosła wcześniej do władzy między innymi Rodrigo Dutertre na Filipinach, przechodzi teraz przez Amerykę Południową i unosi ku górze Jaira Bolsonaro. Dlaczego? Szczególnej specyfiki obecnego momentu nie można oddzielić od niedoskonałości i wypaczeń ustrojowych i politycznych w Brazylii po upadku dyktatury (1964-1985). Brazylię bardzo chętnie, zwłaszcza za czasów 13-lecia rządów duetu Lula-Rousseff przedstawiano  – w kontekście schumpeterowskim –  jako jedną z największych sprawnie działających demokracji przedstawicielskich globu ziemskiego. Przekonaniu temu towarzyszyły głośne sukcesy gospodarcze i społeczne. Jak podkreślają zwolennicy Partii Pracujących (PT) program socjalny Bolsa Familia, który można uznać za ograniczoną formę bezwarunkowego dochodu podstawowego, pomógł wyjść z głębokiego ubóstwa nawet 30 mln Brazylijczyków. Przez długi czas utrzymujące się na wysokim poziomie wskaźniki rozwojowe, w tym sukcesy wielkich firm państwowych takich jak Petrobras, pozwalały niektórym obserwatorom postrzegać Brazylię jako jednego z najbardziej wiarygodnych członków BRICS, nowopowstałego, interkontynentalnego sojuszu gospodarczego.

W ostatnim dwudziestoleciu majestatycznie rysujący się z oddali pień brazylijskiego drzewa, zawierał w sobie, na pierwszy rzut oka niewidoczne, zmurszałe, próchniejące wnętrze. Owszem, programy socjalne Partii Pracujących zmieniły sytuację niektórych grup społecznych, nie niwelując jednocześnie drastycznie wielkich i rosnących różnic majątkowych w społeczeństwie, umacniających poczucie wykluczenia społecznego wielu Brazylijczyków. To o czym, zwłaszcza w Polsce, nie wiele mówiono to wady ustrojowe brazylijskiego państwa i kodeksu wyborczego. Panujący formalnie ustrój demokracji przedstawicielskiej w Brazylii od początku podminowany był oligarchicznym fundamentem napędzającym tłoki działania poszczególnych partii i definiującym to, co działo się w kraju w trakcie i po zakończeniu okresowego plebiscytu wyborczego. Mówimy tu o specyficznych zależnościach spotykanych również wśród innych „demokracji przedstawicielskich wielkich obszarów”, takich jak Stany Zjednoczone. Poszczególni kandydaci i partie otrzymywali dofinansowanie od czynnych podmiotów gospodarczych, prywatnych i państwowych oraz związanych z nimi biznesmenami. Przykładem personalizacji tego zjawiska i jego konsekwencji jest kariera oraz pozycja Blairo Maggiego. Związany rodzinnie z jednym z największych przedsiębiorstw sojowych na przeszedł karierę od gubernatora stanu Mato Grosso po senatora, a tuż po zwycięstwie prezydenckim Dilmy Rousseff spotkał się z  nią na pokładzie śmigłowca, by omawiać polityczne sojusze.

Funkcjonowanie brazylijskiego świata politycznego było ściśle związane ze wsparciem darczyńców. Krążenie elit i żelazne prawo oligarchii ujawniało się w Brazylii ze szczególną ostrością. Styk świata finansowego, gospodarczego i politycznego wywoływał wielkie, jeszcze nie dla wszystkich widoczne zwarcia, które wkrótce zatrzęsły całym życiem politycznym kraju. W międzyczasie Partię Pracujących (PT) zaczął zjadać własny sukces, czego jednym z przejawów było zamiłowanie do gigantomanii. Organizacja w krótkim czasie największych imprez sportowych: Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej (2014) i Igrzysk Olimpijskich (2016), kontrastowała ze spektakularnymi krajobrazami slumsów i pierwszymi przejawami upadku koniunktury gospodarczej. Wspomniana gigantomania przejawiała się również w postaci popierania i forsowania wielkich przedsięwzięć gospodarczych, infrastrukturalnych i hydroelektrycznych, wywołujących kryzysy ekologiczne oraz spory z lokalnymi społecznościami, nie rzadko eksmitowanymi lub kulturalnie i ekonomicznie wydziedziczanymi. Budowa wielkich zapór na rzekach, takich jak Belo Monte na rzecze Xingu czy San Antonio i Jirau na Madeirze realizowano przy wsparciu Brazylijskiego Banku Rozwoju Gospodarczego (BNDES). Z koniunktury budowlanej korzystały wielkie krajowe podmioty takie jak Odebrecht i Andrade Guttierez. Wielkie nakłady finansowe umożliwiały im jednocześnie ekspansję i forsowanie wielu innych kontrowersyjnych inwestycji w Boliwii, Peru czy Gujanie. Obiekcje sądów czy prokuratury, były na bieżąco usuwane przez instytucje prawne wyższych instancji. Gdy Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka (IACHR) zgłaszała kolejne zastrzeżenia koła decyzyjne związane z przedsięwzięciami zaczęły podważać sens brazylijskiego finansowania panamerykańskich organizacji międzypaństwowych.

Gdy wreszcie zasłona opadła, brazylijskiemu społeczeństwu ukazała się rozległa sieć korupcji i niezdrowych relacji między światem biznesu i polityki oplatająca całe ciało brazylijskiego drzewa i zatykająca wszystkie jego zdrowe pory. Wszystko rozpoczęło się od słynnej afery Lava-Jato. Na celowniku znaleźli się dyrektorzy największych przedsiębiorstw i najważniejszych opcji parlamentarnych. Sieć ujawnianych na bieżąco afer korupcyjnych dosięgła brazylijskiej wizytówki naftowej Petrobras, agresywna polityka gospodarcza brazylijskich podmiotów gospodarczych za granicą okazała się mętną siecią samowładzy powiązaną z korumpowaniem decydentów sąsiednich państw. Za pozwolenia i kontrakty brazylijscy politycy otrzymywali pokątne łapówki, prezenty i udziały. Tak zwana kreatywna księgowość była na porządku dziennym. Sojusz na rzecz oczyszczenia Brazylii jaki zawiązał się w brazylijskim senacie i kongresie doprowadził do skutecznego impeachmentu bronionej przez swych zwolenników do samego końca Dilmy Rousseff. Problem polegał na tym, że twarz tego oczyszczenia, jawiący się jako liberał, Michel Temer, jak i jego środowisko, wkrótce okazali się w niewiele mniejszym stopniu powiązani z poszczególnymi aferami. Całe środowisko polityczne głównego nurtu w Brazylii okazało się przesiąknięte do cna niezdrowymi sokami erodującymi i drenującymi państwo od środka.

I wtedy pojawił się on – Jair Bolsonaro. W gruncie rzeczy nie był osobą nową. Zajmując marginalne pozycje w brazylijskim parlamentaryzmie od wielu lat pełnił funkcje poselskie. Oświadczenia wychodzące z jego ust od zawsze były ostre i jednoznaczne. Teraz mógł ukazać siebie jako jedynego spoza układu parlamentarnego, tego którego nie dosięgły korupcyjne macki, jako tego, który od zawsze katońskim tonem wskazywał właściwą drogę, lecz nikt go nie słuchał. Nie słuchano go, jakby powiedział, gdyż brazylijskie społeczeństwo zachłysnęło się niewydolną demokracją, odrzucając, to co było dobre w czasach minionej dyktatury. Radykalne oczyszczenie reprezentowane przez Bolsonaro i wiązankę poglądów zwaną bolsonaryzmem, trafiło na podatny grunt. Jeśli nie dojdzie do nagłego zatrzęsienia, Bolsonaro zostanie kolejnym prezydentem Brazylii.

„Brazylia potrzebuje bogobojnego prezydenta” – nawołuje Bolsonaro, stawiając swoją osobę jako remedium na zepsucie moralne i prawne brazylijskiej sceny politycznej. Bogobojny Bolsonaro to przede wszystkim polityczny ewangelik, który podobnie jak niektórzy polityczni protestanci w Stanach Zjednoczonych wysoko sobie ceni polityczną rolę i sojusz z państwem izraelskim. Na polu poglądów polityczno-gospodarczych podnosi hasła konserwatywne i liberalne. Nie jest celem tego artykułu roztrząsanie każdego z poszczególnych wątków jego poglądów jaki można by podnieść w kontekście Bolsonaro. Niektóre z nich były opisywane już w polskiej prasie i audycjach radiowych na przestrzeni kilku miesięcy kampanii wyborczej. Chcemy teraz przyjrzeć się kilku kwestiom, które mogą położyć głęboki cień na rządy Bolsonaro, w tym na zagrożenie dla podstawowych praw rdzennych mieszkańców Brazylii, którzy na przestrzeni ostatnich dwóch dziesięcioleci korzystali z niepełnej rehabilitacji po stuleciach wydziedziczenia i wyzysku.

Jair Bolsonaro, o czym nie można zapominać, przeszedł do loży politycznej dosyć płynnie z brazylijskiej armii, w której dosłużył się stopnia kapitana. Jako były wojskowy żywi sentymentalną sympatię za hierarchią i organizacją wojskową, którą opuścił pod koniec lat 1980. Zniesmaczony polityczną sytuacją w Brazylii powiedział niegdyś, że „nigdy nie rozwiążemy problemów naszego kraju za pomocą tej nieodpowiedzialnej demokracji”, natomiast w 2016 roku głosując za usunięciem Dilmy Rousseff z urzędu prezydenckiego złożył osobisty hołd generałowi Carlosowi Alberto Brilhante Ustrze, który odpowiadał za torturowanie Rousseff i jej towarzyszy w okresie dyktatury wojskowej. Po wygraniu wyborów Bolsonaro zapowiedział, że do swojego gabinetu zaprosi w dużej mierze wojskowych, a dzieci w brazylijskiej szkole dowiedzą się o prawdziwej, lepszej twarzy rządów dyktatorskich w Brazylii, do tej pory pomijanej. Już wcześniej na przyszłego wiceprezydenta kraju w razie swojego triumfu namaścił generała w stanie spoczynku Antonio Hamiltona Mourão. Także na listach wyborczych swej, niosącej w nazwie sprzeczną fuzję, Partii Socjal-Liberalnej (PSL), obok grupy pastorów i ekscentryków, umieścił członków rezerw i czynnego personelu wojskowego. Trudno określić w jaki konkretny sposób autorytarna dyktatura do której odwołuje się Bolsonaro, w rzeczywistości wpłynie na sposób sprawowania przez niego urzędu. Czy posunie się do lekceważenia, na pograniczu prawa, istniejących instytucji państwa demokratycznego, a także niektórych instytucjonalnych zdobyczy ostatniego trzydziestolecia, czy pójdzie dalej, zastępując formalnie, konstytutywne narzędzia demokracji, obudową prawną systemu dyktatorskiego?

Bez względu czy gabinet Bolsonaro będzie tylko kreatywnie ślizgać się po demokratycznej i częściowo oligarchicznej, jak zauważyliśmy, nadbudowie dzisiejszego państwa brazylijskiego, czy uderzy on w same jądro aktualnego systemu ustrojowego, jego dojście do władzy stanowi poważne zagrożenie dla praw Indian, rdzennych mieszkańców Brazylii, a także Quilombolos, wspólnot potomków byłych niewolników. Zagrożenie te pojawia się dokładnie w trzydziestoleciu uchwalenia obowiązującej Konstytucji Brazylii, która po okresie rządów dyktatury, dostarczyła pierwszych, czytelnych odwołań prawnych gwarantujących zachowanie praw etnicznych, kulturowych i wspólnotowych Pierwszych Mieszkańców Brazylii. Rządy generałów w Brazylii (1964-1985) przyniosły dalszą ekspansję infrastrukturalną i gospodarczą w głąb lądu, przyczyniając się do depopulacji licznych grup Indian, w tym w stanie Rondonia.

Bolsonaro apoteozujący dziś rządy generałów musi pamiętać, że nadal nierozliczona brazylijska generalicja odpowiedzialna była za kampanię ludobójczą wymierzoną w lud Waimiri-Atroari w stanie Roraima. Chcąc uporać się z zachowującymi niezależność Indianami – którzy znajdując się poza społeczeństwem narodowym Brazylii, stali się znani ze starć z grupami budowlanymi podczas konstrukcji szosy transamazońskiej przez ich ziemie – posunęła się do użycia najcięższych środków. Ostrzeliwanie z karabinów maszynowych, bombardowanie i napalm miały wzbudzić postrach wśród Waimiri-Atroari. Wprowadzona strategia przyczyniła się do śmierci nawet 2000 członków tego ludu. Szerzej opisując krajobraz destrukcji, bezpośrednio lub pośrednio, w wyniku działań brazylijskich władz wojskowych, ocalał w najlepszym razie, co czwarty Waimiri-Atroari [2]. Czterdzieści lat po tych wydarzeniach, nikt za to nie odpowiedział, tymczasem Bolsonaro zapowiada nowy rozdział ataku na prawa i spoistość wspólnot indiańskich w Brazylii, przy których poważne, bądź co bądź, nadużycia i zaniechania za czasów rządów Luli, Rousseff i Temera, mogą okazać się wstępem do prawdziwego dreszczowca.

Wgląd do tego, co proponuje Bolsonaro, zwracając się do swoich wyborców złaknionych ziemi na południu i zachodzie Brazylii dostarczają jego zapowiedzi i deklaracje kampanijne. W sobotnie popołudnie 1 września 2018 roku podczas przemówienia w Rio Branco w stanie Acre, Bolsonaro zapowiedział zniesienie zakazu wydobywania kopalin na terytoriach indiańskich oraz sprzedaży tubylczej ziemi, zapisanego w konstytucji. „Indianie nie chcą być posiadaczami ziemi, chcą własnej ziemi i chcą mieć prawo do produkcji, a nawet wydobycia, jeśli tak zdecydują, a jeśli zechcą sprzedać część tego, co posiadają, będą mogli tak zrobić” – zapowiedział kreśląc plany zmian prawa pod jego rządami, które otworzą koncernom możliwość wydobywania na ziemiach Indian z jednej strony, a z drugiej umożliwią parcelacje ziemi ich przodków na rzecz członków społeczeństwa narodowego Brazylii.

Na tym samym wiecu w stanie Acre, Bolsonaro zapowiadał, że rozprawi się z FUNAI, rządową organizacją ds. Indian, doprowadzając do jej likwidacji. FUNAI istnieje od 1967 roku, kiedy zastąpiło swoją niewydolną poprzedniczkę Służbę Ochrony  Indian. Jak na ironię FUNAI powstało za czasów dyktatury wojskowej.  Od 1915 roku, kiedy w ostatniej chwili powstrzymano trwającą finalizację ludobójstwa Indian Xokleng na południu Brazylii, w tym kraju od zawsze istniała służba przeznaczona do ochrony i pośrednictwa w kontaktach z Indianami i ich oficjalnymi przedstawicielami, nawet jeżeli była obsadzona skorumpowanymi sługami rządu. Teraz Bolsonaro mówi o likwidacji FUNAI, utrwalając wrażenie, że pozostawi po nim już tylko instytucjonalną pustynię torującą drogę do samowoli rządowej i korporacyjnej na ziemiach Indian. Nie wyjaśnia przy tym, co w takim razie z programem ochrony izolowanych Indian w ramach FUNAI. Za rządów Temera wykonano pierwszy niebezpieczny krok na tym polu, likwidując niektóre posterunki monitorowania terytoriów na których żyją społeczności nie utrzymujące kontaktu ze społeczeństwem narodowym. Bolsonaro swoim oświadczeniem wygłoszonym w stanie Acre, pozostawia wrażenie, że pragnie zniesienia wszystkich tego typu placówek, a wtedy powtórzenie wariantu rondońskiego z lat 1970. np. na pograniczu peruwiańsko-brazylijskim w stanie Acre gdzie wkraczają drwale, przemytnicy i poszukiwacze minerałów stanie się możliwym scenariuszem na przyszłość.

Jeszcze na tym samym wiecu Bolsonaro zdradził, co jest dla niego źdźbłem w oku jeśli chodzi o działalność FUNAI. Oskarżył pracowników tej organizacji, że wspierali Indian „w inwazji na ziemię, tak jak to było w stanie Mato Grosso do Sul”. Ten stan to jedno z największych koncentracji latyfundiów w Brazylii, nie rzadko dużych połaci ziemi rolnej i hodowlanej, odebranej na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat Indianom. Duże widowiskowe farmy, których właściciele korzystają z własnych basenów sąsiadują tu z małymi obozami Indian np. Guarani Kaiowa, pozbawionych swojej ziemi i koczujących w pobliżu autostrad. Indianie Guarani to grupa społecznościowa o jednym z największych współczynników samobójstw na całym świecie. Od ponad dwóch dekad Indianie z południa i wschodu Brazylii zaczynają się jednak mobilizować i grupy pozbawione wcześniej swych gruntów, jak Guarani, Terena, Tupinamba czy Kaingang zajmują niewielkie połacie tradycyjnych terytoriów by rozpocząć godne życie w granicach ziem swych przodków. W odpowiedzi właściciele ziemscy albo wzywają policję lub wynajmują uzbrojonych bandytów by rozprawili się z Indianami. Narzędziem prawnym rozstrzygającym tego typu spory jest znajdujący się w brazylijskim prawie proces demarkacji tubylczej ziemi. Przewlekłe i długie postępowania, z niewielkim skutkiem, umożliwiły niektórym grupom na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia odzyskanie swoich ziem. Koloniści i osadnicy, czasami wielcy posiadacze ziemscy musieli w tej sytuacji ustępować i oddawać część przywłaszczonych osobiście lub historycznie terytoriów

Zakończenie tego typu praktyk przyświeca programowi Jaira Bolsonaro, który największego wsparcia dla swojej kandydatury upatruje w białej większości z południa Brazylii i wpływowych środowiskach rolniczych i hodowlanych (ruralistas), którzy cieszą się swym licznym lobby w brazylijskim kongresie i senacie. Zwracając się do swoich zwolenników w mieście Dourados w stanie Mato Grosso do Sul obiecał, że jeśli wygra wybory nie będzie już centymetra demarkacji rdzennych terytoriów [4]. Deklarację tę wygłosił w regionie, gdzie dyskryminowani są Indianie Guarani Kaiowa, a kilkudziesięciu spośród nich zostało zabitych za stawianie oporu miejscowym posiadaczom. Dla Bolsonaro problem tkwi w czym innym. To organizacje pozarządowe nagłaśniające łamanie praw człowieka i rząd federalny stymulowały lokalny konflikt. Rządy wcześniejszych prezydentów, Fernando Henrique Cardoso oraz Luli i Rousseff uzbrajały bandytów, tymczasem on, Bolsonaro „ma projekt uzbrojenia dobrych obywateli”, co odpowiada jego programowi upowszechnienia dostępu do broni. Jeśli te hasło w kontekście demarkacji ziem Indian połączymy z uwagą, że nikt nie odbierze już nikomu jego własności, łatwo spostrzeżemy na przyzwolenie strzelania do kogo, mają otrzymać prawo owi „dobrzy obywatele”.

Na wiecu w Dourados Bolsonaro deklamował jednocześnie zupełnie sprzeczne z tą sugestią hasło. „Indianie są naszymi braćmi, chcę ponownie zintegrować ich ze społeczeństwem” – przekonywał. Zapytamy, jak ma to się odbyć? „Indianie mają zbyt dużo ziemi, będziemy traktowali ich jak istoty ludzkie” – oświadcza humanitarnie Bolsonaro ujawniając prawdziwe motywacje kryjące się za tym dobrotliwym hasłem. Odbierzemy im ziemie, zdaje się mówić, ale postaramy się potraktować ich jako członków naszego rodzaju. Daje jasno do zrozumienia, że problemem staje się rdzenny mieszkaniec Brazylii żyjący na swojej ziemi, problemem bytującym w istocie w skansenie, w ludzkim zoo. Tymczasem  – jak sam zapyta w Dourados  – „czy boliwijski prezydent Evo Morales, [również Indianin], chce żyć w zoo” [5]?

Wśród osób inspirujących Jaira Bolsonaro i dostarczających mu argumentów do jego maszyny propagandowej i ideologicznej znalazł się brazylijski dziennikarz Reinaldo Azevedo, wyrażający postulaty wpływowej Narodowej Konfederacji Rolnictwa i Hodowców Zwierząt Brazylii (CNA), czołowej bazy ruralistas. Azevedo w popisowym wpisie na swoim blogu używając języka trafiającego do serca przeciętnego bolsonarysty nazywa indiańskie rezerwaty elementem brazylijskiego surrealizmu [6]. W jego artykule Pierwsi Mieszkańcy Brazylii, zostali odmalowani jako „klasa pasożytnicza Brazylii”, która posiada „telefon komórkowy, telewizor, podstawowy koszyk żywnościowy, Bolsa Familia i 13% terytorium Brazylii … za nic”. Podnosząc z oburzeniem te uwagi oplata je satyną skandalu, pozwalającą poczuć się mieszkańcowi Recife, Belem, Manaus czy Rio de Janeiro okradanym przez autochtonów bezkarnie w biały dzień. Na tym nie poprzestaje. Azevedo straszy: „Brazylijskie rezerwaty rdzennej ludności zajmują 13% terytorium kraju. Jeśli zależałoby to od FUNAI i antropologów, osiągnęłyby 20%”, przy czym jak utrzymuje pytanie nie dotyczy samej liczby, bo gdyby znalazła się wystarczająca liczba Indian chętnie oddali by rdzennym mieszkańcom połowę terytorium kraju. A zatem zagrożonymi postulatami „roszczeniowej, etnicznej mniejszości” mogą poczuć się dziesiątki milionów Brazylijczyków. Gdy Azevedo mówi już o połowie kraju, liczy na to, że wywoła dreszcz emocji nie tylko na prowincji ale nawet na przedmieściach wielkich miast.

W dalszej części artykułu Azevedo rysuje obraz przeciętnego Indianina jako osoby zintegrowanej z praktyką życia miejskiego. Posiada on podstawowe dobra jak telewizor, DVD, lodówkę i telefon komórkowy, ale korzystanie z tych dóbr kontrastuje z ubóstwem. Prawie połowa Indian otrzymuje według niego podstawową zapomogę żywnościową, niczego nie uprawiając i nie polując. Żyją z dobroczynności państwa, w niepewnych warunkach. Konkluzje te oraz wszystkie kolejne Azevedo opiera na 212 rozmowach przeprowadzonych przez Datafolha w 32 tubylczych wioskach na zlecenie Narodowej Konfederacji Rolnictwa i Hodowców Zwierząt (CNA), znajdującej się w otwartym konflikcie z organizacjami indiańskimi w całej Brazylii. Po zaprezentowaniu statystyki uzyskanej tą drogą autor cytowany później przez Bolsonaro, przechodzi do uderzenia. Osią krytyki stają się Indianie z regionu Raposa Serra do Sol, dużego terytorium indiańskiego, zwróconego prawowitym mieszkańcom ze stratą dla wpływowych właścicieli pól ryżowych, którzy odebrali ziemie Indianom podczas fali osadnictwa.

Azevedo pisze: „Czy widzicie jaki model rezerwatów się rozszerza? {…} Horda nieszczęśników z telefonem komórkowym, telewizorem i DVD. Przewiduje się, że ekspansja rdzennych terenów przyniesie jeszcze mniej na większym terytorium. To stało się oczywiste w Raposa Serra do Sol: rolnicy ryżowi musieli opuścić swoje domy, pozostawiając po sobie legion bezrobotnych. Na ziemi pod kontrolą ideologicznych kacyków przebranych za tubylczych bojowników, prawie nic nie powstaje. Wielu Indian żyje teraz w slumsach Boa Vista. Powód jest prosty: bycie tubylcem nie oznacza bycia… Indianinem”. Mieszając bojowniczy język zmiany z deindeginizacją tubylczej Brazylii  w konkluzji swojego wpisu Azevedo odrzuca też koncepcję autochtonicznej kultury jako gwarantującej równowagę życia z przyrodą. „Taka telluryczna integracja z naturą to fantazja” istniejąca w głowie takich ludzi jak minister Ayres Britto – pisze. Gdyby brazylijskich Indian można by liczyć w milionach – utrzymuje Azevedo – Amazonka byłaby już sawanną. Ayres Britto „musi odkryć, że idea zachowania przyrody jest wartością naszej smutnej cywilizacji. Nie ma to nic wspólnego z Indianami, którzy nie czczą środowiska naturalnego i nie żyją z ziemi. Z ziemi, którą mają Indianie mogą produkować żywnośc dla siebie i wielu innych Brazylijczyków”, tymczasem jak podkreśla Azevedo, korzystają z programów pomocowych.

Korzystający umiejętnie z przekazu internetowego Jair Bolsonaro nagrał wpis videoblogowy, w którym powtarza „odkrycia Azevedo”, w tle zaś pobrzmiewa podłożona niepokojąca muzyka obliczona na wywołanie reakcji emocjonalnej i swoistego narodowego przebudzenia w nadziei na reorganizację terytoriów indiańskich bez głosu samych Indian [7]. Kiedy w końcu sam Bolsonaro wyruszył w kraj ze zbliżonym przesłaniem niechybnie odkrył, że nie chodzi mu nawet o głęboką ingerencję w indiańską samoorganizację w ramach hasła „Indianie na traktory”, jak to niegdyś zrobili członkowie ludów Xavante czy Shuar….

Gdy w czwartek 12 kwietnia 2018 roku Bolsonaro dotarł do Boa Vista, stolicy stanu Roraima, obok głośnego potem pomysłu koncentracji 40 tysięcy wenezuelskich uchodźców w zamkniętych obozach, wyróżnił się odsłaniającym nowe wątki, komentarzem do kwestii Indian. W na pierwszy rzut oka mglistej mowie Bolsonaro mówił, że Indianie powinni mieć prawo do wykorzystywania swojej ziemi, a jeśli tego nie zrobią „inne mocarstwa przekształcą te obszary w ich własne ziemie” [8]. O co chodzi? Oddajmy głos Bolsonaro: „Dlaczego w Brazylii nasi Indianie muszą być zamknięci na kawałku ziemi? Czy ktoś chce go zabrać? Nie, ale muszą mieć prawo do wykorzystywania ich ziemi, nawet jeżeli chcą sprzedać jej część, jeśli chcą to zrobić dla własnego dobra, dla dobra własnego pokolenia. Nie możemy zaakceptować tej separatystycznej polityki wśród nas”. I dalej: „ Dzisiaj obszar większy niż region południowo-wschodni, jest wyznaczony jako autochtoniczny […]. Wszystko to prowadzi nas do troski o te wielkie bogate obszary, coraz bardziej izolowane: Indianie są naszymi braćmi, naszymi przodkami, ale prędzej czy później inne mocarstwa mogą przekształcić te obszary”.

Motywując zgromadzonych zwolenników i przedsiębiorców Bolsonaro między wierszami mieszając najszczersze przekonania z mową o więziach i braterstwie z rdzennymi mieszkańcami ujawnił swoje prawdziwe credo. Streścić można je następująco. Brazylia jest narodową wspólnotą wszystkich Brazylijczyków, dążenie rdzennych mieszkańców Brazylii do podtrzymania swojej odrębności gospodarczej, terytorialnej i historycznej stanowi element polityki separatystycznej uderzającej w narodowe interesy Brazylii. Pozwalając Indianom we współpracy z ich sojusznikami z kraju i świata, na rewitalizację swojej kultury na własnych warunkach, z rdzennymi rezerwami jako punktami odniesienia, przyzwala się na budowanie państwa w państwie. Utrzymywanie tego stanu rzeczy prowadzi do zawężenia terytorialnego i gospodarczego państwa brazylijskiego. Kosztem tak rozumianej odrębności brazylijskich Indian jest utrata przez brazylijskie państwo dostępu do bazy surowcowej prawie 15% terytorium kraju. Niemożność gospodarczej, wojskowej i surowcowej kontroli rdzennych rezerw, lub jakakolwiek ich ograniczona forma, czyni je ziemią niczyją, terra nullius, wystawioną na ryzyko aneksji zagranicznych mocarstw pragnących zdominować Brazylię.

Tak brzmi ideologia do której mogłoby odwołać się państwo silnej ręki uosabianej przez Bolsonaro. Uzupełniona o dane CNA propagowane przez Azevedo, w nowej odsłonie mogłaby pójść o krok dalej i  śmiało głosić, że ziemie te w istocie są „separatystycznymi enklawami zamieszkanymi przez wykolejeńców i marionetkowych liderów nie sprawujących kontroli nad własnym losem”. Przyszły wiceprezydent Brazylii w gabinecie Bolsonaro A.H. Mourão o swoim stosunku do czynnika indiańskiego i afrobrazylijskiego w życiu społecznym i politycznym kraju poinformował Brazylijczyków już dzień po tej wyprzedzającej nominacji. Wedlug Mourão bulion kulturowy Brazylii składa się z lenistwa rdzennej ludności i sztuczek czarnych Afrykanów [9]. Odwołując się do natywizmu brazylijskiego, emerytowany generał wezwał do odrzucenia dziedzictwa przywilejów, które jest jego zdaniem, charakterystyczne dla dziedzictwa iberyjskiego. Z tej perspektywy szczególne prawa rdzennych mieszkańców czy Quilombolas, społeczności potomków zbiegłych niewolników to dziedzictwo starego systemu, w którym istniały grupy uprzywilejowane objęte osobnym zborem praw i możliwości.

A co ze zgłaszanym przez Bolsonaro, ryzykiem ingerencji i aneksji ziem brazylijskich Indian przez obce mocarstwa wobec niedostatecznej ich kontroli przez polityczne i gospodarcze czynniki decyzyjne w Brazylii? Pan Jair nie jest w tej alarmistyce oryginalny. W zasadzie taka narracja powinna tylko przysporzyć mu problemów, gdyż podnosząc je na terenie stanu Roraima, odnosi się do ostatniego czarnego programu zainicjowanego przez ustępującą dyktaturę wojskową w Brazylii w roku 1985, zwanego Calha Norte. Plan ten zakładał przeprowadzenie kampanii osadniczej wzdłuż brazylijskiej granicy na północy z 5 krajami wraz z utworzeniem licznych baz wojskowych. Calha Norte w rzeczywistości stało się przedmurzem ekspansji górniczej w tym regionie, otwierając dostęp do złotonośnych obszarów zamieszkanych przez znajdujących się nadal w znacznej izolacji Indian Yanomami. Wielka inwazja górnicza na ziemie brazylijskich Yanomami do 1992 roku doprowadziła do śmierci co piątego członka tego ludu po tej stronie granicy. Na czym polegał zbrodniczy udział brazylijskiego wojska w nieszczęściu Yanomami? Jak pisała Krysińska-Kałużna „wojsko rozprzestrzeniało pogłoski, jakoby Brazylia była ofiarą sekretnych planów mających na celu osłabienie pozycji kraju. Spisek miał na celu utworzenie państwa Yanomami pod przykrywką ratowania Indian przed ludobójstwem. Ekolodzy, antropologowie i misjonarze stali się zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego”. Yanomami i inne indiańskie grupy miały stać się pionkami „ultralewaków”, multinarodowych korporacji, biskupów katolickich, CIA i innych – takie zarzuty przytaczane przez wyżej wymienioną autorkę, formułowano w latach osiemdziesiątych w brazylijskiej prasie przeciwko tym, którzy próbowali ratować Yanomami przed kulminacją inwazji 50 tysięcy poszukiwaczy złota na ich terytorium [10].

Przez kilka lat skorumpowani urzędnicy, pokroju Romero Juca, najpierw przewodniczącego FUNAI, a następnie gubernatora stanu Roraima, utrzymywali politykę podziału ziem Indian Yanomami na kilkanaście pomniejszych enklaw, otoczonych lasem federalnym, na których wydobycie złota było możliwe. Program Jaira Bolsonaro przeobrażenia ziem Indian w parcelowane na sprzedaż obszary, na których będzie możliwa eksploatacja minerałów na szeroką skalę [na rzecz rozwoju i dobrostanu[, bardzo przypomina scenariusz, który dotknął wówczas nie posiadających odporności immunologicznej na choroby z zewnątrz Yanomami. Bardzo pokrewnie pobrzmiewa również przestroga Bolsonaro odnośnie zawahania się Brazylijczyków przed wzięciem w karby terytoriów indiańskich w Brazylii. Jeśli tego nie zrobicie, woła, zagraniczne mocarstwa staną się Panami ziem Waszych autochtonów. Wszystkie te funeralne zawołania, mające wzbudzić poczucie zagrożenia Brazylijczyków, pobrzmiewały już na brazylijskiej ziemi. Nigdy nie przynosiły niczego dobrego. Wręcz przeciwnie. Na spracowane ręce brazylijskiego rolnika, padała krew przelewana przez jego polityków i żołnierzy. Życzmy sobie i całej Brazylii, by kapitan Bolsonaro nie wcielił ponownie w życie owej wagnerowskiej tragedii w tropikalnej aurze. Jeśli postąpi inaczej, nie będzie „tropikalnym Trumpem” jak ochrzciły go niektóre media, a nowym uosobieniem tropikalnego zbrodniarza.

Autor: Damian Żuchowski
Dla WolneMedia.net

PRZYPISY:

[1] Warto zwrócić uwagę na szerokie zjawisko społeczne obserwowane w Brazylii tuż po zamachu na Jaira Bolsonaro. Wielu obserwatorów uznało donosy o ciężkich ranach odniesionych przez Bolsonaro za przesadzone, pojawiły się także zarzuty o zamachu typu „fałszywa flaga”, sfingowanym celowo, by radykalnie zmienić nastroje społeczne na probolsonarystowskie. Wśród często powtarzanych uwag znalazły się brak śladów krwi na ubraniu Bolsonaro tuż po zamachu oraz lekarze obsługujący Bolsonaro w szpitalu, którzy nie nosili rękawiczek medycznych. Jednym z powodów zainteresowania wyniesienia Bolsonaro do władzy według ostatniej z hipotez mogły być interesy wielkiego agrobiznesu, poparcie Bolsonaro dla wielkiej prywatyzacji, proizraleskość Bolsonaro który prowadził swoją kampanię między innymi w Centrum Hebrajskim w Rio de Janeiro, jak również zainteresowanie zagranicznych podmiotów zdobyciem przyczółka w Brazylii, celem otwarcia brazylijskiego rynku zasobów oraz dokonania politycznej zmiany w sąsiedniej Wenezueli.

[2] O wyniszczeniu 2000 Indian Waimiri-Atroari https://wolnemedia.net/o-wyniszczeniu-2000-indian-waimiri-atroari/

[3] Bolsonaro defende que índios possam vender parte de seus territórios https://www.valor.com.br/politica/5794255/bolsonaro-defende-que-indios-possam-vender-parte-de-seus-territorios

[4] Bolsonaro: “Se eu assumir, índio não terá mais 1cm de terra” https://brasilpensador.blogspot.com/2018/08/bolsonaro-se-eu-assumir-indio-nao-tera.html

[5] “Nem um centímetro a mais para terras indígenas”, diz Bolsonaro http://amazonia.org.br/2018/02/nem-um-centimetro-a-mais-para-terras-indigenas-diz-bolsonaro/

[6] Reinaldo Azevedo, „As reservas indígenas e o surrealismo brasileiro: celular, televisão, cesta básica, Bolsa Família e 13% do território brasileiro para… nada! E há gente querendo mais!” https://veja.abril.com.br/blog/reinaldo/as-reservas-indigenas-e-o-surrealismo-brasileiro-celular-televisao-cesta-basica-bolsa-familia-e-13-do-territorio-brasileiro-para-8230-nada-e-ha-gente-querendo-mais/

[7] Jair Bolsonaro fala sobre quilombolas e indígenas https://www.youtube.com/watch?v=_tpo5NWuwQo

[8] Em Roraima, Bolsonaro defende exploração de terras indígenas https://exame.abril.com.br/brasil/em-roraima-bolsonaro-defende-exploracao-de-terras-indigenas/

[9] Mourão, que chamou postura de bolsominions “meio boçal”, diz que Brasil herdou “indolência” do índio https://www.diariodocentrodomundo.com.br/essencial/mourao-que-chamou-postura-de-bolsominions-meio-bocal-diz-que-brasil-herdou-indolencia-do-indio/

[10] Magdalena Krysińska-Kałużna „Yamashta, czyli Ten Który Prawie Umarł”, s. 196-197, Warszawa 2012.

 

Reklamy
Opublikowano Artykuły, Brazylia, Korporacje i Instytucje, Przemoc | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Odszedł Mirko Fernandez Sanchez (ku pamięci)

18 czerwca 2018 roku odszedł Mirko Fernandez Sanchez – urodzony w Peru, artysta, muzyk, malarz, współtwórca organizacji „Remenau” zajmującej się ochroną medycyny naturalnej z Puszczy Amazońskiej. Od wielu lat mieszkał w Polsce. To bardzo uderzająca strata dla jego rodziny, przyjaciół, towarzyszy podróży oraz środowiska indianistycznego w Polsce.

Mirko opisał swoje doświadczenie z nagłą chorobą w artykule „Nowo-twór – nowotwór” opublikowanym na łamach „Dzikiego Życia”  3/273 2017 MARZEC 2017 http://dzikiezycie.pl/archiwum/2017/marzec-2017/nowo-twor-nowotwor

Na łamach Serwisu Solidarnościowego „Borduna” Mirko Fernandez Sanchez pojawił się po raz pierwszy w 2009 roku, kiedy  wziął udział w Demonstracji pod Ambasadą Peru w Warszawie będącą odpowiedzią na gwałtowne represje skierowane przeciw Indianom z peruwiańskiej Amazonii, którzy stawili opór planom eksploatacyjnym na ich ziemiach, których kulminacją stało się starcie pod miejscowością Bagua. Jak wspominał wówczas Dariusz Kachlak „Całe wydarzenie trwało około 2 godzin i zgromadziło kilkunastoosobową grupę przedstawicieli różnych miast i środowisk, połączonych troską o Matkę Ziemię oraz przeciwstawiających się polityce wielkich korporacji. Pod koniec spotkania za akcje podziękował jeden z Peruwiańczyków mieszkających w Polsce, Mirko Fernandez, który do Warszawy specjalnie na to wydarzenie przyjechał z Łodzi”.

https://amazonicas.wordpress.com/2011/01/16/demonstracja-pod-ambasada-peru-20-09-2009/

Nie mówimy żegnaj, a do zobaczenia.

Więcej o Mirko Fernandezie Sanchezie

http://mirko.org.pl/witam-wszystkich/

https://kochanezdrowie.blogspot.com/2018/04/aguila-mirko-piekna-dusza.html

http://mirklofernandezsanchez.blogspot.com/

 

 

Opublikowano Peru, Polska | Otagowano , , , , , , , , | 1 komentarz

Xikão patronem walki i odrodzenia ludu Xukuru Ororubá

Nawet 3000 ludzi wzięło udział między 17 a 19 maja 2018 roku w XVIII Zgromadzeniu ludu Xukuru Ororubá w miejscowości Pesqueira w brazylijskim stanie Pernambuco. Spotkanie, w którym obok rdzennej ludności wzięli udział przedstawiciele społeczności byłych niewolników (Quilombolos), organizacji pozarządowych, środowisk uniwersyteckich i rzesza sympatyków oraz zwolenników, poświęcone było upamiętnieniu Xikão, historycznego przywódcy i współtwórcy przebudzenia ludu Xukuru Ororubá.

Uroczystości w regionie Serra do Ororubá związane były bezpośrednio z  20 rocznicą śmierci Xikão, który za występowanie w interesie swojego ludu zapłacił cenę najwyższą: został zamordowany. Kulminacja zgromadzenia nastąpiła w niedzielę 20 maja, kiedy po ceremonii na grobie kacyka przez centrum miasta Pesqueira przeszedł tradycyjny marsz. Spotkanie przebiegające pod hasłem „Jestem Xikão”, miało na celu ożywienie, zwłaszcza wśród młodych ludzi, pamięci o „cnotach kacyka”, który przyczynił się do odzyskania przez Xukuru w latach 1990. kilku obszarów zajętych przez kolonistów, a także zasłużył się w walce o uwzględnienie praw obywatelskich i społecznych brazylijskich Indian w Konstytucji Federalnej z 1988 roku. Zabiegał również o podwyższenie standardów oświatowych i zdrowotnych w jego społeczności.

Nawet w samej Brazylii, mało kto wie, że w latach 1950. i na początku lat 1960. Indianie Xukuru uczestniczyli w walce o radykalne reformy agrarne dla chłopów, zabiegając o demarkacje tradycyjnych terytoriów oraz prawa społeczności Quilombolos. Xikão jest jednym z najważniejszych przywódców brazylijskich Indian, którzy w latach 1980. skutecznie przerwali 20-letnie milczenie narzucone rdzennej ludności przez rząd dyktatorski w Brazylii w 1964 roku.

„Xikão wznowił walkę Xukuru – zauważył podczas XVIII Zgromadzenia, Anacleto Julião, były polityczny partner nieżyjącego kacyka – jego głos rozbrzmiewał na skalę międzynarodową, niosąc posłanie o cierpieniach jakie Indianie doświadczają przez inwazję rolników i osadników regionu”. Zdaniem Julião „Xikão reprezentuje męczeństwo milionów rdzennych mieszkańców zamordowanych na przestrzeni stuleci w Brazylii. Dlatego stał się symbolem”.

W dokumencie końcowym XVIII Zgromadzenia wyrażono gotowość do „walki z nieskutecznością rządu Brazylii w demarkacji gruntów naszych krewnych, którzy wciąż cierpią z powodu obszarników”. Indianie Xukuru wzmocnili opór rdzennej ludności Brazylii wobec praktyk negujących ich historyczne prawa. Sami Xukuru także stali się przez to mocniejsi. „Kolonizacja zabiła wielu z nas. Dotarcie tutaj oznacza, że jesteśmy twardzi” – czytamy w piśmie. Mimo to Indianie nadal nie mogą czuć się bezpieczni: „System gospodarczy i polityczny [panujący obecnie] nie różni się od tej kolonizacji. Przez cały czas chcą narzucać obcy nam sposób życia, myślenia i zachowania [wobec społeczeństwa narodowego Brazylii]”. Xukuru wysyłają jasny przekaz do brazylijskich polityków notabli oraz krajowej opinii publicznej: „Masakra, bezkarność, łamanie praw, brak szacunku dla historii, przekonań i tradycji powinny się skończyć”. W apelu tym pobrzmiewa potępienie dla prób zniszczenia osiągnięć brazylijskiej konstytucji podejmowanych podczas obecnej kadencji brazylijskich ciał ustawodawczych, którym przewodzi lobby związane z branżą wielkopowierzchniowego rolnictwa i hodowli.

Indianie przypominają, że Konstytucja Federalna w artykułach 231 i 232, uznaje prawo rdzennych mieszkańców do ich własnej organizacji społecznej, zwyczajów, języków, wierzeń, tradycji, a także fundamentalnego prawa do ziem na których żyją. W marcu 2018 roku Międzyamerykański Trybunał Praw Człowieka (IACHR) uznał międzynarodową odpowiedzialność państwa brazylijskiego za naruszenie praw własności zbiorowej ludu Xukuru Ororubá. IACHR wskazał, że państwo brazylijskie działało wolno i niewłaściwie w dziedzinie rozgraniczenie ziem tego ludu.

Przygotował: Damian Żuchowski
Wiadomość została opublikowana również na WolneMedia.net
Źródła: cimi.org.br, folhape.com.br
Filmy: Zapis tradycyjnego marszu Indian Xukuru Ororubá podczas XVIII Zgromadzenia (pierwszy film od góry) oraz Film dokumentalny Niltona Pereiry „Xicão Xukuru” (TTV VIVA) z angielskim tłumaczeniem (napisy)

 

Opublikowano Artykuły, Brazylia, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wzrost samobójstw wśród Indian Karajá

Na środku zalesionego, skromnego cmentarza znajdują się trzy groby. Prowizorycznie wyryte nagrobki noszą imiona trójki dzieci Waritaxiego Iwyraru Karajá, który mieszka w Morador de Santa Isabel do Morro, największej wiosce grupy etnicznej Karajá na wyspie Bananal położonej między brazylijskimi stanami Tocantis i Mato Grosso.

56-letni Waritaxi odwiedza regularnie groby swoich dzieci, zastanawiając się nad prawdziwą przyczyną ich przedwczesnej śmierci. Wszystkie one popełniły samobójstwo w latach 2012-2016. Najmłodszy syn odebrał sobie życie w wieku 21 lat. 24-letnia córka odeszła będąc w czwartym miesiącu ciąży. „Przychodzę tutaj i myślę, zastanawiam się, ale do dzisiaj niczego się nie dowiedziałem. Wygląda to nawet jak choroba, jak coś, co zanieczyszcza ludzi. Jest wielu ludzi, którzy mówią, że to zaklęcie. Czasem wierzę, ale potem przestaje wierzyć” – mówi Waritaxi.

Syn Iwraru Karajá, naczelnika wioski Watau, był promotorem kultury, wykonawcą tradycyjnej muzyki, wyróżniał się jako piłkarz oraz był mistrzem tradycyjnej walki ijesu. Wydawało się, że mocne zakorzenienie w tradycji i jej praktykowanie chroniły go przed wewnętrznymi zachwianiami. Mimo to w 2016 roku skutecznie targnął się na swoje życie. Odszedł w wieku 25 lat. Cierpiący ojciec wspominając go mówi: „Był moim jedynym synem i towarzyszem. Śpiewał ze mną, polował, był doskonałym wojownikiem i obrońcą kultury. Miał pracę i piękną kobietę. Kiedy słyszę, że Indianin zabija się z powodu braku pieniędzy lub jedzenia, myślę: to nigdy nie miało miejsca w przypadku mojego syna”.

Waritaxi i Iwraru nie są jedynymi, którzy poszukują przyczyn śmierci swoich dzieci. Według danych brazylijskiego resortu zdrowia w latach 2012-2016 wśród Indian Karajá odnotowano aż 35 samobójstw oraz dziesiątki innych prób odebrania sobie życia. Większość z opisywanych przypadków dotyczy młodych chłopców i mężczyzn w wieku 11-25 lat. Dane z 2017 roku na początku bieżącego roku nie były jeszcze znane, ale zarówno przywódcy jak i władze zgodnie twierdzą, że sytuacja jeszcze się pogorszyła. To bardzo poważny cios dla społeczności liczącej sobie około 4200 osób.

Badania przeprowadzone we wrześniu 2017 roku przez brazylijskie ministerstwo zdrowia wykazały, że wskaźnik samobójstw wśród rdzennej ludności jest prawie trzy razy wyższy niż średnia krajowa. Przy tej okazji przedstawicielka specjalnego sekretariatu ds. zdrowia rdzennej ludności (SESAI), Livia Vitenti wymieniła Indian Tikuna, Guarani, Karajá i Caiuá wśród grup najbardziej zagrożonych w kraju.

Karajá żyją w 68 wioskach w rejonie rzeki Araguaia, w obszarze przypadającym na stany Goiás, Tocantins, Mato Grosso i Pará. Większa część ich populacji mieszka w 12 wsiach położonych na Bananal, jednej z największych rzecznych wysp świata. Otoczona wodami rzek Araguaia i Javaé, wyspa jest miejscem o największym odsetku przypadków samobójczych. Wyruszywszy  z największej wioski regionu położonej w stanie Mato Grosso, po zaledwie 10-minutowej podróży łodzią, miejscowa rdzenna ludność  otwiera sobie dostęp do głównego punktu kontaktu ze społeczeństwem nie-indiańskim, oferującym dostęp do środków medycznych, usług, dóbr konsumpcyjnych, żywności przemysłowej oraz – nierzadko – napojów alkoholowych. Rosnące spożycie alkoholu oraz pojawienie się narkotyków, przy jednoczesnym osłabieniu tradycyjnych praktyk rdzennej społeczności, stanowi jeden z podstawowych czynników ryzyka dla młodych Indian i całej wspólnoty Karajá.

Przygotował: Damian Żuchowski
Źródło: Rodrigo Vargas „Cresce suicídio entre índios carajás em MT” 1.folha.uol.com.br

Opublikowano Brazylia, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

W 2017 r. zabito 197 obrońców przyrody i zasobów

Według danych zgromadzonych w raporcie organizacji Global Witness, 197 osób zostało zamordowanych na tle obrony ziemi, fauny, flory lub zasobów naturalnych na przestrzeni 2017 roku. Oznacza to, że morderstwa ludzi broniących środowiska i ziemi trwały nieprzerwanie na przestrzeni całego ubiegłego roku. Prawie cztery osoby tygodniowo ginęły na całym świecie gdyż odważyły się przeciwstawić górnictwu, przemysłowym plantacjom, kłusownictwu i projektom infrastrukturalnym. Dane sukcesywnie rejestrowane przez Global Witness od 2002 roku wskazują, że na przestrzeni ostatniego piętnastolecia liczba morderstw na tle ekologicznym wzrosła czterokrotnie. Nawet jeżeli zaryzykujemy twierdzenie, że wzrost ten jest nieco zawyżony, że nie uwzględnia skuteczności w gromadzeniu i pozyskaniu danych jaki umożliwiło upowszechnienie komunikacji internetowej, to wciąż wskazuje on na istotne znaczenie przemocy towarzyszącej globalnej gospodarce, napędzanej przez ekspansję i konsumpcję.

 

 

„Sytuacja pozostaje krytyczna. Dopóki społeczności nie zostaną rzeczywiście włączone w decyzje dotyczące wykorzystania ich ziemi i zasobów naturalnych, ci którzy będą mówić, nadal będą nękani, karani więzieniem i będą zagrożeni utratą życia” – twierdzi Bean Leather, starszy działacz Global Witness. Członkowie organizacji wskazują jednocześnie na pewien promyk nadziei. Po kolejnych czterech latach wzrostu liczby morderstw na tle ekologicznym, w tym roku w porównaniu z poprzednim odnotowano spadek. Może to być oznaką wzrostu globalnej świadomości na temat trwającego kryzysu oraz skutkiem nacisku na odpowiedzialne podmioty – międzynarodowe firmy i rządy państw – by wzięły na siebie ciężar walki z bezkarnością.

Większość morderstw miała miejsce w odległych obszarach leśnych krajów rozwijających się, szczególnie w Ameryce Łacińskiej, gdzie obfitość zasobów często pozostaje odwrotnie proporcjonalna do autorytetu państwa i prawa lub regulacji w zakresie ochrony środowiska. Przemysł wydobywczy pozostaje jednym z najgroźniejszych czynników przemocy. Konfliktom górniczym towarzyszyło 36 przypadków zarejestrowanych zabójstw, z których kilka związanych było z dynamicznym wzrostem zapotrzebowania na materiały budowlane. W Indiach trzech członków rodziny Yadawów: Niranjan, Uday i Vimlesh zginęło w maju ubiegłego roku, gdy próbowali zapobiec wydobyciu piasku z brzegów rzeki płynącej przez wioskę Jatpura.

W Turcji para emerytów, Ali i Aysin Büyüknohutçu, została zastrzelona w swoim domu po tym jak wygrała prawną bitwę o zamknięcie kamieniołomu marmuru, który dostarczał surowiec dla ekskluzywnych hoteli i do renowacji miejskich zabytków. Głód minerałów przekształcił również Andy w strefę gwałtownych konfliktów między grupami rdzennych mieszkańców a właścicielami kopalni miedzi La Bambas w Peru oraz kopalni El Cerrejón w Kolumbii.

Obok górnictwa największym zapalnikiem przemocy pozostaje agrobiznes, który zaspokaja zapotrzebowanie rynków i supermarketów na soję, olej palmowy, trzcinę cukrową oraz wołowinę. Plantacje i rancza podążając za zyskiem zapuszczają się coraz głębiej na terytoria ludności tubylczej i wkraczają na grunty komunalne. Wiele napięć skupia się wokół Amazonii. Brazylia z 46 zarejestrowanymi zabójstwami była ponownie najbardziej niebezpiecznych krajem dla obrońców środowiska. Bacząc na wielkość ich populacji i terytoriów równie tragiczny bilans dotyczy mniejszych sąsiadów Brazylii. W Kolumbii odnotowano 32 ofiary śmiertelne, głownie na tle wzrostu konfliktów i zamachów na tle dostępu do ziemi po podpisaniu porozumienia pokojowego z 2015 roku. Wśród najbardziej znanych ofiar znalazła się Efigenia Vásquez, dziennikarka radiowa i telewizyjna ze społeczności Kokonuko, która została zastrzelona w trakcie protestu „Wyzwolić Matkę Ziemię”. Peru stało się świadkiem jednej z najgorszych masakr we wrześniu 2017 roku, kiedy sześciu rolników straciło życie z ręki przestępczego gangu, który chciał tanio nabyć ziemię i odsprzedać ją z zyskiem przedsiębiorstwom produkującym olej palmowym. Meksyk, który z 15 zabójstwami znalazł się na czwartym miejscu najbardziej niebezpiecznych krajów dla obrońców środowiska odnotował pięciokrotny wzrost morderstw w porównaniu z rokiem 2016.

Najwięcej morderstw na tle ekologicznym w Azji odnotowano na Filipinach, które z 41 ofiarami śmiertelnymi zajęły drugie miejsce na liście Global Witness. Istotnym czynnikiem tego procesu jest promowanie państwowego „prawa pięści” przez prezydenta kraju Rodrigo Dutertre, którego administracja w publicznych przekazach obniża ochronę moralną i prawną obrońców praw komunalnych i środowiskowych jednając ich działania z aktywnością antypaństwową lub rebeliancką. Kiedy filipińscy żołnierze zamordowali 3 grudnia 2017 roku ośmiu członków ludu Lumad na jeziorze Sebu, rząd w Manilli utrzymywał, że był to w istocie wynik starcia z rebeliantami. Miejscowi działacze zwrócili jednak uwagę, że zamordowano ich w odwecie za opór wobec kopalni węgla i plantacji kawy ulokowanych na tradycyjnych terytoriach społeczności Lumad.

W Afryce największe zagrożenie dla obrońców środowiska stanowią kłusownicy i handlarze dziką faunę i florą. W Demokratycznej Republice Konga w lipcu ubiegłego roku czterech strażników przyrody i tragarz stracili życie po tym jak wpadli w zasadzkę przygotowaną przez kłusowników.

Przygotował: Damian Żuchowski
Na podstawie: GlobalWitness.orgTheGuardian.com

Opublikowano Brazylia, Kolumbia, Korporacje i Instytucje, Peru, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Doug George-Kanentioo: Pamiętajmy o ofiarach masakry w My Lai, 16 marca 1968 roku

W 1968 roku, w najbardziej burzliwym okresie, Stany Zjednoczone i reszta świata zdawały się być w stanie zamieszania charakteryzującego wojny, zamachy, konflikty i zamieszki. Dla wielu był to bardzo zły rok, ale mimo, że nie upublicznione, pewne nie znane dla narodu wydarzenie, rzuciło straszne piętno na wszystkie pozostałe – było tak do czasu aż nieustraszony reporter Seymour Hersh nie rozpruł spisku zawiązanego pod przewodnictwem najwyższych rangą w armii amerykańskiej.

16 marca 1968 roku, zaledwie kilka tygodni po rozpoczęciu ofensywy Tet w Wietnamie, kompania C (Charlie) z 1. Batalionu, 20. Pułku Piechoty, 11. Brygady i 23. Dywizji Piechoty amerykańskiej zaatakowała grupę wietnamskich wiosek w północnej części Wietnamu Południowego w dystrykcie Son Tjnh. Członkowie kompanii byli na krawędzi w rezultacie stracenia kilku towarzyszy zabitych lub rannych w pułapkach zastawionych przez Viet Cong, którego kontyngenty były aktywne w okolicy. Działając na podstawie złych informacji wywiadowczych, amerykańskie wojsko wystrzeliło pociski artyleryjskie w pobliżu wsi, po czym przeprowadziło z powietrza bombardowanie napalmem.

Nie było żadnych wiarygodnych dowodów na to, że wsie – szczególnie te, które nazywali „Pinkville” lub My Lai – nie były niczym więcej jak tylko społecznościami rolników, spośród których większość stanowiły osoby starsze, kobiety oraz dzieci. Kompania Charlie była jednak chętna na odparcie ataku. Otrzymali rozkazy od dowódcy podpułkownika Franka Barkera by niszczyć wszystko, co może zostać wykorzystane przez wroga oraz zastrzelić każdego, kogo podejrzewali o bycie zwolennikiem Viet Congu. Dla żołnierzy oznacza to każdego, kto próbował uciekać przed najeźdźcami, bez względu na płeć czy wiek. Prowadzącymi atak byli kapitan Ernest Medina oraz porucznicy, William Calley, Jeffrey Lacross oraz Stephen Brooks. Instrukcje Barkera potraktowali dosłownie.

O godzinie 7.00 Amerykanie weszli do My Lai. Zaczęli od zmuszania ludzi do utworzenia małych grup. Bez żadnego ostrzeżenia rozpoczęły się zabójstwa. Nie było żadnego zagrożenia dla żadnego żołnierza Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Masowe morderstwa rozpoczęły się o 8 rano i trwały przez następne kilka godzin. Grupy Wietnamczyków, spośród których prawie wszyscy byli kobietami lub dziećmi, były spychane do rowu i zabijane przy wykorzystaniu karabinów maszynowych. Wiele kobiet, zwłaszcza młodych, zostało zgwałconych kilka razy przed rozstrzelaniem. Dzieci krzyczały z przerażeniem w ramionach swoich matek tylko po to by uderzyły w nich pociski wystrzelone przez Amerykanów. Kiedy matki próbowały osłaniać swoje niemowlęta własnym ciałem, jedyną bronią jaką miały do obrony, to zastrzelenie ich przez żołnierzy. Ci, którzy odnieśli rany  byli ostrzeliwani ponownie, aby upewnić się, że nie żyją.

Amerykanie byli metodyczni. Nie śpieszyli się. Byli rozważni i skuteczni w morderstwach. Potrzebowali czasu aby przeładować broń, napić się, zjeść obiad i następnie wrócić na rzeź. Błagania niewinnych lub lamenty ludzi widzących śmierć ich bliskich nie zniechęcało żołnierzy. Używali karabinów szturmowych, granatników, bagnetów – wszystkiego, co mogło zamordować. Po trzech godzinach rozlewu krwi Amerykanie wymordowali 504 cywilów. Oficerowie obecni na miejscu wzięli aktywny udział w zabójstwach. Nie próbowali kontrolować własnych ludzi.

Niektórych Wietnamczyków uratowała interwencja trzech mężczyzn: oficera Hugh Thompsona, pilota helikoptera i jego strzelców Glena Andreotty i Lawrence’a Colburna. Oficer Thompson zauważył ciała Wietnamczyków i przekazał przez radio swojemu dowódcy, to co widział. Wylądował swoim pojazdem, by zebrać rozbitków i nakazał swoim strzelcom otworzyć ogień do amerykańskich żołnierzy, jeśli nadal będą atakowali cywilów. To był apel Thompsona do regionalnych dowódców, którzy ostatecznie nakazali Medinie, Calley’owi i Kompanii Charlie zaprzestanie operacji.

Próbowano donieść o masakrze najwyższemu dowództwu, ale zostało to zignorowane, szczególnie przez generała dywizji Samuela Williama Kostera oraz pułkownika Orana Hendersona. Zamiast wnieść oskarżenia przeciwko mordercom, wydano listy pochwalne. Wraz z pierwszym artykułem Hersha z listopada 1969 roku, armia zostanie zmuszona do udzielenia odpowiedzi. Oskarżono dwudziestu jeden członków personelu wojskowego, ale skazano tylko Calleya. Jego pierwotny wyrok 20 lat pozbawienia wolności został redukowany przez prezydenta USA Richarda Nixona do czterech lat, z których trzy lata spędził w areszcie domowym.

Rdzenni Mieszkańcy Ameryki dobrze rozumieją Masakrę w My Lai oraz całkowitą porażkę amerykańskiego systemu prawnego, aby pociągnąć do odpowiedzialności, tych, którzy wydawali rozkazy, tych, którzy otworzyli ogień oraz tych, którzy próbowali zatuszować jedno z najbardziej brutalnych zbiorowych morderstw podczas tej wojny dokonanych z „małej broni”. Tysiące rdzennych mieszkańców w tym kraju również zostało zebranych razem i rozstrzelanych w Yontoket, Sand Creek, Wounded Knee i pozostałych. W przeciwieństwie do Wounded Knee nie przyznano amerykańskim żołnierzom medali honorowych, ale fakt, że odmówiono sprawiedliwości ofiarom My Lai, dodatkowo splamił wszystko, to co pozostało z amerykańskiej moralności podczas tego konfliktu.

Podczas gdy odbędą się uroczystości upamiętniające życie takich przywódców jak Martin Luther King i Robert Kennedy, pamiętajmy o ofiarach My Lai.

O AUTORZE

Doug George-Kanentioo, Indianin Mohawk z Akwesasne, jest wiceprezesm Instytutu Hiawathy na rzecz Wiedzy Tubylczej. Pełnił funkcję powiernika w Narodowym Muzeum Indian Amerykańskich. Jest byłym negocjatorem praw do ziemi Narodu Mohawków jak również autorem wielu książek i artykułów o ludzie Mohawk.

Autor: Doug George-Kanentioo
Tłumaczenie: Damian Żuchowski
Źródło oryginalne: Doug George-Kanentiio: Let us remember the victims of the My Lai massacre https://www.indianz.com/News/2018/03/16/doug-georgekanentiio-let-us-remember-the.asp

Artykuł ukazał się także na WolneMedia.net

Opublikowano Artykuły, Historia, Przemoc, USA | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Indiański profesor zamordowany w stanie Santa Catarina

Organizacje społeczne i kościelne w Brazylii potępiły morderstwo Marcondesa Namblá z ludu Xokleng (Laklănő). Marcondes pochodził z rdzennego terytorium Ibirama-Laklãnõ położonego w gminie José Boiteux w dolinie Itajaí w granicach stanu Santa Catarina. Był nauczycielem afiliowanym przy Uniwersytecie Federalnym w Santa Catarina (UFSC). Zostawił żonę i piątkę dzieci.

„Marcondes od młodości był jednym z głównych przywódców, niezależnie od funkcji i stanowiska” – wspomina Nanblá Grakan, kuzyn ofiary. Jedną z głównych prac Marcondesa była rewitalizacja języka i kultury Xokleng (Laklănő) w rdzennej szkole podstawowej. Ponadto pełnił ważną funkcję sędziego w granicach terytorialnej rezerwy Indian. Od 1992 roku z inicjatywy Grakana, nauczanie języków zostało włączone do programu szkół w Ibirama-Laklãnõ. Grakan nie wie czy kontynuowanie programu rozwoju tego projektu bez pomocy kuzyna, który miał plany zrobienia magistra w dziedzinie językoznawstwa i który był jednym z czołowych badaczy języka i kultury Xokleng, będzie możliwe.

Marcondes został śmiertelnie pobity na plaży Penha. Według doniesień prasowych nagranie z monitoringu wskazuje, że za jego śmierć odpowiada człowiek spacerujący z psem, który jednocześnie trzymał w ręce drewniany kij. Wiele wskazuje na to, że mężczyzna ten wymienił kilka słów z Marcondesem. Następnie gdy Indianin odwrócił się do niego plecami zaatakował z zaskoczenia uderzając go w głowę. W wyniku zadanego ciosu Marcondes upadł na ziemię, a napastnik zanim uciekł z miejsca zdarzenia kontynuował jego bicie, zakończone ostatecznie zgonem ofiary. Według krewnych zabitego przebywał on na plaży wraz z dwunastoma innymi Indianami, aby sprzedawać swoje produkty. Mordercę zidentyfikowano później jako 22-letniego Gilmara Césara de Lima.

Rada Misyjna CIMI zwraca uwagę, że na przestrzeni ostatnich kilku lat wzrosła fala nietolerancji wobec rdzennej ludności w stanie Santa Catarina. W szczególności objawia się to w postaci polityki władz miejskich, którym nie podoba się, że Indianie pojawiają się na plażach realizując swoje podstawowe cele społeczne, kulturowe i gospodarcze. W okresie letnim Indianie udają się na wybrzeże, gdzie wystawiają i sprzedają własne produkty, w tym zwłaszcza wyroby rękodzielnicze. Kiedy burmistrz, sekretarz gminy lub niektóre media przekazują negatywnie zabarwione informacje na temat rdzennej ludności lub wygłaszają niepochlebne przemówienia przeciwko nim, pewna część społeczeństwa czuje się usprawiedliwiona gdy podejmuje działania zamierzające do marginalizacji Indian w regionie.

„Zakończenie uregulowania granic terytorium Ibirama-Laklãnõ trwa w sądzie od lat. W międzyczasie Xoklengowie, oprócz wielkiej dyskryminacji doświadczają niezliczonej agresji ze strony otaczającego nas społeczeństwa” – twierdzi prawnicza ISA Juliana de Paula Batista, Dolina Itajai w której leży terytorium Xoklengów od dawna postrzegana jest jako miejsce europejskiej kolonizacji, nie zaś jako „miejsce indiańskie”. Wobec tego wielka niesprawiedliwość dotyka ten lud, który od stuleci zamieszkuje regionalny Las Atlantycki.

W etniczną motywację morderstwa profesora z ludu Xokleng nie wierzy odpowiedzialny za tę sprawę delegat policji Douglas Teixeira Barroco, który przenosi ją na karb zaistniałego nieporozumienia między mężczyznami. Rada Misyjna CIMI w kontekście śmierci Marcondesa przypomina o strasznym wydarzeniu jakie miało miejsce 30 grudnia 2016 roku w Imbituba na wybrzeżu Santa Catariny. Wówczas ofiarą napaści i mordu padł Vitor, zaledwie 2-letnie dziecko z ludu Kaingang, w momencie gdy znajdywało się na rękach swojej matki.

Opracowanie: Damian Żuchowski

ŹRÓDŁA:

Assassinato de liderança indígena Marcondes Namblá é trágico início para 2018 https://www.socioambiental.org/pt-br/noticias-socioambientais/assassinato-de-lideranca-indigena-marcondes-nambla-e-tragico-inicio-para-2018

Nota do Cimi em repúdio ao assassinato do professor Xokleng Marcondes Namblá https://www.cimi.org.br/2018/01/nota-do-cimi-em-repudio-ao-assassinato-do-professor-xokleng-marcondes-nambla/

Professor indígena é espancado no Ano-Novo e morre 2 dias depois em SC http://www1.folha.uol.com.br/cotidiano/2018/01/1947938-professor-e-lider-indigena-e-espancado-e-morto-na-noite-de-ano-novo-em-sc.shtml

Opublikowano Brazylia, Przemoc, Wiadomości/Newsy | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz